sobota, 8 czerwca 2013

77 "Nie uda­waj kim nie jes­teś. Zaw­sze bądź sobą."

* MOJE DROGIE.... W ZWIĄZKU Z TYM, ŻE MARUDZIŁYŚCIE OSTATNIO, ŻE POPRZEDNI ROZDZIAŁ BYŁ ZA KRÓTKI, PROSZĘ BARDZO :) NA WASZE ŻYCZENIE, WRZUCAM BARDZO DŁUGI ROZDZIAŁ I OCZYWIŚCIE ŻYCZĘ MIŁEGO CZYTANIA, JAK I LICZĘ NA WASZE KOMENTARZE :) 
                                                                                                                                            ~meg


- A po co my mamy tam jechać? Poproszę Nialla, żeby przywiózł nam jakieś rzeczy.
- Nie ma mowy! Niall nie będzie szperać po naszych szafach. Jeszcze mi przywiezie kostium kąpielowy, o który byłeś tak strasznie zazdrosny…
- Ja?- zdziwił się.
- Nie, ja- przedrzeźniałam go.
Dominika niewytrzymała i spadła z kanapy dostając ataku śmiechu.
- Zbieramy się. Zrobiłeś to, o co cię prosiłam?
- O co?- zaczął się zastanawiać.
Dominika zerwała się i złapała naczynia i zaniosła je do kuchni.
- Dobra. Jedziemy.
Nie wiem w jaki sposób Harry jechał, bo dojechaliśmy w pół godziny. Przez te pół godziny obdzwoniłam wszystkich i zaprosiłam na dziewiętnastą na parapetówę.  Wpadliśmy do domu i pobiegliśmy szybko na górę.
- Mamusia!- usłyszałam za sobą okrzyk.
- Chodź szybko, bo jedziemy do naszego nowego domku i musisz się ładnie ubrać- powiedziałam.
Złapałam Darcy za rączkę i pobiegłyśmy do pokoju.
- Zdejmuj wszystko szybciutko- powiedziałam.
- Będziemy tam śpać?
- Jeszcze nie.
- A dlaciego?
- Bo musimy jeszcze przewieźć wszystkie rzeczy.
- A kiedy to źlobimy?
- Zobaczymy, kiedy nam się uda.
Darcy była już przebrana. Miała na sobie sukienkę w groszki i białe skarpetki. Wyglądała przeuroczo.
- To teraz usiądź tutaj grzecznie i poczekaj, bo mamusia musi się też przebrać. Potem pojedziemy na Wiśniową. Tylko siedź tu grzecznie, żebyś się nie pobrudziła.
Pobiegłam do nas do pokoju. Harry stał przed szafą i zastanawiał się, w co ma się ubrać.
- Harry! jeszcze nie jesteś przebrany!?
- Ty też nie…
- Ale ja musiałam przebrać Darcy.
Wyciągnęłam z szafy spodnie, koszulę i marynarkę.
- Masz. W to się ubierz- powiedziałam.
- Tak oficjalnie?
- Wreszcie to jest parapetówa. Zapraszamy gości po raz pierwszy do domu.
Otworzyłam swoją szafę i wyciągnęłam z niej sukienkę czarną.  Poszłam do łazienki rzucając do Harrego:
- Jak będziesz gotowy, to zajrzyj do Darcy.
Szybko zmieniłam ciuchy i poprawiłam makijaż na mocniejszy.  Poczesałam się i byłam już gotowa. Wypadłam z łazienki. Harry kończył się ubierać. Pobiegłam po Darcy.
- Mamusiu, jak ślićnie wyglądaś!
- Ty też. Dziękuję ci- powiedziałam i wzięłam ją za rączkę- idziemy.
Na korytarzu zrobiło się jakieś zamieszanie.
- Harry, załóż płaszcz- powiedziałam i złapałam sama swój i założyłam na siebie.
- A ja mamusiu?
- Zgrzejesz się w tym płaszczu- powiedziałam.
- My to się będziemy grzać, a ona nie…- zaczął Harry.
- Tylko do samochodu- rzuciłam.
Zamieszanie na korytarzu ustało. Wyjrzałam i stwierdziłam, że nikogo nie ma.
- Dobra. Zostawmy te płaszcze i idziemy.
Wyszliśmy z pokoju i jakoś cudem udało nam się przejść niezauważonym. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy z powrotem na Wiśniową. Gdy podjeżdżaliśmy do Wiśniowej, zobaczyłam, że skręca w nią jakiś samochód.
- Co to za samochód? Przecież  nie nasz. Chyba nie catering?- popatrzyłam na zegarek. Było wpół do siódmej.
Samochód podjechał pod wolny dom. Zanim podjechaliśmy samochód zatrzymał się i zobaczyłam, że wysiadają jacyś ludzie. Mężczyzna, który prowadził odwrócił się i krzyknęłam:
- CZY TO JAY?! 
Harry nie zdążył odpowiedzieć, bo zobaczyłam Gabrielę.
- ZAPROSIŁEŚ ICH?!
- Jeszcze nie zdążyłem- odpowiedział, gdy zatrzymał samochód. Wyskoczyłam jak z katapulty.
- Gabi! Jay!- krzyknęłam.
Gabi się odwróciła.
- Co ty tu robisz?!- zapytała zdziwiona.
- A  wy co tu robicie?!- zapytałam na jej pytanie.
- Boże jak ja tego nie lubię- powiedziała Gabriela.
- Czego?!
- Jak odpowiadasz mi pytaniem na pytanie…
- Przepraszam.
- Jay ma tu jakąś niespodziankę dla mnie- powiedziała Gabriela.
- Interesujące- powiedziałam patrząc na Jay’ a dwuznacznie.
Jay zaczął kręcić głową. Zrozumiałam, że nie mam nic mówić.
- Ale co wy tu robicie?- zapytała Gabriela.
- To pewnie ta niespodzianka- odpowiedziałam i wycofałam się do samochodu.
- Masz mi coś do powiedzenia?- zapytałam wsiadając do samochodu.
- Po co wsiadasz?- zapytał.
- Nie będę Gabrieli psuła niespodzianki! Dlaczego mi nie powiedziałeś, że Gabriela będzie naszą sąsiadką?!
- Bo nie chciałem psuć Gabrieli niespodzianki…
- A to niby dlaczego?
- Bo znając ciebie, byś nie wytrzymała i wszystko wypaplała, a oni dopiero wrócili z tourne i Jay dopiero dzisiaj mógł przywieźć Gabi. A nie miła niespodzianka?- zapytał.
- Cudowna- powiedziałam.
Zobaczyłam, że Jay otwiera drzwi do domu i przenosi przez próg Gabrielę.
- Teraz możemy już iść do domu- zdecydowałam, gdy drzwi do nich się zamknęły.
Wysiedliśmy z samochodu.
- Masz klucze?- zapytałam.
- No ty masz.
- Nie mam. Ty zamykałeś.
Harry zaczął przetrząsać marynarkę.
- Szlag by to trafił!
- Nie przeklinaj przy dziecku.
- Nie masz tych kluczy?- zapytałam- patrzyłeś w samochodzie? Może ci wypadły…
Harry zaczął przeszukiwać  samochód. Zobaczyłam, że w Wiśniową skręca półciężarówka.
- SĄ!- krzyknął Harry i walnął głową w karoserię- Ała…
- To dobrze, bo catering jedzie. Apteczki nie mamy… Chyba, że masz w samochodzie- powiedziałam.
Rzeczywiście tak jak powiedziałam, samochód zajechał pod nasz dom i wysiadło z samochodu trzech panów.
- To u państwa ma być to przyjęcie?- zapytał jeden z nich.
- Tak, tak. Już otwieramy.
Harry otworzył drzwi, a oni zaczęli wnosić półmiski.
- Gdzie to mamy stawiać?
- Na stole.
- Ale nie ma obrusa.
- Zaraz moment- powiedział jeden i wycofał się do furgonetki.
Przyniósł biały obrus i zaczęli stawiać na stole półmiski i tace z kanapkami.
- Piwo proponuję, żeby wstawić do lodówki. Wino jest na temperaturę odpowiednią. Tu są szampany- powiedział trzeci z nich ten najwięcej gadający.
Stół wyglądał cudownie. Zastawa była fioletowa. Sałatki były w salaterkach prostokątnych. Tace były srebrne i wszystko świetnie wyglądało.
- Jeszcze tu czegoś brakuje- powiedział znów ten sam i przyniósł wazon z kwiatami.
Sztućce i talerze były ustawione, jak przy szwedzkim stole. Szklanki, kieliszki również.
- Jutro po południu się zgłosimy po zastawę.
- To ty przyjedziesz, bo mnie nie będzie- powiedział Harry.
- A to czemu?- zdziwiłam się.
- Bo mam przecież koncert i sesję zdjęciową…
- A no tak… O której panowie przyjadą?- zapytałam.
- A o której pani wygodnie? Może być szesnasta?
- Może być.
Wpadłam w tej chwili na szatański pomysł. Postanowiłam, że jutro się przeniesiemy. Ale nic nie powiem Harremu.
Harry zapłacił i panowie ulotnili się za pięć siódma.
- Zaraz przyjdę- powiedziałam i wyszłam z domu.
Poszłam do moich nowych sąsiadów. Zadzwoniłam.  Otworzył mi Jay.
- Cześć piękna!- powiedział.
- Chciałam was zaprosić na parapetówę u nas. Bardzo się cieszę, że będziemy sąsiadami.
- Ale jesteśmy nieubrani…- powiedziała Gabriela podchodząc do Jay’ a.
- No tak. Jesteś w staniku i w gaciach!- powiedziałam po polsku.
- No nie.
- To jesteś ubrana.
Jay się przyglądał zdezorientowany.
- Przejdźmy na angielski- powiedziałam patrząc na niego.
- Za pięć minut u nas. Nawet nie za pięć, a za cztery- powiedziałam i nie czekałam na odpowiedź. Poszłam z powrotem do domu.
- Już jestem!- powiedziałam wchodząc do środka.
Zamknęłam drzwi, ale Harrego i Darcy nigdzie nie zauważyłam.
- Gdzie wy jesteście? Halo?
- Tutaj!- usłyszałam głos Darcy.
- Tutaj, czyli gdzie?- zaczęłam wchodzić po schodach.
- U mnie- usłyszałam cichutki głos Darcy.
Skierowałam się do jej pokoju.
- Mamusiu! Jak tu ślićnie!
- Widzisz, masz dorosłe łóżko. Tylko musisz uważać, żeby nie spaść- powiedziałam do niej.
W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. Zbiegłam na dół. Harry złapał Darcy i zniósł ją. Gdy otworzyłam drzwi, zobaczyłam Dominikę, mamę i Michała. Wpuściłam ich. Za chwilę zadźwięczał znowu dzwonek. Byli to Gabriela z Jay’ em.
- Dominika?!- powiedziała zszokowana Gabriela.         
Rzuciły się na siebie i zaczęły się witać.
- Wujek Jay!- krzyknęła Darcy i rzuciła się na niego.
- Jak ty urosłaś!- powiedział i wziął ją na ręce.
W tym momencie znów zadzwonił dzwonek.
- Harry, zaproś wszystkich do salonu- krzyknęłam otwierając drzwi.
Za drzwiami stał Liam z Danielle, Niallem i Zayn’ em.
- Wchodźcie! Zapraszamy!
Całe towarzystwo stało w holu . Usłyszałam, że goście nie chcą wchodzić do salonu beze mnie. Dzięki Bogu hol był duży i wszyscy się jakoś mieścili.
- Zaraz będą Ellie z Lou. Jechali zaraz za nami- powiedział Liam.
Faktycznie za moment zadzwonił dzwonek i do holu wpadli chłopcy wciągając za sobą Lou. Ostatnia weszła Ellie.
- No pięknie tu macie- skomentowała.
- Proszę wycieczki- powiedziałam- będziemy teraz zwiedzać. Jak już obejrzeliście nasz hol, to zapraszam na lewo. Harry. otwórz te drzwi. Tu jest nasza biblioteka. Obok jest gabinet. Zapraszam na drugą stronę. Tu mamy salon.
- Jedzonko !- krzyknął Niall.
- Niall. chwileczkę. Najpierw was oprowadzę. Tu jest kuchnia. Tu łazienka.
- A sypialnie to gdzie?- zapytał Zayn.
- Na górze- odpowiedziałam i poszłam w kierunku holu. Wycieczka poszła za mną. Weszłam na górę. Pokazałam wszystkie pokoje po za niemowlęcym.
- Ten pokój jest jeszcze nie urządzony- powiedziałam.
Wszystkim bardzo się podobało.
- Na górze będzie jeszcze studio Harrego, ale zdaje się, że jest jeszcze niegotowe- powiedziałam.
- A kto ci to powiedział?- wtrącił Harry zamykający z Darcy wycieczkę.
- To ja nic na ten temat nie wiem?!
- Chciałem ci zrobić niespodziankę.
Panowie pobiegli na górę, a wręcz się puścili.
- To chodźcie. Ja wam pokaże piwnicę.
Kobieca grupka poszła na dół. Zeszliśmy i gdy otworzyłam drzwi okrzykom nie było końca.
- Jak super macie! Basen! Jak super!
- Już wiem, gdzie dzieciaki będą się kąpać- powiedziała Ellie.
Danielle ją szturchnęła, a ta popatrzyła na nią z wyrzutem.
- A tu obok mamy saunę- pokazałam.
- Trochę mniejsza, jak u Simona…- powiedziała Ellie.
- Na nasze potrzeby wystarczy- rzuciłam- to zapraszam do salonu- powiedziałam i skierowałam się na górę.
Wprowadziłam towarzystwo do salonu.
- Proszę. Siadajcie, gdzie, kto sobie życzy.
 W oczach mamy widziałam podziw.
- Pięknie to urządziliście- powiedziała.
- Zapomnieliśmy tylko o ogrodzie- powiedziałam.
- To kiedy się sprowadzacie?
- Chciałabym jutro, ale chłopaki jadą na koncert…
- Co to za problem?! Jesteśmy my i ci pomożemy- powiedziała mama.
- Ja z Jay’ em też jesteśmy i ci chętnie pomożemy- powiedziała Gabriela.
- I ja jestem!- rzuciła Dominika.
- No i ja- dokończyła Danielle.
- Ty to musisz lecieć z chłopakami, bo kto im zrobi makijaż? Sami nie potrafią tak ich rozpaskudziłyśmy.
Wszystkie wybuchłyśmy śmiechem.
- A ja się zajmę dziećmi- powiedziała Eleanor.
- Tylko proszę. Nie mówcie Harremu, bo na pewno się nie zgodzi…- powiedziałam.
- A o której oni wylatują?- zapytała Doma.
- Mają wylecieć o dziewiątej rano, bo mają sesję zdjęciową dla „Vouge’a” .
- Dobra. Zrobimy to po kryjomu- powiedziała Ellie- nie wolno nam nic mówić panom, żeby się nie wygadali.
- Ellie, czy będziesz mogła się zająć Darcy?- zapytałam.
- Oczywiście! Miałaś wspaniały pomysł, aby to urządzić i się przenieć- powiedziała.
Chłopcy zaczęli schodzić z góry, więc zmieniłyśmy czym prędzej temat.
- Cudownie tu macie!- powiedział Michał wchodząc do salonu.
- Wreszcie jakiś mężczyzna- powiedziałam.
- A co się stało?- zapytał.
- Napiłybyśmy się jakiegoś alkoholu.
- Harry już idzie- powiedział siadając obok mamy- wreszcie on tu jest gospodarzem. Ja się nie będę mieszać.
Rzeczywiście. Za moment wszyscy pozostali przyszli, a mama powiedziała:
- Harry. Gospodarzu. Zlituj się. Daj nam coś do picia.
Harry pobiegł do kuchni.
- Megan? Możesz na chwilkę przyjść?- usłyszałam z kuchni.
- Widzicie, beze mnie nie da rady…- powiedziałam do pozostałych w salonie.
- Słyszałem to!- usłyszeliśmy ponownie z kuchni.           
- No co chcesz? Jeszcze się chłopak gubi w swoim nowym domu- powiedział Michał.
Wstałam i poszłam do kuchni.
- Jaki problem?- zapytałam.
- Szampan czy wino?- zapytał.
- Może dajmy szampana na początek- zdecydowałam.
Okazało się, że jest pięć butelek szampana.
- Otwórz trzy i rozlej do kieliszków- powiedziałam do Hazzy.
- Ja mam otworzyć trzy szampany? To będzie Bóg wie ile czasu trwało. Zdaje się, że Jay jest niezły w otwieraniu szampanów- powiedział migający się Harry.
- Daj mi to- zdenerwowałam się.
Złapałam butelkę i zaczęłam otwierać. Ładnie pstryknęła i ani kropelka się nie wylała.
- Masz tutaj jedną i nalewaj. Tylko po ściance.
- To może ty nalejesz?!- zdenerwował się Harry.
- Wynoś się z mojej kuchni- powiedziałam poważnie.
Harry się uśmiechnął.
- Już to gdzieś słyszałem…
- Nawet sam powiedziałeś.
 W czasie tej utarczki słownej otworzyłam wszystkie szampany.
Harry zaczął rozlewać do kieliszków, które były ustawione na tacy. Nawet mu to nieźle wyszło.
- Zabieraj tace i wychodź. Pamiętaj, że zaczyna się od pań- powiedziałam do niego.
- No co ty?!- powiedział i wyszedł z kuchni.
