sobota, 22 września 2012

Rozdział Trzydziesty Pierwszy

   Ostatni tydzień minął na próbach, planowaniu podróży i pakowaniu się. Mieliśmy polecieć wyczarterowanym samolotem. Wreszcie nadszedł dzień wylotu. Mieliśmy odlecieć o jedenastej piętnaście. Mama powiedziała, że będą na nas czekać z Michałem. Powtórzyła się procedura z Chicago. Zespół ze sprzętem pojechał furgonem, a po nas przyleciał helikopter Simona. Simon wpadł do nas poprzedniego dnia i oznajmił, że czeka na nas po powrocie z Polski i przyrzekł, że będzie oglądać Euro, a na pewno występy chłopaków. Jak wychodził powiedział:
- Mam nadzieję, że ciebie też zobaczę tutaj.
- Jeżeli Harry nie będzie miał mnie dosyć, to tak. Uśmiechnął się i wyszedł. Wieczorem Harry miał do mnie pretensje.
- Jak to mam mieć cię dosyć? Co ty sobie wyobrażasz? Wariatko jedna, no!- Krzyczał na mnie, jak byliśmy w pokoju. Trochę nadąsany poszedł spać. Teraz lecieliśmy już prosto do Polski. Byliśmy już nad terytorium Polski. Oczywiście Niall zajadał się kanapkami, które przygotował mu Kazik w nagrodę. Harry spał mi na ramieniu, a jego loki łaskotały mnie w nos. Zaczęłam kichać. Zdziwiłam się, bo się nie ruszył. Zrobiłam mu zdjęcie jak śpi. Na kolanach miałam komputer i robiłam aktualizację strony internetowej. Jakieś fanki z Polski wypisywały straszne głupoty na forum np.” Zayn, jak przylecisz do Polski to oddam ci się cała w twoje ręce. Będę czekać.” Stwierdziłam, że chłopcy są jednak w niebezpieczeństwie i Duży Bo może mieć wiele roboty. Korciło mnie, żeby odpisać tej kretynce, ale nie za bardzo wiedziałam co… Właściwie na to powinien odpisać Zayn. Nie mogłam się ruszyć, bo bałam się, że obudzę Hazzę. Zostawiłam na razie ten post bez odpowiedzi. Na parę innych odpowiedziałam, oczywiście ukrywając, gdzie będą mieszkać, podałam rozkład trasy koncertowej i „przybliżony” termin przylotu do Polski ich ukochanego zespołu. Przybliżony termin był dwa tygodnie po naszym przylocie. Widziałam oczyma wyobraźni jak fanki się zmawiają w jaki sposób przywitać zespół w Polsce. Chciało mi się śmiać. Wstawiłam parę nowych zdjęć. Również śpiącego Harryego (ale inne), a niech sobie myślą, skąd to zdjęcie. Duża większość fanek mnie lubiła, chociaż zdarzały się zazdrosne idiotki, które by mnie utopiły w szklane wody. Listy do chłopców przeczytałam bardzo uważnie. Musiałam powiedzieć im co ich czeka… wiadomo było, że nie mają czasu czytać tych tysięcy listów, więc ktoś to musiał robić… wybrałam parę listów i przesłałam na skrzynki mailowe chłopaków. Niech się dobrze bawią - pomyślałam sobie. Jakieś obsceniczne listy powyrzucałam i z pocztą był już porządek. Znalazłam również parę zaproszeń na koncerty, które przesłałam na skrzynkę Ellie. Wyjrzałam przez okienko i zobaczyłam, że krążymy nad Warszawą. Pomyślałam sobie: - Niech Harry śpi. On tak nie lubi lądowania. Odświeżyłam stronę i wylogowałam się. Wyłączyłam komputer. Poczułam, że zaczynają mnie boleć bębenki. W tym momencie Harry się poruszył. Wyciągnęłam szybko gumę do żucia i podałam Harryemu. Zaczął ją nerwowo żuć. Samolot wylądował płynnie, bez żadnych przeszkód. Harry odetchnął z ulgą. Spakowaliśmy swoje podręczne bagaże i czekaliśmy, aż samolot dojedzie do wyjścia. Oczywiście był załatwiony furgon dla zespołu, który miał wynajęty dom nie daleko nas. W domu tym można było urządzić nawet salę prób. Zdecydowaliśmy, że taksówkami pojedziemy do mamy. Jakie było moje zaskoczenie. Gdy wyszliśmy do hali przylotów i zobaczyłam tam mamę z Michałem. Rzuciłam wszystko i podbiegłam do niej. W oczach miałam łzy.
