środa, 7 listopada 2012

Rozdział Czterdziesty Drugi

Obudziłam się w ramionach Harryego.
- Dzień dobry pani Styles. 
- Witaj mężu. Która jest godzina?
- Nie wiem. A to ważne?
- Nie - uśmiechnęłam się do niego.
- Za to jutro wylatujemy na Seszele! Cieszysz się?
- No, jasne! Kto by się nie cieszył? A zwłaszcza się cieszę, bo jedziemy tam we dwójkę.
Częściowo byliśmy już spakowani. Zawsze marzyłam o wyjeździe na Seszele od momentu, kiedy zobaczyłam jakiś film o nich w telewizji. Teraz miało się ono spełnić. Byłam bardzo podekscytowana. 
- Musimy wracać do domu, żeby się do reszty zapakować i pożegnać Ellie i Lou…- powiedziałam.
Przypomniałam sobie Lou jako pszczółkę i zaczęłam się śmiać.
- Z czego się śmiejesz?
- Z Lou. Jako Maja był bezkonkurencyjny!
- A ja jako panna młoda?!
- Ty byłeś poza konkurencją.  Gdybyś widział minę swojej mamy, gdy was zobaczyła… To było bezcenne. Większość ludzi musiało skorzystać z toalety i zrobił się tam tłok…- zaczęłam się  śmiać.
- Wyobrażam sobie mamę…- parsknął śmiechem- a twoja babcia nie była zgorszona?
- Wyobraź sobie, że nie. Sama byłam zdziwiona. Chyba wszyscy się dobrze bawili. Zrobiłeś mi wielką niespodziankę.                                                                                                                                                                   Harry zaczął się zastanawiać o co chodzi.                                                                                                                         - Nie wiem, o czym mówisz. Wczoraj się tyle działo…
- Mam na myśli naszą piosenkę – powiedziałam - zauważyłeś, że chyba Jay z Geff’ em znaleźli sobie dziewczyny?
- Oby byli tacy wytrwali jak ja - powiedział Harry i pocałował mnie namiętnie.
Musiałam iść do toalety. Harry nie chciał mnie puścić.
- Gdzie?
- Jak zaraz mnie nie puścisz, to łóżko będzie mokre, a chyba tego nie chcesz…
Niechętnie mnie puścił. Pobiegłam do łazienki. Postanowiłam, że się wykąpie. Weszłam pod prysznic i odkręciłam wodę.
- Tak sama? - zapytał Harry, wchodząc do łazienki - zastanawiałem się, czy się za to na ciebie nie obrazić - i już był pod prysznicem.
- Uhu! Jest tu kto?! Śpicie jeszcze? - usłyszeliśmy głos mamy Harryego.  Harry jęknął. Wyskoczył spod prysznica, założył szlafrok i wyszedł z łazienki.
- O! wstaliście już!
- Tak, wstaliśmy, a coś się stało, mamo?
- No, musimy się wynieść z hotelu.
- Nie musimy - powiedział Harry - do środy jest zarezerwowane.
- A, to dobrze, bo ja jutro wylatuję, to może oprowadzicie mnie po Warszawie?
- Mamo, mamy dużo do załatwienia. Może cię oprowadzą Niall, albo Zayn? Musimy jeszcze odprowadzić Lou i Ellie na samolot i przypuszczam, że potem chłopaki będą mogli z tobą poganiać.
- Myślałam, że będę mogła poganiać z tobą. A gdzież to twoja żona? Pewnie poszła na ploteczki…
Harry nic nie odpowiedział. Wkurzyło mnie to trochę, więc ubrałam się w szlafrok i wyszłam z łazienki.
- Dzień dobry mamo. Co się stało? Czyż byś spać nie mogła?
- Myślałam, że musimy się wynieść – odpowiedziała - pewnie wam przeszkodziłam…
- Pewnie tak…- odpowiedział Harry.
- Już wam nie przeszkadzam - wyszła lekko obrażona. Harry zamknął za nią drzwi.
- Chyba rzeczywiście będziemy mieć spokój dopiero na Seszelach… Kocham moją mamę,  ale nieraz bywa upierdliwa, dlatego uważam, że masz super mamę, chociaż na początku miałem do niej zastrzeżenia…
- Dlaczego? - zdziwiłam się.
- A, to dłuższa historia do obgadania.
Do drzwi usłyszeliśmy skrobanie. Do pokoju wpadła „Pszczółka Maja”. Właściwie nie Maja, a Gucio…
- Co porabiacie?! - zapytał Lou - widzę, ze już nie śpicie. Minąłem się z waszą mamusią. Rozumiem, że zrobiła wam pobudkę.
- No, niekoniecznie. My zaraz jedziemy do domu, bo musimy się spakować.
- To, może my się zabierzemy z  wami? Wszyscy tu wchodzą jak do stodoły.
- UPS…. Ja tylko wleciałam…- powiedział Lou.
- To, o której wyjeżdżamy? - zapytałam.
- Za godzinę - powiedział Louis.
- Dobra. Za godzinę na dole. Postanowione.
Pszczółka wyleciała z naszego pokoju.
- Kto nas jeszcze odwiedzi? - zapytał Harry.
- No, jeszcze jest parę osób, które mogą nas odwiedzić…
- Żebyś nie powiedziała w złą godzinę - odpowiedział Harry.
Musiałam powiedzieć w to w złą godzinę, bo przez te sześćdziesiąt minut wpadło do nas jeszcze pięć osób. Był Niall z Zaynem i to każdy osobno, Danielle, tata Hazzy i Duży Bo, który zameldował, że jedzie do domu. Dzięki Bogu styliści już odjechali. Zebraliśmy swoje rzeczy i tak jak się umówiliśmy z Lou i Ellie byliśmy na dole. Louis był już ubrany w garnitur, czekał na nas.
- Spadajmy stąd, bo sporo ludzi zbiera się, aby nas pożegnać - powiedział Lou.
Poprosiliśmy o taksówkę. Kiedy przyjechała, zapakowaliśmy się szybko do samochodu.
- Jak myślicie, czy Mały Joe jest w ogóle w domu? Czy ktoś ma klucze?! - zapytałam. Popatrzyłam  po wszystkich. Chyba nikt nie miał kluczy…-  No to módlmy się, żeby ktoś był w domu…
Na szczęście spotkaliśmy Dużego Bo, gdy podjechaliśmy pod dom. Wysiadał z wozu.
- A co wy tu robicie? - zapytał zdziwiony.
- Mieliśmy dosyć hotelu…
- To chodźcie - otworzył drzwi i weszliśmy do pustego domu.
Pobiegłam do naszego pokoju. Otworzyłam walizkę i zaczęłam się zastanawiać, czy wszystko jest już zapakowane. Wzięłam kartkę do ręki, na której miałam napisane, co muszę zabrać. Zobaczyłam, że parę rzeczy jeszcze jest nieskreślonych, ale były to rzeczy, które mieliśmy dopakować w ostatnim momencie. Harry przyszedł za mną.
- Głodny jestem… Mały Joe prawdopodobnie został jeszcze w hotelu, to będziemy musieli coś sami upichcić…
- To może zamówmy pizzę?
- Wiesz, to całkiem niezły pomysł. Dowiem się, jeszcze od Lou i Ellie, czy mają też ochotę.
Po krótkim czasie przyszedł z lekka zmieszany.
- Chyba im przeszkodziłem.
- Nie przejmuj się. Lou też nam przeszkadzał.
- To zamówisz tą pizzę?