Warknęłam sobie pod nosem. Poszłam za Harrym i usiadłam na swoim poprzednim miejscu.
- A już miałem usiąść- powiedział Niall.
- Masz szczęście- powiedział Harry- bo byś dostał w łeb.
- Od kogo?- zdziwił się Niall.
- Od mojej warczącej żony.
- Jak to warczącej? Przecież ona jest taka słodka- powiedział Niall.
- Zawsze- powiedział Jay.
- Jak wy mało wiecie o kobietach- powiedział Harry.
 Wszyscy ryknęli śmiechem. Usłyszeliśmy wrzask dzieci dobiegający z góry. Louis się zerwał i pobiegł na górę. Na górze zapanowała cisza.
- Harry możesz pójść zobaczyć, co się tam dzieje?- zapytałam.
Poszłam do kuchni i przyniosłam następną tacę z kieliszkami.
Harry jak niepyszny poszedł na górę, a wszyscy w salonie nadsłuchiwali, co się będzie działo. Nawet Niall przestał chrupać orzeszki.
- Częstujcie się. Proszę- powiedziałam- bo z szampanem musimy troszkę poczekać.
Po chwili Louis zszedł z chłopakami, a po nim zszedł Harry niosąc zapłakaną Darcy.
- Co oni znowu zrobili?- zapytała Ellie.
- Co się stało?- zapytała mama.
- Oni mi chcieli źniścić moje nowe łóźko.- poskarżyła się Darcy.
Eleanor się zdenerwowała.
- Co chcieliście zrobić?!- zapytała.
- Podpalić- powiedział Jim.
- Mówiłam, że nie powinniśmy byli ich zabierać- rzuciła Ellie.
- A czym chcieliście podpalić?- zapytał Michał.
- Ziapalnićką- powiedział Tommie.
- Jezus! Maria! Skąd wy macie zapalniczkę?!- krzyknęła Ellie- Louis, wsadź ich do samochodu i przypnij pasami. A i zabierz im tą zapalniczkę!
- Poczekajcie. Nic się niestało. Zapalniczka jest tutaj…- powiedział Harry, ale przerwał mu Zayn.
-O! Moja zapalniczka! A ja jej tak długo szukałem…
- Tu jest stoliczek. Macie tu usiąść i siedzieć jak myszy pod miotłą, żebyśmy was widzieli- powiedział Harry.
- Wujek! Jeść!- powiedział Jim.
- Powiedziałem, że macie siedzieć jak myszy pod miotłą, czyli nic się nie odzywać.
Harry podał Lou szampana i powiedział:
- Za pierwszych gości w tym domu.
Spełniliśmy wszyscy toast. Następnie wstał Michał.
- Oby wam się dobrze tu mieszkało- powiedział.
Następny toast został spełniony.
- A teraz zapraszam do stołu- powiedziałam.
- Dzieci nie- warknął Harry.
Darcy jeszcze pochlipywała.
- Ellie nałóż im coś do jedzenia. Tu są talerzyki. Może nie koniecznie sałatkę- rzuciłam do niej po cichu.
Przy stole urzędował oczywiście  Niall, ale reszta też widocznie była głodna, bo nikt się nie ociągał. W kuchni miałam jeszcze dwie tace kanapek, więc gdy pierwsza taca była pusta, zabrałam ją i przyniosłam następną.  Widziałam, że Niallowi spadł kamień z serca. Dzieci siedziały spokojnie i jadły swoją kolacje bez ekscesów.
- Proszę państwa. Jest wino i piwo. Whiskey też. Kto sobie co życzy?- zapytałam.
- Słuchaj moja droga. Rozumiem, że piwo jest w lodówce. Wino też. Każdy kto będzie miał na co ochotę może sobie wziąć. Usiądź, bo nie możesz się tak przemęczać- powiedział Michał.
 Faktycznie bolały mnie nogi i chyba mi trochę spuchły. Usiadłam głębiej w fotelu. Harry poszedł do kuchni, a na straży przy dzieciakach stanął Zayn.               
Gdy Harry odchodził powiedział do niego:
- Ani słowa do nich, a oni też nie mają prawa się odzywać.
Zayn kiwnął głową potakująco i nic się nie odzywał. Miał na talerzyku parę kanapek, więc stał i jadł. Czegoś mi brakowało. Nie wiedziałam tylko czego.  W pewnym momencie doznałam olśnienia. WIEM! Przecież nie puściliśmy muzyki! Chciałam wstać, ale Michał przytrzymał mnie za rękę.
- Gdzie znowu idziesz?
- Chciałam puścić muzykę.
- To Harry jak przyjdzie, to go poprosisz.
Harry przyniósł kieliszki z winem. Panie chętnie wzięły i zaczął pytać panów, czego się napiją. Michał podziękował. Tak samo Liam i Ellie, tłumacząc się, że prowadzą. Zayn i Niall poprosili o piwo. Ktoś zadzwonił do drzwi. Harry poszedł otworzyć. W drzwiach ukazał się Simon z wielką butelką szampana.
- Czy coś mnie ominęło?- zapytał wchodząc do środka.
- Sporo, sporo. Wycieczka po domku.
- Wybaczcie, ale zatrzymały mnie obowiązki. Zresztą mówiłem, że mogę się spóźnić. Ale macie piękny salon! -powiedział- przebiliście mój własny.
- Chcesz to cię oprowadzę po domu- powiedział Harry.
- Może innym razem. Wpadnę na samodzielną wycieczkę- rzucił Simon.
- W Polsce byś musiał wypić karniaka- powiedział Michał.
- A co to jest?- zapytała Danielle.
- Ci, którzy się spóźniają muszą wypić szybką wódkę, aby dorównali pozostałym w stężeniu alkoholu we krwi.
- Dobre!- powiedział Niall- podoba mi się!
Zaczęliśmy się śmiać.
- Ale nie jesteś za bardzo w tyle- powiedział Harry- spełniliśmy tylko dwa toasty. Twoje zdrowie też wypiliśmy.
- A co te dzieci tak cicho siedzą?- zapytał Simon.
- Mają zakaz odzywania się- powiedziała Ellie.
- Jak to?- zdziwił się Simon- już coś narozrabiali?
- No… Można tak powiedzieć, ale przemilczmy to, dobrze?- powiedziała Ellie.
Było bardzo wesoło, ale dzieci zaczęły koło dziewiątej strasznie ziewać, więc Ellie z Lou zdecydowali, że muszą już wracać. Jedzenie było bardzo dobre, a lody na koniec wszystkim bardzo smakowały. Dzieciaki były zachwycone i nawet im nie przeszkadzało, że nie mogli mówić. Po wyjściu Louisa i jego kompanii Darcy siedziała nadal przy swoim stoliczku i nic się nie odzywała.
- No chodź już Darcy do mnie. Myślę, że tatuś już pozwoli ci się odzywać- powiedział Niall.
Darcy popatrzyła błagalnym wzrokiem na Harrego. Harry kiwnął głową, że może się odzywać.
- Wujek, jak chcieś, to ja cię oplowadzię. Ja wsiśtko wiem, gdzie cio jeśt- powiedziała Darcy do Simona.
Niall miał głupią minę.
- Wiesz, to innym razem mnie oprowadzisz- powiedział Simon.
- Dobzie- pobiegła do Nialla. Zaczęła szczebiotać do niego i opowiadać, co się wydarzyło.
 Harry wreszcie włączył muzykę.  Około dziesiątej towarzystwo zaczęło się rozjeżdżać. Kanapki wszystkie były zjedzone. Resztę sałatek wstawiłam do lodówki. Naczynia powstawiałam do zmywarki i powiedziałam:
- Jedziemy.
Darcy spała w fotelu. Strasznie mi się z niej śmiać chciało, bo wyglądała, jakby miała za chwilę spaść z fotela.
- Zabieraj Darcy i wsadź ją do samochodu i posadź na foteliku. Tylko jej nie obudź.
- Śpi jak zabita- powiedział Harry wynosząc Darcy.
Pogasiłam wszystkie światła w całym domu i zamknęłam dobrze drzwi. Przypomniałam sobie, że muszę jeszcze sprawdzić, czy kuchenka gazowa została wyłączona, więc otworzyłam drzwi  i pobiegłam do kuchni. Kuchenka była wyłączona i wszystko było okej. Znów zamknęłam drzwi i schowałam klucze do torebki.
- Wiesz, jutro dorobię klucze, żebyśmy się nie musieli krępować- powiedziałam wsiadając do samochodu.
- Okej. Jestem za- powiedział Harry ruszając.
Oczywiście dojechaliśmy ostatni do domu.  Zabraliśmy śpiącą Darcy do pokoju, gdzie ją rozebrałam i szybko ją przebrałam w piżamę i położyłam do łóżka.
- Idź się myć- powiedziałam do Harrego- bo przecież jutro musisz wcześnie wstać.
Harry nie oponował. Poszedł do łazienki i usłyszałam, że się kąpie.
  Na następny dzień, gdy się obudziłam, Harrego nie było. Popatrzyłam na zegarek. Było wpół do dziewiątej. Wstałam i zajrzałam do Darcy. Smacznie spała, więc poszłam do łazienki. Umyłam się, ubrałam i zeszłam na śniadanie. W jadalni byli wszyscy chłopcy.
- Co tak wcześnie wstałaś?- zapytał Harry.          
- Widocznie mi zabrakło kogoś w łóżku- odpowiedziałam.
Liam parsknął śmiechem, a Niall jak to miał w zwyczaju, zaczął się dusić kanapką. Zayn go walnął w plecy, a Lou powiedział do Harrego:
- Ale masz kochającą żonę.
Uśmiechnęłam się promiennie i usiadłam koło Hazzy całując go w policzek.
- Widzisz, jaką masz kochającą żonę?
- A co z Darcy?- zapytał Harry.
- Śpi jak zabita. Pewnie jeszcze z godzinę pośpi- odpowiedziałam.
Nadleciało „Słoniątko”, więc chłopaki się szybko zebrali i polecieli. Zjadłam spokojnie śniadanie popijając dla odmiany kakao.  Miałam już wychodzić z jadalni, jak wpadła Dominika.
- To kiedy się pakujesz?- zapytała rozpromieniona.
- No za chwilę- powiedziałam.
- Idę z tobą. Pomogę ci- powiedziała.
- Poczekaj. Zjedz najpierw spokojnie śniadanie. Nie będziemy się krztusić. Muszę jeszcze spytać Kazika, gdzie są meble niemowlęce. Siadaj i rozkoszuj się śniadaniem.
Kazik przyszedł właśnie do jadalni niosąc kawę dla Domy.
- Szkoda, że cię wczoraj nie było- powiedziałam.
- Też żałuję- rzucił.
- Słuchaj. Mam pytanie. Nie wiesz, gdzie są meble Darcy? Te pierwsze mebelki?
- Mówisz o łóżeczku?- zapytał- pewnie na strychu- powiedział.
- A będziesz mi mógł je wyciągnąć?
- A po co ci?
- Przenosimy się dzisiaj.
- Jak to?!
W pokoju zjawiła się mama.
- Dzień dobry. Słyszałam, że już polecieli. Ekipa zaraz będzie gotowa- poinformowała nas.
- Jaka ekipa?- zdziwił się Kazik.
- Przeprowadzkowa- powiedziała śmiejąc się mama.
- To tylko ja nie wiem, o co chodzi?- powiedział smutno Kazik.
- Nie przejmuj się. Chłopaki też nie wiedzą. Możesz nam pomóc.
- Z całą przyjemnością!- oczy Kazikowi nabrały blasku.
- Jadłaś śniadanie?- zapytałam mamę.
- Jeszcze nie, dlatego mówię, że ekipa będzie zaraz gotowa.
- A Michał?
- Już idę!- usłyszałam głos Michała.
- To idź się pakować- powiedziała mama.
- Ja już zjadłam, więc idę ci pomóc- powiedziała Dominika zrywając się z krzesła.
- Jeszcze tak szybko wcinającej cię nie widziałam. Przecież ty prawie nic nie zjadłaś! Musisz mieć siły.
- Już się najadłam- rzuciła.
Wiedziałam, że nie mam co jej zatrzymywać. Poszłyśmy na górę i zajarzałam do Darcy, która się właśnie obudziła. Wyjęłam ją z łóżeczka i zaprowadziłam do łazienki.
- Dominika? Możesz dopilnować Darcy, żeby się umyła? Tylko uważaj na pastę do zębów.
Zobaczyłam przerażenie w oczach Domy, więc postanowiłam, że szybko załatwię sprawę. Dominika wszystkiemu się uważnie przyglądała. Gdy Darcy była ubrana, pojawiła się mama.
- Kazik poszedł na górę szukać mebelków. Powiedział, że ma kolegę, który ma ciężarówkę.
- Świetnie- powiedziałam.
- Właśnie do niego dzwonił, idąc na górę.
- Mamo, czy mogłabyś zaprowadzić Darcy na śniadanie i przypilnować ją?
- Oczywiście. Nie ma problemu.
- A… I jeszcze jedno… Pożyczycie mi walizki?
- Zaraz powiem Michałowi, żeby ci przyniósł.
Kazik się okazał nieoceniony, bo zaczął znosić jakieś pudła, w które można było wszystko zapakować.
- Maciek przyjedzie za dwie godziny, a do tego czasu musimy cię spakować- powiedział.
Ręce mi się zaczęły trząść.
- Tylko dwie godziny czasu?! Żeby to wszystko spakować?!- krzyknęłam z przerażenia.
- Spokojnie. Jest nas tyle, że zdążymy, a Ellie jest przecież mistrzynią pakowania- przypomniał Kazik.
- A Ellie już wstała?
- No właśnie kończy jeść śniadanie.
Chciałam pobiec na dół, ale w drzwiach zderzyłam się z Michałem, który przyniósł walizki. Dominika zapełniała pudło jakimiś drobiazgami, które stały w naszym pokoju.
- Gdzie mam to postawić?- zapytał Michał.
- Byle gdzie- jęknęłam.
Pobiegłam  na dół.  Ellie skończyła śniadanie. Chłopcy byli bardzo grzeczni.
- Witaj Ellie. Mam do ciebie wielką prośbę. Ty jesteś mistrzynią pakowania. Pomóż mi proszę. Mam tylko dwie godziny!
Ellie zerwała się z krzesła, ale po chwili usiadła.
- Przecież ja muszę pilnować tych gamoni- powiedziała.
- Ja ich przypilnuję- powiedziała mama.
- Będę ci bardzo wdzięczna. Mam nadzieję, że nie wpadną im jakieś głupie pomysły do głowy po reprymendzie, którą dostali wczoraj- powiedziała Eleanor wstając z krzesła i patrząc surowo na chłopaków- pamiętajcie, co wam mówiłam wczoraj.
Poszłyśmy na górę i Ellie w ciągu godziny spakowała nasze rzeczy. Zobaczyłam, że przy laptopie leży telefon Harrego.
- No ładnie. Harry zapomniał telefonu- powiedziałam na głos.
- Pozostali pewnie mają komórki- powiedziała Ellie.
W drzwiach pojawił się Simon.
- Co mam pomóc?- zapytał.
- Trzeba by było zdemontować, albo znieść na dół meble Darcy- powiedziałam.
- Z Kazikiem zaraz to zniesiemy- powiedział.
Wpadłam do łazienki, żeby zabrać nasze kosmetyki i inne rzeczy, które były w łazience.
- Umówiłam się z Gabrielą, że przyjadą z Jay’ em na Wiśniową- powiedziała Dominika.
- Nie wiem, co powiedzieć. Jestem wam wszystkim bardzo wdzięczna- powiedziałam.
- Czy ja będę mogła zająć wasz pokój, zwalniając pokój Zayna?- zapytała Dominika.
- A ty nie będziesz z nami mieszkała?- zdziwiłam się.
- Wiesz, nacieszcie się tym domem na razie sami. Ja przyjadę później- powiedziała.
Coś mi zaczęło pachnieć, ale się nie odezwałam. Mama z Michałem mieli za dwa tygodnie wylatywać, więc pomyślałam, że może by oni przyjechali do nas. Muszę to z mamą przedyskutować… Pudeł nazbierało się naprawdę dużo. Panowie znosili pudła na dół, a myśmy jak oszalałe pakowały kolejne rzeczy.
- Ale macie tego dużo- powiedziała Dominika.
- Nie widzisz, że to głównie Harrego rzeczy?- powiedziałam.
- No… Widzę…
- Jezus! Maria! Pralka!- krzyknęłam- jakiś hydraulik by się przydał, żeby ją odłączyć! I suszarka!
- Zabierasz pralkę i suszarkę?- zdziwiła się Doma.
- Dostałam je w prezencie od chłopaków- wyjaśniłam- Ellie zresztą też.
Kazik złapał za telefon.
- Cześć John! Jesteś bardzo zajęty? Kiedy? Pojutrze? Aha. A będziesz mógł przewieźć pralkę i suszarkę i podłączyć? Aha, aha. Dobra- rozłączył się- nie przejmuj się Meg. Będziesz miała za trzy dni  już podłączone i przewiezione. Wytrzymasz przez te trzy dni. Macie tyle ubrań, że wystarczy.
- Masz rację- prawie ucałowałam ze szczęścia Kazika.
