sobota, 8 lutego 2014

Rozdział 96 ( Dla cierpliwie czekających :))

-  No to wychodzi pan do domu -  powiedziała pielęgniarka -  tylko niech pan już nic nie pije, żebyśmy się nie musieli spotykać tutaj.
 -  Obiecuję przy pani, mojej żonie,  że nie będę pił. Było to strasznie głupie.
 -  Zapewne -  odpowiedziała pielęgniarka -  no to zmykajcie stąd.
Harry złapał swoją walizkę i wyszliśmy z pokoju.
 -  A ci naprzeciwko już wyszli? -  Zapytałam pielęgniarkę.
 -  Niech pani zobaczy.
Zapukałam do drzwi, ale nikt nie odpowiedział.
 -  Pewnie wyszli.
 -  No to idziemy na dół. Pewnie czekają przy samochodzie.
Zjechaliśmy na dół windą, ale przy samochodzie nikogo nie było.  Wybrałam komórkę Dominiki            i zadzwoniłam do niej.
 -  Gdzie wy jesteście?
 -  No czekamy na wypis.
 -  Jak to? Przecież myśmy już dostali.
 -  Widocznie wasz wypis był pierwszy.
 - To gdzie wy jesteście?
 -  No w pokoju.
 -  To dlaczego nie otwieracie, gdy człowiek puka?
 -  A to wy?
 -  Ta… Mikołaj Święty, chyba że wam przeszkadzaliśmy w czymś…
 -  No coś ty! -  Obruszyła się Dominika.
 -  To my czekamy w samochodzie -  rzuciłam i się rozłączyłam.
Wsiedliśmy do samochodu i zaczęłam się zastanawiać, od czego zacząć. Harry chyba też o tym myślał, bo zaczęliśmy mówić równocześnie.
 -  Wiem -  powiedzieliśmy.
 -  Ty pierwszy -  powiedziałam.
 -  Kobiety pierwsze, zawsze -  odpowiedział.
 -  No nie wiem, czy w tym przypadku będzie lepiej, jak ja zacznę, czy jak ty zaczniesz.
 -  Dlaczego żeś się wyprowadziła?
 -  Po tym, co się dowiedziałam, zostało mi tylko się wyprowadzić. Zachowywałeś się, jak się zachowywałeś…
 -  Wiem. Zachowałem się, jak dupek -  skomentował.
 -  Przez grzeczność nie zaprzeczę -  odpowiedziałam.
 -  Nie wiedziałem, jak ci powiedzieć, że cię zdradziłem. Nie było to świadome.
 -  A teraz to potrafiłeś jakoś powiedzieć.
 -  Bałem się twojej reakcji.
 -  Wyszło na to, że jestem straszną Heterą.
 -  A co byś zrobiła, gdybym ci to powiedział?
 -  Pewnie bym się wyprowadziła.
 -  No właśnie, a tego się bałem panicznie…
 -  I dlatego zacząłeś tyle pić?
 -  Też.
 -  Przecież cię pytałam parę razy.
- Ale nie potrafiłem ci tego powiedzieć. Wybaczysz mi?
 -  Po wyjaśnieniach Liama, wybaczę ci -  westchnęłam ciężko.
 -  Czemu tak wzdychasz? -  Zapytał Harry -  nie cieszysz się, że to była nieprawda?
 -  Cieszę się, tylko dlaczego, ja przez to straciłam tyle nerwów? Kiedy się dowiedziałam, prawie nie spałam.
 -  Kiedy odeszłaś, ja w ogóle nie spałem.
 -  I co? Piłeś na umór?
 -  Też…
 -  Mam nadzieję, że już więcej pić nie będziesz…
 -  Obiecałem ci. Wiesz, że potrafię dotrzymać słowa.
 -  Kiedyś potrafiłeś. Mam nadzieję, że jeszcze potrafisz.
 -  Udowodnię ci to -  powiedział i mnie pocałował.
W tym momencie drzwi się otworzyły.
- Ale gruchają! -  Usłyszeliśmy głos Zayna.
 -  Cześć Zayn.
 -  To co? Jedziemy gdzieś na jednego? -  Zaproponował Zayn.
 -  No. Bo będzie w tył zwrot i idziesz z powrotem.
 -  No, przecież żartowałem.
 -  Cześć Harry -  rzuciła Dominika zapinając pasy.
 -  Cześć -  odpowiedział jej.
 -  Wszyscy zapięci?
 -  Chyba tak.
 -  To świetnie -  przekręciłam kluczyki w stacyjce i ruszyliśmy z pod szpitala.