- Dobrze. Zamówię- zadzwoniłam do TELEPIZZY i zamówiłam trzy duże pizze. Jedna biesiada serowa, druga grillowany kurczak, a trzecia hawajska. Powiedziano mi, że pizza będzie za półgodziny.
- Co zamówiłaś?
- Moje ulubione pizze.
Po półgodzinie zadzwonił dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć. Gdy byłam na schodach, zobaczyłam, że Duży Bo odbiera pizzę i zamyka drzwi za dostawcą.
- Właśnie się zastanawiałem, co będziemy jedli - rzucił Bo i uśmiechnął się do mnie.
- Pomyślałam, że tak będzie najlepiej.
Za chwilę na schodach pojawił się Harry.
- Zawołaj Ellie i Lou - rzuciłam do niego.
Za moment siedzieliśmy wszyscy w salonie i zajadaliśmy się pizzą. Ktoś zadzwonił do drzwi.
Za drzwiami stali Danielle i Liam.
- Ale macie nosa!- powiedział Harry.
- Nie chcę was martwić,  ale Niall się wybiera do domu…- powiedziała Dani.
- No, to trzeba zadzwonić po następne dwie…- skwitowałam - ja już nie dzwonię.
- To ile zamówić? - zapytał Liam, łapiąc za słuchawkę.
- Jeżeli Niall wróci, to na pewno trzeba jedną liczyć na niego. Zdaje się, że wy się jeszcze nie najedliście, czyli na was też jedna. Jeżeli wróci Zayn i ktoś jeszcze to jeszcze jedna. W sumie wychodzi cztery…- policzyłam.
- A dlaczego przyjechaliście z powrotem do domu? - zapytał Harry - przecież mamy zarezerwowany  hotel jeszcze na trzy dni.
- Bez przerwy ktoś nam przeszkadzał…
- Wam też?!
- Co za zbieg okoliczności! - krzyknęłam.
Za pół godziny przyjechała pizza razem z Niallem.
- JEDZONKO!- krzyknął.
- Bez was zrobiło się smutno, więc zdecydowaliśmy, że wracamy do domu.  Spotkaliśmy Małego Joe i gdy dowiedział się, że wracamy, powiedział że jedzie na zakupy… Także niedługo przyjedzie…- powiedział Zayn.
- Jakie macie wspomnienia z wesela i ze ślubu?
- Wszystko wypadło super! - powiedziała Danielle - poza dorożką, o której marzyłam od dziecka, spełniły się moje życzenia, a nawet więcej.
- To która jest w ciąży? - zapytał Niall.
Liam strzelił go łeb.
- Nie twoja sprawa - powiedział poważnie.
Niallowi zrobiło się głupio.
- Ta pizza jest pyszna!- powiedział Harry, próbując serowej.
- Wiem. To jest moja najbardziej ulubiona pizza - powiedziałam i uśmiechnęłam się.
- No, musimy się iść pakować!- zarządziła Ellie.
Rozeszliśmy się do pokoi. Słyszałam, że Harry szedł za mną. Odwróciłam się  i zobaczyłam, że dzierży w ręku jeszcze kawałek pizzy.
- Biedactwo, nie najadło się - powiedziałam żartobliwie.
- Chcesz kawałek? - zapytał.
- Mogę chcieć.
Wsadził mi do buzi pizzę.
- Nie sądziłam, że aż taki duży ten kawałek…
- No, tak mi się urwało…
Harry podszedł do stolika, na którym leżały kartki. Coś na jednej  napisał i zapytał:
- Masz plaster?
 Wyciągnęłam plaster.
- Jeszcze nożyczki poproszę.
Gdy mu podałam, wyszedł za drzwi. Po chwili wrócił bez kartki. Oddał mi plaster i nożyczki. Po krótkim czasie usłyszeliśmy kroki na korytarzu i chichot Liama.
- Z czego on się śmieje?
- Nic - odpowiedział niewinnie. Przytulił mnie do siebie i zaczął całować. Za chwilę usłyszałam ryk na korytarzu.
- Harry, z czego oni się tak śmieją?
Hazzie nie wytrzymał i wyskoczył za drzwi.
- Cisza ma być! - usłyszałam. Zaintrygowana wyszłam na korytarz i zobaczyłam kartkę na naszych drzwiach. Napisane było na niej:
 NIE PRZESZKADZAĆ, BO ZABIJĘ
I pod tym zamaszysty podpis Harryego. Dostałam ataku śmiechu.
- Co ci się stało? - zapytał.
- Nic, bawi mnie ta sytuacja…
Do Harryego chyba zaczęło docierać o co chodzi i wybuchnął śmiechem. Zdjął kartkę i powiedział:
- Idziemy się pakować.
- Na pewno? - zapytał Niall.
- Tak. Na pewno. Jak chcesz możemy zostawić nawet otwarte drzwi.
- Będę się lepiej czuł, bo nie lubię zamkniętych pomieszczeń.
- Harry, czy wszystko zabrałeś? - zapytałam.
- A co ja potrzebuję? Ciebie nie zapakuje do walizki.
Zaczęłam się śmiać.
- A spakowałaś swoje prezenty z wieczoru panieńskiego? Najbardziej mnie interesują te kajdanki z różowym puszkiem.. - powiedział cicho Harry.
Zajrzał do szuflady, gdzie schowałam rzeczy z wieczoru panieńskiego i zaczął wyjmować.
- No jak to!? Nic z tego nie spakowałaś?  Pakujemy wszystko - zarządził.
- No, nie wygłupiaj się. Będziemy mieli nadbagaż!
- To, nic… Zapłaci się i tyle. Zabieraj. No nie patrz tak na mnie. Pakuj, pakuj. 
Co miałam zrobić? Dopakowałam rzeczy do walizki i zajrzałam do walizki Harryego. Były tam trzy     t-shirty i dwie pary szortów.
- Prać nie będę - powiedziałam buńczucznie.
- Kto ci każe prać? T-shirty są przewidziane na podróż powrotną.
Wyjęłam parę rzeczy Hazzy włącznie z garniturem ze ślubu i zapakowałam do walizki. Dwie koszule. Okazało się, że Harry „zapomniał” także bielizny i kąpielówek.
- Czyś ty na głowę upadł?! Przecież nie będziemy sami, a na kolację w czymś musisz chodzić.
Po dłuższych pertraktacjach, Harry dopakował jeszcze trochę swoich rzeczy.
- Okulary przeciw słoneczne, masz? - zapytałam.
Sprawdziłam, czy mamy apteczkę,  ale okazało się, że nie. Brakowało jeszcze paru rzeczy jak np. plastry, tabletki przeciwbólowe i bandaż. Postanowiłam, że pojadę do apteki. Zaczęłam się szykować do wyjścia.
- Gdzie ty wychodzisz?
- Idę do apteki.
- Może przejdę się z tobą.
Gdy zeszliśmy na dół, usłyszeliśmy, że ktoś krząta się w kuchni.
- Pewnie Niall zgłodniał. Niall nie buszuj Małemu Joe w lodówce- krzyknął.
W kuchni zapanowała cisza. Po chwili w  drzwiach pojawił się Mały Joe.
- Nialla tu nie ma - powiedział uśmiechając się od ucha do ucha.
- Znudziło mi się w tym INTERCONTINENTALU, a poza tym wszyscy was szukali i nikt nie mógł was znaleźć. Doszedłem do wniosku, że chyba wróciliście do domu, więc przyjechałem. Pomyślałem, że będziecie głodni. Kolacja będzie na dziewiętnastą.
 Była siedemnasta. Wyszliśmy z domu i Harry chciał wsiadać do samochodu.
- Gdzie?! - zapytałam - Idziemy na piechotę.