- Nic nie powiedziałaś, że już chodzisz! I że będziesz na lotnisku!
- To miała być dla ciebie niespodzianka.
- Twoja mama się mocno starała, żeby być w takim stanie jakim jest - powiedział Michał. A co tam. Rzuciłam mu się na szyję.
- Mamo, nie bądź zazdrosna, Harry, ty zamknij oczy - ucałowałam Michała w policzek.
- Bardzo miłe przywitanie.
- No, masz być moim ojczymem. Jak mam się witać z tobą? Podając ci rękę? Harry przywitał się z mamą, która o mało go nie udusiła.
- Wybacz Harry. Stęskniłam się za wami. Gdzie reszta? Gdzie ten żarłok?
- Pewnie jeszcze dojada kanapki w samolocie - powiedział Harry. Podeszli do nas Danielle z Liamem oraz Ellie z Lou. Mama się z nimi wszystkimi serdecznie przywitała.
- No, brakuje jeszcze dwóch. Po jakiś pięciu minutach pojawił się Zayn i Niall. Niall przybiegł uradowany do mamy i prawie ją podniósł.
- Ostrożnie Niall! – krzyknęłam - Żebyś nie uszkodził mamy.
- Co tam. Lekarza mamy na miejscu - odpowiedział. Michał pogroził palcem Niallowi. Niall postawił delikatnie mamę i powiedział:
- Będzie jedzonko? Mama roześmiała się i powiedziała:
- Będzie. Mały Joe przygotowuje się do przyjęcia was już od tygodnia. Jest niesamowicie szczęśliwy, że przyjeżdżacie. To słuchajcie. Skoro jesteśmy wszyscy, to idziemy. Zobaczyłam, że mama idzie sama. Co prawda Michał się kręcił koło niej, ale prawdopodobnie spowodowane to było jego nadopiekuńczością.
- Tak się cieszę, że już przylecieliście - powiedziała mama.
- Ja też przez ostatni tydzień nie mogłam się doczekać - odpowiedziałam. Przed lotniskiem stała biała limuzyna. Chyba największa, jaka była w Warszawie.
- Pamiętasz, jak ją oglądałyśmy, jak jeździła po Warszawie? To teraz się nią przejedziemy. Wsiedliśmy do limuzyny. Usiadłam koło mamy i pokazałam jej pierścionek.
- Jaki śliczny! - powiedziała.
- A ty pokaż mi swój -obejrzałyśmy swoje pierścionki i pozachwycałyśmy się nimi. Harry siedział koło mnie i był z lekka zdenerwowany.
- Co ci się stało? - zapytałam go.
- Nic. Wszystko w porządku - postanowiłam, że zapytam go jeszcze raz w pokoju, bo widziałam, że nie chce tego „czegoś” mówić przy mamie.
- Jakieś zmiany w domu mamo? - zapytałam. - Nie. Musiałam wzywać pana Ziutka, bo pękła rura w twoim pokoju. Harry krzyknął:
- ZUTEK!!! - mama się uśmiechnęła. Gdy przyjechaliśmy na miejsce Mały Joe stał przy furtce. Kiedy nas zobaczył, pobiegł szybko do kuchni. Weszliśmy do domu, a ja zapytałam:
- Czego was nauczyłam?