Pod dom zajechała duża ciężarówka.  Kazik zbiegł na dół i przez okno zobaczyłam, że zaczynają pakować do niej nasze rzeczy. Najpierw poszły meble z pokoju Darcy, a potem pudła i walizki. Rozejrzałam się po pokoju. Zajrzałam do szaf. Wszystko było spakowane. Wpadłam do pokoju Darcy. w szafie wnękowej nic nie było. W łazience też nie.
- Pusto- powiedziałam sama do siebie- było mi tu bardzo dobrze. Żegnaj pokoiku- powiedziałam na głos.
Wyszłam z pokoju i zamknęłam za sobą drzwi. Na górze nikogo nie było, więc zeszłam na dół.
- Nie martw się. Ja się zajmę Darcy- powiedziała Ellie- tu z Kazikiem damy sobie radę.
- Okej. Darcy. Bądź grzeczna i do zobaczenia. Jak wszystko poustawiamy na swoim miejscu, to przyjadę po ciebie- powiedziałam do małej- dostanę buziaka?- dostałam buziaka i wyszłam z domu.
Ciężarówka była już zapakowana. Michał z mamą siedzieli w samochodzie. Simon z Dominiką siedzieli w drugim, więc wsiadłam do samochodu Simona i ruszyliśmy jako pierwsi. Za nami ciężarówka, a mama z Michałem za ciężarówką. Niestety były straszne korki, więc dojechaliśmy na Wiśniową dopiero po godzinie. Gdy podjechaliśmy pod dom, z pobliskiego domku wyszła Gabriela, a za nią Jay. Rzucili się z pomocą.  Otworzyłam drzwi wejściowe i rozpoczęliśmy akcję „wnoszenie”.
- Meble na pierwsze piętro- zarządziłam- do pustego pokoju.
- Idź na górę- powiedziała Dominika- pudła można wstawiać do salonu, a w holu też jest dużo miejsca.
Poszłam na górę i kierowałam, gdzie mają ustawiać meble. Pokoik zrobił się bardzo fajny. Przypominał mi trochę stary pokoik Darcy, tylko meble były poustawiane troszkę inaczej. Przewijak, łóżeczko i fotel. Niestety firanki okazało się, że są za krótkie, więc zdecydowałam, że kupię nowe na to miejsce. Kolej przyszła na pudła i walizki. Zaglądałam do poszczególnych pudeł i kierowałam gdzie, co ma iść.
- Zabawki do Darcy.
- To pudło jest z ubraniami Harrego.  To do naszej sypialni.
- Tu są kosmetyki Darcy. O i jej ubranka. To te dwa pudła do Darcy.
- O, bielizna pościelowa- zdziwiłam się.           
- No pod czymś musicie spać. Kazik dał ci dwa komplety na razie- powiedziała mama
- To do nas do sypialni. O, moje rzeczy do naszej sypialni, to też, kosmetyki Harrego także do nas. O, moje kosmetyki to też do nas, a to co?- zdziwiłam się.
- To do kuchni- powiedziała mama.
- Chwila, moment co tam jest?
- Najlepiej będzie jak to otworzysz w kuchni.
- Ojej! Muszę wstawić zmywarkę, bo o czwartej przyjadą po naczynia. Czy ktoś wie, jak to się obsługuje?
- A jaka to jest zmywarka?- zapytała Gabi.
- To chodź ze mną do kuchni- rzuciłam idąc do kuchni.
- Na razie tylko potrafiłam powstawiać rzeczy, a jak dalej, to nie mam zielonego pojęcia…
- A masz proszek?
- Jaki?
-No do zmywarki.
- Nie mam…
-  Dominika tu jest jakiś sklep, w którym już byłaś. Skoczysz po proszek do zmywarki?- zawołała Gabriela.
-Okej!- krzyknęła z salonu Dominika.
- Weź mój portfel!- powiedziałam.
- To mi później oddasz!- wybiegła z domu.
Poszłam do naszego pokoju rozpakowywać pudła. Za mną przyszła Gabriela.
- Co ci pomóc?
- W rozpakowaniu pudeł…
W pierwszym pudle były marynarki Hazzy.
- To do garderoby.
- A gdzie masz garderobę?
- Tutaj- pokazałam i otworzyłam drzwi.
- Ale wielka…. Fajna… Mogę rozpakować tutaj wszystko?- zapytała i popatrzyła na mnie błagalnym wzrokiem.
- Możesz. Tylko uważaj, bo się kręci.
- Co się kręci?- zapytała.
- Górne i środkowe drążki, a dolne się wysuwają.
- Ale super!- krzyknęła Gabi- a jak to zatrzymać?
- Z boku masz przyciski.
Ja zajęłam się kosmetykami. Poszłam do łazienki i zaczęłam ustawiać kosmetyki w szafkach. Ręczniki poukładałam w jednej szafie, szlafroki powiesiłam. Pomyślałam, że muszę je wyprać, ale to dopiero za trzy dni…
- Meg?! Jak to ma być?- usłyszałam z garderoby.
- Na górze wszystkie krótkie rzeczy. Marynarki, bluzki, koszule Harrego też możesz powiesić. Na dole długie. Spodnie i moje sukienki. A na samym dole reszta.
- Okej! Się robi.
Dokończyłam ustawianie w łazience rzeczy. Wyjęłam pościel i zaczęłam szykować łóżko. Położyłam prześcieradło.
- Ja też chce mieć taką garderobę jak ty!- powiedziała wychodząc z niej Gabi.
- Nic nie stoi na przeszkodzie- powiedziałam.
- Jest super!
- Łóżko jeszcze lepsze- powiedziałam.
- Mogę się położyć?
- Właśnie walczę z prześcieradłem.
- Zaraz ci pomogę. Poczekaj.
 Do naszego pokoju zajrzała Dominika.
- Nie wiem, czy ci dobrze poukładałam te rzeczy Darcy. Najwyżej poukładasz inaczej.
Pobiegłam na dół wołając Gabrielę.
- Chodź. Musimy wstawić naczynia. Zostaw to na razie.
Weszłyśmy do kuchni i Gabriela pokazała mi, jak mam się obsługiwać ze zmywarką. Raczej przeszłam szybki kurs obsługi.
- Ile ci jestem winna?- zapytałam Dominiki.
- Daj spokój nic.
- Jak to nic?
- No… nic.
- Dobrze. Kupię ci, jak będziesz miała już swój dom, proszek- powiedziałam do niej.
- Oh, przestań. Przecież to są grosze.
- Które chcę ci oddać.
- Może innym razem.
Wróciłyśmy do pokoju. We trzy szybko udało nam się pościelić łóżko. Na wierzchu położyłam kapę. Położyłyśmy się na łóżku.
- Super!- powiedziała Gabi.
- Co takie super?- zapytał z sąsiedniego pokoju Michał.
- Super pokój!- powiedziała Doma.
- Wszystko jest super w tym domu- poprawił ją.
- No proszę! Tu się wylegują!- powiedział Simon wchodząc do sypialni- myśmy już skończyli. Masz coś jeszcze dla nas?
- Zaraz wam zrobię kawę- powiedziałam podnosząc się.
- Ładnie sobie tu urządziliście. Może cię zatrudnię w urządzaniu mojego domu. Co kobieca ręka, to kobieca ręka.
Zaczęłyśmy się śmiać.
- Martwię się tylko, co będzie z Kazikiem, gdy się wyprowadzimy z naszego obecnego domu- powiedziałam do Simona.
- Nie martw się. Na pewno gdzieś załatwimy mu robotę. A może zamieszka u mnie… Będzie dla was gotował i będziecie do mnie wpadać na obiad. Jeszcze tylko tą bramę trzeba zainstalować.
Nagle zadzwonił mój telefon.
- Halo?- odebrałam.
- Kochanie, to ja.
- Niall, od kiedy do mnie mówisz kochanie?- zdziwiłam się.          
- No przecież to ja! Nie poznajesz mnie?!
- Louis! Nie dowcipkuj!
- To nie Louis- usłyszałam z drugiej strony.
- Liam? No bo chyba nie Zayn.
- Dobrze, że nasz zespół nie ma sześćdziesięciu osób! To ja Harry!- szybko powiedział.
Doskonale wiedziałam, że to Harry, ale chciałam się z nim trochę podroczyć. Dziewczyny o mało nie pospadały z łóżka.
- Zgubiłem gdzieś komórkę i dlatego dzwonię z telefonu Nialla.
- A…. To dlatego Niall mi się wyświetlił…- grałam dalej- co u ciebie? Jak tam sesja?
- Całkiem nieźle- odparł- a co u ciebie?
- Też całkiem nieźle, ale smutno… Kiedy wracacie?
- No dzisiaj wieczorem. Późno jak zawsze.
- Postarajcie się wrócić wcześniej- powiedziałam smutnym głosem.
- A coś się stało?- zaniepokoił się.
- Nie, tęsknię za tobą.
- Co ci się stało?- zaczął się zastanawiać.
- Już tęsknić za mężem nie można- powiedziałam oburzonym głosem.
- Wszystko zależy jak wyjdzie koncert.
- To już nie chodźcie na żadną kolacje, tylko wracajcie do domu- powiedziałam.
- Pogadam z chłopakami. Coś kupiłem dla ciebie.
- Powiedz co?!
- Niespodzianka.
- No… Będę musiała czekać tyle czasu na tą niespodziankę?
- Tylko jeden dzień.
- Ale powiedz, czy to coś do domu, czy to…
- Nic ci nie powiem.
- Niedobry Harry- powiedziałam naburmuszonym tonem.
- Dobra. Muszę kończyć, bo Danielle chce mnie malować.
- To jeszcze nikogo nie umalowała?- zdziwiłam się.
- No jeszcze mamy trochę czasu- powiedział Harry.
- To udanego koncertu życzę i mało bisów.
- Tak źle nam życzysz?
- Nie. Po prostu chcę, żebyś szybko wrócił do domu, bo razem z Darcy tęsknimy za tobą.
- Mmmm….- usłyszałam w słuchawce- będę się sprężał.
Rozłączyliśmy się. Okazało się, że większość, która pomagała mi przy przeprowadzce stała i przysłuchiwała się mojej rozmowie. Gdy się rozłączyłam, wszyscy wybuchli śmiechem.
- Jesteś boska- powiedział Michał- wodzisz go za nos, jak tylko chcesz.
- Dobra. To skończyliśmy. Idziemy na dół do salonu na kawę, bo nic innego w tym domu jeszcze nie ma.
- No tu się mylisz- powiedział Simon.
- No faktycznie. Przepraszam. Jest jeszcze szampan i sałatki- poprawiłam się.
- Wcale nie. Zaraz przyniosę.
Wyszedł z pokoju i usłyszałam na dole trzaśnięcie drzwiami.  Przeszliśmy do salonu. Poszłam do kuchni i wstawiłam wodę na kawę.
- Ja kupiłam też herbatę. Nie wiem tylko, czy dobrą- powiedziała cicho Dominka.
- Na pewno dobra- odpowiedziałam- to kto sobie życzy kawę, a kto herbatę?- krzyknęłam do salonu.
- Ja herbatę!- krzyknął Jay.
- Ja też!- dodała mama.
Okazało się, że wszyscy chcą herbatę. Wystawiłam kubki na tacę. Dzięki Bogu starczy. Akurat było osiem kubków. Nas też. Woda się zagotowała, a do kuchni wpadł Simon z dużym koszem.
- Co? Kazik znowu maczał w tym palce?- zapytałam.
- Wiedział, że nie będziesz miała czasu na przygotowanie jedzenia, więc kazał mi zabrać koszyk. Nie wiem co tam jest- postawił na stole w kuchni.
- Zaraz się okaże- powiedziałam otwierając koszyk- O rany!!!!!
- Co?- zapytała Doma równocześnie z Simonem.
- Sami zobaczcie- odparłam zaczynając wyciągać zawartość.
Na „O rany” Dominiki i Simona, zbiegli się wszyscy.
- Co się stało?- zapytał Jay- Ty masz dobrze z tym Kazikiem.
- Nie tylko ja. Wszyscy mamy dobrze.
- I chcesz zostawić Kazika? – zapytała Gabriela.
- Ja już postanowiłem. Kazik zamieszka u mnie w domu- powiedział Simon.
W koszu roiło się od kanapek po słodkości i kończąc na obiedzie.
- To na co macie ochotę?- zapytałam- herbata jest już gotowa.
- To może zjedzmy drugie śniadanie- powiedział Simon.
Powystawiałam półmiski z kanapkami. Dzięki Bogu obrusa z wczorajszego wieczoru jeszcze nie wyrzuciłam. Poustawiałam wszystko na stole i zaprosiłam by wszyscy usiedli. Wszyscy zasiedli i zabrali się ochoczo do jedzenia.
- To dużo rzeczy masz jeszcze związanych z przeprowadzką?- zapytała mama.
- No jeszcze pralka z suszarką, które mają być pojutrze i muszę kupić wyposażenie. Garnki, sztućce, talerze, pościel i tego typu rzeczy. Ręczniki.
- Słuchaj. Jesteśmy ci winni jakieś prezenty na parapetówę- powiedziała Dominika- poczekaj z zamawianiem. Będzie nam łatwiej, jak będziemy wiedzieli, czego nie masz.
- To wy też byliście zaskoczeni?- zapytał Jay.
- Zadzwoniła do nas krótko po obiedzie, że zaprasza na dziewiętnastą- powiedział Michał- nie zdążyliśmy nawet zakupić prezentów. Wpadli jak po ogień do domu, przebrali się, zabrali Darcy, a resztę już znacie.
- Najważniejsze, że macie w czym pić- powiedziała mama.
- A kieliszki macie?- zapytał Simon.
- Nic nie mamy, poza meblami i własnymi ciuchami. Nic tu nie mamy…
- Okej- powiedział dosyć tajemniczo.
- To wstrzymaj się. Zrobimy poprawkę parapetówy za tydzień. A może jeszcze jakieś będą przeprowadzki…- powiedział Michał.
- Zdaje się, że wszyscy mają ochotę się teraz przeprowadzić- powiedziałam.
- My z Jay’ em idziemy jutro kupować meble- powiedziała Gabi.
- Ja też idę kupować jutro meble!- powiedział Simon.
- Tylko załóżcie wygodne buty- powiedziałyśmy równocześnie z Dominiką.
- Raz, dwa, trzy moje szczęście- krzyknęłam- no to wygląda na to, że ulica zacznie żyć. Pewnie Ellie też będzie chciała się przeprowadzić. Nie wiem co z Zayn’ em i Niallem.
- Po przeprowadzce tylu osób, będziemy mieli taką wprawę, że przeprowadzimy wszystkich w piorunującym tempie- powiedział Simon- A propos ulicy- trzeba załatwić tą bramę… Jay. Musimy załatwić bramę. Chodź idziemy do mnie i będziemy szukać wykonawcy. Michał. Chcesz to możesz iść z nami. Niech tu baby siedzą i plotkują. Panowie, wychodzimy- powiedział zrywając się od stołu.
- Jak tam sobie chcecie- powiedziała  mama- tylko jakąś dobrą bramę kupcie- westchnęła.
- Nie martw się. Coś się załatwi- powiedział Simon.
Panowie wyszli, a myśmy usiadły w salonie i zaczęłyśmy plotkować.
- To co? Dzisiaj już będziecie tu nocować?- zapytała Gabriela.
- Wszystko już przewiozłam. Nie ma odwrotu.
- A gdzie Darcy?
- Została z Ellie. Będę musiała po nią pojechać- odpowiedziałam.
- Wiesz, to może my pojedziemy i ją przywieziemy?- zaproponowała mama- bo ty musisz czekać na ekipę po naczynia, a poza tym musisz się tutaj zaklimatyzować. Dobrze by było, żebyś wypełniła lodówkę…
- No tak, mamo. Masz rację- powiedziałam.
- No to postanowione.
Zadzwoniłam do Ellie. Muszę się dowiedzieć, jak Darcy .
- Ellie? Jak Darcy?- zapytałam, kiedy się odezwała.
- Troszkę marudzi, ale jest okej.
- Powiedz, że babcia przyjedzie i przywiezie ją do domu.
- Już macie wszystko gotowe?
- Tak. Wszystko jest już na swoim miejscu.
- Zazdroszczę ci- powiedziała Ellie.
- To przenoś się. Czekam na ciebie. Simon jutro idzie kupować meble.
- CO?!- krzyknęła w słuchawkę- to my jutro też pójdziemy kupować meble. Mogę ci podrzucić chłopców?
- Strasznie mi przykro. Przepraszam cię, ale jutro mam wizytę u doktora Jana i nie wiem ile mi to zejdzie…
- Okej. Nie ma sprawy.
- Powiedz Darcy, że niedługo baba przyjedzie.
- Zaraz jej wszystko przekażę- rozłączyłyśmy się.
- Może ja sama pojadę, bez Michała?- zaczęła głośno się zastanawiać mama.
- Jak chcesz to weź samochód i jedź- powiedziałam.
- Dobra. To jadę.
- Już?- trochę się zdziwiłam- nie dopijesz herbaty?
- Niech mi trochę przestygnie- powiedziała mama mrugając do mnie.
Zostałyśmy z Gabrielą i Dominiką same.