- Jestem taki obżarty.
- No, właśnie dlatego. Trzeba to wszystko spalić.
- Ale mi się nie chce chodzić, nogi mnie bolą i jest mi za ciężko.
-To wracaj i idź na siłownie! - troszkę się wkurzyłam.
- No, już dobrze. Nie złość się. Już pójdę jak muszę…
- Ty leniwcu! - zaczęłam się śmiać.
Poszliśmy spacerkiem w kierunku apteki. Weszliśmy do niej i zaczęłam  wrzucać różne leki do koszyka.
- Strasznie tego dużo!- powiedział Harry.
- Musimy być zabezpieczeni na różnego rodzaju okoliczności - wzięłam tampony do nosa, bandaże elastyczne i zwykłe, gaziki, Pantenol na oparzenia.
- Zobacz testy ciążowe!!! - krzyknął Harry na całą aptekę.
- To nam na razie nie potrzebne.
Do koszyka wrzuciłam jeszcze dwie paczki podpasek.
- A to po co?
- Potrzebne. Tobie się nie przydadzą,  ale mnie na pewno…
Z pełnym koszykiem poszliśmy do kasy.  Przypomniałam sobie jeszcze o jakimś leku na ukąszenia,  ale nie za bardzo  wiedziałam, co lata na Seszelach. Zapytałam panią magister, co wziąć na ukąszenia.
- Ale jakie? - zapytała.
- No właśnie nie wiem. Lecimy na Seszele i nie wiem, co mam wziąć…
Zaprowadziła nas do półki, gdzie były różne leki na choroby tropikalne.
- Proponuję wziąć lek na malarię i myślę, że FENISTIL na ukąszenia wystarczy.
Zgarnęłam te dwie rzeczy do koszyka i poszliśmy zapłacić.
- Chodź się jeszcze przejdziemy - powiedział Harry.
- Podobno nogi cię bolały.
- Ale jest tak pięknie!
Poszliśmy okrężną drogą do domu. Gdy dotarliśmy na miejsce większość siedziała już w salonie. Brakowało tylko Lou i Ellie.
- Gdzie wyście byli?!
- W aptece - odpowiedziałam.
- Ale wielką torbę żeście kupili. To wszystko na wyjazd?!- zdziwił się Niall.
- Nie wiem, czy będą na miejscu lekarze, więc wolę być zabezpieczona, na różne ewentualności. Harry, możesz to zabrać na górę? Postaw przy walizce, to później dopakuję.
  Zabrał ode mnie siatkę i poszedł.
- Co, jesteście już spakowani? - zapytałam Danielle i Liama.
- Jeszcze trochę,  ale wyjeżdżamy po was, więc mamy jeszcze trochę czasu - wyjaśnił Liam.
Trochę się denerwowałam, że nie widać mamy,  ale jak ją znałam, byli już zapięci na ostatni guzik. Mały Joe zaprosił nas na kolację. Dzięki Bogu przygotował jakieś lekkostrawne sałatki i można było troszkę symulować, że się je. Nałożyłam sobie trochę sałatki na talerz i udawałam, że jem. Dzięki Bogu Niall był głodny i zjadł prawie wszystko. Przeszliśmy do salonu.
- No, to jutro się rozjeżdżamy…- powiedział Louis - Jak ja bez was wytrzymam?!
- Będziesz miał laptopa, to będziesz mógł napisać.
- A odpowiecie chociaż?
- To zależy - odpowiedział Harry.
- A kiedy wracacie? - zapytał Niall.
- Jeszcze nie wyjechaliśmy, a już się pytasz o powrót.
- Bo nudno będzie bez was.
- Jedziemy na miesiąc. Wrócimy pod koniec sierpnia.
- To chyba pojadę do domu.
- A co z Eweliną? - zapytał Louis.
Niall się zmieszał. 
- Kasia mi dała do zrozumienia, że mam się od Eweli odczepić…- powiedział niepocieszony.
- A co Ewelina na to? - zapytałam.
- A co ona ma do gadania?!
- No, fakt. Jest jeszcze bardzo młoda…-  powiedziałam.
- A ty stara!- powiedział Harry.
- No przecież ma dopiero szesnaście lat.
- To ja na nią poczekam - rzucił Niall.
- Musisz być cierpliwy,  ale nim nie jesteś…
- Zobaczycie, że poczekam.
- Gorzej jak ona sobie znajdzie kogoś innego.
Zmartwił się.
- Nie przejmuj się. Wszystko się na pewno ułoży – powiedziałam - Jeżeli ty będziesz cierpliwy, to na pewno się doczekasz.
- Zayn, a ty znalazłeś sobie dziewczynę? - zapytał Louis.
 Byłam ciekawa co odpowie. Widziałam, że Gabriela dała mu kosza, więc byłam ciekawa, co odpowie.
 Powiedział, że znalazł i są bardzo szczęśliwi.
- Ciekawe na jak długo…- zakpił Lou.
- A która to? - zapytał Niall.
- A była na weselu - odpowiedział Zayn.
- To ta, którą sprzątnął ci Jay sprzed nosa? - drążył dalej Niall.
- Zobaczysz, że będzie moja. Jay wyjechał, a ja zostałem.
- To jej dobrze nie znasz - powiedziałam.
- A ty ją znasz?
- Nie masz pojęcia jak dobrze i jak długo - powiedziałam dumnie.
- Ona była twoim gościem?
- Tak. Naszym - poprawiłam Zayna.
- To jak długo ją znasz?
- Dwanaście lat.
- Uuu… To rzeczywiście długo. To moje przyjaciółki - odpowiedziałam - więc znamy się naprawdę bardzo dobrze.
- To załatw mi z nią randkę! Proszę!!!
- Jeżeli ty nic nie wskórałeś, to ja tym bardziej nie wskóram. Jest niezależna i nie poddaje się sugestiom. Nawet nie mam co do niej dzwonić w tej sprawie.
- A coś ci powiedziała?
- To jest sprawa między nią, a mną.
Zayn przygasł. Ellie pobiegła na górę, żeby się dopakować do reszty, bo z samego rana mieli odlot. Jak zwykle musiała wszystko sprawdzić, czy wszystko jest gotowe i w pewnym momencie usłyszeliśmy, jak woła Louisa. Lou pobiegł na górę, żeby dowiedzieć się o co chodzi. Ponieważ nie wracał, a myśmy mieli ich odwieźć na lotnisko powiedziałam:
- Dobranoc – i poszłam na górę. Łazienka była zajęta, więc weszłam do pokoju. Postanowiłam dopakować zakupione rzeczy do naszego bagażu.  Było mi smutno, że Ellie z Lou wyjeżdżają,  ale cieszyłam się na nasz wyjazd i nie mogłam się go doczekać.  Mieliśmy być na lotnisku z Ellie i Lou o piątej, a wylot mieli o godzinie siódmej. My mieliśmy mieć wylot o trzynastej.
Usłyszałam, że łazienka się zwolniła. Pobiegłam do łazienki się umyć.  Szybko się wykąpałam, umyłam zęby i wróciłam do pokoju. Harryego nie było. Sprawdziłam jeszcze raz, czy czegoś nie zapomnieliśmy. Sprawdziłam, czy mamy paszporty i poszłam do łóżka. Nastawiłam budzik na czwartą. Położyłam się i zgasiłam światło. Nawet nie wiem kiedy odjechałam.