- Dzień Dobry! - powiedzieli wszyscy chórkiem.
- POLSKA - krzyknął Niall.
- WARSZAWA! - powiedział Harry.
- No pięknie! - ucieszyła się mama. Byłam z chłopaków dumna. - No to teraz idźcie się odświeżyć i schodźcie na obiad.
- To ile mamy czasu? - zapytał Lou.
- No najwyżej pół godziny, a nie starczy ci? - zapytała mama.
- No nie wiem. Muszę jeszcze paznokcie zrobić i włosy ułożyć… - wszyscy ryknęli śmiechem. Udaliśmy się do swoich pokoi. Harry ze mną. - Czy twoja mama będzie miała coś przeciwko, gdybyśmy zamieszkali razem? - spytał.
- Tego nie wiem… Muszę z nią pogadać – odpowiedziałam, gdy znaleźliśmy się w moim pokoju.
- A teraz powiedz mi, co cię tak gryzie.
- Coś twojej mamie obiecałem.
- I co? Zapomniałeś?
- No. W pewnym momencie tak…
- A co to było?
- Tego nie mogę ci powiedzieć. To jest tajemnica między mną, a twoją mamą. Jeżeli mama ci powie, to będziesz wiedziała - do pokoju weszła mama.
- O! Harry! Widzę, że nie możecie się rozstać.
- No… Ciężko - Harry posłał najbardziej dołeczkowaty uśmiech mamie. - Harry, czy możesz nas na chwilę zostawić same? Mamy troszkę do pogadania z Megan. Harry niechętnie opuścił pokój.
- Powiedz, jak ci było? - zapytała. Zaczęłam jej wszystko opowiadać. Jak Harry się mną opiekował, gdy złamałam rękę, że jest taki wspaniały i że go bardzo kocham. Napomknęłam, że chyba nie potrafię bez niego zasnąć.
- No przecież on może spać u ciebie - powiedziała mama - Mam nadzieję, że jednak nie jesteś jeszcze w ciąży.
- Oh mamo! No coś ty! Nawet o tym nie myślałam.
- Ty może nie, ale Harry na pewno o tym myślał. Mam pytanie - powiedziała mama - Czy uważasz, że to jest ta druga połówka na zawsze? Chcesz tego? To jest ten jedyny? Chcesz z nim spędzić resztę swojego życia?
- Tak. Tego właśnie chcę - odpowiedziałam - Przecież Harry mi się oświadczył i powiedziałam mu tak.
- Wiesz, oświadczyny można zawsze zerwać, kiedy coś pójdzie nie tak, ale jeśli jesteś tego pewna, to masz moje błogosławieństwo. Przytuliłam się do mamy.
- Ty też masz moje błogosławieństwo, jeżeli chodzi o Michała. Zdecydowaliście, kiedy będzie ślub?
- Wszystko jest już załatwione - odpowiedziała mama.
- Czemu mi nic nie powiedziałaś?
- Bo chciałam ci zrobić niespodziankę. Byłam tylko ciekawa, jak wam się ułoży z Harrym. Widzę, że jest w ciebie zapatrzony jak w obrazek. Nasz ślub będzie w twoje osiemnaste urodziny.
- W lipcu?! - krzyknęłam zaskoczona.
- No wtedy masz urodziny... Chodźmy na dół, bo te pół godziny szybko minęło. Popraw jeszcze szybko makijaż. Przyślę tu Harryego - i wyszła. Skoczyłam do toaletki. Szybko wytarłam łzy. W tym momencie wszedł Harry.
- Co się stało? - zapytał jak mnie zobaczył.
- Jestem taka szczęśliwa. Mama i Michał pobierają się w moją 18-stkę, poza tym, mama zgodziła się, że możesz mieszkać ze mną w pokoju. I dała nam błogosławieństwo.
- To na co mamy czekać? - powiedział uśmiechnięty Harry - Też się pobierzmy!
