wtorek, 18 lutego 2014

97

Siedziałyśmy z Dominiką i Gabrielą u mnie w salonie. Dziewczyny zastanawiały się co mają robić. Chłopaki tworzyli kolejną płytę i przesiadywali całe dnie w studiu.
 -  Nie boisz się, że jak pojedzie w tourne, to znowu zacznie pić? -  Zapytała mnie Gabriela.
 -  Boję się, ale mam nadzieję, że pozostali będą ich pilnować... -  Odpowiedziałam -  to była nauczka dla wszystkich -  wtrąciłam -  muszę przyznać, że Harold tak, jak obiecał nie bierze alkoholu do ust.
 -  Nie wiadomo, jak to będzie w trasie -  rzekła Gabi.
 -  Nie strasz mnie - powiedziałam do niej -  od powrotu z Warszawy nie wyczułam alkoholu od Hazzy,      a to się jednak czuje.
 -  A ile to czasu minęło? -  Zapytała Gabriela.
 -  Prawie rok…
Antoś siedział u Gabrieli na kolanach i bawił się jej wisiorkiem.
 -  Uważaj, bo ci go zerwie -  powiedziałam -  a właśnie. Co z naszą firmą? Pamiętacie?
 -  Powiem szczerze, że nawet myślałam o tym. Przydałoby się więcej zajęć. Ty chociaż masz spółkę       z dziewczynami, a my tu się zanudzamy. Jak pojadą w trasę to oszalejemy z nudów… -  westchnęła Dominika  -  nie pojadę z nimi w trasę. Po tym, jak mnie potraktowali, po tym, jak ci o wszystkim powiedziałam.
 -  Mogę ci tylko podziękować za to. Dzięki temu Harry przestał pić i zrobił się bardziej dbający o nas. Po za tym nasz związek dzięki temu bardzo odmłodniał. Zaczęliśmy być jak stare, dobre małżeństwo… a teraz nabrało więcej ognia.
Ktoś zaczął dzwonić do drzwi. Nie był to domofon, czyli wskazywało na to, że był to ktoś z Wiśniowej. Poszłam otworzyć i zobaczyłam zapłakanego Nialla.
 -  Niall?! Co się stało!? Chodź. Co się stało?
 -  Masz gości. Nie będę ci przeszkadzał…
 -  Jakich gości?! Przecież wszystkich znasz. Znamy się jak łyse konie.
 -  To my może pójdziemy -  powiedziała Gabriela.
 -  Muszę się komuś wygadać -  jęczał przez łzy Niall.
 -  No to gadaj! -  Zdenerwowałam się- Co się stało?
 -  Wiesz, co mnie najbardziej rani, prawda?
Zrobiło mi się słabo. Przytaknęłam głową, nic nie mówiąc.
 -  No więc, podszedłem do laptopa, który był włączony i zobaczyłem treść rozmowy GG mojej żony      z jakimś facetem…
Zrobiło mi się gorąco.
 -  Ona mnie zdradza! -  Wyjęczał Niall.
- Ale przecież to nie możliwe! -  Powiedziała Dominika -  przecież jest z nami cały czas.
 -  Pamiętacie, jak ostatnio wyjechała do Warszawy?
Przytaknęłyśmy.
 -  Była z tym facetem.
 -  Skąd wiesz?!
 -  Napisał jej to, że jak była ostatnio w Warszawie,  było tak cudownie i… różne takie.
Przytuliłam go do siebie, próbując go pocieszyć.
 -  Niall. Musisz to wyjaśnić. Nie możesz tak od razu zakładać, że to zdrada.
 -  Chcesz? To pokażę ci to świństwo.
Niall rzucił się do drzwi. Musiałam pójść za nim.
 -  To ja tu zostanę z Antosiem -  powiedziała Gabriela -  a ty idź.
 -  Doma, możesz też iść -  zdecydował Niall.
We trójkę poszliśmy do niego. Treść wiadomości dawała wiele do myślenia… Właściwie nie było co wyjaśniać. Facet żądał, żeby Ewelina się rozwiodła z Niallem, a właściwie z tym durniem. Wyglądało na to, że rzeczywiście go zdradzała.
- Co ja teraz zrobię?
 -  Słuchaj, nie tylko jedna Ewelina jest na tym świecie -  powiedziała Dominika.
Miała dar pocieszania. Zawsze umiała pocieszyć. Od małego. Już w szkole podstawowej to robiła. Rzuciła Zayna, gdy ten zaczął znów pić. Przeprowadziła się do Gabrieli i Jay’a i od paru miesięcy tam mieszkała. Bardzo żałowałam, że związek się rozpadł, ale dzięki Bogu Dominika nigdzie nie wyjechała. Dominika na razie zdecydowała, że zostanie na Wiśniowej do ślubu Gabi, który miał się odbyć za trzy miesiące.
- Co ja mam zrobić?
 -  Na pewno nie możesz tego zostawić tak, jak jest -  powiedziałam.
- Ale powinienem ją wyrzucić z domu…
 -  No, to wyrzuć -  powiedziała obojętnie Dominika.
 -  Mam dzwonić do Kasi?
 -  Na pewno musisz zabezpieczyć ten list, bo jest dowodem -  powiedziałam.
Niall zrobił kopię listu i zapisał na pendrive.
 -  Zobacz, może coś więcej znajdziesz -  podpowiedziałam mu.
 -  Nie mogę -  odpowiedział.
 -  To poczekaj. Zaraz to zrobimy.
Usiadłam do komputera. Zaczęłam przegrzebywać różne pliki. Wygrzebałam jakieś listy miłosne do faceta, wspólne zdjęcia i jakiś plik, którego nie mogłam otworzyć. Zaczęłam się zastanawiać, jak to otworzyć, ale nic mi nie przychodziło do głowy. Skopiowałam plik na mój pendrive i powiedziałam:
 -  Dobra. Wynosimy się stąd, bo ona może zaraz wrócić.
Zostawiliśmy komputer tak, jak stał i poszliśmy do nas. Gdy weszliśmy  Harry siedział z Gabrielą. Gdy zobaczył Nialla, podszedł do niego i mocno go uściskał.
 -  Już wiesz?
 -  Gabi mi powiedziała.
 -  Słuchaj. Mamy tu jakieś zbiory, których nie mogę otworzyć -  powiedziałam do Hazzy.
 -  A to prawda?
 -  Wygląda na to, że tak… Nie znasz jakiegoś informatyka? -  Zapytałam.
 -  Nie. Jedynie Nathan mi przychodzi do głowy. On jest takim zapalonym informatykiem. To znaczy zajmuje się informatyką, jako hobby.
 -  To może do niego podskoczyć?
 -  Poczekaj, zaraz do niego zadzwonię -  Cześć Nathan! Mam problem z jednym z plików. Nie mogę go otworzyć. A, jesteś u Jaya? To super. Wpadnij do nas.
Półgodziny nam zajęło pocieszanie Nialla. Potem wpadł Nathan z Jayem.
 -  Może we dwóch coś pomożemy.
 -  To jest delikatna sprawa -  powiedziałam.
 -  Witaj piękna! O, hej Gabi! Cześć Doma! Właśnie się zastanawiałem, gdzie jesteście. Niall co się stało?
Gabriela go szturchnęła.
 -  Ała.
 -  Uspokój się -  usłyszałam syk Gabrieli.
Coś tam między sobą zaczęli mówić.
 -  To gdzie jest problem? -  Zapytał Nathan -  na górze w studiu?
 -  Nie, tutaj -  odpowiedziałam, dając mu do ręki pendrive.
 -  Mogę do komputera?
 -  No pewnie -  przeszliśmy do biblioteki, gdzie stał komputer.
Niall z Jayem, Dominiką  i Gabrielą zostali w salonie. Włączyliśmy komputer. Nath zaczął coś robić       z plikiem.
 -  Może się czegoś napijesz? -  Zaproponowałam.
 -  Nie, dzięki. Już zaraz kończę -  powiedział.
Po krótkim czasie powiedział:
 -  Już.
- Co już?
I na ekranie naszym pojawił się film. Na którym była Ewelina i jakiś obcy facet. Staliśmy w trójkę zamurowani. Baraszkowali sobie w najlepsze.
 -  Nie wiem, czy Niall powinien to oglądać -  wydukałam z siebie cicho.
 -  Chyba nie -  poparł mnie Harry.
 -  Czy możesz to jakoś zabezpieczyć?
 -  Mogę zapisać na twoim pendrive, żeby można było otworzyć w każdym momencie.
 -  A kto to jest? -  Zapytał Nath -  czyżby to była żona Nialla?
 -  Chyba już będzie była…
 -  Biedny Nialler…
 -  Czy mógłbyś nie mówić, co żeśmy odkryli w tym pliku?
-  Ale jeśli chce przedstawić to jako dowód zdrady, to musi wiedzieć.
 -  Można to dać prawnikowi. On tego nie musi oglądać -  rzucił Harry.
 -  Za bardzo go to zrani -  dodałam.
 -  Patrzcie. Nawet datę sobie wstawili -  poinformował nas Nath.
Zrobiło mi się słabo. Było to miesiąc po ślubie. Prawie się przewróciłam.
- Co ci jest? -  Zapytał mnie Harry, który mnie podtrzymał.
 -  Widziałeś datę? -  Zapytałam cicho.
Harry zaklął ostro.
 -  To dziwka -  skomentował.
 -  A jak my mu to powiemy? -  Zapytałam.
 -  Powiemy, że dajemy zawartość tego pliku jego prawnikowi. Jemu na pewno nie pokażemy.
Usłyszeliśmy, że coś się dzieje w salonie.
 -  Zamknij to szybko -  powiedział Harry.
 -  I co? Udało wam się otworzyć? -  Zapytał Niall wchodząc do biblioteki.
 -  Tak, udało się, ale nie pokażemy ci tego. Przekażemy to prawnikowi do sprawy rozwodowej.
 -  A jednak?
 -  Tak. Są to twarde dowody za które na pewno dostaniesz rozwód -  powiedział Harry.
 -  Jak ona mi to mogła zrobić? -  Zaczął jęczeć dalej.
 -  Uspokój się. Nie jest ciebie warta -  odpowiedziałam przytulając go.
 -  Dajcie mi coś mocniejszego…
 -  Następny się znalazł -  mruknęłam.
Harry gdzieś wyszedł i za chwilę przyszedł ze szklaneczką. Popatrzyłam na niego znacząco.
 -  Później ci wytłumaczę -  odpowiedział.
Podał szklankę Niallowi, który wypił duszkiem.
 -  Więcej ci nie dam, bo nie mam -  wyznał Harry -  mam dzwonić do prawnika?
 -  Trzeba to załatwić jak najszybciej -  odpowiedział Niall.
Harry zadzwonił do Dereka.
 -  Cześć Derek. Mamy taką nieprzyjemną sprawę. Nie. Sprawę rozwodową. Nie, nie ja i nie Louis i nie Liam. Tak, Niall. Mamy dowody zdrady. No, wystarczające. To przyjedziesz do nas? Dobra. No jak najszybciej. Okej. Czekamy.
 -  I co? -  Zapytał Niall.
 -  Będzie za pół godziny -  odpowiedział Harry.
Przeszliśmy wszyscy do salonu. Zaparzyłam kawę i herbatę. Chłopcy pocieszali Nialla razem                  z Dominiką. Jay skoczył po alkohol do domu i gdy przyjechał Derek, Niall był już trochę uspokojony.
 -  Nie wiem, co oni odkryli na tym zbiorze, ale nie chcą mi pokazać.
 -  Dla twojego dobra, lepiej, żebyś nie oglądał tego -  powiedział Harry -  zostań tu, a my pójdziemy           i pokażemy Derekowi. Jeżeli stwierdzi, że tyle wystarczy, to wszystko będzie z głowy.
Gabriela oddała Antka Dominice, która została z nim w salonie, a sama dołączyła do nas, gdzie cała reszta zebrała się w bibliotece. Nathan otworzył plik i bez słowa zapuścił go. Wszyscy patrzyli zszokowani na ekran.
 -  Fuj, wyłącz to -  powiedziała Gabi -  przecież to jakiś pornos…
 -  Pornos w wykonaniu Eweliny -  skomentował Harry -  jak ona tak mogła?
-  Ale to nie wiadomo, czy to nie jest sprzed ślubu -  powiedział Jay.
 -  Nie. Data wskazuje, że to jest po ślubie -  powiedział Nath.
 -  Wrócili z podróży poślubnej i zaczęła się zabawiać -  powiedziałam.
 -  To… wystarczy na rozwód -  powiedział Derek.
 -  Też nam się wydawało -  powiedziałam.
 -  Dobrze, czy on chce rzeczywiście rozwodu? -  Zapytał Derek.
- Co nie znasz Nialla? -  Zapytał Harry.
 -  Dobrze. Załatwię to jak najszybciej.
Rzeczywiście załatwił sprawę szybko i po miesiącu Niall był już wolny. Ewelina wróciła do Polski,         a Niall cierpiał straszne katusze. W rolę pocieszycielki wcieliła się Dominika. Dużo z nim przebywała.   Z resztą musieliśmy z nim przebywać, żeby nie zrobił sobie żadnej krzywdy. Przez pewien czas była jego mama, gdy się dowiedziała o rozwodzie, ale musiała już wrócić. Rozważaliśmy, czy go nie wysłać do domu, do Irlandii, ale stwierdziliśmy, że lepiej będzie, jak będziemy mieli na niego oko, tutaj. Zresztą sam nie wystąpił z takim pomysłem, więc nie podsuwaliśmy mu go. Niall był teraz często naszym gościem i razem z Domą pomagali mi przy Antosiu oraz odprowadzali Darcy do przedszkola. Darcy poszła do przedszkola na jesieni. Zdecydowaliśmy się, że musi przebywać ze swoimi rówieśnikami. Od momentu, gdy poszła do przedszkola, zaczęła mówić normalnie, co mnie bardzo cieszyło. Lubiła chodzić do przedszkola zwłaszcza z Niallem. Odprężał się przy niej i przestawał myśleć o Ewelinie i o całej sytuacji. Dzięki Bogu miał oszczędzone obejrzenie tego filmu. W sądzie był tylko raz, bo trzeba go było przesłuchać. Ewelina nie pojawiła się w sądzie i to przeważyło o decyzji sądu. Dopóki nie podpisała aktu rozwodowego Niall niestety nie mógł ożenić się z następną wybranką swojego serca. Ponieważ siedziała w Polsce, Dominika postanowiła pomóc Niallowi i poleciała              z papierami do Polski. Ponieważ sąd orzekł winę Eweliny za rozpad małżeństwa, a Niall kupił dom przed zawarciem małżeństwa, a mieli podpisaną rozdzielność majątkową, Ewelinie nic się nie należało. Dominika dopadła Ewelinę przez Kasię i razem z nią zmusiły ją, żeby podpisała akt rozwodowy. W prasie huczało od plotek i gdy Ewelina podpisała papiery, Niall napisał na twitterze, że jest wolny. Wpis ten nie trwał długo, ale może zacznijmy od początku… Gdy było po sprawie w sądzie, Derek przyjechał i obwieścił dobrą nowinę. Niall był bardzo szczęśliwy, do momentu, gdy się dowiedział, że akt musi być podpisany przez obydwojga małżonków. Zadzwonił do Eweliny i obwieścił jej, że wyśle jej papiery do podpisania, a ta stwierdziła, że nigdy mu tych papierów nie podpisze… 