Budzik zaczął dzwonić, więc go zastawiłam. Poczułam, że Harry śpi koło mnie. Lekko się poruszył,  ale się nie obudził. Wstałam i wyszłam na korytarz. Zobaczyłam, że się pali światło u Ellie i Lou. Łazienka była jeszcze pusta. Szybko umyłam zęby i wyszłam z łazienki, żeby jej nie blokować. Ubrałam się szybko i usiadłam do toaletki. Zapaliłam lampkę i zaczęłam się malować. Harry - nic. Podeszłam do niego i go pocałowałam. Spał w najlepsze. Pomyślałam sobie, że nie będę go budzić, a Ellie i Lou zawiozę sama na lotnisko. Spróbowałam go jeszcze raz obudzić, ale nakrył się kołdrą i spał dalej.
- Jak chcesz- powiedziałam cicho.
Było dwadzieścia po czwartej, gdy wyszłam z pokoju. W tym momencie Ellie i Lou wychodzili z bagażami.
- A gdzie Harry? - zapytał Lou.
- Śpi. Nie mogłam go dobudzić…- powiedziałam - odwiozę was sama.
Wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy. Dojechaliśmy szybko na lotnisko, bo nie było korków. Odprowadziłam ich do stanowiska, gdzie mieli odebrać bilety i gdzie zaczynała się odprawa. Pożegnaliśmy się i podeszli do odprawy. Pomachałam im jeszcze jak przeszli odprawę i patrzyłam jak odchodzą. Zrobiło mi się jakoś smutno. Chciało mi się płakać, więc poszłam do samochodu. Posiedziałam chwilę, żeby się uspokoić i przekręciłam kluczyk w stacyjce. W domu byłam o szóstej. Gdy dojechałam pod dom zadzwoniła moja komórka. Odebrałam i usłyszałam Eleanor.
- Wielkie, dzięki, że nas odwiozłaś. Siedzimy i czekamy. Mamy jeszcze godzinę czasu. Louis lata po sklepach i kupuje jakieś głupoty.
- W paseczki? - zapytałam.
- Też…- westchnęła ciężko.
- A ty nie latasz po sklepach?
- Parę sklepów obleciałam,  ale postanowiłam się ustatkować. Wieczorem skontaktujemy się na GG. Dobra?
- Dobra.
-To w takim razie cię mocno całuję i ucałuj Harryego.
Rozłączyła się. Wysiadłam z samochodu i było mi jakoś ciężko. Ellie było chyba też ciężko, że zadzwoniła. Poczułam, że zakończył się jakiś etap w naszym życiu,  ale pomyślałam sobie:
- Tym będę się martwić później. Dzisiaj wylatujemy na Seszele, tylko we dwójkę i będzie nam na pewno cudownie.
Weszłam do domu. Po za Małym Joe, wszyscy spali.
- Napijesz się kawy? - zapytał.
- Chętnie.
Koło Małego Joe kręcił się Zutek.
- Zaraz dostaniesz mleczko.
Nalał mu ciepłego mleczka do miski i postawił przed nim. Zutek zaczął je chłeptać i wypił całą miskę. Usiadłam w salonie, a Mały Joe przyszedł z dwoma kawami.
- Może chcesz coś zjeść? - zapytał.
- Nie, dziękuje. Jeszcze za wcześnie- powiedziałam ziewając.
Za Małym Joe przyszedł Zutek Mozart. Wskoczył mi na kolana i mrucząc ułożył się w kłębuszek. Drapałam go za uszkiem, a on słodko pomrukiwał.
- A co ty będziesz robić, Mały Joe, kiedy my wyjedziemy?
- Zastanawiałem się, czy nie pojechać do domu,  ale co by cię stało z Zutkiem… także chyba zostanę i będę czekał tu na was - powiedział siadając wygodnie w fotelu - Duży Bo pojedzie do mamy, chłopaki pewnie się rozjadą do domu,  ale powiem ci, że jest mi tu dobrze i z całą przyjemnością  pobędę sam z Zutkiem. Zostaną mi jeszcze Marysia i Filip, z którymi się ostatnio zaprzyjaźniłem, tak że nie martw się o mnie.
Widocznie wyczuł mój zły nastrój, że mnie tak pocieszał. Przed siódmą pojawił się Duży Bo.
- A czemu ty nie śpisz?
- A, plotkujemy sobie - wyjaśniłam.
- A mogę się do was przyłączyć?
- Możesz.
Duży Bo usiadł w drugim fotelu. Włączyliśmy telewizję i zaczęliśmy słuchać, co mają do powiedzenia. Oczywiście była mowa o Euro i co po nim… Jednym słowem NUDY… 
Duży Bo zaoferował, że odwiezie nas na lotnisko. Bardzo się ucieszyłam. Jakoś tej kwestii nie omówiliśmy. Posiedziałam jeszcze z nimi do godziny wpół do ósmej, a potem powiedziałam, że muszę iść zamknąć walizki. Poszłam na górę. Chrapanie Hazzy słyszałam pod drzwiami. Weszłam do pokoju, dopakowałam ostatnie rzeczy do walizek. W szafie pozostały tylko te,  w które mieliśmy się ubrać.  Zaczęłam zamykać walizkę Harryego,  ale nie chciała się zamknąć. Zastanawiałam się, co mam zrobić. Postanowiłam, że zamknę swoją,  ale z nią też miałam trudności. Potrzebna była jeszcze jedna osoba. Podeszłam do Harryego. Usiadłam koło niego i zaczęłam go całować. Chciał się odwrócić,  ale nie pozwoliłam na to. W pewnym momencie poczułam, że się budzi. Zaczął oddawać mi pocałunki i zerwał się gwałtownie.
- Która godzina?! Już… Już wstaje.. Już!!!  Zaraz będę gotowy i odwieziemy Ellie i Lou! - pocałowałam go i powiedziałam:
- To od Ellie, a to od Louisa.
- Jak to?! - zdziwił się.
- Oni już od pół godziny lecą.
- Która jest godzina?!
- Wpół do ósmej - powiedziałam spokojnie.
- Dlaczego mnie nie obudziłaś?!?!
- Próbowałam,  ale się nie dałeś obudzić…   Dobrze, że mnie nie walnąłeś chowając się pod kołdrę…
- Nic nie pamiętam!
- No spałeś, to nic nie pamiętasz. Odwiozłam ich na lotnisko i pomachałam za nas obydwojga.
- Louis mi tego nie wybaczy!
- Wybaczył, wybaczył.  Nie wiem, czy będziemy mieli co kupować, bo robił spustoszenie na lotnisku.
Harry się zaśmiał. Złapał mnie i przewrócił na łóżko.
- Wyspałeś się?
- Mógłbym pospać trochę dłużej.
- Musimy wyjechać, jakieś półtorej godziny przed zbiórką… Bo mogą być duże korki. Żebyśmy się nie spóźnili. Nie mogę tylko dopiąć walizek.
- Zaraz mistrz walizek dopnie! - powiedział- A poza tym, po co nam tyle tych ciuchów?! Przecież będziemy chodzić bez?!
- Czy ty masz jakieś plany, o których ja nic nie wiem? Ja mam zamiar chodzić ubrana. Przecież tam będą ludzie! Przecież będziemy chodzić na kolacje i w czymś musimy chodzić!
- Zobaczysz, że połowy rzeczy nie założymy na siebie.
Harry usiadł na walizce i próbował ją zapiąć,  ale też mu się nie udawało.
- Mówię, że za dużo tych ciuchów!- zdenerwował się.
- Harry, nic nie wyjmuj. To co jest, jest przemyślane i ma zostać w walizce. Podkreślam w walizce. Usiądź porządnie na tej walizce, a ja spróbuję zapiąć.
Pomogłam sobie trochę kolanem i jeden zamek się zamknął. Spróbowałam z drugim i też się udało go zamknąć.