- Oczywiście - odpowiedziałam i rzuciłam mu się na szyję. Ktoś zapukał do drzwi.
- Zejdźcie na obiad - usłyszałam głos mamy. Dokończyłam makijaż. Upudrowałam nos i worki pod oczami. Rzuciłam do Harryego: - Idziemy. Potem jeszcze na ten temat pogadamy. Zeszliśmy na dół do jadalni. Wszyscy już byli. Przy każdym talerzu leżały cztery zaproszenia. Nie wiedziałam za bardzo o co chodzi, ale zaczęłam się domyślać.
- Czy my możemy w końcu otworzyć te koperty? - zapytał Zayn.
- Myślę, że tak. Prawda Eleanor i Danielle? Harry, chyba też nie będziesz miał nic przeciwko temu?- Powiedziała mama. Niall otworzył kopertę. Zobaczyłam, że ma kwadratowe oczy ze zdumienia. Złapałam pierwszą kopertę i otworzyłam. Wyciągnęłam kartonik i go otworzyłam. Było na nim napisane:
       Świadomi swoich praw i obowiązków wobec siebie i otoczenia Mamy zaszczyt zaprosić na ślub Megan Erase i Harryego Stylesa, Który odbędzie się 31 lipca o godzinie 11.00 w Pałacu Ślubów W Warszawie. Nie może Cię zabraknąć!!!
Harry zerknął mi przez ramię na mój kartonik i się uśmiechnął najpiękniejszym uśmiechem, jaki zobaczyłam do tej pory.
- Zgadzasz się? - zapytał cicho - Przyjdziesz?
- Tak. Będę i nie ucieknę. Możesz być tego pewny - odszepnęłam mu.
- O czym tak szepczecie? - zapytała Eleanor otwierając swoją pierwszą kopertę. Gdy rzuciła na nią okiem, cała zdrętwiała. Lou ukląkł przed nią i wyciągnął małe pudełeczko. Otworzył je i powiedział:
- Czy zostaniesz moją żoną? - zapytał. Ellie popłynęły łzy szczęścia.
- Myślałam, że mnie nigdy nie zapytasz!
Zobaczyłam, że Liam klęka przed Danielle z podobnym pudełeczkiem i oto samo pyta. Danielle wybuchła płaczem. Liam zdenerwowany wstał i zapytał:
- Nie chcesz zostać moją żoną?
- Chcę… płaczę ze szczęścia - łkała - Już się zastanawiałyśmy z Eleanor, że się nigdy nie zdecydujecie na ten krok. Popatrzyłam na mamę. Była cała uśmiechnięta.
- To ty tak spiskowałaś z chłopakami? - zapytałam.
- No… Troszkę…. W pozostałych trzech kopertach były takie same zaproszenia tylko na ślub trzech pozostałych par.
- To bierzemy wszyscy ślub w jednym czasie? - zapytała Eleanor.
- Udało się tak załatwić - powiedziała mama. Niall przestał z wrażenia jeść. Zayn wyszedł zdenerwowany na papierosa.
- A to ci niespodzianka! - powiedział Niall - Wiem! Trzeba będzie teraz wszystko pozałatwiać, bo to Euro…. Trzeba będzie załatwić hotele dla gości - nałożył sobie olbrzymią porcję młodych ziemniaczków z koperkiem i masełkiem. I zaczął nieświadomie jeść patrząc to na Ellie, to na Dani i na mnie. Wyglądał jak zahipnotyzowany - To koniec naszego zespołu? - zapytał z pełną buzią i łzami w oczach.
- Czyś ty na łeb upadł? - krzyknął Louis - To, że się pobieramy, to nie znaczy, że zespół ma się rozpaść. A gdyby nawet miał się rozpaść, to i tak byśmy się trzymali razem. Do pokoju wrócił Zayn.