+ PACZCIE, CO CIEKAWEGO ZNALAZŁAM :D Zdaje się, że Lou i Li szykują coś na urodziny Megan :D






piątek, 31 maja 2013

Rozdział Siedemdziesiąty Szósty ( Dla tych, którzy nie traktują życia na poważnie )

  Obudziłam się o szóstej rano. Pierwszą myślą, jaka przyszła mina myśl to: Dzisiaj przywożą meble! 
Harry spał głęboko tyłem do mnie. Ześlizgnęłam się z  łóżka, żeby go nie obudzić i zajrzałam do Darcy. Ona również smacznie spała. Poszłam po cichu do łazienki. Zamknęłam się w niej, umyłam i przebrałam się w wygodny strój. Żeby nie budzić Hazzy przeszłam przez pokój Darcy i wyszłam na korytarz. Cofnęłam się, bo uświadomiłam sobie, że muszę zabrać klucze do domu na Wiśniowej. Zaczęłam się zastanawiać, gdzie są klucze… Przypomniałam sobie w jakiej marynarce Harry był ostatnio na Wiśniowej. Otworzyłam cicho szafę i znalazłam marynarkę. Bingo! Klucze były w kieszonce. Zgarnęłam je. Wzięłam swoje dokumenty oraz torebkę i wyszłam po cichu z pokoju. Weszłam do salonu. Usłyszałam, że w kuchni coś się dzieje. Zajrzałam do niej i zobaczyłam  Kazika przygotowującego śniadanie.
- Dzień dobry- powiedziałam. Chyba go wystraszyłam, bo podskoczył jak oparzony.
- Co ty tak wcześnie wstałaś?- zapytał.
- Przepraszam nie chciałam cię wystraszyć. Dzisiaj przywożą meble do naszego domu i mają przyjechać na ósmą.
- I nie możesz z tego powodu spać?- zaczął się śmiać Kazik.
- No jest za piętnaście siódma. Jak zjem śniadanie będzie siódma. Będę musiała już jechać. Akurat dojadę na czas.
- No masz rację. Co sobie życzysz na śniadanie?- zapytał.
- Na pewno kawę. Może tosta?
- Zaraz się zrobi- powiedział uradowany Kazik wsadzając chleb tostowy do opiekacza.
- A z czym chcesz tego tosta?
- Może być z nutellą.
- Robi się. Zjesz dwa tosty, czy jednego?
- Mogą być dwa.
- Słyszałem, że pokonałeś wczoraj Harrego na korcie.
- Tak się jakoś złożyło…
- Nie bądź taka skromna. Wiem, że jesteś dobra. Mama mi mówiła- powiedział Kazik patrząc na mnie.
Uśmiechnęłam się szeroko. Kawa już się robiła.
- Idź, ja zaraz wszystko przyniosę- powiedział.
Weszłam do jadalni, która była pusta. Usiadłam na krześle. Nie długo po tym usłyszałam kroki. Myślałam, że to Kazik. Musiałam mieć bardzo zaskoczoną minę, gdy w drzwiach pojawiła się Dominika.
- Co tak się dziwisz? Przecież miałyśmy jechać razem- powiedziała siadając koło mnie.
- Zameldowałaś się Kazikowi?
- A to trzeba się meldować?
- No,  bo nie dostaniesz śniadania…
- Widziałem, widziałem- powiedział Kazik wchodząc z dwoma kawami i moją porcją tostów stawiając je przed nami- Co sobie życzysz na  śniadanie?- zapytał Dominikę- Tak jak Megan, czy coś innego?
- Tak samo- odpowiedziała pewnie z uśmiechem na twarzy.
Kazik pomaszerował z powrotem do kuchni.
-Która godzina?- zapytała Dominika.
- Za dziesięć siódma- powiedziałam- proszę. Częstuj się.   
- Ale to są twoje tosty.
- Przecież Kazik przyniesie takie same- powiedziałam- mamy mało czasu, więc już nie będziemy się sprzeczać, czyje tosty.
Wzięłyśmy po toście, a za chwilę na stole pojawiły się następne.
- Fajnie macie z tym Kazikiem- powiedziała.
- No nie zaprzeczę. Jest wspaniały!
Zjadłyśmy śniadanie.
- Musimy się zbierać, bo nie wiadomo jak z tymi korkami będzie. Wczoraj jechaliśmy godzinę…
- A gdzie Harry?
- Śpi.
- Nie obudzisz go?
- Wrócił bardzo późno, więc nie chcę go budzić. Pewnie przyjedzie później.
- Pewnie będzie zły…
- Trudno. Jakoś to przeżyję.
Wyszłyśmy z domu i wsiadłyśmy do BMW.
Przekręciłam kluczyk w stacyjce i wyjechałyśmy. Na Wiśniową dojechałyśmy za pięć ósma. Klęłam równo jak szewc, że jest tak późno, ale zdążyłyśmy jeszcze przed dostawą. Faktycznie o ósmej podjechał samochód ciężarowy. Był olbrzymi.
- Czy ten samochód jest zastawiony meblami tylko dla was?- zapytała Doma.
- Tak może być…- odpowiedziałam.
Z samochodu wysiadło pięciu panów. Otworzyłam drzwi wejściowe i przywitałam się z nimi.   
- Przywieźliśmy mebelki dla pani- powiedział jeden
- Bardzo się cieszę, bo nawet nie mamy na czym usiąść…
- Wszystko się zaraz wniesie.
Za chwilę podjechał jakiś samochód z którego wysiadł przystojny  mężczyzna.
- Szefie? To co? Wnosimy?- zapytał jeden z grupki.
- Pat, poczekaj. Muszę porozmawiać z właścicielem.
Popatrzył na nas.
- A właściciela nie ma?- zdziwił się.
- Jestem współwłaścicielką- odpowiedziałam.
- Mówiono mi, że będzie mężczyzna.
- Ale są dwie kobiety- odpowiedziałam- nazywam się Styles.
Mężczyzna poparzył się w papiery.
- No faktycznie. Zgadza się. Panowie, wnosimy- powiedział.
Robotnicy zabrali się dziarsko do roboty.
- Gdzie jest salon?- zapytał jeden z nich.
- Tutaj, proszę pana- wskazałam na łuk łączący salon z holem.
Robotnicy zaczęli wnosić meble. Postawili pod ścianami.
- Oj… To widzę, że cały dzień się zejdzie- powiedział kierownik.
- No… Pewnie się zejdzie- powiedziałam.
- Biblioteka gdzie ma być?- zapytał szef.
- Naprzeciwko- powiedziałam.
- Ale który pokój?
- Pierwszy, a drugi będzie gabinet- rzuciłam.
- Wszystko wiadomo- odpowiedział.
- Sypialnie na górę?
- Tak.
- Czy może mi pani wskazać?
 Poszliśmy na górę i powiedziałam, gdzie co ma być.
- Łazienki są przy sypialniach?
- Tak, proszę pana.
- Na razie postawimy je tutaj- zdecydował- słyszałem, że pani zależy na czasie.
- Bardzo- odpowiedziałam.
- Postaramy się dzisiaj wszystko złożyć.
- W pięciu?
- Wszystko się uda. Nich pani się nie martwi.
- A czy dwa jakieś miejsca siedzące można by było rozpakować dla nas od razu?
- Się robi- powiedział Pat.
Rozpakowali dwa fotele w bibliotece i ustawili obok siebie.
Usiadłyśmy sobie na nich.
- A gdzie jest kuchnia?- zapytał Bob.
- Za salonem- odpowiedziałam.
- Ciekawe w ile się uwiną- zaczęła się zastanawiać Doma.
- Zobaczymy…
Ciężarówka została rozładowana w całości o wpół do dziesiątej. Następnie Ekipa zabrała się za rozpakowywanie. Dwóch panów poszło do kuchni, a dwóch do salonu. Jeden poszedł do łazienki.
- Która to łazienka miała być?- zapytał Bob- na pewno ta?
 Poszłam sprawdzić.
- Nie. Ta to miała być na górze- powiedziałam z lekkim przerażeniem.
- Tak mi się zdawało, że coś tu nie gra…
-Dobrze, że pan zapytał.
- Czy jest tu gdzieś w pobliżu sklep?- zapytała Dominika.
- Do końca ulicy i za rogiem w prawo- powiedziałam.
- Pójdę po kawę i coś do kawy.
- Przecież ty jesteś moim gościem!
- Ale ty nie możesz nigdzie wyjść. Musisz pilnować, żeby ci przypadkiem kuchni w łazience nie zamontowali- powiedziała po polsku.
- O! Panie są z polski?- powiedział Bob.
- Jak to miło usłyszeć polską mowę i niech pani się nie martwi. Nie zainstalujemy kuchni w łazience- powiedział do Dominiki, która właśnie wychodziła w popłochu. Zaczęłam się śmiać.
- Tak Dominiko. Uważaj, bo tutaj co drugi człowiek to Polak...- rzuciłam do niej jeszcze. Masz tu moją portmonetkę.
- Mam swoje pieniądze - oburzyła się.
- Najlepiej to weź kartę Harrego- powiedziałam.
- Nie. Nie ma mowy. Jeszcze chcesz, żeby mnie wsadzili do pudła?! Nie ma mowy. Veto- wyszła pośpiesznie z domu.
- Ktoś jeszcze jest z panów z Polski?- zapytałam.
- Nie, tylko ja. Dlatego mówię, że miło usłyszeć.
Kuchnia została bardzo szybko ustawiona. Zostało tylko podłączenie kuchenki, ale tym miał się zająć gazownik, który miał przyjść o jedenastej. Elektryk był umówiony na dwunastą. Panowie się zwijali jak w ukropie. Dominika wróciła z kawą, wodą mineralną i jakimiś ciastkami.
- Ile jestem ci winna?- zapytałam.
- Nic. Przestań. Jestem na waszym utrzymaniu, to chociaż taki będę miała wkład- powiedziała przedrzeźniając mnie.
- Wiesz, co? To nie był najlepszy pomysł… Bo nie mamy w czym tego zrobić….
- Która jest godzina?
- Dziesiąta. 
- Poczekaj. Zadzwonię do Kazika, że gdyby Harry się wybierał do domu, to żeby zabrał parę rzeczy- powiedziałam.
Wybrałam numer Kazika.
- Cześć Kazik- powiedziałam, gdy się odezwał- czy Harry już się pojawił?
- Nie wiem, czy cię nie zabije. Jest wściekły jak nigdy.
- Zjadł śniadanie?
- Nie chce jeść śniadania.
- Daj mi go natychmiast do telefonu.
Nastąpiło przekazanie słuchawki.
- Halo?- usłyszałam wściekły głos Harrego.
- Wyspałeś się?- zapytałam niewinnie.
- Gdzie ty jesteś?!- niemal, że krzyknął.
- Na Wiśniowej- powiedziałam spokojnie- mam do ciebie prośbę.
- Zaraz przyjeżdżam.
- Poczekaj! Przywieź ze trzy kubki. Może być więcej, czajnik, łyżeczkę. Chociaż jedną i cukier ze śmietanką, ale masz zjeść najpierw śniadanie, bo tutaj na  prawdę nie ma gdzie, a potem będziesz się wściekał na wszystkich…
- Dlaczego mnie nie obudziłaś?!
- Pogadamy później. Daj mi jeszcze Kazika. Kazik. Nie wypuszczaj jego bez śniadania. Przygotuj mu dziewięć kubków, albo szklanek, czajnik elektryczny może być, ale chcę tylko pożyczyć. Jakieś łyżeczki i cukier, bo kawę już mamy.
- Dobrze. Wszystko przygotuję.
- I jakieś talerzyki- zdążyłam jeszcze dopowiedzieć. Kazik się rozłączył. Pewnie pobiegł do kuchni przygotować to, o co prosiłam.
- Miałaś rację. Harry jest wściekły- powiedziałam spokojnie do Dominiki.
- I co będzie?- zapytała.
- Nic. Będę musiała jakoś go rozładować. Najwyżej dostanę klapsa.
- On ciebie też bije?
- Nie. To takie klapnięcie w pupę. W jego wykonaniu bardzo delikatne.
Ktoś zapukał do drzwi. Poszłam otworzyć. Za drzwiami stał jakiś mężczyzna.
- Dzień dobry. Jestem gazownikiem. Miałem być o jedenastej. Trochę przyszedłem za wcześnie…
- Nie ma problemu. Zapraszam.
- Cześć chłopaki!- powiedział wchodząc do środka.
- Już jesteś? Masz szczęście, bo niedawno skończyliśmy kuchnię.
Wszyscy pracowali jak małe samochodziki. Parter został zrobiony jeszcze przed przyjazdem Harrego. W pewnym momencie wyrzucono nas z biblioteki i kazano nam przejść do salonu. Gdy weszłyśmy, wszystko było już na miejscu. W oknach wisiały firanki. Lampy stały na swoim miejscu. Została tylko lampa do powieszenia. O wpół do dwunastej przyjechał Harry. Zaczął wypakowywać coś z samochodu. Poznałam koszyk Kazika i pomyślałam sobie:
Po co taki wielki koszyk?!
Harry wszedł do domu i zaniósł kosz prosto do kuchni.
- Dzień dobry wszystkim- powiedział- a z tobą się policzę wieczorem.       
- Już się boję…- odpowiedziałam.
- Super wyszedł ten salon. Kuchnia też nie najgorzej- powiedział.
- Co tak dużo przywiozłeś?
- Cały obiad dla nas wszystkich- odparł.
Zajrzałyśmy z Domą do kosza i rzeczywiście. Była tam zastawa oraz jedzenie w garnkach.
- Dlatego tyle czasu straciłem, bo Kazik jeszcze ostatnie rzeczy przygotowywał i nie chciał mnie wypuścić…
- No i dobrze- powiedziałam.
- Przepraszam szefowo. Czy można panią poprosić na górę?- usłyszałam głos Boba.
- Co on mówi?- zapytał Harry.
- Prosi mnie, abym do niego przyszła.
- To może ja pójdę?
- Ja już pójdę. Ty obejrzyj, co tu jest zrobione.
Weszłam na górę i zastałam Boba w naszej sypialni.
- Jestem- powiedziałam.
- Czy tak ma być ustawione?- zapytał.
- Super- powiedziałam- jest idealnie.
- A jak z łazienką? Jacuzzi ma być gdzie?
- Myślałam, że jacuzzi będzie stało w tym miejscu- wskazałam kont po prawej stronie od wejścia.
- Zaraz się to załatwi. Czyli tu. A kabina prysznicowa?
- Po lewej. Szafki przy umywalce. Lustro nad umywalką.
- Robi się- powiedział Bob- za chwilę jeszcze zawieszę firanki i zasłony. Proszę się zastanowić, gdzie ma być światło.
Postanowiłam, że muszę zapytać o to Harrego. Zawołałam go. Za chwilę był na górze.
- Pan się pyta, gdzie chcemy kinkiety.
- Ale mamy super sypialnię- powiedział Harry- nie myślałem, że tak świetnie wyjdzie. Myślę, że nad łóżkiem, prawda?
- O czym mówisz?
- O kinkietach.
- No najlepiej będzie nad łóżkiem. Elektryk ma przyjść o dwunastej.
- To niedługo.
- Pewnie za chwilę.
- Mogę?- usłyszałam głos Dominiki.
- No pewnie, że możesz. Wchodź.
- Ale fajnie wyszło. Epicko!
Za chwilę  z drugiego pokoju wyszedł Stef i zaprosił nas, żebyśmy przyszli zobaczyć. Był to pokój Darcy. Wyszedł lepiej niż w sklepie. Byłam zachwycona.
- Myślę, że Darcy się spodoba- powiedziałam.
- Spróbowałaby powiedzieć „nie”. Jest super ten pokój- powiedział Harry.
- A jak łazienka?- zapytał Stef.
 Doszliśmy do łazienki i stanęłam zauroczona.
- Myślę, że Darcy będzie się bardzo podobało- powiedziałam do Hazzy.
Na górze zostały do zrobienia jeszcze dwie sypialnie. Harry latał z jednego pomieszczenia do drugiego jak oszalały.
- Uważaj, bo dostaniesz zadyszki- zaczęła się śmiać Dominika.
- Już prawie dostałem- rzucił wchodząc do gościnnego.
O drugiej przygotowałam obiad. Podgrzałam go na kuchence i powykładałam na talerze i zaprosiłam wszystkich do stołu, który stał już w kuchni. Panowie przerwali na obiad pracę. Zjedli bardzo szybko i poszli kończyć. O szesnastej zaczęli się pakować. Wszystko było już gotowe, więc prosili żebyśmy odebrali robotę. Harry sprawdził wszystko i stwierdził, że jest okej. Zwinęli się w ciągu piętnastu minut i odjechali. Zostaliśmy we trójkę.
- Wyszło super- powiedziała zachwycona Dominika.
- Mi się też podoba. Wiesz czego nie kupiliśmy?- zapytałam Harrego.
- Czego?!- zdenerwował się.
- Mebli ogrodowych…
- No tak.  Zdążymy to jeszcze nadrobić.
- Zobacz jak fajnie by było, gdybyśmy mogli teraz usiąść w ogrodzie. Jest ciepło i ładnie.
- Co? Chcesz jechać do sklepu?
- I tak i tak musimy jechać, bo nie mamy żadnej zastawy- westchnęłam.
- Zdążymy to kupić. Nie przejmuj się. Zdaje się, że żeśmy już kupowali takie rzeczy o ile mnie pamięć nie myli- powiedział Harry i przytulił mnie do siebie.
- To kwestia tylko spakowania się i przewiezienia naszych rzeczy- powiedziałam.
- To kiedy to zrobimy?
- Może jutro?
- Wszystkie potrzebne rzeczy można załatwić przez Internet.
- Masz rację- powiedziałam- to może usiądźmy w salonie i wypijmy kawę?- zaproponowałam.
- Z miłą chęcią- powiedziała Doma.
Poszłam do kuchni. Mojej kuchni. Wstawiłam wodę w czajniku pożyczonym od Kazika i postawiłam na gazie nakładając wcześniej gwizdek. Przygotowałam kubki wyłożyłam ciasteczka na talerz . Zabrałam ciasteczka do salonu. Harry z Dominiką byli pogrążeni w rozmowie. Zorientowałam się, że Doma mu opowiada o przygodach z Geoffreyem.
- Nigdy bym nie przypuszczałbym, że z niego taka szuja- powiedział Harry- wydawał się fajny koleś.
- To kiedy robimy parapetówę?- zapytałam.
- Trudno to będzie nazwać parapetówą- powiedział Harry.
- To najwyżej pójdziemy do twojego studia- odpowiedziałam mu.
- Do mojego studia? Nie wpuszczę.
- Możemy zrobić w piwnicy- rzuciłam.
- Przecież tam jest basen!
- Dobrze. To zrobimy na ulicy- zdecydowałam- Dominika, wiesz, że pokój gościnny jest dla ciebie. Widziałaś go? To może dzisiaj zróbmy tę parapetówę? Zadzwoni się do cateringu i przywiozą wszystko? Co wy na to?
- A wiesz to jest myśl- powiedziała Dominika.
Harry zaczął się zastanawiać.                                                    
- Nie ma co się zastanawiać, tylko trzeba zadzwonić do cateringu. Masz jakiś telefon do jakiejś firmy cateringowej?- zapytałam Harrego.
- Zaraz sprawdzę w komórce- powiedział.
Znalazł i wybrał numer.
- Dzień dobry. Z tej strony Harry Styles. Żona sobie wymyśliła parapetówę. Dzisiaj w naszym nowym domu. Chciałem  zamówić jakieś jedzenie i alkohole. Dacie radę? No mogą być chipsy. Orzeszki również. Tak żelki też mogą być.
- Daj mi ten telefon!- zdenerwowałam się.
Podał mi telefon.
- Dzień dobry. Z tej strony Megan Styles. Co możecie zaoferować?  Na dziewiętnastą. Tak.  Tak? No to super. Bardzo się cieszę, że odwołali. A co macie? To poproszę kanapki. Sałatki, tak. Coś słodkiego? A ciepłe danie. No to super. Czy zastawę też gwarantujecie? Dobrze. Może być. A z alkoholi? Może być wino, piwo i whiskey. Woda mineralna. Niegazowana. Tak. Rozumiem, że to wszystko będzie o dziewiętnastej. Za piętnaście? Jeszcze lepiej. Czy możemy liczyć na jakąś zniżkę? Jako, że ratujemy państwa z opresji. Dziękuje bardzo. Do widzenia- rozłączyłam się.
Harry miał wielkie oczy. Dominika zresztą też.
- Załatwiłaś to wszystko w pięć minut?- zdziwiła się Dominika.
- Co się będę rozdrabniać? Dostaliśmy 30% zniżki.
- Na to bym nie wpadł, żeby prosić o zniżkę- powiedział Harry.
- Ale im się klient rozmyślił, a mieli wszystko przygotowane… I są bardzo szczęśliwi, że żeśmy zamówili. Ponieśliby straty, gdyby nie my.
- Ty masz głowę do interesów. Zawsze miałaś- powiedziała Doma.
- To teraz jedziemy do domu, bo trzeba się przebrać, po całym dniu tyrania tutaj- powiedziałam.
Dominika dostała ataku śmiechu. Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam najpierw do mamy.
- Mamo, czy macie jakieś plany na wieczór? Nie? To cudownie. To już macie.
- Co ty kombinujesz?- zapytała mama.
- A… Zapraszamy was na parapetówę. Na dziewiętnastą. Zresztą zaraz się i tak zobaczymy. Tylko nie mów nic nikomu, bo ja zaraz będę dzwonić  po wszystkich- rozłączyłyśmy się.
- Hazzie? Czy możesz powstawiać naczynia do zmywarki? Bo ja muszę zaprosić pozostałych gości- powiedziałam.
- Nie wygłupiaj się. Przecież zaraz tam jedziemy- rzucił.

- Nie wypada tak. Musimy im dać trochę czasu. Przyjedziemy na szóstą, przebierzemy się i wracamy.
 Doma o mało nie spadła z kanapy, gdy zobaczyła minę Harrego.


* HELLO :) JAK TAM PRZED DNIEM DZIECKA, CO? :) DZIŚ WRZUCAM WCZEŚNIEJ :) MAM NADZIEJĘ, ŻE BĘDZIE WIĘCEJ KOMENTARZY, NIŻ POPRZEDNIO. I JAK WAM SIĘ PODOBA DOMINIKA? :) JAK SĄDZICIE? CO BĘDZIE DALEJ? XX Jakby co, mój twitter: @GokaEhlert zapraszam C:
~meg

piątek, 24 maja 2013

Rozdział Siedemdziesiąty Piąty (Dla moich trzech przyjaciółek: Klaudii, Gabrieli i Dominiki)