- Teraz kluczyki- powiedziałam.
- Do czego ci kluczyki?!- zapytał Harry.
- Żebyśmy nie zbierali twoich marynarek i garniturów na lotnisku - powiedziałam stanowczo.
Podał mi kluczyki i zamknęłam walizkę. Z moją walizką było podobnie.
- Co ja bym bez ciebie zrobił?
- Ja bez ciebie też nie mogłam dać rady.
Gdy obydwie walizki były już zamknięte, powiedziałam do Harryego:
- Znieś je na dół.
Podniósł i się lekko ugiął.
- Boże, jakie one ciężkie. Na pewno będziemy mieć nadbagaż…
- To najpierw  jedną, a potem drugą.
Wziął jedną walizkę i poszedł w kierunku schodów. Usłyszałam, że stawia ją tam. Wrócił po drugą. Przyszedł z lekka zziajany i za nim zdążył złapać drugą walizkę, w pokoju pojawił się Duży Bo.
- Harry, zostaw. Ja to wezmę - Harry oddał mu walizkę Duży Bo złapał ją i wyniósł.
- A teraz idź się umyj - powiedziałam do Hazzy.
- A ty już się myłaś? - zdziwił się Harry.
- No przecież brudna bym nie pojechała! - oburzyłam się.
- To o której ty wstałaś?!
- O czwartej.
- Biedna, ty moja - zaczął mnie żałować.
- Ktoś musiał ich zawieść - powiedziałam.
- Już mi nie wypominaj, że się nie dałem obudzić.
- Przecież nie wypominam, a teraz marsz do łazienki! Bo jak chłopaki ci zajmą łazienkę, to za żadne skarby się nie wyrobimy - powiedziałam. Harry wyszedł, a ja krzyknęłam za nim - Tylko nie siedź za długo!
Zrobiłam porządek w pokoju. Pościeliłam łóżko, złapałam nasze plecaki i zeszłam na dół. Mały Joe krzątał się już w kuchni. Nasze walizy stały przy drzwiach, więc przy nich postawiłam plecaki. Pobiegłam się jeszcze przebrać.  Założyłam świeży, czerwony t-shirt, trzy czwarte spodenki koloru granatowego i moje ulubione sandałki. Gdy Harry wrócił, byłam już gotowa.
- Już gotowa jesteś?!- zdziwił się.
- Pospiesz się! Musimy jeszcze zjeść śniadanie!
Harry szybko się ubrał i zeszliśmy na dół, wcześniej sprawdzając, czy wszystko jest na pewno zabrane. Byłam zaskoczona, że przy stole spotkałam Nialla i Zayna.
- Jak, tam robaczki? Dobrze wam się spało? - zapytał Zayn. O dziwo był w dobrym humorze.
 Zaraz po nas przyszła Danielle z Liamem.
- A co wy tak wcześnie wstaliście? - zapytałam.
- Zawieziemy was na lotnisko - powiedział Liam.
- Nie, bo my to robimy - zaprotestował Niall.
- Już jedną parę, żeśmy przespali. Nie ma mowy. Odwieziemy was.
- To pojedziemy wszyscy.
W tym momencie usłyszałam, że coś dzieje się w salonie. Do jadalni weszła mama z Michałem.
- Przyjechaliśmy, żeby was odwieść na lotnisko.
- Ja to robię - powiedział Duży Bo, wchodząc do jadalni.
- Właśnie przed chwilą podjęliśmy decyzję, że wszyscy odwieziemy Megan i Hazzę - powiedział Liam.
- To jest niezły pomysł - zgodził się Michał.
- Jedliście już coś? - zapytałam.
- Nie.
- No, to siadajcie.
Przy stole potoczyła się wesoła rozmowa. Mama opowiadała, co się działo w INTERCONTINENTALU, po naszym zniknięciu i jak hotel zaczął się wyludniać. Podobno bardzo dużo osób było chętnych na korzystanie z basenu, więc wprowadzono zapisy na godziny, aby wszyscy mogli skorzystać.
- Patrz, Harry, a myśmy nie skorzystali…
- No co to  za przyjemność?
- Ale w INTERCONTINENTALU basen jest na najwyższym poziomie…
- To czemu mi tego nie powiedziałaś?!
- Jakoś wyleciało mi to z głowy.
Skończyliśmy jeść śniadanie. Harry poszedł pożegnać się jeszcze z Mozartem i Małym Joe i zdecydował, że jedziemy. Okazało się, że zabrakło miejsca.
- Duży Bo, to może zostań. Nie będziemy cię fatygować - powiedziałam.
Duży Bo niechętnie się zgodził,  ale nie miał wyboru. Pożegnaliśmy się z nim i odjechaliśmy. Ledwo zdążyliśmy na lotnisko, bo znowu nas złapały korki. Odebraliśmy bilety. Mieliśmy pierwszą klasę. Harry pchał wózek, na którym zostały postawione nasze bagaże.  Podeszliśmy do kolejki do odprawy. Zaczęliśmy się żegnać.
- Będzie smutno bez was! - krzyknął Niall.
- Zapakowałaś laptopa?- zapytał Harry.
- Jest bezpieczny, w plecaku - powiedziałam.
- To dobrze.
- Harry, zamknij oczy i nie podglądaj! - zażądałam. Harry patrzył zdziwiony - Michał, pilnuj go, żeby nie podglądał, bo będę się teraz żegnać.
- Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal - rzucił Michał - mam ci zamknąć oczy, czy sam zamkniesz? ŻONY TRZEBA SŁUCHAĆ.
Odwrócił Hazzę plecami do nas, a ja zaczęłam się żegnać. Najpierw z Danielle, potem z mamą, a potem z chłopakami. Niall, aż mnie podniósł do góry.
- Będziemy tęsknić - powiedział pociągając nosem.
- CO TAM SIĘ DZIEJE?!
- Zamknij oczy! - rozkazał Michał.
Uścisnęłam Nialla, Zayna i Liama i podeszłam pożegnać się z Michałem.
- Opiekuj się mamą i przywieź ją całą w jednym kawałku.
- Będę się starał - powiedział Michał.
- Czy ja mogę już otworzyć oczy?! - zapytał żałośnie Harry. Cmoknęłam Michała w policzek i powiedziałam:
- Możesz.
Zaczął się żegnać ze wszystkimi. Coś mu mama szepnęła do ucha, a Harry kiwnął głową.
Byliśmy już blisko odprawy więc, wycofali się po za obręb kolejki. Pan celnik kazał nam wstawić bagaże na wagę.
- Która jest cięższa walizka? - zapytałam Harryego.
- Chyba twoja - odpowiedział.
Wstawił moją walizkę na wagę. Okazało się, że moja ważyła  osiemnaście i pół kilograma. Harry wstawił swoją i wyszło, że jego bagaż waży dwadzieścia jeden kilo…
- To będzie nadbagaż…- powiedział celnik.
- Chwileczkę, ale gdybyśmy ważyli razem, to przypadałoby na nas czterdzieści kilo - uśmiechnęłam się promiennie i zaczęłam zgrywać słodką idiotkę…
   Celnik długo myślał.
- Moja walizka ważyła tylko osiemnaście i pół kilograma. Gdyby dodać do tego te dwadzieścia jeden to nie przekraczamy czterdziestu.