*Hej. Kolejny rozdział, kolejne akcje naszych bohaterów. Muszę przyznać, że się na Was zawiodłam, ponieważ kiepska była Wasza aktywność pod poprzednim postem... Ostatnio w ogóle mało jest wejść... Zdziwił mnie fakt, że przecież są ferie, to powinno być ich więcej, no ale pomyślałam, że okej, może gdzieś pojechałyście... Ostatnio rozważam zakończenie mojej pracy, którą piszę tak przez 2 i pół roku... Gdy jest mniej wejść to faktycznie traci się sens pisania więcej. Wrzucam ten rozdział tylko dlatego, że po pierwsze zmotywowała mnie moja przyjaciółka, a po drugie, bo obiecałam, że podczas ferii będę aktywna. Ja się wywiązuje, Wy NIE. Najwidoczniej dla niektórych aż tak ciężko napisać komentarz... CZYTASZ=KOMENTUJESZ. 
                                                                                                                                                                                         ~Meg

sobota, 8 lutego 2014

Rozdział 96 ( Dla cierpliwie czekających :))

-  No to wychodzi pan do domu -  powiedziała pielęgniarka -  tylko niech pan już nic nie pije, żebyśmy się nie musieli spotykać tutaj.
 -  Obiecuję przy pani, mojej żonie,  że nie będę pił. Było to strasznie głupie.
 -  Zapewne -  odpowiedziała pielęgniarka -  no to zmykajcie stąd.
Harry złapał swoją walizkę i wyszliśmy z pokoju.
 -  A ci naprzeciwko już wyszli? -  Zapytałam pielęgniarkę.
 -  Niech pani zobaczy.
Zapukałam do drzwi, ale nikt nie odpowiedział.
 -  Pewnie wyszli.
 -  No to idziemy na dół. Pewnie czekają przy samochodzie.
Zjechaliśmy na dół windą, ale przy samochodzie nikogo nie było.  Wybrałam komórkę Dominiki            i zadzwoniłam do niej.
 -  Gdzie wy jesteście?
 -  No czekamy na wypis.
 -  Jak to? Przecież myśmy już dostali.
 -  Widocznie wasz wypis był pierwszy.
 - To gdzie wy jesteście?
 -  No w pokoju.
 -  To dlaczego nie otwieracie, gdy człowiek puka?
 -  A to wy?
 -  Ta… Mikołaj Święty, chyba że wam przeszkadzaliśmy w czymś…
 -  No coś ty! -  Obruszyła się Dominika.
 -  To my czekamy w samochodzie -  rzuciłam i się rozłączyłam.
Wsiedliśmy do samochodu i zaczęłam się zastanawiać, od czego zacząć. Harry chyba też o tym myślał, bo zaczęliśmy mówić równocześnie.
 -  Wiem -  powiedzieliśmy.
 -  Ty pierwszy -  powiedziałam.
 -  Kobiety pierwsze, zawsze -  odpowiedział.
 -  No nie wiem, czy w tym przypadku będzie lepiej, jak ja zacznę, czy jak ty zaczniesz.
 -  Dlaczego żeś się wyprowadziła?
 -  Po tym, co się dowiedziałam, zostało mi tylko się wyprowadzić. Zachowywałeś się, jak się zachowywałeś…
 -  Wiem. Zachowałem się, jak dupek -  skomentował.
 -  Przez grzeczność nie zaprzeczę -  odpowiedziałam.
 -  Nie wiedziałem, jak ci powiedzieć, że cię zdradziłem. Nie było to świadome.
 -  A teraz to potrafiłeś jakoś powiedzieć.
 -  Bałem się twojej reakcji.
 -  Wyszło na to, że jestem straszną Heterą.
 -  A co byś zrobiła, gdybym ci to powiedział?
 -  Pewnie bym się wyprowadziła.
 -  No właśnie, a tego się bałem panicznie…
 -  I dlatego zacząłeś tyle pić?
 -  Też.
 -  Przecież cię pytałam parę razy.
- Ale nie potrafiłem ci tego powiedzieć. Wybaczysz mi?
 -  Po wyjaśnieniach Liama, wybaczę ci -  westchnęłam ciężko.
 -  Czemu tak wzdychasz? -  Zapytał Harry -  nie cieszysz się, że to była nieprawda?
 -  Cieszę się, tylko dlaczego, ja przez to straciłam tyle nerwów? Kiedy się dowiedziałam, prawie nie spałam.
 -  Kiedy odeszłaś, ja w ogóle nie spałem.
 -  I co? Piłeś na umór?
 -  Też…
 -  Mam nadzieję, że już więcej pić nie będziesz…
 -  Obiecałem ci. Wiesz, że potrafię dotrzymać słowa.
 -  Kiedyś potrafiłeś. Mam nadzieję, że jeszcze potrafisz.
 -  Udowodnię ci to -  powiedział i mnie pocałował.
W tym momencie drzwi się otworzyły.
- Ale gruchają! -  Usłyszeliśmy głos Zayna.
 -  Cześć Zayn.
 -  To co? Jedziemy gdzieś na jednego? -  Zaproponował Zayn.
 -  No. Bo będzie w tył zwrot i idziesz z powrotem.
 -  No, przecież żartowałem.
 -  Cześć Harry -  rzuciła Dominika zapinając pasy.
 -  Cześć -  odpowiedział jej.
 -  Wszyscy zapięci?
 -  Chyba tak.
 -  To świetnie -  przekręciłam kluczyki w stacyjce i ruszyliśmy z pod szpitala.
W drodze powrotnej opowiadaliśmy sobie, co się działo w czasie, gdy oni byli na odwyku i na odwrót. Oczywiście pewne szczegóły nie wyszły na jaw. No i dobrze. Do domu wróciliśmy po godzinie, bo       w niektórych miejscach staliśmy w korku, ale to nam wcale nie przeszkadzało. Gdy przyjechaliśmy     w domu był Louis i Liam. Kiedy weszliśmy do środka, Louis siedział na kanapie z nogą na krześle, a Liam siedział naprzeciwko niego na fotelu. Liam natychmiast się zerwał i zaczął ściskać chłopaków. Nawet nie zauważyłam kiedy, okazało się, że Louis też ściska chłopaków.
 -  Ładnie sobie skręciłeś tą nóżkę. Już zapomniałeś, że masz skręconą nogę? -  Zapytałam podejrzliwie.
 -  No, przecież takiej okazji nie mogę przepuścić. Chłopaki wrócili! -  Pokuśtykał z powrotem na kanapę.
 -  Gdzie mama? -  Zapytałam.
 -  Pojechała z Niallem do zoo -  rzucił Li.
 -  Widocznie boi się, że Niall coś wykombinuje  -  powiedział Louis.
 -  Ty się nie odzywaj, bo już raz wywiozłeś mamę -  odpowiedziałam mu.  
 -  Słuchaj, chyba będę musiał ci postawić flachę, żebyś mi wybaczyła!
 -  Żadnej flachy -  warknęłam -  i nie rób z siebie męczennika. Mam nadzieję, że do jutra wyzdrowiejesz.
 -  A co? Lecimy do domu?
 -  Nie. Jutro mam inne plany i musisz normalnie chodzić.
 -  Uuu… -  usłyszałam w odpowiedzi.
 -  A co ci się stało? -  Zapytał Zayn.
 -  Spadł ze schodów -  wyjaśniłam.
- Co? Gonił kogoś? -  Kontynuował.
 -  Nie, Niall na niego wpadł - odpowiedziała Doma.
 -  To nieźle tu balowaliście.
 -  Nikt nie balował -  rzucił Liam -  przeprowadzaliśmy Megan i Dominikę do domu.
 -  To był nieszczęśliwy wypadek -  powiedziałam.
 -  Dla kogo nieszczęśliwy dla tego nieszczęśliwy -  mruknął Louis.
 -  Mówisz tak, jakbyś pierwszy raz spadł ze schodów.
 -  W taki sposób, to pierwszy.
- Co? Niall ci nigdy nie podstawił nogi?
 -  Nie, ja jemu.
 -  No, to ci się odwdzięczył.
 -  A to tak!
 -  No przecież widziałeś, jak leciał na dół.
 -  Nic nie widziałem zza tych pudeł!
 -  Przepraszam.
 -  Za co? -  Zapytał zdziwiony Louis.
 -  Za to, że spadłeś ze schodów.
 -  No przecież to nie twoja wina.
 -  Faktycznie twoja. Gdybyś nie naopowiadał głupot Harryemu, to by nas tu nie było.
- Ale przecież wiesz, że to miało być dla waszego dobra.
 -  Wyszło, jak wyszło. Nie wracajmy już do tego, chociaż miałem ochotę cię zamordować -  rzucił Harry.
Louis nic nie odpowiedział. Poszłam na górę się przebrać.  Gdy zdejmowałam spódnicę, poczułam, że zamek zaczepił mi się o włosy.
 -  Cholera jasna! -  Powiedziałam na głos.
Ze spódnicą na głowie, zaczęłam walczyć z zamkiem.
 -  AUĆ!
 -  Ciekawe powitanie -  usłyszałam głos Harryego.
 -  Harry, pomóż mi!
 -  Zastanawiam się, czy tego nie wykorzystać…
 -  Do cholery! Pomóż mi! Przecież tak nie zostanę w tej spódnicy!
 -  To może być interesujące, a gdzie dzieciaki?
 -  W zoo z Niallem i mamą -  wyjęczałam spod spódnicy -  Harry! Zlituj się!
Poczułam, że posadził mnie na krześle i zaczął rozplątywać mi włosy.
 -  Auć! Auć! AU! -  Zawyłam.
 -  Cicho bądź, bo przecież my nie jesteśmy sami w domu…
Pod drzwiami usłyszeliśmy jakiś hałas.
 -  Czy coś się stało? -  Usłyszeliśmy głos Liama.
 -  Nie, nic -  odparł, śmiejąc się -  moja żona zaplątała się w spódnicę i próbuję ją wyzwolić.
 -  Niepotrzebna pomoc?
 -  Nie.
 -  Tylko uważaj Megan, żeby ci nie wyrwał wszystkich włosów.
Dostałam ataku śmiechu.
 -  Nie kręć się -  usłyszałam.
- Co wy tam robicie? Zaraz wejdę -  usłyszeliśmy głos Lou.
 -  To wy wszyscy tam jesteście do cholery?!
 -  Brakuje tylko Nialla.
 -  Weź przetnij ten kawałek, albo utnij kawałek włosów -  powiedziałam do Harryego.
 -  Historia lubi się powtarzać -  odpowiedział mi na to.
Przypomniało mi się, że kiedyś musiał mi przeciąć moją ulubioną sukienkę…
 -  Tylko nie zdejmij mi skalpa z głowy… -  rzuciłam.
Pod drzwiami usłyszeliśmy śmiech.
 -  Nie podsłuchiwać, bo jak ja zaraz do was przyjdę… -  pogroził Hazza.
Za drzwiami zrobiło się zamieszanie.
- Co tam się dzieje? -  Zapytałam spod spódnicy.
 -  Chyba wrócił Niall z dziećmi i mamą…