Wzięłam ją na ręce i powiedziałam:
- Coraz cięższa się stajesz, kluseczko.
Darcy przytuliła się do mnie i dostałam buziaka.
- Co porabiałaś dzisiaj? Powiedz.
- Bawiłam się z wujkiem Niallem, wujkiem Zayn’ em i z chłopakami. Potem lysowałam z babą i nie mogłam się na waś dociekać.
- No, ale się doczekałaś- powiedział Harry- chodź do mnie, bo mamie ręce odpadną.
 Harry zabrał ode mnie Darcy i zaczęli się bawić w „Kto głośniej pocałuje”. Ja miałam być sędzią. Położyłam się, bo byłam bardzo zmęczona i przysłuchiwałam się, kto głośniej cmoknie.
Powiedziałam na koniec:
- Darcy wygrała.
Harry był cały zaśliniony i poszedł dyskretnie do łazienki, aby się wytrzeć. Za chwilę przyszła mama, żeby się dowiedzieć, ile załatwiliśmy.
- Już wszystko załatwione. W piątek mają montować wszystko, a w sobotę się przeprowadzimy- powiedziałam.
- Najpierw niech zmontują, a potem będziesz się przeprowadzać- powiedział Harry.
- Ale wybraliśmy fajne rzeczy. Będzie ci się podobać- powiedziałam.
- Najważniejsze, żeby tobie się podobało.
- A Harremu?
- Też.
- Naprawdę super! Ale nie będę ci nic mówić. Jak zobaczysz, to stwierdzisz, czy ci się podoba- powiedziałam.
- Baba, ja dzisiaj nie idę śpać- powiedziała Darcy.
- Dlaczego nie idziesz spać?- zapytała mama.
- Bo ja będę śpać w nowym domu- odpowiedziała.
- Ale to jeszcze nie dzisiaj. Dziś będziemy spać w tym domu- powiedział Harry.
- Ja nie. Nie- zaparła się i koniec.
Do pokoju wpadli chłopcy Louisa.
- Darcy chodź- powiedział Tommie.
- A gdzie Darcy ma iść?- zapytałam.
- Musimy jej cioś pokaziać- powiedział Jim.
- A co chcecie jej pokazać?- zaczęłam się zastanawiać.
- Cioś- odpowiedział.
- A gdzie to coś jest?
- U naś.
Zdecydowałam, że nie będę wnikać, co oni chcą jej pokazać i pozwoliłam Darcy iść do chłopaków.
- A czy mnie zaprosicie?- zapytał Harry.
- Nie- odpowiedział twardo Tommie.
- Dlaczego?
- Bo ty jesteś staly- powiedział Tommie.
- Ja?- zdziwił się.
- Tak.
O mało nie parsknęłam śmiechem.
- A ja też jestem stara?- zapytałam.
- Tak- powiedział Jim.
- No widzisz Harry, dwójka staruszków stojących nad grobem- powiedziałam do Hazzy.
- Ja tak się nie czuję- powiedział Hazzie.
- Ale według młodzieży jesteśmy…
- Mamusiu, czy ja mogę iść z chłopakami?- zapytała Darcy.
- Tylko nie przeszkadzajcie nikomu.
Dzieciaki wybiegły w popłochu z pokoju, a Harry się lekko zaniepokoił.
- Co oni będą robić?- zapytał.
- A skąd mam wiedzieć?- powiedziałam- powiem szczerze, że jestem dziś jakaś śpiąca- i ziewnęłam na potwierdzenie.
- Dziś lecimy na koncert do Phoenix, a jutro do Bostonu.
- Ale się rozlataliście.
- Wrócimy późno.
- A o której wylatujecie?
- O wpół do czwartej.
- To zdążycie zjeść jeszcze obiad- powiedziałam.
Harry skoczył na łóżko i rzucił się koło mnie.
- Co ty wyprawiasz?! Chcesz, żeby łóżko się zawaliło?
- No przecież nie jestem taki ciężki.
- No nie wiem- powiedziałam nieprzekonanym tonem- Zdaje się, że chcesz mieszkać w nieurządzonym domu, bo jeśli zarwiesz łóżko, to będziemy się musieli tam przenieść.
Harry zaczął się śmiać.
- No coś w tym jest- powiedział- poczekaj do soboty, no…
Przytulił mnie  do siebie. W komputerze odezwał się Skype. Harry podszedł i zobaczył, kto dzwoni.
- Gabriela- oznajmił.
- A możesz mi przynieść laptopa?- zapytałam.
- Oczywiście, że mogę- podał mi go.
- Hejo!- usłyszałam Gabi- Co tam u was? Zamartwiam się, gdzie jest Dominika.
- To już mogę powiedzieć ci, gdzie jest- rzuciłam.
- A co? Rozmawiałaś z nią?
- Nawet się z nią widziałam.
- Jak to?!
- Jest u nas.
- Z Geoffreyem?
- Nie, sama.
- A mogłabyś ją poprosić?
- Zaraz zaniosę jej komputer- złapałam i poszłam do pokoju Zayna- ktoś tu do ciebie- powiedziałam, gdy Dominika otworzyła mi drzwi. Oddałam jej komputer- to na razie. Pogadajcie sobie- i wyszłam. Wróciłam do nas. W pokoju nie było nikogo. Jak to miło. Położyłam się na łóżku. Przykryłam kocem i zasnęłam. Obudziła mnie Darcy.
- Mamusiu wstawaj! Obiad.
Po drugim śniadaniu w kawiarni, byłam tak najedzona, że nie myślałam o jedzeniu.
- Wiesz, chyba nie będę szła na dół.
- Musisz!
- A to czemu?
- Bo będą twoje ulubione dania.
- A jakie to są moje ulubione dania?
- Zupa tluskawkowa.
- To nie są moje ulubione dania…
- A moje tak- powiedziała Darcy.
- Przecież ty nie możesz jeść truskawek!
- Dlaciego?
- Bo możesz być uczulona na truskawki! Nie będziesz jadła zupy.
- Ale ja chcię.
- Nie możesz, bo potem będzie cię wszystko swędzieć. Wiesz, gdzie tatuś?
- W oglodzie gla w tenisia z wujkiem Niallem.
- A co jest na drugie danie?- zapytałam.
- Gołąbki. Pewnie pyśne, bo baba lobiła.
- To chodź. Idziemy.
Zeszłyśmy na dół i zajrzałyśmy do jadalni.
- Chodźcie, chodźcie- zawołał Louis.
Przy stole siedziała cała rodzinka i tylko oni…
- Szukam Harolda…- powiedziałam i się wycofałam.
 Weszłyśmy do ogrodu. Na korcie grali Harry z Niallem. Zaś publiczność składała się z Liama, Danielle, Zayna i Dominiki oraz Simona i Michała.
- Wyspałaś się?- zapytał Harry w przerwie.
- Tatuś choć na obiad!- krzyknęła Darcy.
- Teraz gram. Nie mogę.
- Ale ja jeśtem głodna! Tata chodź! Wujek chodź!- powiedziała do nich.
- Ja też jestem głodny, ale muszę dokończyć mecz- powiedział Niall.
- A jaki jest wynik?- zapytałam.
-  40: 10 dla Harrego- odpowiedział Liam.
- Mamusiu jeśtem głodna. Chodź.
Dominika wstała.
- Nie radzę- powiedział Zayn.
- A to czemu?- zdziwiła się.
- Bo chłopcy jak im nie smakuje, rzucają jedzeniem- wytłumaczył jej Zayn.
- Mamusiu chodź!- jęczała Darcy.
Popatrzyłam, że jestem ubrana w czerwonego t-shirta, więc doszłam do wniosku, że jak dostanę truskawką, to nie będzie tego widać. Zaczęłyśmy iść z Dominiką i Darcy w kierunku domu.
Przed jadalnią złapał nas Kazik i powiedział:
- Załóżcie to- podał nam płaszcze przeciw deszczowe- głowy to sobie najwyżej umyjecie.
- Ale Ellie się obrazi- powiedziałam.
- Ostrzegłem ją, że będę dzisiaj rozdawał płaszcze.
Dostałyśmy z Dominiką prawie ataku śmiechu.
- Poczekaj, ja ich zaraz wszystkich ściągnę- powiedziałam.
Założyłam płaszcz i wyszłam do ogrodu.
- Chodźcie na obiad. Jest zabezpieczenie.
W tym momencie Niall padł na kort. Reszta wybuchła śmiechem.
- Niall, co ci się stało?- zapytałam.
- Dostałem piłką, a co ty masz na sobie?- zapytał podnosząc się.
- Kazik rozdaje przed wejściem do jadalni.
- Ma dla wszystkich?
- No chyba tak.
- To idziemy. Dokończymy potem- zdecydował Niall.
Wszyscy ruszyli w kierunku domu. Rzeczywiście Kazik miał dla wszystkich peleryny. Każda w innym kolorze. Pierwszy do jadalni wpadł Niall.
- Co ty się wygłupiasz?!- powiedziała Ellie do Nialla.
- Coś nie tak?- powiedział Liam wchodząc w swoim pomarańczowym płaszczyku do jadalni.
Gdy całe towarzystwo weszło do jadalni, Louis dostał ataku śmiechu.
- Ja też taki chcę!- powiedział.
- To idź do Kazika. To on rozdaje te cuda- powiedział Niall.
Ellie była nadąsana.
- Ellie. Lubisz jeść w samotności?- zapytał Michał.
- Nie. Właśnie się zastanawiałam, dlaczego nie przychodzicie- powiedziała do niego.
Louis w między czasie zerwał się z krzesełka i pobiegł w kierunku kuchni.
- Teraz już rozumiem- powiedziała obrażonym tonem- ja się z Kazikiem policzę…
- Nie licz się z Kazikiem, bo dba o nasze ciuchy- powiedział Zayn.
- Jeszcze ty go popierasz!- wybuchła Eleanor.
- Jak oni przestaną rzucać jedzeniem, to wtedy będziemy normalnie przychodzić i zostaw Kazika w spokoju. Dba o nasze ciuchy- powiedziała Danielle.
W tym momencie poleciała kapusta w kierunku Dominiki.
- Kto ty jeśteś?- zapytał Tommie.
- Mam na imię Dominika i jestem przyjaciółką cioci Megan- powiedziała Dominika zdejmując z oka kapustę- ale tak nie ładnie rzucać…
- O psieplaszam… Siamo poleciało- powiedział Tommie.
- A ty temu nie pomogłeś?- powiedziała Doma.
 Ellie podeszła do Dominiki i zaczęła ją wycierać.
- Strasznie cię przepraszam- powiedziała Ellie.
- Sama się wytrę. Dziękuję- powiedziała Dominika.
- Chodź. Zaprowadzę cię do łazienki- powiedziałam do niej.
Wstałyśmy i zaprowadziłam Dominikę do łazienki.
- Ostrzegaliśmy cię. Zayn cię ostrzegał- powiedziałam, gdy byłyśmy same.
- I to tak zawsze jest?
- Przeważnie.
- Dlaczego Ellie ich nie poskromi?
- Oni są nie do poskromienia…
- To straszne- westchnęła.
- Dlatego wszyscy wynajdują sobie jakieś zajęcia, żeby iść na posiłek, po tym jak rodzina Lou zje i wyjdzie…
- Rozumiem…
- Poczekaj. Masz jeszcze we włosach sos pomidorowy- poinformowałam ją, bo chciała już wychodzić.
- Gdzie?- popatrzyła w lustro z przerażeniem.
Pomogłam jej zmyć sosik.
- Czy można do łazienki?- usłyszałyśmy zza drzwi głos Harrego.
- A co się stało?- zapytałam otwierając drzwi.
 Nie musiał odpowiadać. To co zobaczyłam, mówiło samo za siebie. Harry miał całą twarz w sosie pomidorowym. Z płaszczyka spływała powoli kapusta.
- Coś powiedziałeś?- zapytała Dominika- że dostałeś gołąbkiem?
- Dostałem talerzykiem…
- Mam nadzieję, że nie nabili ci siniaka pod okiem?- powiedziałam.
- No mam też taką nadzieję… Pomóż mi- rzucił.
Usłyszeliśmy jakieś wrzaski za drzwiami. Szybko przekręciłam klucz w drzwiach.
- Teraz nigdzie nie wychodzimy- poinformowałam wszystkich obecnych w pomieszczeniu.
- A dlaczego?- zdziwiła się Doma.
- Bo Louis i Ellie wyprowadzają chłopców- powiedział Harry- pomóż mi proszę.
Zajęłam się zmywaniem gołąbków z Harrego.
- Dobry pomysł miał Kazik z tymi płaszczami- powiedziała Dominika.
Gdy zapanował spokój za drzwiami, przekręciłam klucz i wyjrzałam do salonu. Był spokój i nikogo nie było widać.
- Teraz idziemy na obiad- rzuciłam wychodząc.
Gdy weszliśmy do jadalni brakowało Ellie i Lou i chłopaków, oraz Danielle i Liama.
- Co? Danielle dostała?- zapytał Harry.
- Yhy- odpowiedział Niall z pełną buzią- pyszne te gołąbki!- stwierdził po przełknięciu kęsa- Ania świetnie się spisała!
- A właśnie. Gdzie mama?- zapytałam.
- Musiała się iść przebrać- powiedział Michał- miała gołąbka za dekoltem…
- Nie ma to jak gołąbek w cycach- powiedziałam siadając do stołu.
Niall zaczął się dusić.
- Coś powiedziałam źle?- zdziwiłam się.
Wszyscy zaczęli się śmiać.
- No nie wiem, co twoja mama na to powie- powiedział Michał.
- Rzeczywiście wyśmienite te gołąbki- powiedziałam.
- Jeszcze takich w życiu nie jadłem! Są przepyszne!- powiedział Niall.
- Miło mi to słyszeć- powiedziała wchodząc do pokoju mama- szczerze mówiąc, robiłam je pierwszy raz.
- To jest nie możliwe- powiedział Simon.
- Ważne, żeby mieć dobry przepis- powiedziała mama.
Uśmiechnęłam się tajemniczo do niej.
- Czy wszyscy już się domyli?
- Brakuje jeszcze Danielle.
- A Liam też dostał?- zapytałam.
- Nie. Danielle dostała jakiś spazmów, więc musiał ją zaprowadzić na górę- wyjaśnił Zayn- u niej gołąbek wylądował na głowie.
- No to może potrwać zanim wróci- skwitował Harry.
Obiad był pyszny i już nie doszło do żadnych ekscesów.
- To co? Idziemy kończyć grę?- powiedział Harry do Nialla.
- Nie mam siły. Może później- odpowiedział najedzony Niall- muszę się przespać.
- To może ja za ciebie zagram?- powiedziałam do Nialla.
- A ty umiesz grać w tenisa?
- Troszkę.
Harry popatrzył na mnie.
- No dobrze. Dam ci fory- powiedział Harry.
Mama popatrzyła na mnie porozumiewawczo. Puściłam jej w odpowiedzi oczko.
- To idziemy. Chodźmy.
Wyszliśmy na kort pozbywając się płaszczy.
- Było 40:10 tak?- zapytałam- a kto był przy serwie?- dodałam.
- No, Niall- odpowiedział Harry.
Na „trybunach” zasiedli prawie wszyscy. Mama z Darcy i Michałem, Dominika przy której przysiadł Zayn oraz Liam.
- Liam sędzia?- zapytał Harry.
- Nie ma sprawy. Do tej pory sędziowałem- powiedział Liam- chyba, że Megan ma coś przeciwko.
- Ja? Nie- powiedziałam.
Wzięłam piłkę i zaserwowałam. Harry nie zdążył odebrać. Zobaczyłam w jego oczach znak zapytania. Ponownie zaserwowałam. Tym razem odebrał. Puścił piłkę bezpośrednio do mnie. I to był jego błąd… Zastosowałam forehand i posłałam piłkę w przeciwnym kierunku niż stał Harry.
- 40:30- poinformował Liam.
Harry wpadł w panikę. Znów zaserwowałam. Czułam, że Harry mnie bada. Odebrał piłkę i próbował zastosować podkręconą piłkę, ale mu nie wyszło.
- Po 40- usłyszeliśmy z widowni- wyrównanie!
Widziałam, że Harry zaczyna się robić zły. Zaserwowałam znowu. Tym razem Harry wziął się do roboty. Uderzył backhandem, który cudem odebrałam. Zobaczyłam podziw w jego oczach. Poprzerzucaliśmy trochę piłkę i zastosowałam lift. Faktycznie podziałał, bo piłka nabrała przyspieszenia. Harry nie odebrał jej.
- 50:40!
Harry był coraz bardziej zły. Zaserwowałam znowu, a Harry zastosował slice, którego bardzo nie lubiłam no i nie odebrałam…
- Serw po stronie przeciwnika- krzyknął Liam.
- Przecież wiem- powiedział wściekły Harry.