- No dobrze. Niech tak będzie - powiedział celnik. Oddał nam bilety i paszporty i skierował nas w odpowiednią stronę. Zostało nam tylko przejść przez bramkę. Stało tam około dziesięciu osób, więc nie było  tak tragicznie. Przypomniało mi się, jak leciałam na Rodos, a bramka dzwoniła jak szalona. Dzisiaj nie miałam na sobie żadnych metalowych rzeczy, więc odetchnęłam z ulgą. Powiedziałam, że w plecaku mam laptopa. Kazali mi go wyjąć. Wyjęłam go z plecaka. Powędrował po za rentgenem. Przeszliśmy szczęśliwie bez dzwonienia i czekaliśmy na nasze rzeczy. Gdy je dostaliśmy spakowałam w plecak  z powrotem laptopa. Poszliśmy do strefy wolnocłowej. Wstąpiłam do kiosku i postanowiłam sobie kupić jakąś książkę i prasę. Harry też zaczął przeglądać książki. Coś sobie wybrał. Zapłaciliśmy i poszliśmy dalej. W sklepie z alkoholami zażądałam whiskey. Harry wziął whiskey i koniak. Ruszyliśmy w stronę sklepu z jedzeniem paczkowanym. Na stojakach wisiały różne paczki słodyczy. Zobaczyłam M &M i przypomniała mi się Kreta , gdy naciągnęłam mamę na kilogramową paczkę.  Chwyciłam za paczkę i zaczęłam rozglądać się za Harrym. Wreszcie go znalazłam w, alejce z żelkami. Był wpatrzony w kilogramową paczkę misiów Harribo. Zdjęłam paczkę, na którą tak patrzył. Jego wzrok powędrował za tą paczką. Zaczęłam odchodzić. Harry poszedł za mną jak lunatyk. Podeszłam do kasy i zapłaciłam.
- Czy mogę jednego? - zapytał Harry. Dałam mu paczkę. Od razu ją otworzył i zaczął jeść. Byłam ciekawa, czy ta kilogramowa paczka starczy mu do końca lotu.
- Może pójdziemy gdzieś na kawę? - zapytałam.
- Bardzo chętnie- odpowiedział.
Poszliśmy w kierunku małej kawiarenki. Usiedliśmy i zamówiłam duże late z podwójną śmietanką, a Harry zamówił cappuccino. Kelnerka przyniosła nam kawę i gratis dodatkowe dwie muffinki.
- Chcesz moją muffinkę? - zapytał Harry.
- Nie, mogę ci oddać swoją.
- To każdy zostaje przy swojej - zdecydował.
- Ale schowaj tą paczkę żelków do plecaka.
 Posłusznie schował i zabrał się  za muffinkę. Popijałam sobie kawkę,  ale czułam, że zaczyna chcieć mi się spać. Pomyślałam - pewnie w samolocie się wyśpię.
- Całkiem niezłe te muffinki - powiedział, patrząc z pożądaniem na moją.
- Jak chcesz, to zjedz. Proszę cię bardzo - powiedziałam.
- Nie. to jest twoje i nie będę własnej żonie odbierał od ust.
 Zaczęłam się śmiać.
- Możesz, możesz. Jestem bardzo najedzona - rzekłam i podałam mu ją. Nie oponował. Widziałam, że coraz bardziej się denerwuje. Michał dał mi środek uspokajający,  ale powiedział, że mogę mu go dać, dopiero na półgodziny przed odlotem, bo wcześniej to zaśnie i będę miała problemy z dostarczeniem go do samolotu. Mieliśmy jeszcze godzinę do odlotu, więc nie mogłam mu tego proszka dać. Harry wyciągnął laptopa i próbował się połączyć z Lou na Skype.  Niestety Louis był niewidoczny, co jeszcze bardziej go zdenerwowało. Zastanawiałam się, co mam zrobić…
- Zobacz, czy jest Ellie - zaproponowałam.
Połączył się z nią i okazało się, że jest widoczna.
- Witaj! Jak wam trwa lot? - zapytał Harry.
- Louis śpi, a ja nie mam co robić. A gdzie wy jesteście?
- Jeszcze jesteśmy na lotnisku - powiedział Harry - A wy gdzie jesteście już?
- Jesteśmy nad oceanem - odpowiedziała Eleanor.
- Mam nadzieję, że się na mnie nie gniewacie? - spytał Hazza.
- No, coś ty! Wiemy, że lubisz sobie pospać, a wczoraj żeście poszaleli i trochę za późno poszliście spać. Rano były problemy ze wstawaniem, co?
- No…. Troszkę…- przyznał Harry.
- Ale twoja dzielna żona nas odwiozła.
- Wiem.
- Zasługuje na nagrodę!
- O jakiej nagrodzie rozmawiacie? - zapytałam.
- A nic, nic - powiedział Harry.
Pogadali z pół godziny, gdy zaczęto nas prosić do samolotu. Harry wyłączył komputer i ruszyliśmy do odprawy. Popatrzyłam na zegarek. Było pół godziny do odlotu. Pomyślałam sobie, że teraz, albo nigdy dam mu ten proszek. Staliśmy daleko w kolejce, więc wyciągnęłam wodę, podałam Harryemu i powiedziałam:
- Bez gadania masz to wziąć.
- A co to jest?!?
- Powiedziałam. Bez gadania, masz to wziąć.
- Co, będziesz mnie gwałcić?!
- Tak. Na pewno w samolocie mi to wyjdzie.
- To byłoby interesujące - powiedział Harry, łykając tabletkę.
Sprawdzono nam bilety i zaproszono do samolotu. Przeszliśmy przez rękaw i znaleźliśmy się w środku. W drzwiach witały nas stewardessy i życzyły miłego lotu. Jedna zaprowadziła nas do pierwszej klasy i zajęliśmy swoje miejsca. Stewardessa podeszła i zapytała, czy nie chcemy czegoś do picia. Przyniosła cukierki. Te były  malinowe. Dobre były. Jeszcze nie ruszyliśmy, gdy Harryemu zaczęła się kiwać trochę głowa.
- Nie wiem… coś mi się spać chcę. Zdrzemnę się, dobrze?
- A, śpij - odparłam.
Natychmiast odjechał. Samolot wystartował,  ale już bez wiedzy Hazzy. Stewardessa przyszła się zapytać, czy podać koc. Było bardzo ciepło, więc podziękowałam. Wyciągnęłam książkę i zaczęłam czytać.
- Czy życzy pani sobie coś? - zapytała stewardessa.
- Nie, dziękuję bardzo. Ile czasu będziemy lecieć? - zapytałam.
- Około czterech godzin - powiedziała stewardessa, uśmiechając się szeroko.
- To gdzieś za godzinę poproszę o mocną kawę.
- Oczywiście.
Harry spał jak niemowlę. Poczytałam trochę książkę. Wyciągnęłam laptopa i połączyłam się z mamą.
- Cześć! - powiedziała mama.
- Jak to miło, że jesteś. Podziękuj Michałowi, za tabletki dla Harryego.
- A co u niego słychać?
- Śpi jak zabity. Zobacz! - pokazałam mamie Hazzę.  Zaczęła się śmiać - zapytaj się Michała, ile to będzie trwać.
 Mama odeszła na chwilę od komputera.
- Michał mówi, że jeśli nie będziesz go budzić, powinien przespać jeszcze lądowanie.
- Dobra. Bardzo dziękuję, a co u was?
- Jak wiesz, my wylatujemy ostatni. Jutro odwieziemy Danielle i Liama, a nas odwiezie Duży Bo.
- To życzę tyle lądowań, co startów - powiedziałam.
- Tobie też! - rzuciła mama.
- Odezwę się do was jutro.
- Skype będę miała włączony, jakbyś chciała pogadać.
- Jasne. Całuje bardzo mocno!
Rozłączyłam się. Przechodziła stewardessa, więc ją zahaczyłam.