 -  Harry, zdejmij ze mnie tą spódnicę! -  Warknęłam -  Darcy, jak się dowie, że jesteś, zaraz tu przyleci.
 -  A ona coś wie?
 -  Nic nie wie. Wie tylko, że jesteśmy na wakacjach.
 -  A nie pytała się, gdzie jestem, jak zobaczyła chłopaków.
 -  Pytała, ale wytłumaczyli jej, że musieliście z Zaynem coś załatwić. Jak zobaczy Zayna, to będzie wiedziała, że ty też jesteś.
 -  Trudno. Będę musiał uciąć ci włosy.
 -  A spróbuj spódnicę.
 -  No próbowałem już, ale nie mogę.
Harry ciachnął nożyczkami i zdjął ze mnie spódnicę. Złapałam spodnie i szybko nałożyłam na siebie.  W momencie, gdy zapięłam rozporek, do pokoju wpadła Darcy, a za nią Niall.
 -  Tatuś! -  Wrzasnęła.
Harry złapał ją na ręce i mocno wycałował. Niall trzymał na ręku Antosia. Harry zabrał go od niego.
- Aleś ty urósł!
 -  A ja nie ulośłam? -  Zapytała zazdrośnie Darcy.
 -  Też urosłaś! Dopiero teraz zobaczyłem, jaka ty duża się zrobiłaś!
 -  A wieś, zie pilotowałam siamolot?
 -  Nie siamolot, tylko samolot -  poprawił ją Harry -  musisz mi wszystko opowiedzieć.
Wiedziałam, że mam go najmniej dwie godziny z głowy. Zeszłam na dół i poszłam do mamy.
 -  Jak tam było w zoo?
 -  Powiedz raczej, jak tobie minęła rozmowa.
 -  A, pani była bardzo sympatyczna.
 -  To dobrze, że była sympatyczna. Podobno bywa bardzo nie miła…
 -  Jak to?
 -  Michał opowiadał, że pacjenci się strasznie na nią skarżą…
 -  Może dlatego była miła, bo wiedziała, że jesteśmy od Michała.
 -  A skąd miała wiedzieć?
 -  A, natknęłyśmy się na niego w drzwiach szpitala. Zaprowadził nas pod gabinet, wszedł tam i dopiero potem nas zaczęła przyjmować.
 -  No, to dzięki Bogu żeście go spotkały.
 -  A ty nie maczałaś w tym palców?
 -  Nie miałam czasu. Niall wymyślił sobie zoo. Postanowiłam z nim jechać.
- Ale Niall jest bardzo dobrą opiekunką do dziecka. Zdążyliśmy się przekonać przy Darcy. Ma świetne podejście do dzieci.
 -  No, to trzeba przyznać. Darcy go nie odstępowała na krok. Wręcz czułam się niepotrzebna.
 -  No widzisz? To jest najważniejszy  wujek dla niej. Lubi Liama, Louisa, ale Niall jest ponad wszystko.
 -  Miło to słyszeć -  odpowiedział Niall, który wszedł do pokoju -  przyniosłem twoje rzeczy, Aniu.
 -  O, dziękuję ci bardzo. Zostawiłam z tego wszystkiego w samochodzie…
 -  Jak tam udała się wyprawa?
 -  Świetnie!
 -  Chłopaki w domu? -  Zapytała mama.
 -  Tak, tylko Darcy paple Harryemu o podróży, więc przez dwie godziny na pewno będzie opowiadać.
 -  A Zayn gdzie?
 -  Nie wiem. Chyba z Dominiką. Zadajesz niedyskretne pytania mamo!
 -  O, przepraszam…
Niall wyszedł, a mama powiedziała:
 -  Przejeżdżaliśmy koło pewnego miejsca, które obudziło w nas pewne wspomnienia. Niall stwierdził, że musimy się tu zatrzymać na kawę. Poszliśmy i wyobraź sobie, że była recepcjonistka, która nas poznała. To znaczy, Nialla poznała. Nie mnie. Zapytała go, czy chce wynająć pokój i wyobraź sobie, że Niall wynajął znowu całe piętro.
 -  Jak to?
 -  Stwierdził, że musicie mieć trochę spokoju do wyjaśnienia sobie kilku rzeczy.
Nie wierzyłam własnym uszom.
 -  Czy on jest szalony?! Po co nam całe piętro.
 -  Też go o to zapytałam, ale powiedział, że to w celach marketingowych. Przyjedzie do Warszawy, to znajdzie się zawsze dla niego pokój.
 -  Chyba chciałaś powiedzieć piętro…
 -  Także po obiedzie jedźcie i wyjaśniajcie sobie, co trzeba.
 -  No, ale co z dziećmi?
- Coś się wymyśli. Może zabiorę je do Kasi? Wiesz, że urodził jej się synek?
Zatkało mnie.
 -  Naprawdę? Kiedy?! Nic mi nie powiedziałaś!
 -  Miałaś swoje kłopoty. Nie chciałam ci zawracać głowy.
 -  To cudownie. Muszę do niej zadzwonić i jej pogratulować.
 -  Na razie, to załatw swoje sprawy -  poradziła mi mama -  na Facebooku jest pełno zdjęć malucha.
 -  A, nie wchodziłam od dawna na Face’ a.
 -  Nie oponujcie, jak Niall da wam prezent. Ja się dziećmi zajmę.
Zaczęłam żałować, że nie mam rzeczy, które zostawiłam w Chicago… Na przykład… szlafroczka. Po obiedzie mama zaproponowała Darcy, że pojadą do Kasi, zobaczyć dzidziusia.
 -  A tatuś z mamusią też pojadą?
 -  Pojedziemy we dwie. Zrobimy sobie wycieczkę.
 -  Dobzie -  powiedziała Darcy.
 -  Nie dobzie, tylko dobrze -  poprawiłam.
 -  Ciego się ciepiaś?
 -  Po pierwsze nie ciego się ciepiaś, tylko czego się czepiasz. Po drugie nie mów tak do mnie. Po trzecie tak się nie mówi. Tak mówią małe dzieci, a ty jesteś już dużą dziewczynką.
Darcy coś wymamrotała pod nosem, ale nie usłyszeliśmy co. Może dzięki Bogu. Mama pojechała z nią i z Tosiem do Kasi. Gdy zamknęłam za nimi drzwi, towarzystwo siedziało w salonie.
 -  Mam do was sprawę -  powiedział Niall.
 -  Do kogo? -  Zapytał Louis.
 -  Nie do ciebie. Chciałbym was przeprosić za to, co zaistniało w Chicago i chciałbym to jakoś wam wynagrodzić.
Louis zrobił kwadratowe oczy.
 -  Przecież to nie twoja wina.
 -  Tak, ale o mało przez nas się nie rozpadło ich małżeństwo, dlatego chciałem ich przeprosić i błagać  o wybaczenie  -  wyjaśnił Louisowi  -  przyjmijcie ten mały prezent z przeprosinami  -  podał mi kopertę,  w której wiedziałam co jest.
Otworzyłam powoli kopertę i wyciągnęłam powoli rezerwację. Podałam ją Hazziemu, którego zatkało.
 -  Nie możemy tego przyjąć -  zaprzeczył.
 -  To znaczy, że nie chcecie mi wybaczyć? -   Posmutniał Niall.
Rzuciłam mu się na szyję.
 -  Niall! To cudownie! Ale nie uważasz, że to jest troszkę za dużo?
 -  Nie -  odparł krótko -  już was nie ma. Jedźcie.
Harry się chciał kłócić, ale złapałam go za rękę i wyszliśmy z domu.
 -  Nie uważasz, że to za dużo?
 -  Nie, nie uważam. Rzeczywiście o mało co przez nich się nie rozeszliśmy. Ty zachowywałeś się jak palant.
 -  To trzeba przyznać -  odpowiedział.
Wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy do INTERCONTINENTALU. Harry podał rezerwację. Okazało się, że mamy dla siebie to samo piętro, na którym mieszkaliśmy w noc poślubną.  Gdy pojechaliśmy na piętro, w pokoju stał szampan, którego chciałam od razu oddać.
 -  Nie oddawaj. Możesz sama wypić.
 -  I się ululam?
 -  To może być interesujące -  powiedział z iskierką w oku, której od tak dawna nie widziałam.
Zaczęliśmy się całować, gdy zadzwoniła komórka Hazzy.
 -  Wyłącz to, błagam -  powiedziałam.
Popatrzył na wyświetlacz i zobaczyłam: MAMA. Czym prędzej ją wyłączył.
 -  Twoja mama wie, że byłeś na odwyku?
 -  Nie.
- Ale rozmawiałeś z nią ostatnio?
 -  Ostatnio rozmawiałem, gdy cię szukałem. Myślałem, że pojechałaś do Londynu. Michał i Ania się tak zarzekali, że was tu nie ma, że pomyślałem, że może jesteś w Londynie, a czemu pytasz?
 -  A, twoja mama dzwoniła do mnie z pretensjami.
 -  Jak to? O co?
- Że cię zostawiłam, ale wydawało mi się, że wie o tym, gdzie jesteś.
 -  Musiał któryś z chłopaków wygadać.
 -  Niekoniecznie chłopaków… -  odpowiedziałam.
 -  No faktycznie. Dziewczyny też mogły walnąć.
Harry otworzył szampana i nalał do jednego kieliszka.
 -  Nie będę sama piła -  zaprotestowałam.
 -  Ja nie mogę. Wiesz o tym, a ty lubisz szampana, więc możesz sobie wypić. Jak byłem na Barskiej, zrozumiałem, jak mogłaś się czuć, gdy się dowiedziałaś o wszystkim. Czułem się jeszcze gorzej przez to. Wtedy obiecałem sobie, że nigdy więcej nie wezmę alkoholu do ust. Jeśli tak bardzo ci przeszkadza, że sama pijesz, to ja mogę wlać sobie wody do kieliszka. Może tak być?
 -  Niech będzie.
Szampan był przepyszny. Oczywiście wylądowaliśmy w łóżku, a potem opowiadaliśmy sobie, jak nam było źle bez drugiej połówki. Wyjaśniliśmy sobie dokładnie wszystko, obiecując solennie, że więcej to się już nie powtórzy. Wieczorem zamówiliśmy kolację do pokoju. Zupę szpinakową i kaczkę nadziewaną jabłkami. Na deser wzięliśmy tiramisu.
 -  Będziesz piła alkohol? -  Zapytał, gdy zamawiał.
 -  Nie, jest ten szampan. To wystarczy.
Przywieziono nam kolację. Właściwie obiad wieczorową porą i zjedliśmy go z apetytem, jakiego dawno nie mieliśmy.  Na koniec Harry podszedł do mnie, ukląkł przy mnie i zapytał:
 -  Czy będziesz chciała być ponownie moją żoną?
 -  Głuptasie. Przecież jestem twoją żoną.
- Ale obrączkę mi zostawiłaś -  powiedział niemal płacząc.
- Ale to było w innych okolicznościach.
 - No, wiem.
Założył mi obrączkę na palec i w samej obrączce zaniósł do łóżka.