Zaserwował, ale udało mi się odebrać. Widziałam, że za wszelką cenę chce zwiększyć swoją przewagę. Podkręcił piłkę, ale udało mi się odebrać. Harry odebrał, ale tak niefortunnie, że piłka uderzyła w siatkę.
- Serw po stronie Megan.
Zaserwowałam i Harry znów nie zdążył odebrać.
Było 60:50.
Jeszcze tylko 30 punktów… Troszkę znów poodbijaliśmy piłkę i zastosowałam tym razem slice. Harry pobiegł w drugą stronę, a piłka w przeciwnym kierunku co on.
- Brawo!- krzyknęła publiczność.
- 70:50.
- Megan! Tak dalej!- krzyczała mama.
Harry podbiegł po ręcznik, a ja po wodę.
- Dobra jesteś- burknął.
- Dziękuję- powiedziałam obojętnie i poszłam na swoją połowę.
Ponownie zaserwowałam, ale Harry spodziewał się tej piłki i uderzył crossem. Dopadłam piłki w ostatnim momencie i odebrałam ją forhendem. Harry dla odmiany zastosował backhand. Podbiegłam do siatki i uderzyłam drive volleyem. Harry nie zdołał odebrać.
- 80: 50 piłka meczowa!- krzyknął Liam.
Serw był po mojej stronie, więc mocno uderzyłam piłkę. Harry odebrał ją, ale wybił ją na aut.
- Brawo! Wygrana!- wszyscy się zerwali z miejsc.
Podeszłam do siatki, podałam przeciwnikowi rękę.
- Dziękuję za grę- powiedziałam.
- Nie wiedziałem, że taka dobra jesteś. Gdybym wiedział, nie dałbym ci forów.
- Ups…- uśmiechnęłam się słodko.
W drzwiach pojawił się Niall.
- No i co?
- Wygraliście- krzyknął Zayn.
- WYGRAŁEM!!!!- zaczął krzyczeć Niall- pierwszy raz udało mi się z Harrym wygrać! To znaczy Megan wygrała, ale za mnie!- cieszył się.
- Nie radzę ci grać z Megan- powiedział Harry- bo przerżniesz do jaja…
Poczułam, że muszę iść się wykąpać. Wszyscy mi gratulowali.
- Skopałaś tyłek Harremu!- powiedzieli równocześnie Zayn i Dominika, po czym spojrzeli porozumiewawczo na siebie i się roześmieli.
- Gratulacje!- powiedział Michał.
- Mamusia wygrała!- powiedziała mama- Nie wiedziałam, że jesteś taka dobra!
- Widzisz mamo, nauka tenisa się opłaciła- powiedziałam spoglądając spode łba na Harrego.- Wybaczcie, ale muszę się iść odświeżyć.
- Idę z tobą- powiedział Harry.
- To kto teraz gra?- zapytał Zayn.
Wróciliśmy do pokoju, a Harry powiedział:
- Znowu mnie zaskoczyłaś.
- Tak się złożyło- odpowiedziałam.
Poszłam do łazienki i wlazłam pod prysznic. Zastanawiałam się dlaczego Harry nie wchodzi, ale gdy wyszłam z kabiny usłyszałam głos Darcy:
- Ja musie do mamusi.
- Mamusia zaraz wyjdzie.
Założyłam szybko szlafrok i wyszłam z łazienki.
- O mamusia!- krzyknęła Darcy- chciałam buziaka od ciebie. Od mojej miścini!
- Ja mistrzynią?- zdziwiłam się.
- Tak.
Dałam jej słodkiego buziaka.
- Żądam rewanżu- powiedział Harry.
- Dobrze, ale nie teraz. Teraz muszę się położyć.
- Coś ci się stało?- zdenerwował się.
- Troszkę się zmęczyłam.
Darcy wybiegła radośnie z pokoju. Harry zamknął za nią drzwi.
- Wykąpałaś się już?
- Wykąpałam.
- To może mi umyjesz plecy?
- Nie. Muszę się teraz położyć.
Poszedł zrezygnowany do łazienki.
- Tylko nie wrzeszcz tam w tej łazience- powiedziałam.
Położyłam się na łóżku. Po niedługim czasie przyszedł Harry z mokrą głową.
- O której przylatuje „Słoniątko”?- zapytałam.
- Rozmawiałem z pilotem i najpierw była mowa o szesnastej, ale przełożyliśmy wylot na siedemnastą.
- No to zdążysz się jeszcze przespać- powiedziałam do niego- tylko nastaw budzik na czwartą.




*Hej Wam :))) No i co tam u Was? :) U mnie w miarę... Ostatnio czytam opowiadanie z Niallem :) w zasadzie Darka z Niallem, ktoś kojarzy? :)) W każdym bądź razie każdej Wam polecam :) Jak Wam się podobał rozdział? :)  Liczę na Wasze komentarze :D
                                                                                                                                ~Meg

piątek, 17 maja 2013

Rozdział Siedemdziesiąty Czwarty ( Dla tych, którzy nie boją się stąpać twardo po ziemi :))