- Przepraszam, zamawiałam kawę na za godzinę,  ale jednak ją odwołam, bo chcę, żeby małżonek spał do samego końca, do lądowania.
- Nie ma sprawy. Coś jeszcze pani sobie życzy?
- Nie, dziękuje.
Przytuliłam się do Harryego i zamknęłam oczy. W pewnym momencie poczułam zapach jedzenia. Była pora lunchu. Stewardessa chciała mi dać dwie porcje,  ale podziękowałam, bo wiedziałam, że starczy mi tylko jedna.  Na obiad był rumsztyk z marchewką i ziemniakami.  Muszę przyznać, że całkiem niezły. Od razu zrobiło mi się lepiej i poczułam dopiero, że chce mi się strasznie spać.  
Obudził mnie ból w uszach. Czyżbym przespała całą drogę? Byłam zapięta w pasy. Harry też. Zaczęłam się nerwowo przyglądać, czy się nie budzi, ale spał na szczęście. Gdy wylądowaliśmy, samolot trochę podskoczył, co obudziło Hazzę.
- Co się dzieje?!
- Kochanie, witaj na Seszelach!
- Już?! - zdziwił się.
- Tak. Już jesteśmy na ziemi. Przespałeś cały lot.
Zabraliśmy swoje plecaki i zaczęliśmy się kierować do wyjścia. Gdy wyszliśmy, była cudowna pogoda. Pięknie świeciło słońce i było bardzo ciepło. Chciało się skakać z radości.
- Fantastycznie!- powiedziałam.
Autobus podwiózł nas do hali przylotów. Przeszliśmy odprawę i czekaliśmy na bagaże. Gdy dwie nasze walizy pojawiły się, Harry złapał jedną, ja drugą. W tym momencie poczułam, że się zaraz przewrócę. Ciężka była ta waliza… postawiłam ją na ziemi. Harry zobaczył, że się z nią zmagam i powiedział:
- Poczekaj, zaraz coś skombinuję.
Przyjechał wózkiem, na który wstawił obie walizki. Zaczęliśmy jechać do wyjścia. Tu mamy napisane, że mamy jechać do hotelu…
- Pokaż to!
Zaczęłam szukać nazwy hotelu.
- Daj - powiedział Harry. Szybko znalazł nazwę. Popatrzył po transparentach i podjechał do jakiegoś mężczyzny.
- Nazywamy się Styles. Pan czeka chyba na nas - powiedział Harry.
- Tak proszę pana - powiedział kierowca - zapraszam. Zabrał Harryemu wózek i pojechał przodem. Okazało się, że czekała na nas limuzyna.
- Harry, czy ty maczałeś w tym palce? - zapytałam.
Harry popatrzył w niebo. Wszystko już wiedziałam. Wsiedliśmy do limuzyny i ruszyliśmy w drogę.
- Państwo pierwszy raz na Seszelach?
 Harry odpowiedział, że tak.
- Ja pana skądś znam - powiedział mężczyzna.
- Wie pan, co? Nie jest pan pierwszą osobą, która mówi mi, że mnie zna, chociaż widzę tą osobę pierwszy raz.
- Widocznie, jest pan sobowtórem kogoś znanego - rzucił mężczyzna.
- Prawdopodobnie - powiedział Harry i uśmiechnął się szeroko do mnie.
Za oknem roztaczały się piękne widoki. Byłam w siódmym niebie. Harry szepnął mi, że jest strasznie głodny. Pomyślałam: Faktycznie, nie jadłeś obiadu…
- Masz te żelki? - zapytał.
- Masz- powiedziałam i wyciągnęłam - Ale nie jedz za dużo, bo dostaniesz cukrzycy…
- Dobra! - zaczął pałaszować żelki.  O dziwo, po krótkim czasie przestał.
- Co, jest? - zapytałam.
- A, nic. Trochę się za słodziłem – powiedział - Zjadłbym coś konkretnego.
- Pewnie będzie kolacja, jak przyjedziemy.
- Daleko mamy do hotelu? - zapytał Harry.
- Jeszcze kawałek - odpowiedział mężczyzna.
- Ale jestem wyspany! - powiedział Harry.
W przeciwieństwie do mnie…- pomyślałam. Do hotelu dojechaliśmy  za następne pół godziny. Podeszliśmy do recepcji i zameldowaliśmy się. Poproszono o nasze paszporty i recepcjonistka zaczęła nas prowadzić do naszego bungalowu. Przeszliśmy przez plażę, nad pięknym przezroczystym morzem… właściwie oceanem. Przy plaży był pomost, który prowadził do bungalowów. Bungalowy te stały na palach w wodzie. Zaprowadziła nas do ostatniego, który był najbardziej wysunięty w morze.
- Mam nadzieję, że będzie się państwu podobał.
Była to okrągła chatka, przykryta słomą. Wyglądała bardzo zachęcająco. Recepcjonistka otworzyła bungalow i podała klucze Harryemu.
- Życzę miłego pobytu. Kolacja jest od osiemnastej do dwudziestej drugiej. Śniadanie od szóstej do dziesiątej, a obiad od trzynastej do szesnastej. Posiłki podawane są w największym budynku koło recepcji. Jeśli państwo sobie życzą, możemy podawać posiłki również do bungalowu. W środku znajdziecie państwo reklamówkę naszego hotelu - oznajmiła.
Harry podziękował i włożył jej pięć euro do kieszeni. Weszliśmy do bungalowu. Było fantastycznie. Podłoga była szklana, a pod nami rafa koralowa.
- Ale super! - powiedziałam - Jeszcze nigdy nie mieszkałam w hotelu ze szklaną podłogą! Będziemy mogli obserwować rybki!
- A żółwie nas…- odpowiedział Harry - przypuszczam, że będziemy mieli więcej innych zajęć niż obserwowanie rybek.
Harry popatrzył na mnie dwuznacznie…
Zaczerwieniłam się.
- Za to cię kocham - powiedział.
- Za co?
- Za to, że jesteś taka nieśmiała.
- Nie śmiej się ze mnie. Pierwszy raz wychodziłam za mąż.
- Mam nadzieję, że ostatni!
Wybuchłam śmiechem. Ktoś zapukał do naszego bungalowu. Harry otworzył drzwi  i wniesiono nasze walizy. Znowu pięć euro trafiło do kieszeni boya. Okazało się, że bungalow był znakomicie wyposażony. Miał łazienkę z bieżącą wodą. Obok była ubikacja z umywalką oraz duży prysznic. Na środku stało dwuosobowe łóżko, które oczywiście Harry musiał od razu wypróbować.
- Wygodne – powiedział - Coś czuję, że nie będziemy z niego wychodzić. Chodź tu!
- Podobno byłeś głodny - rzuciłam.
- Musiałaś mi to przypomnieć?!
- Mam ochotę tylko wskoczyć pod prysznic,  ale jeszcze przed tym pójdę się załatwić dobra?
Poszłam do ubikacji i gdy wyszłam z niej prysznic był już zajęty.
-  No, wiesz co… Zająłeś mi prysznic!
- To chodź tu do mnie przez cały dzień nie miałem cię w ramionach. Coś ty mi dała przed tym lotem? Bo nic nie pamiętam!
- No, spałeś jak zabity.
Stałam obok prysznica, a Harry złapał mnie i wciągnął pod prysznic.
- NO CO TY ROBISZ?! - wrzasnęłam.
Harry mi zamknął twarz pocałunkiem i zaczął mnie rozbierać.
- Nie chciałaś się sama rozbierać, to ja cię sam rozbiorę - oznajmił.