* No Hej :) Przepraszam Was, że tak długo musieliście czekać ale musiałam poprawiać oceny itd... Ale teraz będę miała więcej czasu, bo ferie mi się zbliżają, także będziecie mieć więcej do czytania :) I co sądzicie? Megan dobrze zrobiła, że wróciła do Harry'ego, czy źle? PISZCIE!

Podam Wam jeszcze mój kontakt :

Twitter- @Chanelle310797
Instagram- chanelle310797
Tumblr- nandos9731

Jeśli macie jakiekolwiek pytania to zadawajcie :) Bardzo chętnie Wam odpowiem xx

                                                                                                                 ~Meg

sobota, 18 stycznia 2014

Tam, Taram, Taram.... Oto 95 rozdział Panie i Panowie :D xx

Poszłyśmy na górę rozpakować się. Zeszło się nam do późnego wieczora.  Mama wykąpała Antka, ja Darcy i położyłyśmy dzieciaki spać. Mama uparła się, że będzie spać z dzieciakami, żebym się wyspała. Doskonale wiedziała, że poprzedniej nocy prawie wcale nie spałam. Tej nocy spałam, jak zabita i obudziłam się o wpół do dwunastej.
 -  Już zaglądałam do ciebie -  powiedziała mama, gdy zeszłam na dół -  jak się spało?
 -  Cudownie! -  Odpowiedziałam -  a jak ty spałaś?
 -  Antoś spał całą noc. Darcy obudziła się o wpół do dziewiątej.
 Mały Joe chciał mi przynieść śniadanie, ale podziękowałam i poprosiłam o samą kawę. Dostałam kawę i rogalika, którego chętnie oddałam Niallowi. Mama spiorunowała mnie wzrokiem, ale powiedziałam:
 -  Nie jestem głodna. Za godzinę będzie obiad.
Trochę to poprawiło humor mamie i Małemu Joe. Michała nie było. Pojechał do pracy. Pozostałych chłopaków nie było, więc zapytałam, co u nich.
 -  Lou boli nóżka, a Liam siedzi na górze i rozmawia z Dan.
Za oknem była obrzydliwa pogoda. Lało  jak z cebra.
 -  Zajrzę do Louisa -  powiedziałam.
 -  Już żeśmy się przeprosili, nie martw się -  odpowiedziała mama.
 -  To miłe, że się znów kochacie.
Niall zaczął się krztusić rogalikiem.
 -  Ręce do góry! -  Powiedziała mama.
Niall posłusznie podniósł ręce. Poszłam na górę do Lou. Zapukałam i po usłyszeniu słabego: „TAK”, weszłam. Zastałam go… w łóżku.
- Co ci się stało?
 -  No, przecież nogę mam skręconą…
 -  No gdybyś miał głowę skręconą, to bym ci pozwoliła leżeć, ale przy nodze? Wstawaj. Pokarało cię za Harryego. 
 -  Wiem, że to moja wina i strasznie cię przepraszam, ale nie przypuszczałem, że Harry tak zareaguje…
 -  Czyżbyś go tak mało znał? -  Odparowałam.
 -  No… Trochę się znamy… Był to głupi pomysł.
 -  Przez grzeczność nie zaprzeczę. To był szczeniacki wybryk z twojej strony. Prawie zniszczyłeś mu małżeństwo.
 -  Wiem… Dotarło to do mnie dopiero, gdy zniknęłaś. Wybaczysz mi?
 -  Zastanowię się -  odparłam -  a teraz wstawaj z tego wyra i idź na dół. Pomożemy ci zejść na dół po tych schodach. Mam ci teraz pomóc?
 -  Nie, dam sobie radę, po za tym, nie wiem, co by powiedział Harry, gdyby się dowiedział, że masz mnie ubrać…
 -  Pomagam choremu.
 -  A widzisz? Sama mówisz, że jestem chory.
 -  Nie. Masz przecież tylko nogę skręconą. To nie choroba.
Ktoś zapukał do drzwi.
 -  Megan? Jesteś tu? -  Usłyszałam głos Nialla, który wszedł do pokoju -  o, jesteś. Telefon do ciebie.
 -  Pomóż Lou się ubrać.
 -  Ja? Z tą ręką?
 -  To powiedz Liamowi, żeby przyszedł i go ubrał -  rzuciłam wychodząc z pokoju.
Na schodach zaczęłam się zastanawiać, kto dzwoni. Gdy podeszłam do telefonu, „Halo” wyszło mi jakoś niepewnie.
 -  Cześć Megan -  usłyszałam głos mamy Harryego -  dobrze, że się znalazłaś. Nie powinnaś zostawiać Harryego samego. Ślubowałaś mu na dobre i na złe, prawda?
 -  Tak, prawda, ale on też mi ślubował na dobre i na złe.
Niall, który zszedł do salonu, przypatrywał mi się uważnie.
 -  On odchodził od zmysłów! Poruszył prawie cały świat, żeby cię znaleźć!
 -  Bez powodu go nie zostawiłam -  odparłam.
 -  A jakież to były powody?
 -  Mamo, to nie jest rozmowa na telefon. Po za tym, ja jeszcze nie rozmawiałam z Harrym, więc wybacz, ale najpierw z nim porozmawiam na ten temat.
 -  Jesteś bezczelna! -  Usłyszałam.
Ty też…
- Jeśli tak uważasz… -  odpowiedziałam.
Usłyszałam trzaśnięcie słuchawki. Odłożyłam słuchawkę na bazę, a Niall wpatrywał się we mnie, jak w obrazek.
 -  Nie, patrz tak na mnie -  powiedziałam -  rozmawiałam tylko ze swoją teściową…
 -  Wiem, ale ona chce wam pomóc.
 -  W ten sposób na pewno nie pomoże. Jeśli  następnym razem odbierzesz telefon i ona będzie dzwonić, to powiedz, że mnie nie ma.
- Co się stało? -  Zapytała wchodząc do pokoju, mama.
 -  A nic. Pogaduszki z teściową -  odrzekłam.
 -  Rozumiem, że nie najprzyjemniejsze, sądząc po twojej minie.
Przytaknęłam. Do salonu zszedł Liam niosący Lou.
 -  Louis, nie pieść się tak. Przecież masz zabandażowaną nogę! -  Powiedziałam.
 -  Dał się namówić -  odpowiedział figlarnie Louis.
 -  Nialla też będziesz nosić? -  Zapytała mama.
Niallowi rozbłysły oczy.
 -  No jemu to w nogę nic nie jest -  powiedział Liam.
 -  Lou też nie. Ma tylko skręconą. To nie złamanie. Trzeba mu znaleźć jakąś laskę.
 -  LASKĘ? -  Zainteresował się Louis -  przecież ja jestem żonaty!
- Co? Już wyzdrowiałeś?
Mały Joe gdzieś podreptał. Po chwili przyniósł laskę, a wszyscy ryknęli śmiechem.
 -  Chyba Louisowi nie o taką laskę chodziło -  powiedziała Dominika.
 -  Innej nie mam -  rzucił Mały Joe.
 W tym momencie zadzwoniła moja komórka. Na wyświetlaczu był napis: ELLIE
 -  Słuchaj, nie masz pojęcia, jak bardzo się cieszę, że cię słyszę! Nie masz pojęcia jak się denerwowałam, co się z wami stało. Dzwoniłam do ciebie tyle razy, że już myślałam, że zgubiłaś komórkę.
 -  Nie, nie zgubiłam komórki. Miałam ją wyłączoną.
 -  Jak to można mieć wyłączoną komórkę?! -  Usłyszałam z drugiej strony.
 -  Normalnie. Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać.
 -  Kiedy wracacie?!
 -  Pewnie za miesiąc.
 -  Dlaczego tak długo?! Co z koncertami?!
 -  Odwołaj.
 - No czyś ty na głowę upadła?!
 - No chyba, że chcesz, żeby z zespołu była tylko trójka.
 -  Jak to?!
 -  Harry z Zaynem są na odwyku. Jak dobrze pójdzie to wyjdą za dwa tygodnie, a jeśli nie, to dopiero po miesiącu. To zależy od nich.
 -  Widziałaś się z Harrym?
 -  Nie.
 -  A rozmawiałaś?
 -  Nie.
 -  Powinnaś.
 -  Czy wszyscy mi muszą mówić, co ja powinnam? -  Zapytałam.
- Co? Nie jestem pierwsza?
 -  Nie, nie jesteś.
 -  A, to przepraszam. A co się w ogóle stało?
 -  Może opowiem ci, jak wrócę, ale mówię może.
 -  No dobrze, to nie będę ci już zawracać głowy. To trzymaj się. Cześć.
Po chwili zadzwoniła kieszeń Lou.
 -  Halo? -  Louis odebrał słuchawkę -  cześć kochanie. Po za tym, że mam skręconą nogę, to wszystko      w porządku. Nie, nie musisz przylatywać. Tak, zajmują się mną. Liam mnie dzisiaj ubrał. Nie, nie jest złamana. Spadłem ze schodów. Nie, nic sobie więcej nie zrobiłem. Moja wina tak. Moja wina. Nie, nie można wyciągnąć Harryego i Zayna. Oni muszą tam być. Tak, przełóż te koncerty, a jak chłopcy? To dobrze. No nie mówię, że dobrze, że nam rujnują chałupę, ale to oznacza, że są zdrowi. Powiedz Tommiemu, że jeśli jeszcze raz tak zrobi, to dostanie lanie. Jak tylko wrócę. Tak wrócę. Za miesiąc. No, może za dwa tygodnie. No przecież Megan ci wszystko powiedziała. No może nie wszystko. Nie powiedziała ci, że zabłądziłem w Warszawie. Tak, jechałem z mamą Megan. Nie słuchałem jej -  mama parsknęła śmiechem -  też cię kocham. Pa, pa.
 -  Rozumiem, że Ellie chciała się dowiedzieć wszystkiego u źródła? -  Zapytała Doma.
 -  No, od Megan się nie dowiedziała, to się dowiedziała ode mnie.
Po krótkim czasie zadzwonił telefon Liama. Liam przeszedł do jadalni, więc nie słyszeliśmy jego rozmowy.  Na głupich tłumaczeniach spędziliśmy dwa tygodnie.  Dziś miało się rozstrzygnąć, czy wyjdą, czy nie.  Od rana byłam zdenerwowana. Tęskniłam już za Harrym bardzo. Rano po umyciu         i ubraniu dzieci, zeszłam na śniadanie, ale było bardzo wcześnie, więc na dole zastałam tylko mamę.
 -  Cześć -  rzuciłam siadając do stołu.
Darcy pobiegła przywitać się z babą.
 -  Później ci coś powiem -  powiedziała mama zerkając na Darcy. Zrozumiałam, że nie chce mówić tego czegoś przy Darcy.
Zjadłyśmy śniadanie i Darcy poszła do Małego Joe, a mama powiedziała:
 -  Harry dziś prawdopodobnie nie wyjdzie. Zayn zresztą też.
 -  Dlaczego? -  Zapytałam.
 -  Psycholog się trochę uparła, że to jeszcze za wcześnie, ale tak sobie pomyślałam, że jak będzie wiadomo, że wyjdzie, to dobrze by było, żebyście na początku byli sami. Rozmowę przerwała nam moja komórka. Na wyświetlaczu zobaczyłam zastrzeżony numer.
 -  Halo? -  Powiedziałam do słuchawki.
 -  Dzień dobry -  usłyszałam damski głos -  z tej strony Paulina Zawadzka. Jestem terapeutą pani męża. Rozumiem, że rozmawiam z panią Styles. Chciałam z panią porozmawiać, czy mogłaby pani do nas przyjechać?