Na lotnisko dojechaliśmy w ostatnim momencie. Już zaczęłam Harremu ciosać kołki na głowie i oczywiście on był wszystkiemu winien. Bo za późno wyszliśmy, bo jechał za wolno, albo za szybko, bo się guzdrał i prawie, że doszło do rozwodu.
- Zaraz wezmę plaster i zakleję ci buzię- powiedział Harry.
- Mnie?
- Tak tobie. Gadasz jak najęta. Jakby ci ktoś do buzi silniczek wsadził. Widzisz, zdążyliśmy- powiedział zadowolony z siebie.
- Ale gdybym cię nie popędzała, to byśmy nie zdążyli.
- Zdążylibyśmy.
- Nie.
- Już nie kłóć się ze mną.
- To ty się ze mną kłócisz.
- Jak ja mam z tobą wytrzymać?
- Normalnie.
- Jesteś taka słodka, jak się kłócisz.
- Teraz to mówisz, że słodka, tak, a przed chwilą byś mnie zabił.
- Ja?!- zdziwił się- co ty opowiadasz?
- Mówię prawdę.
- Chyba się na ciebie obrażę- powiedział.
Zdenerwowanie już mi przeszło, więc mogłam sobie pożartować.
- Hazziątko. Przecież wiesz, że jak się denerwuję to jestem nieznośna. Poza tym, jak jestem w ciąży, to też jestem nieznośna, a to jest twoja wina.
- No tego nie mogę zaprzeczyć- odpowiedział- Jak się na ciebie gniewać?
- Gniewałeś się już na mnie? Bo sobie nie przypominam.
- Raz chciałem cię tylko zabić.
- Taaaak? A kiedy?
- Jak się dowiedziałem, że leżałaś w szpitalu.    
- Aaaa.
- A ty mi nic o tym, nie powiedziałaś, że leżałaś.
- Oj, tam, oj tam- powiedziałam- Zobacz jest!- krzyknęłam- DOMINIKA!!!
Właśnie wychodziła po odprawie. Gdy usłyszała mój wrzask, odwróciła się i jak mnie zobaczyła, zaczęła machać jak oszalała. Zostawiłam Harrego i pobiegłam do Dominiki. Ona też puściła się pędem i rzuciłyśmy się sobie w ramiona.
- Tak się cieszę, że przyleciałaś!- powiedziałam.
Po krótkim czasie przyszedł Harry.                                                         
- Witaj Doma- powiedział i przywitał się z nią- gdzie masz bagaż?
- Jeszcze nie odebrałam… Musiałam się przywitać z twoją żoną.
- No spróbowałabyś nie- odpowiedział.
- To co?- powiedziała Dominika.
- Byś miała ze mną do czynienia.
- O… Już się boję.
- Wiesz jak ona przeżywała twój przylot? Już od piątej była na nogach i ciosała mi kołki na głowie- zaczął się wyżalać Harry.
- Haroldzie, już wiem, po kim Darcy ma te opowiadanie bajek- powiedziałam.
Dominika zaczęła się śmiać. Miło było zobaczyć uśmiech na jej twarzy.  No i dzięki Bogu. Dobrze, że zabrałam Harrego ze sobą. Harry poszedł z Dominiką po bagaż, a ja czekałam na nich przy wyjściu.Po pewnym czasie pojawili się z jedną nie dużą walizką.
- Powiedz, czemu nie można cię było nigdzie znaleźć? Ani w necie, ani przez komórkę?
- A, to dłuższa historia. Opowiem ci ją później- rzuciła.
- Jak chcesz- powiedziałam.
Stwierdziłam, że nie będę naciskać na nią. Jak będzie chciała, to sama powie. Po godzinie dojechaliśmy do domu.
- Straszne te korki. Myśmy narzekały na korki, które były w Warszawie, a tu…- powiedziałam.
- No właśnie widzę- odpowiedziała Dominika.
Gadałyśmy przez całą drogę jak najęte, a Harry się tylko przysłuchiwał. Doszłam do wniosku, że jednak jest gentelmanem. Po ciepłym przywitaniu, zaprowadziłam Dominikę do pokoju Zayna.
- Mam nadzieję, że Zayn cię nie będzie nachodził i że nie pomyli pokoi, bo odstąpił ci swój pokój.
- Ale…
- Żadnych „Ale”. Sam zaproponował, że się przeprowadzi do Nialla.
- To czemu mi nie powiedziałaś, że nie macie miejsca? Przyjechałabym później…
- Daj spokój. U nas bez przerwy coś się dzieje. Nie masz mieć co wyrzutów sumienia.
- To muszę mu podziękować.
- Nie przejmuj się. Nic mu się nie stanie. Kiedyś mieszkał sam z Niallem- powiedziałam.
- No, ale teraz odstąpił mi ten pokój- powiedziała.
- Weź się rozpakuj, czy ci pomóc?
- Nie zostawiaj mnie samej. Możesz siedzieć ze mną.
- Co się stało?- zapytałam- opowiadaj wszystko.
- A skąd wiesz, że coś się stało?- zdziwiła się.
- Znam cię na tyle dobrze. Opowiadaj- zachęciłam ją. Jestem teraz cała dla ciebie.
-To interesujące- powiedziała Dominika.
No nie jest jeszcze tak źle, że chcesz sobie pożartować- pomyślałam.
- Mam dosyć Francji i Paryża, Geoffreya i wszystkiego, co z nim związane- walnęła.
Musiałam usiąść. Usiadłam na łóżku przed nią.
- Jezus Maria! Co ty opowiadasz? Nic nie rozumiem…- powiedziałam zdezorientowana.
- No, bo chodzi o to, że Geoffrey dostał fioła na punkcie Ludwika Słońce i innego tematu nie ma. Tylko to. Mam dosyć. Żyjemy w XXI wieku, a nie w czasach Króla Słońce. Tak mu odbiło, że nic do niego nie dociera. Powiedziałam mu, że powinien się leczyć… Mam go dosyć. Po ostatniej awanturze, którą mi zrobił o wygniecioną sukienkę. Tą w której ty byłaś na naszym balu, powiedziałam, że mam dość i że się wyprowadzam i zrywam zaręczyny.
 - Ale myślałam, że szalejesz za nim- powiedziałam.
- Też tak myślałam, ale do czasu…
- To mi nowina- powiedziałam.
- Jeżeli pozwolicie… Ale.. Nie… Jeżeli pozwolicie…. Nie… Nie mogę zajmować tyle czasu pokoju Zayn’ owi…
- Nie przejmuj się i tak niedługo się stąd wyprowadzamy.
- Jak to?!
- A… Długo by opowiadać.
- No to opowiadaj!
- No dobrze. To od czego by tu zacząć? Może od tego, że jestem znowu w ciąży.
- To cudownie! Mam nadzieję, że Harry wie.
- Wie. Po drugie dwa dni temu się dowiedziałam, że Harry kupił dom. Zresztą wszyscy kupili domy i będziemy mieszkać na jednej ulicy.
- Ale super!
- Dziś byliśmy w sklepie po meble. Jestem załamana, bo wybrałam meble tylko do łazienek i do kuchni. Spędziliśmy tam dziś pół dnia i nieudało mi się wszystkiego załatwić.
- Dlaczego?
- Bo tego tyle jest, że nie byłam w stanie. Gdy wróciliśmy ze sklepu, padliśmy obydwoje.
- Ciebie mogę zrozumieć, ale Harry?
- No to wyobraź sobie, jak wielki jest ten sklep, skoro chłopa powalił…
- Interesujące- powiedziała z podziwem.
- Możemy jutro pojechać, jeżeli będziesz chciała. Pomożesz mi coś wybrać.
- Z całą przyjemnością.  Tylko nie Ludwik Słońce
- Nigdy bym ci tego nie zaproponowała- powiedziałam.
Dominika skończyła się rozpakowywać.
- Chodź na kolację, bo Kazik na pewno się denerwuje, że cię nie ma- rzuciłam zrywając się z łóżka.
- Ale wiesz… Ja nie jestem głodna. Poza tym nie chcę robić kłopotu.
- Przestań! Nie drażnij mnie. Jestem w ciąży, a kobiecie w ciąży się nie odmawia- zażartowałam.
- No wiem…
Zeszłyśmy na dół. W jadalni siedział Harry i kończył jeść kolacje.
- Przepraszam, ale Kazik się tak denerwował, więc musiałem zacząć jeść…- zaczął się tłumaczyć- mama mówiła, że Darcy  będzie spała u niej. To prawda?
- Tak. Uzgodniłyśmy to- powiedziałam.
Zobaczyłam w jego oczach znowu, znajome mi iskierki.
- Nawet o tym nie myśl. Chcę pogadać z Dominiką i nie wiem, o której wrócę do pokoju- powiedziałam do niego.
- A gratuluję tobie też- powiedziała Dominika.
- Czego?- zdziwił się Harry.
- No… Nowego potomka.
- Już wszystko powiedziałaś?!- zwrócił się do mnie.
- No, Dominice wszystko. Doma przyjechała na dłużej, więc musimy szybciej wykończyć dom- powiedziałam.
- A co Geoffrey?
- Cicho bądź- powiedziałam.
- Rozstałam się z nim- powiedziała.
- Jezu… Co on zrobił?- zapytał Harry.
- Dostał hopla na punkcie Ludwika.
- No, to było zauważalne wcześniej.
- Ale teraz, to już całkowicie dostał. Jest nie do wytrzymania, więc zerwałam zaręczyny i wyjechałam.
- Rozumiem, że gdyby tutaj dzwonił do nas, to ciebie u nas nie ma?- zapytał Harry.
- Brońcie Panie Boże! Nie ma i koniec.
- A dlaczego ma dzwonić?- zapytałam.
- Pamiętam, że dzwonił w podobnej sytuacji- powiedział Harry.
- Czy możemy o nim nie mówić?- zapytała Dominika.
- Oczywiście- powiedziałam- Hazziątko, jedziemy jutro do sklepu, kupować resztę mebli.
- O MATKO…. Jeszcze ci nie dosyć?- zapytał.  
- Musimy, bo nie wiem ile Zayn wytrzyma z Niallem.
- Umówiłem się z Kazikiem, że będzie gotował lekko strawne rzeczy, żeby Zayn nie zaczadział…
Wybuchłyśmy śmiechem.
- No dobrze… Jestem tak zmordowany po tym sklepie, że idę do łóżka- rzucił wstając od stołu- a jeszcze jutro mamy jechać, to muszę złapać trochę oddechu.
- Meg, pamiętaj, żebyś nie siedziała zbyt długo, bo Doma jutro nie wyjeżdża i będziesz miała czas na pogadanie.
- Dobrze, ojczulku- powiedziałam.
Pogroził mi palcem i poszedł na górę.
Darcy już poszła spać, więc mamy nie było widać, a Michał też widocznie jej towarzyszył.
- Jeszcze nie poznałaś obecnej Darcy. jest teraz na etapie pytań: Dlaczego.
- To słodkie- powiedziała Dominika.
- Może na chwilę, ale kiedy odpowiadasz na to samo pytanie po raz enty, to cię zaczyna ciskać. Zresztą, przekonasz się o tym sama.
Dominika zaczęła się śmiać. Skończyłyśmy kolację, a Dominika jakoś ziewnęła.
- Strasznie cię przepraszam, ale chyba ta zmiana czasu tak na mnie wpłynęła…
- Nic nie szkodzi. Jak chcesz, to jutro od rana, będziemy kontynuowały nasze pogaduchy.
- No przecież po to tu przyjechałam.
- Gabriela cię szukała. Myślała, że jesteś u mnie. I nie mogła się do ciebie dodzwonić. Dzwoniła do ciebie?
- Nie.
- To będę musiała się z nią połączyć.
- Ale nic jej nie mów. Proszę.
- A czemu?
- Bo się obrazi, że ty wiesz, a ona nie.
- Nic nie powiem. Bądź pewna.
Zaprowadziłam ją do pokoju. Pokazałam, gdzie co jest. Okazało się, że Zayn zapomniał zabrać swoich kosmetyków.
- Poczekaj chwilkę. Niech Zayn zabierze swoje kosmetyki, bo cię jeszcze rano obudzi. Zaraz go zawołam.
- Ale w końcu to jest jego pokój.
- Ale trudno. Wypożyczył ci go.
Nie dałam jej nic odpowiedzieć, bo poszłam do Zayna i Nialla. Zapukałam.
- Zayn, czy nie potrzebujesz przypadkiem swoich kosmetyków?- zapytałam.
- Ojej! Rzeczywiście! Zapomniałem o kosmetykach…
Otworzył drzwi. Zobaczyłam, że jest w samych slipkach
- Tak kobiecie ciężarnej się pokazywać w samych slipkach?!
Niall o mało nie spadł z łóżka.
- O przepraszam!- powiedział.
- Nie co na to Harry…- powiedział Niall.
- Co Harry?- usłyszeliśmy głos Harrego.
- Nic, nic śpij- powiedziałam.
Poszliśmy do pokoju Dominiki. Zobaczyłam, że Zayn idzie w slipkach.
- Zayn! Wracaj i ubierz się. Gościowi tak nie wolno się pokazywać.
- A ja to szybko załatwię.
- Dominika! Zamknij oczy- powiedziałam- albo odwróć się tyłem do wejścia.
- Co tu się dzieje?- usłyszeliśmy za drzwiami Harrego.
Zayn pobiegł do łazienki i się zamknął w niej.
- Ja nie będę ryzykować spotkania z Harrym w tym stroju- rzucił jeszcze.
Wybuchłyśmy z Dominiką śmiechem.
- Co się dzieje?- usłyszałyśmy znowu Hazzę.
- Nic, wszystko w porządku- powiedziałam.
- A o czym rozmawiacie?
- O czasach przedszkolnych- rzuciłam.