Chciałam uciec,  ale mnie trzymał mocno, więc się poddałam.
- To były moje ulubione ciuchy…- powiedziałam smutna.
- Wyschną. Przecież je chyba prałaś?
- Możesz mi wymyć plecy? - zapytał Harry.
Wyszorowałam mu plecy, po czym Harry powiedział, że teraz on. Delikatnie umył mi plecy. Poczułam po chwili, że leci lodowata woda. Wyskoczyliśmy jak oparzeni spod prysznica.
- Co to miało być? - zapytał Harry - ktoś chciał nam dać zimny prysznic?
- No mnie się nie pytaj. Ja nie kręciłam gałkami…
- Ubieraj się! - rzucił wściekły Harry.
- Ale ja tam nie wyjdę… tam jest szklana podłoga. Ja nie wyjdę! - powiedziałam histeryzując.
- Dobrze. Ja zaraz przyniosę. Co chcesz? - zapytał łagodnie.
- Daj mi… może sukienkę.
- Którą?
- Nie wiem, czy od razu pójdziemy na kolację, czy tylko do recepcji…- powiedziałam żałosnym głosikiem.
- Zaraz coś przyniosę.
Poszedł i usłyszałam, że otwiera walizkę. Po chwili Harry przyniósł mi szlafroczek.
- Nie wiem, którą sukienkę chciałaś, więc przyniosłem ci szlafrok.
- A majtki?
- Nikogo tam nie ma poza rybkami! Sprawdziłem.
Założyłam szlafrok i jak nie pyszna poszłam do pokoju. Wyjęłam swoją bieliznę. Złapałam sukienkę i pobiegłam do łazienki. Szybko się ubrałam. Gdy wyszłam z łazienki, Harry też był już ubrany. Był w szortach i t- shircie. Wyszliśmy zamykając drzwi. Poszliśmy do recepcji. Harry zaczął:
- Mam pretensje, bo nie mamy ciepłej wody…
- Och, przepraszamy bardzo,  ale zaistniała awaria. Może państwo zjecie teraz kolacje, a w między czasie postaramy się naprawić - powiedziała recepcjonistka.
Zajrzałam do jadalni, a tam siedziało bardzo wytworne towarzystwo. Ja w swojej sukience, a Harry w spodenkach nie pasowaliśmy…
- Harry, musimy się iść przebrać.
- A dlaczego?!
- To zajrzyj tam.
- Masz racje… Musimy - powiedział, gdy zajrzał do środka restauracji. Wróciliśmy do naszego bungalowu. Przebraliśmy się. Harry w garnitur, ja w wieczorową suknię i poszliśmy na kolacje.
Gdy weszliśmy do restauracji, podszedł do nas kelner i powiedział:
- Proszę za mną.
Zaprowadził nas do stolika i chciał nas posadzić w sali.
Harry zapytał:
- A nie macie stolików na tarasie?
- Oczywiście, że są.
Poprowadził nas na taras. Usiedliśmy, a kelner podał nam menu.
- Co pan dzisiaj poleca? - zapytałam.
Kelner podał jakąś dziwną nazwę, której nie mogłam jakoś skojarzyć.
- A co to w ogóle jest? - zapytał Hazzie.
Kelner powiedział, że to ich danie narodowe. Zdecydowaliśmy się spróbować.  Po pięciu minutach przybiegł z talerzami. Było to bardzo dobre. 
- Jestem ciekawa, czy zlikwidowali w końcu tą awarię. Jak sądzisz?
- Pewnie są w trakcie. Z tego co mówiła w całym hotelu nie ma ciepłej wody…
Harry zajadał się daniem. Widać było, że jest bardzo głodny.
- Co państwu przynieść na deser? - zapytał kelner, kiedy skończyliśmy jeść.
- Puchar lodowy poprosimy dwa razy - zarządził Harry.
Lody przyniesiono w owocach kokosu. Były przepyszne.  Myślałam, że nie zjem,  ale pożarłam całą porcję.
- Jak oni będą nas tak karmić, to ja się niedługo nie zmieszczę w rzeczy, które przywiozłam…
- To będziesz chodzić bez…- powiedział Harry ze stoickim spokojem.
Zaczęłam się śmiać.
- Już to sobie wyobrażam…- powiedziałam.
Dostaliśmy po kieliszku szampana i oglądaliśmy zachód słońca.
- Pięknie tu jest!- powiedziałam- A co ci mama mówiła na lotnisku, na ucho?
- To jest tajemnica między mną, a mamą - powiedział.
- Postaram się z ciebie to wydobyć – powiedziałam.
- Jestem ciekawy w jaki sposób…
- Znajdę jakiś. Nie musisz się oto martwić - uśmiechnęłam się tajemniczo.
- Już się boję - powiedział.
Wyszliśmy z restauracji. Harry zapytał się,  czy jest już ciepła woda. Recepcjonistka powiedziała, że jeszcze niestety nie ma.
- To chodź się przejdziemy po plaży - powiedział Harry.
Zdjęliśmy buty i poszliśmy. Woda była cudownie ciepła i przezroczysta. Zobaczyłam jakieś iskierki w oczach Harryego.
- Ani mi się waż. To jest moja najlepsza sukienka - powiedziałam.
- Musiałaś wszystko popsuć?!
- Już raz mnie dziś zmoczyłeś!!! - powiedziałam udając złą.
- Ale ja cię tak lubię moczyć!!! Bo potem mogę cię rozebrać!!!
Zarumieniłam się. Było już ciemno, więc Harry tego nie zauważył…  Wróciliśmy do bungalowu bardzo późno. Byłam bardzo zmęczona. Już na pomoście zaczęłam ziewać jak smok.
- Spać ci się chce? - zapytał Harry.
- Ty się wyspałeś w ciągu dnia, a ja wstałam o czwartej. Przespałam się z godzinę w samolocie i to tyle.
- Dobrze, biedactwo. To idziemy spać.
Weszliśmy do domku.
- Czy możemy te walizki rozpakować jutro? - zapytałam żałośnie.
 Harry się uśmiechnął.
- Oczywiście, że tak.
Chciałam zdjąć sukienkę,  ale Harry mi na to nie pozwolił.
- Poczekaj, ja zdejmę - rozpiął moją sukienkę i zdjął ją. Powiesił ją w szafie, a ja wlazłam do łóżka.
- Faktycznie wygodne - powiedziałam.
Przytuliłam się do Harryego i zasnęłam.



* Dzień Dobry! :) Z góry już prostuję, czemu mnie nie było. Z powodu święta, wyjechałam do babci i nie miałam jak coś wstawić. Za to PRZEPRASZAM. W ramach preprosin wrzucam dłuuugi rozdział, wiedząc, że prawie się na mnie obraziłyście :> Jak pewnie wiecie w ten piątek na RMF MAXXX odbędzie się wywiad z Naszymi Idolami. Oczywiście pytania już zadałam i mam nadzieję, że na nie odpowiedzą. Zobaczymy. Z pewnością dam znać, czy wystąpiły w wywiadzie :) Jeszcze raz przepraszam i obiecuję, że wrzucę kolejny w okolicach piątka :) Nie traćcie nadziei :D
                                                                                            ~Meg

4 komentarze:

  1. kocham to jak piszesz *____________*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki :) to mnie mocno motywuje :D

      Usuń
  2. Nigdy bym się na ciebie nie obraziła <3 . wqekfunkzxqwkygAQGHJ świetny *_____* . Mam nadzieje że napiszesz kolejny rozdział jak najszybciej <3. omomomomomo . <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no postaram się nawet za chwilkę wrzucić kolejny :)

      Usuń