- Przez to wszystko, z nerwów wypaliłem, aż dwie paczki! - powiedział - Ale przemyślałem sprawę i doszedłem do wniosku, że skoro wy się pobieracie, to my z Niallem będziemy mieć największe powodzenie wśród fanek -Wybuchliśmy wszyscy śmiechem.
- Mały Joe nie da rady sobie sam, więc trzeba będzie sprowadzić Chudego Su i Kazyka - powiedział Liam – musimy pomyśleć o liście gości. Na pewno najbliżsi i na pewno Simon. Coś sobie przypomniałam i pobiegłam do pokoju. Dorwałam się do plecaka. Wyciągnęłam serwetkę z „Only You”, którą spakowałam jeszcze będąc w Londynie. Zbiegłam na dół i powiedziałam:
- Mamo, przepraszam, ale zapomniałam ci to dać… - podałam pudełko mamie. Mama otworzyła, a w środku była serwetka oraz dwa małe magnesy. Jeden z Londynu, a drugi z Chicago. Wyjęła magnesy i powiedziała:
- Jakie śliczne!- Następnie wyjęła serwetkę, otworzyła ją i zaczęła czytać to co było na niej napisane. Zobaczyłam, że rumieniec napływa na twarz mamy. - Co to za dowcip? - zapytała .
- To nie dowcip - powiedział Niall - To jest prawdziwy podpis Briana Maya!
- Skąd to wzięłaś? - zapytała.
- Brian był na otwarciu naszej knajpy i rozmawiałam z nim.
- Rozmawiałaś z Brianem?! - krzyknęła. O mało się nie udusiła z wrażenia.
- Tak. Jest przeuroczym starszym panem. Bardzo skromnym i nadal ma tą szopę na głowie. Brian się zdziwił, że znam ich utwory i opowiedziałam mu, że to twoja zasługa. Było mu bardzo miło.
- Nie wiem, co powiedzieć - odpowiedziała zarumieniona mama.
- Ja mam pomysł - powiedziałam - Zaprośmy go na nasz ślub. Co wy wszyscy na to?
- Super! Można by było go zaprosić na jakąś trasę koncertową. Tylko tym to się będzie musiała zająć jakaś agencja – powiedział Lou.
  Okazało się, że jest bardzo dużo do pozałatwiania. Mama nie wiedząc, czy dziewczyny się zgodzą, nie załatwiła żadnej sali na wesele. Trzeba było: wybrać sukienki, zrobić listę prezentów, nie wspominając już o liście gości, zorganizować wieczory panieńskie i kawalerskie.
- Jak to zrobimy? Bo Louis ma być moim świadkiem… - powiedział Harry.
- A ty moim! - dodał Lou.
- Możecie pójść do Urzędu Stanu Cywilnego i porozmawiać, jak to rozwiązać - powiedział Michał - Proponuję, żeby śluby odbywały się jeden po drugim, a nie równocześnie. Możemy jutro podjechać do Pałacu Ślubów - Rozeszliśmy się po pokojach.
- Więc to była ta wasza niespodzianka! - powiedziałam do Harryego, kiedy byliśmy już w pokoju.
- Nie mogłem ci nic powiedzieć, bo byś wygadała. Nie podoba ci się? - zapytał.
- Może i masz rację. Może i bym nie utrzymała tej tajemnicy.
- Chyba rzeczywiście będzie najlepiej tak, jak mówił Michał - powiedział. Postanowiłam, że pojadę jutro z chłopakami. Był to zbyt ważny dzień dla nas wszystkich, żeby zostawić to w rękach mężczyzn. Harry rozłożył się na łóżku.
- Jeszcze tu nie spałem. Wygodne to łóżko. Chyba wygodniejsze od mojego…- Na to wszystko weszła mama. Harry chciał się zerwać z łóżka.
- Spokojnie. Leż sobie - powiedziała do niego – myślę, że jakaś kobieta musi z nimi jechać - rzuciła do mnie.
- No też tak myślę. Zdecydowałam, że ja pojadę.