Zaczęłam się zastanawiać, o co chodzi.
 -  A o co chodzi?
 -  To porozmawiamy, jak pani przyjedzie.
 -  Kiedy mam przyjechać?
 -  Zapraszam nawet dzisiaj.
 -  O której godzinie?
 -  A o której może pani być?
 -  A gdzie państwo się mieścicie?
 -  No, jesteśmy w szpitalu na Barskiej.
 -  No to mogę być w ciągu godziny.
 -  To zapraszam. Pokój 453.
 -  Dobrze, będę.
 -  Gdzie będziesz? -  Usłyszałam głos mamy, gdy się rozłączyłam.
 -  Dzwoniła terapeutyka Harryego. Chce się ze mną widzieć.
 -  No to musisz jechać.
 -  Właśnie się z nią umówiłam. Zajmiesz się dziećmi?
 -  Głupio się pytasz. Pewnie, że się zajmę. Nie zostawię ich samych w pokoju, zamkniętych.
 -  Dzięki. To idę się przebrać i pojadę.
 -  A wiesz gdzie?
 -  Wiem. U Michała w szpitalu.
Poszłam na górę. Wzięłam szybki prysznic, podmalowałam się, przebrałam się elegancko i już byłam gotowa. Ktoś zapukał do drzwi.
 -  PROSZĘ!
Dominika weszła do pokoju.
 -  Słuchaj, muszę jechać na Barską, ale nie wiem, gdzie to jest…
- Co? Ciebie też wezwali?
Doma miała głupią minę. Widać było, że jest bardzo zdenerwowana.
 -  No, to jedziemy. Ja też jadę.
- Ale żeś się odwaliła.
 -  Nie zawsze rozmawiam z psychoterapeutką mojego męża -  rzuciłam zamykając pokój.
 -  Poczekaj, to może ja też się przebiorę, bo będę się czuła, jak uboga krewna.
 -  Okej. Czekam na dole. Pospiesz się, bo powiedziałam, że będę w ciągu godziny.
 -  Ty też?
 -  Widocznie będę miała spotkanie wcześniej niż ty.
- Ale poczekasz na mnie? -  Zobaczyłam przerażenie w oczach Domy.
 -  Oczywiście, że poczekam.
Dominika pobiegła do siebie. Zeszłam na dół. Usiadłam w fotelu, gdy z kuchni wyszedł Niall i stanął jak zamurowany.
 -  A pani …y… A to ty Meg. Nie poznałem cię. Wyglądasz… olśniewająco. Gdzieś idziesz?
 -  Tak. Na randkę.
 -  Z Harrym?
 -  Nie. Z psychoterapeutką.
 -  Nie wiedziałem, że z tobą jest tak źle i musisz chodzić do psychoterapeutki…
Zaśmiałam się.
 -  Nie psychoterapeutką Hazzy.
 -  A, no tak. To musisz się odwalić.
Na dół zeszła Dominika, a Niall aż gwizdnął.
- Ale żeście się odwaliły.
 -  No to idziemy. Trzymajcie się.
 -  A co z Darcy?
 -  Jak chcesz, możesz zdjąć ją mamie z głowy.
 -  To może pojadę z nią do zoo.
 -  Możesz, bylebyś nie jechał do zoo przez Kraków…
Niall zaczął się śmiać.
 -  Ustawię sobie nawigację odpowiednio. Nie martw się.
 -  Tylko posmarujcie ją przeciw komarom.
 -  Myślisz, że już będą?
 -  Myślę, że tak.
 -  To powodzenia -  rzucił za nami.
Wsiadłyśmy do samochodu i pojechałyśmy do szpitala.
Gdy wchodziłyśmy w drzwiach natknęłyśmy się na Michała.
 -  A co wy tu robicie?
 -  Zostałyśmy wezwane przez psychoterapeutkę.
 -  Zawadzką?
 -  Tak.
 -  Poczekajcie tutaj.
Michał wszedł na chwilę do jakiegoś pokoju i za chwilę wyszedł.
 -  Chodźcie na górę -  rzucił.
Wsiedliśmy do windy i wjechaliśmy na czwarte piętro.
 -  Poczekajcie tutaj -  powiedział pod pokojem 453 -  zaraz przyjdę.
Usiadłyśmy pod drzwiami i grzecznie czekałyśmy. Po dwudziestu minutach Michał wyszedł. Był lekko zdenerwowany.
- Co się stało? -  Zapytałam, widząc, że jest zdenerwowany.
 -  Pani psycholog zaplanowała dla was niespodziankę.
 -  Jaką? -  Zainteresowałam się.
 -  Spotkanie z waszymi chłopakami.
Zrobiło mi się gorąco… I tak miało wyglądać nasze spotkanie po tym wszystkim? Nie chciałam mieć świadków.
 -  Czy to konieczne? -  Zapytałam.
 -  Podobno tak. Podobno prosili o to chłopcy.
- Co? Boją się nas? -  Zapytała Doma.
 -  Dominika, może ty pójdziesz na pierwszy ogień?
 -  No przecież ty jesteś umówiona pierwsza.
Cóż miałam robić… Musiałam wejść. Wiedziałam, że z nią nie wygram…
 -  To już mam wchodzić?
 -  Jeżeli jesteś gotowa…
 -  Czy on tam jest?
 -  Jeszcze nie. Pani psycholog chce najpierw z tobą porozmawiać.
- Co? Uważa mnie za wariatkę?
 -  Nie wiem, co ona myśli…
 -  Michał, gdyby nie wiem co by się działo, nie wolno ci mnie tu zostawić!
Michał zaczął się śmiać.
 -  Przecież ty nie jesteś na odwyku.
Widocznie miałam bardzo dziwną minę, bo stwierdził:
 -  Dobrze, chodź. Wejdziemy razem.
Weszliśmy.
 -  To jest pani Megan Styles -  powiedział Michał do dziewczyny, która wyglądała dosyć sympatycznie. Miała krótkie, czarne włosy, twarz owalną, oczy zielone, malutki nos. Była stosunkowo niska.
 -  Witam panią -  powiedziała uśmiechając się do mnie.
Nim się zdążyłam zorientować, Michał już wyszedł. ZABIJĘ GO!
 -  Chciałam się z panią spotkać, bo zastanawiamy się nad wypuszczeniem pani męża, ale muszę z panią omówić niektóre rzeczy. Pani mąż wszystko mi opowiedział i boi się z panią spotkać. Co prawda nie wygląda pani na herod babę, ale powiem szczerze, że będzie potrzebował dużo wsparcia, aby nie wrócić do nałogu.  Czy będzie pani mogła mu to zapewnić?
 -  Od dawna walczyłam z tym, żeby nie pił -  odpowiedziałam na jej pytanie -  niestety w ogóle mnie nie słuchał. Różnymi metodami próbowałam go zniechęcić do alkoholu. Widać nie potrafiłam.
 -  Mąż deklaruje, że nie będzie pił. Tego nie mogę obiecać. U alkoholików głód alkoholowy jest tak wielki, że nie potrafią sobie dać z nim rady. Wiem, że państwo nie mieszkacie w Polsce, ale dobrze by było, żebyście zostali trochę i nie wyjeżdżali od razu. Gdyby pani zauważyła jakieś objawy, to znaczy, złapałaby go pani na piciu, to musi do nas trafić jak najszybciej. Mam nadzieję jednak, że pani mąż będzie miał na tyle silnej woli, że rzuci to paskudztwo.
 -  Też mam taką nadzieję -  odpowiedziałam jej szczerze.
 -  Właściwie powinna pani się spotkać z mężem w mojej obecności, ale doktor Michał jest przeciwny temu, więc mogę zrobić jeden wyjątek dla pani.  Najlepiej zlikwidować w domu alkohol. Na razie, żeby go nie kusiło.
 -  Oczywiście, że cały alkohol zostanie zlikwidowany  -  powiedziałam.
 -  To może iść pani do męża. Przygotuję kartę wypisów.
Pożegnałam się  i wyszłam z gabinetu.
 -  Czas na ciebie -  powiedziałam.
 -  I co?!
 -  Żyję. Nie zjadła mnie.
Drzwi się uchyliły.
 -  Pani Dominika? -  Zapytała Zawadzka.
 -  Tak, to ja -  odpowiedziała słabo Dominika.
 -  Zapraszam.
Doma weszła niepewnie do środka, a ja usiadłam pod gabinetem. Wydawało mi się, że moja rozmowa była krótsza niż Domy. Czekałam na nią strasznie długo, aż w końcu wyszła.
 -  Czy ona mnie uważa za idiotkę?!
 -  A co się stało?
 -  Kazała mi zlikwidować cały alkohol w domu!
 -  Chodzi o to, żeby ich nie kusić.
 -  No przecież wiem!
 -  Nie krzycz na mnie. Zrobiłam ci coś? -  Zapytałam.
 -  Nie, no zdenerwowałam się, przepraszam -  wybąkała.
 -  I co? Już po rozmowie? -  Usłyszałyśmy głos Michała.
 -  Tak.
 -  Bardzo bolało? -  Podszedł do nas.
 -  Troszkę -  powiedziała Dominika.
 -  I co? Wychodzą?
 -  No… Na to wygląda -  odpowiedziałyśmy razem -  tylko będziesz musiał zlikwidować cały alkohol w domu.
 -  Mały Joe cały alkohol trzyma pod kluczem. To co? Gotowe na spotkanie?
 -  Nie… Ale chodźmy.
Wjechaliśmy na szóste piętro. Był to oddział odwykowy. Michał podprowadził nas pod jakieś drzwi i powiedział:
 -  Ty tu, ty tu -  pokazał nam. Poczułam motyle w brzuchu -  spotkamy się w domu.
 -  No nie wiem -  odpowiedziałam.
- Co to znaczy?
 - Zobaczymy.
To już ta chwila!
 -  No wchodź -  powiedział do mnie.
Ja nic. Zapukał w drzwi, które miałam otworzyć.
 -  Proszę -  usłyszałam mój ukochany glos.
Widocznie za długo stałam, bo Harry otworzył drzwi.
 -  Me… M… Megan? -  Wydusił z siebie.
 - … Tak… Jak widzisz.
- Co… Ty… Tu robisz?
 -  Mam cię zabrać do domu.
 -  Jak to? -  Widać było, że jest zszokowany.
 -  Podobno już jesteś wyleczony -  podeszłam do niego i pocałowałam go. Za tym tęskniłam. Za tymi ciepłymi ustami.
 -  Czyżbyś mi wybaczyła? -  Zapytał słabym głosem.
- Co? -  Zapytałam -  pijaństwo?
 -  No nie. Wiesz, o co mi chodzi.
 -  No przecież do niczego nie doszło. Podobno.
 -  A skąd wiesz?
 -  Od Liama, ale pakuj się. Nie będziemy tutaj rozmawiać. Zabieram cię stąd.
 -  Wreszcie koniec mordęgi -  usłyszałam jego mruknięcie pod nosem.
 -  Czy ty na pewno jesteś gotowy na wyjście stąd? -  Zapytałam poważnie.
 -  Boże, jak ja za tobą tęskniłem, a jak znalazłem obrączkę na stoliku, to myślałem, że popełnię samobójstwo. Już nie chcę więcej się tak czuć. Obiecuję, że nigdy więcej nie wezmę kropli alkoholu do ust.
 -  To zbieramy się stąd -  odpowiedziałam.
 -  Musimy wracać do domu? Nie możemy się gdzieś przejechać?
 -  Musimy, bo jedziemy razem z Zaynem i Dominiką.
 -  Zayna to trzeba będzie pilnować.
 -  Czyżby jeszcze nie był gotowy na wyjście?
 -  Wydaje mi się, że jeszcze nie.
 -  To pewnie trafi tu bardzo szybko z powrotem…
 -  Jak to?
 -  Jesteście wypuszczeni warunkowo. Pojedziemy do domu dopiero, gdy terapeutka pozwoli.
Harry spakował się bardzo szybko i już był gotowy do wyjścia.
 -  Musimy poczekać na wypis. Pewnie za chwilę przyniosą -  powiedziałam.