W drodze powrotnej opowiadaliśmy sobie, co się działo w czasie, gdy oni byli na odwyku i na odwrót. Oczywiście pewne szczegóły nie wyszły na jaw. No i dobrze. Do domu wróciliśmy po godzinie, bo       w niektórych miejscach staliśmy w korku, ale to nam wcale nie przeszkadzało. Gdy przyjechaliśmy     w domu był Louis i Liam. Kiedy weszliśmy do środka, Louis siedział na kanapie z nogą na krześle, a Liam siedział naprzeciwko niego na fotelu. Liam natychmiast się zerwał i zaczął ściskać chłopaków. Nawet nie zauważyłam kiedy, okazało się, że Louis też ściska chłopaków.
 -  Ładnie sobie skręciłeś tą nóżkę. Już zapomniałeś, że masz skręconą nogę? -  Zapytałam podejrzliwie.
 -  No, przecież takiej okazji nie mogę przepuścić. Chłopaki wrócili! -  Pokuśtykał z powrotem na kanapę.
 -  Gdzie mama? -  Zapytałam.
 -  Pojechała z Niallem do zoo -  rzucił Li.
 -  Widocznie boi się, że Niall coś wykombinuje  -  powiedział Louis.
 -  Ty się nie odzywaj, bo już raz wywiozłeś mamę -  odpowiedziałam mu.  
 -  Słuchaj, chyba będę musiał ci postawić flachę, żebyś mi wybaczyła!
 -  Żadnej flachy -  warknęłam -  i nie rób z siebie męczennika. Mam nadzieję, że do jutra wyzdrowiejesz.
 -  A co? Lecimy do domu?
 -  Nie. Jutro mam inne plany i musisz normalnie chodzić.
 -  Uuu… -  usłyszałam w odpowiedzi.
 -  A co ci się stało? -  Zapytał Zayn.
 -  Spadł ze schodów -  wyjaśniłam.
- Co? Gonił kogoś? -  Kontynuował.
 -  Nie, Niall na niego wpadł - odpowiedziała Doma.
 -  To nieźle tu balowaliście.
 -  Nikt nie balował -  rzucił Liam -  przeprowadzaliśmy Megan i Dominikę do domu.
 -  To był nieszczęśliwy wypadek -  powiedziałam.
 -  Dla kogo nieszczęśliwy dla tego nieszczęśliwy -  mruknął Louis.
 -  Mówisz tak, jakbyś pierwszy raz spadł ze schodów.
 -  W taki sposób, to pierwszy.
- Co? Niall ci nigdy nie podstawił nogi?
 -  Nie, ja jemu.
 -  No, to ci się odwdzięczył.
 -  A to tak!
 -  No przecież widziałeś, jak leciał na dół.
 -  Nic nie widziałem zza tych pudeł!
 -  Przepraszam.
 -  Za co? -  Zapytał zdziwiony Louis.
 -  Za to, że spadłeś ze schodów.
 -  No przecież to nie twoja wina.
 -  Faktycznie twoja. Gdybyś nie naopowiadał głupot Harryemu, to by nas tu nie było.
- Ale przecież wiesz, że to miało być dla waszego dobra.
 -  Wyszło, jak wyszło. Nie wracajmy już do tego, chociaż miałem ochotę cię zamordować -  rzucił Harry.
Louis nic nie odpowiedział. Poszłam na górę się przebrać.  Gdy zdejmowałam spódnicę, poczułam, że zamek zaczepił mi się o włosy.
 -  Cholera jasna! -  Powiedziałam na głos.
Ze spódnicą na głowie, zaczęłam walczyć z zamkiem.
 -  AUĆ!
 -  Ciekawe powitanie -  usłyszałam głos Harryego.
 -  Harry, pomóż mi!
 -  Zastanawiam się, czy tego nie wykorzystać…
 -  Do cholery! Pomóż mi! Przecież tak nie zostanę w tej spódnicy!
 -  To może być interesujące, a gdzie dzieciaki?
 -  W zoo z Niallem i mamą -  wyjęczałam spod spódnicy -  Harry! Zlituj się!
Poczułam, że posadził mnie na krześle i zaczął rozplątywać mi włosy.
 -  Auć! Auć! AU! -  Zawyłam.
 -  Cicho bądź, bo przecież my nie jesteśmy sami w domu…
Pod drzwiami usłyszeliśmy jakiś hałas.
 -  Czy coś się stało? -  Usłyszeliśmy głos Liama.
 -  Nie, nic -  odparł, śmiejąc się -  moja żona zaplątała się w spódnicę i próbuję ją wyzwolić.