- A właśnie. Muszę z tobą porozmawiać na temat przedszkolnych waszych czasów- powiedział- Mogę wejść?
- Może nie dzisiaj- powiedziała Dominika.
- Megan, chodź już…- błagał Harry.
- Nie da nam spokoju- powiedziałam- To w takim razie do jutra- a szeptem dodałam- muszę go odprowadzić do pokoju.
- Już idę- powiedziałam wychodząc z pokoju.
- Nie mogę zasnąć bez ciebie- powiedział żałośnie.
- No już idziemy do nas.
Weszliśmy do pokoju. Zamknęłam szybko drzwi i zaczęłam się rozbierać.
- To o co chodzi z tą Dominiką?- zapytał.
- Geoffreyowi rzeczywiście odbiło…- powiedziałam.
- A na jakim punkcie?
- Jak to jakim? Przecież widziałeś sam.
- A to on tak na poważnie tego Ludwika?
- Jak najbardziej.
- To chyba rzeczywiście mu odbiło…
- Idę pod prysznic- powiedziałam.
- Idę z tobą.
- Jeszcze się nie umyłeś?
- Czekałem na ciebie.
Wzięliśmy długi prysznic i poszliśmy do łóżka.
- A z czego się tak śmiałyście, powiedz.
- A naszedł nas małpi humor- powiedziałam.
- Co to jest „małpi humor”?
- Taka  głupawka- odparłam.
Harry przyjął to do wiadomości i już więcej się nie dopytywał. Zasnęłam w objęciach Hazzy, myśląc, że Geff jest jednak kretynem, bo nie wie, co stracił.
Następnego dnia pojechaliśmy w trójkę do sklepu, żeby zobaczyć ofertę. Zdawało mi się, że oferta była jeszcze bogatsza.
- O Jezu, rzeczywiście miałaś rację, że ten sklep jest olbrzymi- powiedziała Dominika.
- To od czego dziś zaczynamy?- zapytał Harry.
- Od salonu- powiedziałam.
Poszliśmy w kierunku salonów. Po dwudziestym salonie miałam już dosyć.
- Może ja tu usiądę na foteliku, a wy przejrzycie dalsze propozycje?- zaproponowałam- Jak zobaczycie coś ciekawego, to powiedzcie.
- No trudno, żebym ja ci urządzała salon- powiedziała Doma.
- Ja już nie mam siły…
- A czemu nie weźmiesz dekoratora?- zapytała Doma.
-  To samo jej powiedziałem, że trzeba wziąć, ale się uparła, że sama chce- wtrącił Harry.   
- Dobra. Mam pomysł. Harry zostań z nią tu. Ja przelecę, a potem jej narysuję- powiedziała Dominika.
Weszła do następnego pomieszczenia i usłyszałam:
- Meg, ale ty to musisz zobaczyć…
Wstałam i przeszłam za nią. Faktycznie. Następny salon był taki, o jakim marzyłam. Zapisaliśmy sobie numer sali  i przeszliśmy do sypialni. Pierwsze trzy sypialnie mi się nie podobały. Nie były w moim stylu. Następna była bardzo nowoczesna, a nią zainteresował się Harry. Popatrzyłam na tą sypialnię, ale doszłam do wniosku, że nie może być, ze względu na łóżko wodne.
- Hazzie, nie pasuje to do naszego łóżka. Popatrz tylko- powiedziałam.
- Faktycznie.
Przeszliśmy jeszcze do następnej sali i to było coś, co mnie satysfakcjonowało.
- Super ta sypialnia- powiedziałam.
- No może być- zgodził się Harry.
- Nie podoba ci się?
- A możemy zobaczyć następną?
Kolejna nas zauroczyła i zdecydowaliśmy się na nią. Znów odnotowaliśmy w naszym karneciku numer sali i przeszliśmy dalej. Teraz wybieraliśmy do innych sypialni.
- Ale wiesz, co? Ta sypialnia, która ci się tak podobała, będzie pasować do pokoju gościnnego- powiedziałam do Harrego.
- Wiedziałem. Wiedziałem, że ta sypialnia jest super- powiedział.
Zapisaliśmy ją i przeszliśmy do pokoi dziecięcych. Było bardzo dużo ciekawych rzeczy, ale wybrałam jeden dla Darcy. Wiedziałam, że ten będzie jej się podobał. Doszłam do wniosku, że dla niemowlaka są meble po Darcy, więc nie trzeba kupować. Został nam tylko gabinet, hol i biblioteka.
- To co nam jeszcze zostało?- zapytała Dominika.
- Hol, gabinet i biblioteka- powiedziałam.
Przeszliśmy przez ileś holi, ale żaden nam się nie podobał.
- Kupować tego na siłę nie będziemy- powiedziałam.
Poszliśmy do gabinetów. Po obejrzeniu kilkunastu gabinetów zapytałam:
- Czy wszystkie gabinety muszą być takie ciemne?
Harry zgodził się ze mną.
- Masz rację. Wszystkie są jakieś ciemne.
Moje pytanie usłyszał ekspedient.
- Chciała pani coś jaśniejszego? Mamy tutaj coś takiego. Zaraz pani pokażę- powiedział.
I poprowadził nas do innej alejki, gdzie zaczął otwierać drzwi do różnych gabinetów. Piąty z kolei spodobał nam się obydwojgu. Dominika też stwierdziła, że jest świetny. Zapisaliśmy znów i została nam biblioteka. I hol oczywiście.
- A czy hole są tylko takie? Przeszliśmy wszystkie, ale nie podobają nam się- powiedziałam.
- Jeszcze jest jedna alejka z holami. Zaraz państwu pokażę- oznajmił ekspedient- proszę za mną.
Ruszyliśmy za nim i zobaczyliśmy w zupełnie innym charakterze hole, które bardziej nam już odpowiadały. Siódmy z kolei stwierdziłam, że to jest to. Harry potwierdził mój zachwyt, więc znów zapisaliśmy numer.
- Została nam tylko biblioteka- powiedziałam.
Ekspedient zaprowadził nas do działu z bibliotekami i powiedział:
- Proszę za mną- widocznie zorientował się, co chcemy, bo wprowadził nas do biblioteki, która nam się od razu spodobała. Były dwa wspaniałe fotele, bardzo wygodne, między nimi był postawiony stoliczek, obok nich lampy, a przy ścianach stały szafy biblioteki.
- Nie wiem, czy państwo macie dużo książek, ale proponuję  szafy, bo wtedy się tak nie kurzą- powiedział.
Byłam zdecydowana.
- No to mamy wszystko- powiedziałam.
- Czy zasłony i  dodatki, firany, lampy mogą być także dostarczone z tych pokoi, które wybraliśmy?- zapytałam.
- Oczywiście- powiedział ekspedient.
- Jeszcze jest jedna sprawa. Na kiedy to możecie dostarczyć? Mamy mieć dostarczoną kuchnię i łazienki w piątek z montażem- powiedział Harry- czy możemy liczyć na to, że dostarczycie to wszystko razem?
- Postaramy się- odpowiedział ekspedient.
- Byłabym bardzo szczęśliwa, gdybym mogła w sobotę zamieszkać w naszym domu- powiedziałam uroczo się uśmiechając.
- Oczywiście. Postaramy się wszystko załatwić za jednym zamachem. Czy ktoś będzie w domu, żeby nas wpuścić?- zapytał mężczyzna.
- Oczywiście- grałam słodką idiotkę dalej. Byłam ciekawa, czy Harry wytrzyma.
- Na pewno któreś z nas będzie- powiedział Harry.
- Przypuszczam, że będziemy obydwoje- dalej grałam.
- Dobrze. To będziemy w piątek.
- O której godzinie państwo będziecie?
- O ósmej rano, żeby to wszystko zdążyć poskładać.
- Będę bardzo szczęśliwa- powiedziałam z uśmieszkiem plastika- nie wiem, czy mąż zdoła wstać tak wcześnie, ale ja na pewno będę.
Harry posłał mi piorunujące spojrzenie. Posłałam mu słodkiego buziaka w odpowiedzi. Facet tego nie zauważył, a Dominika o mało nie wybuchła śmiechem. Harry poszedł załatwiać formalności.
- Ale zagrałaś- powiedziała Dominika- Ja bym od Geffa oberwała.
- Jak to?! On cię bił?!
- Zdarzało mu się.
- Nie myślałam, że z niego taki damski bokser. Nie ma mowy, żebyś do niego wracała!
- Nie mam nawet zamiaru- powiedziała Doma.
- I taką w tobie lubię- powiedziałam i przytuliłam ją do siebie.
Po jakimś czasie Harry podszedł do nas i powiedział, że wszystko załatwił i że mamy być na Wiśniowej o ósmej rano.
- Ale o ósmej- powiedział- a nie o siódmej.
- No trzeba będzie pojechać wcześniej- powiedziałam.
- Boże… Co za kobieta- westchnął Harry- widzisz, co ja z nią mam?
- Przecież siódma godzina, to normalna godzina- odparła Dominika.
- Wiem, że trzymasz jej stronę, wiem- powiedział- dobrze, że chociaż teściowa trzyma od czasu do czasu moją stronę. Teściowa mi się udała.
- Powiem to mamie. Będzie jej miło- odpowiedziałam.
Wracaliśmy do domu.
- Słuchajcie. Jak mamy taki miły dzień, to zapraszam was na jakąś kawę i lody- powiedział Harry.
- Super! Dawno nigdzie nie byliśmy- powiedziałam.
- No… Ostatnim razem byliśmy w zoo.
- Gdzie zabłądziłeś?
- Już mi nie wypominaj…
- No już dobrze, dobrze. Nie będę- powiedziałam robiąc smutną minę.
- Ale słodka z was para- skomentowała Dominika- lepiej się dobrać nie mogliście.
- Bez przerwy jej to mówię- powiedział Harry.
- Mów mi tak częściej- powiedziałam.
Dominika na chwilę posmutniała, ale po chwili się otrząsnęła i znów gadaliśmy jak szaleńcy. Harry zaprosił nas do kawiarni. Okazało się, że była to super kawiarnia, w której doskonale go znali. Zamówił wspaniałe desery lodowe oraz mrożoną kawę.
- Ale ci gorąco- powiedziałam.
- Nie zawsze kupuję meble do naszego pierwszego domu- powiedział Harry.
- No masz rację Hazziątko- skomentowałam.
Gdy zjadłam lody i wypiłam kawę stwierdziłam, że chyba mi się zalęgną żaby w brzuchu… Widziałam, że Doma ledwo je. Ja nie mogłam się już ruszyć.
- Specjalnie nam to zrobiłeś Haroldzie- powiedziała Doma.
Do Harrego podchodziły różne osoby i witały się z nim. Troszkę mnie zaskoczyło, bo nie przedstawiał nas.
- Harry, powiedz. Czy coś się stało?- zapytałam, gdy byliśmy sami w pokoju.
- A co miało się stać?- zapytał.
- Tak się dziwnie zachowywałeś w tej kawiarni.
- Ja?!- zdziwił się.
- Tak ty.
- Dlaczego mówisz, że się dziwnie zachowuję?                                  
- Bo tyle osób przychodziło do naszego stolika, a ty nawet ani jednej osobie nas nie przedstawiłeś...- powiedziałam, patrząc na niego uważnie.
- Nie chciałem wam zawracać głowy.
- Czyżbyś się mnie wstydził?- zapytałam.
- Co ci też do głowy przyszło- odpowiedział- Tu nie jest w zwyczaju, przedstawiać gości, z którymi się siedzi.
Okej. Przyjmuję to do wiadomości.


Do pokoju wpadła Darcy.







- Mama! Tata!
Dobiegła do mnie i złapała mnie za nogi.              




* No i jak się Wam podoba? Mam nadzieję, że gify Wam weszły :) Jak zauważyłyście, to całkiem wcześnie mi się udało :)  Mam nadzieję, że wciąż będzie tak pozytywnie, jak do tej pory :) Dzięki za komentarze i namawiam do ciągłego komentowania :) Z góry dziękuje :)) Jeśli macie do mnie jakiekolwiek pytania piszcie na tt @GokaEhlert  :) Dla tych, co jeszcze nie załapali, najczęściej rozdział pojawia się w piątek wieczorem ;)
                                                                                                                                 ~Meg

poniedziałek, 13 maja 2013

Pytanko :3

Dziewczyny :) Mam do Was wielką prośbę :) Jak zapewne zauważyłyście, zmieniłam wygląd bloga :> Potrzebuję wskazówek dotyczących wyglądu, nie wiem, jakieś stronki z dodatkami, czy coś, które polecacie, bo chciałabym zrobić kolarz na samej górze i kompletnie nie wiem, jak to się robi... Wiem, ofiara ze mnie, no ale cóż... Mam nadzieję, że spodoba Wam się wygląd, a kolejny rozdział wrzucę, gdy będzie powyżej 10 komentarzy, ponieważ ich liczba znów spadła...
                                                                                                                                       ~Meg