Harry trzymał mnie w objęciach i nie chciał wypuścić. Dopiero, gdy drzwi się otworzyły i do pokoju weszła pielęgniarka, odskoczył, jakby go ktoś poraził prądem.



* Tak, więc oto kolejny! Już nie mogę w to uwierzyć, że tak długo prowadzę bloga... Wydaje się, jakbym zaczęła wczoraj, a tu nagle mijają dwa lata... No nieźle, nieźle przyznaję :) Chcecie więcej? :D Tylko zrozumcie mnie, że oceny muszę poprawić, bo teraz te cholerne wystawianie... Co sądzicie o tym ? :) xx
                                                                                              ~Meg xox

niedziela, 5 stycznia 2014

Rozdział 94 (Ja też nie mogę w to uwierzyć, jakim cudem :O )


   Obudził mnie płacz Tosia… Gdy otworzyłam oczy, w pierwszej chwili nie wiedziałam, gdzie jestem, ale szybko przypomniałam sobie wcześniejsze zdarzenia. Wstałam z łóżka i podbiegłam do kołyski.
- Co się stało maluchu? Czemu płaczesz? -  Popatrzyłam na zegarek… Było w pół do dziewiątej i już wiedziałam o co chodzi. Wzięłam go na ręce, przewinęłam i nakarmiłam.
Gdy wyszłam z nim z pokoju, okazało się, że Dominika siedzi z Darcy w kuchni.
 -  Pospałaś sobie trochę.
 -  Wiesz, nie za bardzo -  odpowiedziałam.
 -  A myśmy przygotowały śniadanie.
 -  O której wstałaś? -  Zdziwiłam się.
 -  Mały Joe przyjechał i przywiózł nam śniadanie. Myśmy tylko powykładały -  przyznała się.
 -  O której był?
 -  O siódmej.
 -  To Ty sobie nie pospałaś! -  Powiedziałam, uśmiechając się do Domy.
Zjadłyśmy śniadanie. Antoni nam towarzyszył.
 -  To gdzie jedziemy?
 -  Nigdzie nie jedziemy. Musimy przecież rozpakować te wszystkie pudła -  powiedziałam do Dominiki.
 -  No, właściwie to masz racje -  westchnęła.
 -  A na długo tu psijechałyśmy mamusiu? -  Zapytała Darcy.
 -  Trochę tu pobędziemy -  odpowiedziałam -  a jak ci się spało?
 -  Dobzie.
 -  Nie dobzie, tylko dobrze.
 -  Jakaś pani zaglądała tu do nas. Chyba wścibska sąsiadka -  podsumowała Doma.
 -  A… To pewnie pani Gabriela. Opiekuje się naszym domem. Wczoraj zapomniałam do niej pójść          i powiedzieć, że będziemy mieszkać tu jakiś czas. Jak się rozpakujemy, to pójdę do niej i powiem.
 -  Nie wiem, czy tyle wytrzyma.
W tym momencie ktoś zapukał mocno do naszych drzwi. Gdy otworzyłam, zobaczyłam Panią Gabrielę.
 -  To ty, kochaniutka? Myślałam, że ktoś się do was włamał! Wczoraj jakiś wielki samochód tu przyjechał, ale nikt mi nic nie powiedział i nie wiedziałam, co tu się dzieje…
 -  Nie, to tylko my. Przyjechałyśmy na trochę.
 -  A to twoje dzieciaczki? -  Zapytała, wchodząc do domu.
 -  Miałam do pani przyjść, gdy się rozpakujemy, bo z dzieciakami, to dużo roboty, a co u pani słychać, pani Gabrielo?
 -  A… nie wiem, czy ci mama powiedziała, że wyszłam za mąż….
 -  Za kogo? Za pana Ziutka?
 -  Tak. Doszliśmy do wniosku, że spędzimy dalej nasze życie razem -  powiedziała lekko czerwieniąc się.
 -  To wspaniale! Moje gratulacje -  powiedziałam i uściskałam ją mocno.
 -  A ty sama przyjechałaś?
 -  Tak, sama tym razem -  ucięłam dalsze dywagacje pani Gabrieli.
 -  Bardzo się cieszę, że będziemy dobrymi sąsiadkami, jak zza dawnych lat! Mama to już często nie ma czasu, żeby do mnie wpaść…
 -  Mama ostatnio bywała dość często u nas w Chicago.
 -  A, no chyba, że tak… A ta pani mówi po polsku? -  Popatrzyła na Dominikę.
 -  Tak, mówi, mówi -  odpowiedziała jej Dominika.
 -  O, przepraszam. Nie przedstawiłam. To jest moja przyjaciółka ze szkoły, a nawet i wcześniej.
 -  Czyżby to była panna Dominika? -  Zdziwiła się.
 -  Witam, pani Gabrielo. Nie poznała mnie pani.
 -  Jak ty wyrosłaś!
 -  Kiedyś musiałam -  odpowiedziała śmiejąc się Doma.
 -  A ty nie poznałaś pani Gabrieli? -  Zapytałam.
 -  Pani Gabriela chyba odmłodniała dzięki temu ślubowi.
Pani Gabriela się zarumieniła i powiedziała:
 -  Cieszę się, że ktoś tu zamieszkał, bo chcieliśmy z Ziutkiem wyjechać do rodziny. Miałam jeszcze dzwonić do mamy, że zostawiamy tutaj wszystko.
 -  To my teraz będziemy. Proszę się nie martwić i jechać.
 -  Dobrze. To widzę, że się rozpakowujecie, więc nie będę przeszkadzać -  i pani Gabriela wycofała się do wyjścia -  jak będziemy wyjeżdżać, to dam wam znać -  powiedziała jeszcze w progu.
Zabrałyśmy się za rozpakowywanie. Antek został położony do łóżeczka, a Darcy miała przykazane pilnować go. W pewnym momencie zadzwonił ktoś do drzwi. Przed domem nie stał żaden samochód, więc pomyślałam, że to pani Gabriela z jakimiś ciasteczkami. Otworzyłam i stanęłam jak wryta. Za drzwiami stał Liam.
 -  Mogę? -  Zapytał.
Otworzyłam szerzej drzwi, choć miałam ochotę mu zamknąć je przed nosem.
- Co… Ty… tu… robisz? -  Wydukałam.
 -  Przyjechaliśmy wszyscy.
 - A skąd wiedziałeś, że tu jestem? -  Zaczęłam logicznie rozmyślać.
 -  Widzę, że się rozpakowujecie. Nie róbcie tego. Chciałbym z wami porozmawiać.
 -  Napijesz się czegoś? -  Zapytałam.
 -  Na pewno nic mocnego. Może być herbata, jeśli macie.
Poszłam zaparzyć herbatę. Podałam i usiadłam na kanapie.
- Co masz mi do powiedzenia?
 -  Harry nie wie, że tu jestem.
 -  A skąd wiedziałeś, że tu jesteśmy?
 -  Chciałem sprawdzić. To, że jesteście w Warszawie, od razu się wydało, bo Harry znalazł zabawkę Toniego, która leżała za kanapą.
Zaklęłam mocno po polsku, aż Dominika na mnie popatrzyła lekko zgorszona. Liam dalej kontynuował, nie zwracając na moje wstawki uwagi.
 -  Teraz Harry siedzi i tłumaczy się przed twoimi rodzicami ze swojego zachowania. Ja powiedziałem, że muszę wyjść. Nie chciałem uczestniczyć w tej całej awanturze… Tłumaczyłem mu, żeby przestał pić, a on nic. Coraz gorzej. O mało zespół się nie rozpadł przez niego…
 -  I przez Zayna -  wtrąciła Doma.
- Ale prysznic był ostry. To, co zrobiłyście. Podziałało. Harry wytrzeźwiał natychmiast, gdy znalazł obrączkę. Zrobił przesłuchanie wszystkich dziewczyn i Kazika oraz Jay’ a. Nikt nic nie wiedział. Wszyscy byli zszokowani. Potem się okazało, że Dominika też zniknęła. Zaczęliśmy was szukać po całym Chicago. Twoi rodzice nie zdradzili, że przyjechałyście tutaj. Harry kilka razy dzwonił i się upewniał, czy wiedzą, gdzie jesteście, a oni twardo zaprzeczali, ale z tonu Michała wynikało, że jednak coś wie, ale nie chce powiedzieć. Dlatego po sprawdzeniu wszystkich hoteli, szpitali Harry zgłosił na policję zaginięcie was. Znaleźli samochód na lotnisku no i stwierdzili, że miałyście prawo polecieć gdzieś. Harry musiał zapłacić za parking i wiedzieliśmy, że gdzieś wyleciałyście. Dodałem sobie dwa do dwóch i wyszło mi, że musiałyście polecieć do Warszawy. Stąd wszyscy dzwonili, wierząc, że kiedyś któraś z was odbierze. Harold zaczął nam świrować. Chyba nie spał od początku, odkąd się dowiedział, że go zostawiłaś. Rozumiem, że się dowiedziałaś o nieszczęsnym przypadku w Nowym Jorku  -  popatrzył znacząco na Dominikę, która czym prędzej odwróciła wzrok, aby uniknąć jego spojrzenia.
 -  Tak, zmusiłam ją do tego -  powiedziałam -  Harry się zachowywał tak, jak obcy, po powrocie z tego tourne, a Dominika też mnie unikała. Wiedziałam, że coś jest nie tak, więc nie masz co winić Dominiki, bo ja ją do tego zmusiłam, żeby mi wszystko powiedziała. Mógł mi sam powiedzieć i się wytłumaczyć. Pytałam go parę razy, a on udawał, że nic się nie stało i było później coraz gorzej.
 -  Najśmieszniejsze jest jednak to, że do niczego nie doszło…
 -  A skąd wiesz? -  Przerwałam mu.
 -  Był tak pijany, że do niczego by nie doszło. Chcieliśmy go trochę nastraszyć i nie powiedzieliśmy mu, co zaistniało w garderobie. Wynieśliśmy go stamtąd, a fanka, którą widziałaś Dominiko, strasznie zrzędziła, że on taki pijak. On był po prostu nieprzytomny. Chcieliśmy, żeby poszedł na odwyk, a na pewno przestał pić, a on sobie zaczął Bóg wie co myśleć, że cię zdradził. Nie wiedział, jak ci się wytłumaczyć. Już na tyle cię zna, że wiedział, iż jak się dowiesz, to spakujesz wszystko i wyjedziesz. Usłyszeliśmy, że pod dom podjeżdża jakiś samochód. Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam wysiadających z samochodu Nialla, Lou i mamę. Mama prowadziła.
 -  O… Zdaje się, że mamy towarzystwo, ale winowajców nie ma -  powiedziałam.
 -  To znaczy, że Michał ich zabrał -  podsumował Li.
- Co masz na myśli? -  Zapytałam.
 -  To, że załatwił dla nich odwyk.
Otworzyłam drzwi i na szyję rzuciło mi się dwóch wariatów.
 -  Megan! Coś ty narobiła?!
 -  Wszyscy odchodziliśmy od zmysłów!
Przekrzykiwali się nawzajem.
 -  A z tobą to się jeszcze policzymy! -  Rzucił do Dominiki Louis.
 -  Proszę tutaj nie straszyć mojej przyjaciółki -  pogroziłam.
 -  Już wszystko sobie wytłumaczyliśmy -  wyjaśnił Liam -  wcale się nie dziwię, że Megan się zdecydowała na ten krok -  i opowiedział im prawie słowo w słowo to, co powiedziałam.
 -  Kretyn -  skomentował Niall.
 -  Przepraszam kto? -  Zapytał Lou.
 -  Ty też -  kontynuował Niall.
 -  Dlaczego?