- Michał by się na wszystko zgodził i by się okazało, że od rana do wieczora mamy śluby…- powiedziała.
- Dlatego pojadę ja.- Na to wszystko wpadła Eleanor.
- Słuchajcie! Nie można tego wszystkiego zostawiać w rękach chłopaków! - krzyknęła.
- No właśnie to ustalamy - powiedziałam. Harry przyglądał się nam i przysłuchiwał rozmowie.
- To może wy pojedziecie? - rzucił - Wiem, że załatwicie to najlepiej jak potraficie. Jakie zadanie mamy dla Nialla i Zayna na ślubie? Bo co do reszty to wiem. Parsknęłam śmiechem.
- Coś się wymyśli. Mogą podawać obrączki.
W pokoju były już wszystkie baby.
- To nie będę wam przeszkadzać – odezwał się Harry i wyszedł.
- Dzwoniłam do Chudego Su i do Kazyka. Pod ścisłą tajemnicą powiedziałam co się szykuje i poprosiłam, żeby przyjechali do Polski i pomogli Małemu Joe. Obydwaj zamilkli z wrażenia, więc mogłam im powiedzieć o tym, że jeśli coś wypaplą i dostanie się to do mediów, to będą skończeni - powiedziała Ellie
- Najlepiej dla zespołu będzie, jeśli fanki nie będą wiedziały, że się pobraliśmy – powiedziała Danielle.
- Może usiądziecie? - zaproponowałam. Rozsiadłyśmy się na czym można było.
- To gdzie kupujemy sukienki? - zapytała Danielle.
- No jest parę butików w Warszawie - odpowiedziała mama.
- No możemy tu zobaczyć, ale będziemy w Paryżu, to może kupimy tam? Napiszę do siedziby Diora i umówię nas wszystkie na spotkanie. Kupowałam u nich sporo rzeczy, więc powinni dać nam zniżkę - powiedziała Ellie i wybiegła z pokoju.
- Dzwoniłam do rodziców i bardzo się ucieszyli na nowiny - powiedziała Dani.
- Jak myślisz? Czy Kasia mogłaby stworzyć nam jakieś wiązanki? - zapytałam mamy.
- Musimy z nią pogadać.
- To ja się tym zajmę. Niech każda z nas zrobi listę gości, których chcemy widzieć na weselu. Zorientujemy się jak wielka sala będzie potrzebna, bo to jest na razie najważniejsze - powiedziałam.
- Musicie ustalić ze swoimi chłopakami, ile gości ma się pojawić na ślubie - powiedziała mama.
Coś mi już krążyło po głowie, ale postanowiłam to sprawdzić sama. Rozeszłyśmy się. Każda do swojego chłopaka. Harry siedział w salonie na dole i oglądał telewizję.
- Harry, musimy ustalić listę gości, czy możesz przyjść do pokoju? - rzuciłam ze schodów. Harry zerwał się i przybiegł do mnie. Niepewnie wszedł do pokoju rozglądając się.
- Jesteś sama?
- Tak. Podszedł do mnie i mnie pocałował.
- Czy możemy wyprostować gnaty? - zapytał.
- Z całą przyjemnością - powiedziałam i położyłam się z kartką w garści. Zaczęłam szukać długopisu.
- Gdzie ten długopis?
- Czekaj, coś mnie uwiera. O! Jest długopis! - powiedział i podał mi go. - To kogo chcesz zaprosić na ślub? - zapytałam - Na pewno mama z ojczymem.
- Nie - powiedział krótko Harry.
- Nie chcesz, żeby twoja mama była na ślubie?
- Nie chcę, żeby on był.
- Ale mama sama nie przyleci. Wiesz o tym dobrze.
- To nie będzie.
- Harry! To ma być twój najszczęśliwszy dzień w życiu i ma być on bez twojej najukochańszej osoby na świecie?
- Najukochańsza to będzie stała koło mnie - powiedział - Mama spadła już na drugie miejsce.