 -  Niepotrzebna pomoc?
 -  Nie.
 -  Tylko uważaj Megan, żeby ci nie wyrwał wszystkich włosów.
Dostałam ataku śmiechu.
 -  Nie kręć się -  usłyszałam.
- Co wy tam robicie? Zaraz wejdę -  usłyszeliśmy głos Lou.
 -  To wy wszyscy tam jesteście do cholery?!
 -  Brakuje tylko Nialla.
 -  Weź przetnij ten kawałek, albo utnij kawałek włosów -  powiedziałam do Harryego.
 -  Historia lubi się powtarzać -  odpowiedział mi na to.
Przypomniało mi się, że kiedyś musiał mi przeciąć moją ulubioną sukienkę…
 -  Tylko nie zdejmij mi skalpa z głowy… -  rzuciłam.
Pod drzwiami usłyszeliśmy śmiech.
 -  Nie podsłuchiwać, bo jak ja zaraz do was przyjdę… -  pogroził Hazza.
Za drzwiami zrobiło się zamieszanie.
- Co tam się dzieje? -  Zapytałam spod spódnicy.
 -  Chyba wrócił Niall z dziećmi i mamą…
 -  Harry, zdejmij ze mnie tą spódnicę! -  Warknęłam -  Darcy, jak się dowie, że jesteś, zaraz tu przyleci.
 -  A ona coś wie?
 -  Nic nie wie. Wie tylko, że jesteśmy na wakacjach.
 -  A nie pytała się, gdzie jestem, jak zobaczyła chłopaków.
 -  Pytała, ale wytłumaczyli jej, że musieliście z Zaynem coś załatwić. Jak zobaczy Zayna, to będzie wiedziała, że ty też jesteś.
 -  Trudno. Będę musiał uciąć ci włosy.
 -  A spróbuj spódnicę.
 -  No próbowałem już, ale nie mogę.
Harry ciachnął nożyczkami i zdjął ze mnie spódnicę. Złapałam spodnie i szybko nałożyłam na siebie.  W momencie, gdy zapięłam rozporek, do pokoju wpadła Darcy, a za nią Niall.
 -  Tatuś! -  Wrzasnęła.
Harry złapał ją na ręce i mocno wycałował. Niall trzymał na ręku Antosia. Harry zabrał go od niego.
- Aleś ty urósł!
 -  A ja nie ulośłam? -  Zapytała zazdrośnie Darcy.
 -  Też urosłaś! Dopiero teraz zobaczyłem, jaka ty duża się zrobiłaś!
 -  A wieś, zie pilotowałam siamolot?
 -  Nie siamolot, tylko samolot -  poprawił ją Harry -  musisz mi wszystko opowiedzieć.
Wiedziałam, że mam go najmniej dwie godziny z głowy. Zeszłam na dół i poszłam do mamy.
 -  Jak tam było w zoo?
 -  Powiedz raczej, jak tobie minęła rozmowa.
 -  A, pani była bardzo sympatyczna.
 -  To dobrze, że była sympatyczna. Podobno bywa bardzo nie miła…
 -  Jak to?
 -  Michał opowiadał, że pacjenci się strasznie na nią skarżą…
 -  Może dlatego była miła, bo wiedziała, że jesteśmy od Michała.
 -  A skąd miała wiedzieć?
 -  A, natknęłyśmy się na niego w drzwiach szpitala. Zaprowadził nas pod gabinet, wszedł tam i dopiero potem nas zaczęła przyjmować.
 -  No, to dzięki Bogu żeście go spotkały.
 -  A ty nie maczałaś w tym palców?
 -  Nie miałam czasu. Niall wymyślił sobie zoo. Postanowiłam z nim jechać.
- Ale Niall jest bardzo dobrą opiekunką do dziecka. Zdążyliśmy się przekonać przy Darcy. Ma świetne podejście do dzieci.
 -  No, to trzeba przyznać. Darcy go nie odstępowała na krok. Wręcz czułam się niepotrzebna.
 -  No widzisz? To jest najważniejszy  wujek dla niej. Lubi Liama, Louisa, ale Niall jest ponad wszystko.
 -  Miło to słyszeć -  odpowiedział Niall, który wszedł do pokoju -  przyniosłem twoje rzeczy, Aniu.
 -  O, dziękuję ci bardzo. Zostawiłam z tego wszystkiego w samochodzie…
 -  Jak tam udała się wyprawa?
 -  Świetnie!
 -  Chłopaki w domu? -  Zapytała mama.
 -  Tak, tylko Darcy paple Harryemu o podróży, więc przez dwie godziny na pewno będzie opowiadać.