 -  Bo ty wymyśliłeś, żeby go nastraszyć. Harry dopiero dzisiaj się dowiedział, że to była bujda.
 -  Skąd ja mogę wiedzieć, że wy go nie chronicie i nie kłamiecie? -  Zapytałam podejrzliwie.
 -  Dominika widziała to, co widziała.
 -  A co widziała? -  Zapytał Liam.
 -  Hazzę z jakąś dziewczyną -  rzuciła Doma.
 -  I co widziałaś? -  Drążył dalej.
 -  Jakąś dziewczynę, która się nachylała nad Hazzą.
 -  I co? Wypadłaś stamtąd, jak z pieprzem i dośpiewałaś sobie, co się działo. Sama widziałaś, że wnieśliśmy Harry’ ego  do „Słoniątka”, bo nawet nie był w stanie iść.
 -  No tak -  odparła Doma.
Byłam całkowicie zdezorientowana. Już nie wiedziałam co jest prawdą, a co kłamstwem.
 -  Przepraszam -  powiedziałam i wyszłam z pokoju.
Poszłam do ogrodu. Musiałam po prostu ochłonąć. Usiadłam sobie na pieńku i zaczęłam analizować to, co powiedział Liam. Jeżeli była to prawda, co mówił, to Harry był bez winy. Po za tym, że… pił, ale czy można wierzyć Liam’ owi? Lou bym nie uwierzyła, ale Li? To wszystko przez to pijaństwo Harolda…  Postanowiłam, że muszę się z tym wszystkim przespać.  Usłyszałam kroki za sobą. Odwróciłam się i zobaczyłam mamę.
 -  Mamo. Co ja mam zrobić? Uwierzyć Liam’ owi?
 -  Wygląda na to, że mówi prawdę -  powiedziała.
 -  A co z Harrym i z Zayn’ em? Gdzie oni są? Bali się przyjechać?
 -  Nie. Pojechali z Michałem.
 -  Gdzie?!
 -  Michał załatwił im odwyk, ale wygląda na to, że to będzie bardzo krótki odwyk. Zarzekali się obydwaj, że nie będą pili. Jest warunek taki, że pobędą miesiąc na odwyku i jak zrozumieją, że nie wolno im ani łyka alkoholu, to ich wypuszczą. Zgodzili się bez wahania.
 -  Jak to?! -  Zapytałam zdziwiona.
 -  Powiedziałam im, że nie chcecie ich widzieć, dopóki się nie wyleczą. Jest to warunek, żebyście chciały w ogóle z nimi rozmawiać. Harry się bardzo tym przejął i powiedział, że idzie na odwyk. Zayn poszedł w jego ślady.
 -  Już nic nie rozumiem -  westchnęłam.
 -  Tu nie ma co rozumieć. Oni po prostu was kochają. Harry miał wyrzuty, że cię zdradził. Louis wymyślił sprytną historyjkę, że cię zdradził i że go złapali na tym.
 -  Wierzysz im?
 -  Liam’ owi wierzę -  odpowiedziała mama.
Zrobiło mi się trochę lżej na sercu.
 -  Czy możemy do was przyjść? -  Usłyszałam głos Nialla.
Zaczęłam się zastanawiać ile z tego słyszeli…
- Co podsłuchiwaliście? -  Zapytałam.
 -  Dopiero wszedłem, żeby zapytać się czy możemy do was przyjść, albo wy do nas, bo tu zimno.
Wróciliśmy do domu. W salonie była już Darcy, która siedziała Liam’ owi na kolanach i opowiadała o naszej „wycieczce”. Że pilotowała samolot. Antoś siedział na kolanach u Louisa i wszyscy wyglądali na bardzo szczęśliwych.
 -  Dużo żeście rozpakowały tych rzeczy? -  Zapytała mama.
 -  Właściwie… Jedno pudło…
 -  To zaraz je spakujemy, bo nie zostaniecie tutaj.
 -  A dlaczego? -  Zaprotestowałam.
 -  Właściwie to mam jednego chętnego na ten domek… Pewnie tu zostaniecie, dopóki chłopcy nie wyjdą z odwyku.
 -  No, pewnie zostaniemy… -  popatrzyłam na Dominikę, która kiwnęła potwierdzająco głową.
 -  No dobrze… To co? Mam dzwonić po Stefana?
 -  NIE!!! Tylko nie Stefana! On przecież dopiero przytargał te pudła!
 -  To jedźcie do domu. Weźcie drugi samochód. Niech dwie osoby przyjadą. My w tym czasie spakujemy to, co żeście rozpakowały -  powiedziała mama.
Chłopcy zebrali się i wyszli. Za chwilę usłyszałyśmy, że samochód odjechał.
 -  Mamo, idź do pani Gabrieli. Miałyśmy tutaj zamieszkać, ale sprawy się skomplikowały.
 -  A co? Pani Gabriela była już u ciebie?
 -  TAAAK… i bardzo się ucieszyła, że tu będziemy mieszkać, bo chciała wyjechać ze swoim mężem…
 -  Ach! Zapomniałam ci powiedzieć, że się wydała za mąż. Właściwie to małżeństwo to dzięki wam.
 -  Jak to?!
 -  Bo żeście tutaj wojowali z powodzią… No i wyszło w sumie, żeście ich zeswatali ze sobą…
 -  Jeszcze wyjdzie na to, że to moja wina, że się pobrali! -  Rzuciłam.
 -  A nie? -  Zaczęła się śmiać mama.
 -  No przecież ja ich nie pchałam do ślubu! -  Zdenerwowałam się.
- Ale oni poszli w wasze ślady…
 -  Reklamacji nie przyjmuję  -  powiedziałam -  po za tym z tego, co widzę, pani Gabriela jest szczęśliwa, pan Ziutek chyba też.
 -  ZUTEK!!! -  to Niall, który stanął mi za plecami.
Podskoczyłam przerażona.
 -  Czy ty musisz mnie tak straszyć?!
 -  Tak.
 -  Dlaczego?!
 -  Bo się cieszę, że cię odzyskałem! -  Rzucił mi się  na szyję, podnosząc mnie.
 -  Dobrze, że tu nie ma Eweliny -  powiedziałam.
 -  Musiałem długo pracować nad tym, żeby wybić jej przyjazd do Warszawy.
 -  A co zrobiłeś?
 -  Powiedziałem, że ona ma czekać tam, na Wiśniowej. Powiedziała, że urządzi wielkie przyjęcie, ale wybiłem jej to z głowy i powiedziałem, że Kazik ma pierwszeństwo. Zawiedziona przytaknęła, a po za tym ktoś musiał zostać z dziewczynami na Wiśniowej.
Spakowaliśmy to, co zostało rozpakowane, a Lou wynosił pudła, których nie zdążyłam jeszcze rozpakować.
 -  Ja jestem gotowy! -  Powiedział -  kto jedzie ze mną?
 -  To ja zabiorę Antosia -  powiedziała mama.
 -  Ja teś chcię! -  Powiedziała Darcy.
 -  Dobrze. Pojedziesz z wujkiem Louis’ em,  z babą i Antosiem. To my jedziemy z Niallem -  powiedziałam.
Zapakowaliśmy do końca pudła i zrobiło się ciasno. Dominika siadła z tyłu, ja obok Nialla i pojechaliśmy do domu.
Gdy dotarliśmy, byliśmy pierwsi. Zdziwiło nas to trochę, ale nie przejęliśmy się tym bardzo, ponieważ była tam mama. Wysiedliśmy i zaczęliśmy wnosić pudła. Liam wypadł z domu i również się przyłączył.
 -  Louis już jest? -  Zapytał Niall.
 -  Nie -  odpowiedział mu Liam.
 - To dziwne… Wyjechali przed nami i nie wydaje mi się, żebyśmy ich wyprzedzali -  rzucił Niall wchodząc do domu.
Po dziesięciu minutach zaczęłam się niepokoić. Wyciągnęłam telefon, włączyłam go (co trochę potrwało) … Zanim zadzwoniłam do mamy, musiałam odebrać wszystkie smsy. Nie wiem ile ich było, bo zatkały mi skrzynkę, całkowicie. Postanowiłam, że później je sobie przeczytam. Wybrałam numer mamy.
 -  Gdzie jesteście?
 -  Już podjeżdżamy. Louis pomylił drogi. Tak pomyliłeś! Nie ja!
Rzeczywiście zaraz podjechali.  Gdy wysiedli, zaczęli się kłócić:
 -  Nigdy więcej nie jadę z tobą! -  Zdenerwowała się mama.
 -  Przecież nic nie zrobiłem! -  Próbował się bronić Louis.
 -  No właśnie! Nie powinieneś w ogóle używać tego GPS…
 -  On jest dobry!
 -  Tak… Tak dobry, że zabłądziliśmy!
 -  To nie jego wina!
 -  A niby czyja?!
 -  Moja -  przyznał Lou.
 -  Czemu niby?
 -  No… Bo… Ja… Zapomniałem go ustawić na Mokotów… Było ustawione na drogi w Nowiej Wszy Warsiawskiej…
 - Gdzie? -  Zapytała zdezorientowana mama.
 - Nowej Wsi Warszawskiej -  odpowiedziałam.
 -  Przecież ci mówiłam, że źle jedziemy! To nie chciałeś słuchać! -  Wrzasnęła mama.
Mamy mina była bezcenna. Ja o mało się nie przewróciłam, a gdy chłopcy wypadli zobaczyć co się dzieje i gdy im opowiedziałam dołączyli do mnie pokładając się prawie na ziemi ze śmiechu.
 -  To gdzie w końcu wylądowaliście? -  Wtrąciłam.
 -  W Pruszkowie… On umie tylko zakręcać na rondzie! Tylko w przeciwną stronę! Pod prąd!
Louis się obruszył.
 -  To pomówienia! -  Rzucił spod nosa.
 -  Pokazałam mu znak końca Warszawy, to jechał dalej! Aż do ronda! Kazałam mu zawrócić, no to na rondzie chciał jechać pod prąd!
Weszliśmy już do domu, a Liam z Niallem zbierali się z ziemi.
 -  Jakbyś tak dalej pojechał, to dojechalibyśmy do Grodziska Mazowieckiego! -  Powiedziała w drzwiach.
 -  Gdzie? -  Zapytał Lou.
 -  A nic -  machnęła ręką.
Antoś darł się w niebogłosy, więc podeszłam do mamy i go zabrałam.
 -  No już, cicho bądź, mały. Babunia z wujkiem Louisem wymieniają poglądy na temat jazdy po mieście Warszawa…
Myślałam, że Dominika udusi się ze śmiechu. W salonie siedział Michał.
- Co się stało? -  Podszedł do mamy.
 -  Louis na Mokotów chciał jechać przez Grodzisk Mazowiecki -  wypaliła mama.
- Co?! -  Zdziwił się Michał.
 -  A nie ważne -  machnęła ręką -  i co? Przyjęli ich?
 -  Tak. Stwierdzili, że to jest lekki przypadek i chyba będą dwa tygodnie. Obiecali solennie, że nie uciekną ze szpitala, bo boją się dziewczyn. Megan, nie wiedziałem, że masz taki wpływ na Harolda. Dominika Ty też, na Zayna…
 -  Nie mają się co pokazywać, dopóki się nie wyleczą -  odpowiedziałyśmy równocześnie, po czym spojrzałyśmy na siebie.
Poszłam na górę przebrać Antosia, ale on nadal płakał.
 -  Głodny jesteś? Przecież niedawno jadłeś. Zdenerwowałeś się awanturą, tak?
Przygotowałam szybko picie i je dałam. Kołyska jeszcze była w pudle, więc położyłam go na naszym łóżku. Wypił całą butelkę i za chwilę spał jak zabity. Ktoś zapukał do drzwi.
 -  Proszę -  powiedziałam cicho.
Do pokoju wpadł Niall.
 -  Gdzie… Gdzie ci te pudła wstawiać?
 -  Mów trochę ciszej, bo Antoś śpi.
 -  Antosz? -  Zapytał Niall zdziwiony.
 -  No, Toni -  odparłam.
 -  A, Toni -  zaczął szeptać -  To poczekaj, powiem, chłopakom, żeby byli cicho.

Zamknął za sobą cicho drzwi i za chwilę usłyszałam wielki rumor. Wyszłam szybko na korytarz, ale na górze nikogo nie było. Okazało się, że Niall wpadł na Liama, który szedł z jednym z pudeł i go nie widział, za nim szedł Lou, a jeszcze za nim Mały Joe, jeszcze z jednym pudłem. Wszyscy oczywiście      z wielkim hukiem spadli ze schodów. Michał zaczął ich ratować, ale dzięki Bogu okazało się, że są tylko potłuczeni. W tym wszystkim Lou skręcił kostkę, a Niall nadgarstek. Mama zajęła się bandażowaniem nadgarstka Nialla, bo stwierdziła, że nie wie, co może zabandażować Louisowi.  Mały Joe nie został na szczęście poszkodowany, więc poszedł zrobić herbatę. Mama pokrótce opowiedziała Michałowi o całym przedpołudniu, a Louis z Liamem zaczęli się tłumaczyć z głupiego żartu, który zrobili Hazziemu. Gdy powtórzyli drugi raz to samo, uwierzyłam Liamowi. Dzięki Bogu Darcy była na górze i nie słyszała nic z tych opowieści. 
-  Wiesz, mamo, chyba będę musiała rozpakować te pudła, bo jednak na dwa tygodnie potrzebuję ciuchy i dla mnie i dla dzieciaków -  powiedziałam.
 -  To chodź, pomogę ci. Dominika, ty też się rozpakuj, bo trudno, żebyś całe dwa tygodnie chodziła w jednych ciuchach.





* No i jak? Coś Wam się szczególnie spodobało? Coś Was zaintrygowało? Macie pytania do mnie lub do rozdziału? Piszcie :) Będzie mi NAPRAWDĘ bardzo miło! 

Do @Jade Bowtie: Jesteś na bieżąco, czy na początku? A może oglądasz już Ravenswood? :) xx

                                                                                                          ~Meg



sobota, 4 stycznia 2014

Ogłoszenie Parafialne xx

Drogie moje czytelniczki :) Chciałam Wam po pierwsze życzyć wszystkiego, co najlepsze, spełnienia wszystkich Waszych najskrytszych marzeń. Czego sobie wymarzycie, niech się spełni, uśmiechu i szczęścia na co dzień i oby ten Nowy Rok 2014 był o niebo lepszy niż poprzedni :) Po drugie wiele z Was pytają mnie na Twitterze, o to co z Harrym i Megan. Oczywiście pod postem również pytacie, więc powiem Wam tylko tyle, że Harold naprawdę mocno namiesza... Będą solidne zmiany, więc nie pozostaje Wam nic prócz zastanawiania się, co z nimi będzie. Rozdział pojawi się jutro, oczywiście pod wieczór :)


PS. Czy któraś z Was czyta może serię: "Dary Anioła" albo ogląda "Pretty Little Liars" / "Ravenswood" ? Jeśli tak, to dajcie mi znać na tt: @Chanelle310797 :) albo oczywiście pod postem w komentarzu! :)
                                                                                                          ~Meg