 -  A Zayn gdzie?
 -  Nie wiem. Chyba z Dominiką. Zadajesz niedyskretne pytania mamo!
 -  O, przepraszam…
Niall wyszedł, a mama powiedziała:
 -  Przejeżdżaliśmy koło pewnego miejsca, które obudziło w nas pewne wspomnienia. Niall stwierdził, że musimy się tu zatrzymać na kawę. Poszliśmy i wyobraź sobie, że była recepcjonistka, która nas poznała. To znaczy, Nialla poznała. Nie mnie. Zapytała go, czy chce wynająć pokój i wyobraź sobie, że Niall wynajął znowu całe piętro.
 -  Jak to?
 -  Stwierdził, że musicie mieć trochę spokoju do wyjaśnienia sobie kilku rzeczy.
Nie wierzyłam własnym uszom.
 -  Czy on jest szalony?! Po co nam całe piętro.
 -  Też go o to zapytałam, ale powiedział, że to w celach marketingowych. Przyjedzie do Warszawy, to znajdzie się zawsze dla niego pokój.
 -  Chyba chciałaś powiedzieć piętro…
 -  Także po obiedzie jedźcie i wyjaśniajcie sobie, co trzeba.
 -  No, ale co z dziećmi?
- Coś się wymyśli. Może zabiorę je do Kasi? Wiesz, że urodził jej się synek?
Zatkało mnie.
 -  Naprawdę? Kiedy?! Nic mi nie powiedziałaś!
 -  Miałaś swoje kłopoty. Nie chciałam ci zawracać głowy.
 -  To cudownie. Muszę do niej zadzwonić i jej pogratulować.
 -  Na razie, to załatw swoje sprawy -  poradziła mi mama -  na Facebooku jest pełno zdjęć malucha.
 -  A, nie wchodziłam od dawna na Face’ a.
 -  Nie oponujcie, jak Niall da wam prezent. Ja się dziećmi zajmę.
Zaczęłam żałować, że nie mam rzeczy, które zostawiłam w Chicago… Na przykład… szlafroczka. Po obiedzie mama zaproponowała Darcy, że pojadą do Kasi, zobaczyć dzidziusia.
 -  A tatuś z mamusią też pojadą?
 -  Pojedziemy we dwie. Zrobimy sobie wycieczkę.
 -  Dobzie -  powiedziała Darcy.
 -  Nie dobzie, tylko dobrze -  poprawiłam.
 -  Ciego się ciepiaś?
 -  Po pierwsze nie ciego się ciepiaś, tylko czego się czepiasz. Po drugie nie mów tak do mnie. Po trzecie tak się nie mówi. Tak mówią małe dzieci, a ty jesteś już dużą dziewczynką.
Darcy coś wymamrotała pod nosem, ale nie usłyszeliśmy co. Może dzięki Bogu. Mama pojechała z nią i z Tosiem do Kasi. Gdy zamknęłam za nimi drzwi, towarzystwo siedziało w salonie.
 -  Mam do was sprawę -  powiedział Niall.
 -  Do kogo? -  Zapytał Louis.
 -  Nie do ciebie. Chciałbym was przeprosić za to, co zaistniało w Chicago i chciałbym to jakoś wam wynagrodzić.
Louis zrobił kwadratowe oczy.
 -  Przecież to nie twoja wina.
 -  Tak, ale o mało przez nas się nie rozpadło ich małżeństwo, dlatego chciałem ich przeprosić i błagać  o wybaczenie  -  wyjaśnił Louisowi  -  przyjmijcie ten mały prezent z przeprosinami  -  podał mi kopertę,  w której wiedziałam co jest.
Otworzyłam powoli kopertę i wyciągnęłam powoli rezerwację. Podałam ją Hazziemu, którego zatkało.
 -  Nie możemy tego przyjąć -  zaprzeczył.
 -  To znaczy, że nie chcecie mi wybaczyć? -   Posmutniał Niall.
Rzuciłam mu się na szyję.
 -  Niall! To cudownie! Ale nie uważasz, że to jest troszkę za dużo?
 -  Nie -  odparł krótko -  już was nie ma. Jedźcie.
Harry się chciał kłócić, ale złapałam go za rękę i wyszliśmy z domu.
 -  Nie uważasz, że to za dużo?
 -  Nie, nie uważam. Rzeczywiście o mało co przez nich się nie rozeszliśmy. Ty zachowywałeś się jak palant.
 -  To trzeba przyznać -  odpowiedział.
Wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy do INTERCONTINENTALU. Harry podał rezerwację. Okazało się, że mamy dla siebie to samo piętro, na którym mieszkaliśmy w noc poślubną.  Gdy pojechaliśmy na piętro, w pokoju stał szampan, którego chciałam od razu oddać.
 -  Nie oddawaj. Możesz sama wypić.
 -  I się ululam?
 -  To może być interesujące -  powiedział z iskierką w oku, której od tak dawna nie widziałam.
Zaczęliśmy się całować, gdy zadzwoniła komórka Hazzy.
 -  Wyłącz to, błagam -  powiedziałam.
Popatrzył na wyświetlacz i zobaczyłam: MAMA. Czym prędzej ją wyłączył.
 -  Twoja mama wie, że byłeś na odwyku?
 -  Nie.
- Ale rozmawiałeś z nią ostatnio?
 -  Ostatnio rozmawiałem, gdy cię szukałem. Myślałem, że pojechałaś do Londynu. Michał i Ania się tak zarzekali, że was tu nie ma, że pomyślałem, że może jesteś w Londynie, a czemu pytasz?
 -  A, twoja mama dzwoniła do mnie z pretensjami.
 -  Jak to? O co?
- Że cię zostawiłam, ale wydawało mi się, że wie o tym, gdzie jesteś.
 -  Musiał któryś z chłopaków wygadać.
 -  Niekoniecznie chłopaków… -  odpowiedziałam.
 -  No faktycznie. Dziewczyny też mogły walnąć.
Harry otworzył szampana i nalał do jednego kieliszka.
 -  Nie będę sama piła -  zaprotestowałam.
 -  Ja nie mogę. Wiesz o tym, a ty lubisz szampana, więc możesz sobie wypić. Jak byłem na Barskiej, zrozumiałem, jak mogłaś się czuć, gdy się dowiedziałaś o wszystkim. Czułem się jeszcze gorzej przez to. Wtedy obiecałem sobie, że nigdy więcej nie wezmę alkoholu do ust. Jeśli tak bardzo ci przeszkadza, że sama pijesz, to ja mogę wlać sobie wody do kieliszka. Może tak być?
 -  Niech będzie.
Szampan był przepyszny. Oczywiście wylądowaliśmy w łóżku, a potem opowiadaliśmy sobie, jak nam było źle bez drugiej połówki. Wyjaśniliśmy sobie dokładnie wszystko, obiecując solennie, że więcej to się już nie powtórzy. Wieczorem zamówiliśmy kolację do pokoju. Zupę szpinakową i kaczkę nadziewaną jabłkami. Na deser wzięliśmy tiramisu.
 -  Będziesz piła alkohol? -  Zapytał, gdy zamawiał.
 -  Nie, jest ten szampan. To wystarczy.
Przywieziono nam kolację. Właściwie obiad wieczorową porą i zjedliśmy go z apetytem, jakiego dawno nie mieliśmy.  Na koniec Harry podszedł do mnie, ukląkł przy mnie i zapytał:
 -  Czy będziesz chciała być ponownie moją żoną?
 -  Głuptasie. Przecież jestem twoją żoną.
- Ale obrączkę mi zostawiłaś -  powiedział niemal płacząc.
- Ale to było w innych okolicznościach.
 - No, wiem.
Założył mi obrączkę na palec i w samej obrączce zaniósł do łóżka.




* No Hej :) Przepraszam Was, że tak długo musieliście czekać ale musiałam poprawiać oceny itd... Ale teraz będę miała więcej czasu, bo ferie mi się zbliżają, także będziecie mieć więcej do czytania :) I co sądzicie? Megan dobrze zrobiła, że wróciła do Harry'ego, czy źle? PISZCIE!

Podam Wam jeszcze mój kontakt :

Twitter- @Chanelle310797
Instagram- chanelle310797
Tumblr- nandos9731

Jeśli macie jakiekolwiek pytania to zadawajcie :) Bardzo chętnie Wam odpowiem xx

                                                                                                                 ~Meg

2 komentarze:

  1. dobrze dobrze ze wróciła!!!!! fajowski rozdział końcóka najlepsza

    OdpowiedzUsuń