- No dobrze. Bez tej drugiej najukochańszej osoby? - zaczęłam się śmiać. - Oczywiście musi być Gemma ze swoim chłopakiem, wujek Simon, kuzyn Mark z ciotką Lucy. To brat mojej matki. Dziadkowie ze strony ojca i mamy.
Zdecydował się również zaprosić kierownictwo firmy Syco Music. Było ich pięciu z osobami towarzyszącymi. Zaczęłam się zastanawiać nad swoimi gośćmi. Pomyślałam o dwóch moich przyjaciółkach. Wiedziałam, że one nikomu nic nie powiedzą. Oczywiście na listę wchodzili moi dziadkowie obowiązkowo. Postanowiłam zaprosić kuzyna Błażeja z całą rodziną. Oczywiście babcia Błażeja też musiała być. Kasia z Eweliną i ciocia Bożenna z rodziną. Zastanawiałam się nad moim ojcem chrzestnym. Co prawda kontakt się urwał. Ostatni raz go widziałam rok po Komunii Świętej, ale zdecydowałam się go odszukać.




* No hej Wam :) Dziś wstawiłam dwa zdjęcia, dlatego że wczoraj nie było żadnego... :] Cieszmy się, bo 1 D są w Niemczech :D chociaż uważam, że w ciągu tego tygodnia, mogliby wyrwać się z pracy i wpaść do Nas :D Jak Wam się podoba ten rozdział? Mogę z góry powiedzieć, że ta część o ślubie jest bardzo wesoła. Ma dużo humoru w sobie i stwierdziłam, że strasznie szybko się ją czyta :> Postaram się także jutro wrzucić rozdział. Wiecie w tym całym wypadzie chłopców do Niemczech, obawiam się jednego, mianowicie: Niemcy słyną z dobrego piwa. Mam nadzieję, że nie wpadną w wir picia, bo wiadomo, co będzie się działo z Harrym... No nic, cieszmy się, że są blisko ;]
                                                                                 ~Meg

piątek, 21 września 2012

Rozdział Trzydziesty

Coś mnie obudziło. Zaczęłam nasłuchiwać i usłyszałam głos Harry’ ego. - Nie! Odchodź! Nie odchodź! Wszystko dla ciebie zrobię! Tylko nie odchodź! Odwróciłam się cichutko. Czy on faktycznie śpi? Spał. Byłam ciekawa co powie dalej. - Jeśli odejdziesz zrobię sobie coś. Powieszę się, albo nie… zawiąże sobie kamień na szyi i się utopie. Bałam się , że dalej będzie wymyślał jakieś dziwne zbrodnie, więc pogłaskałam go po twarzy. To nie poskutkowało. Połaskotałam go w bok. NIC. Zero reakcji. - Zobaczysz. Potnę się! - powiedział przez sen. Zaczynało mnie to śmieszyć - Tak spuszczę z siebie całą krew, a potem pójdę i rzucę się pod pociąg. – Tego już nie zniosłam. Pocałowałam go w usta. Obudził się w tym momencie. Miał chyba jeszcze jakieś przebłyski snu, ale ja całowałam go dalej. Gdy usłyszałam: - Mmm… Wiedziałam, że się obudził. - Miłe przebudzenie - powiedział. - Po koszmarnym śnie - powiedziałam. - A skąd ty wiesz? - zapytał. - Usłyszałam. Od kogoś. - Kto ci?... co? Zaczęłam się śmiać. - Gadałeś przez sen - odparłam. - A co gadałem? - Lepiej nie wracajmy do tego. - Z całą przyjemnością - odpowiedział. - To co robimy z tak pięknie rozpoczętym dniem? - Coś mi chodzi po głowie - powiedział. - Co? - zapytałam. - Nie powiem ci. Poczekaj tutaj. Pobiegł do łazienki. W tym czasie zapukała do pokoju Ellie i powiedziała: - Słuchaj, wpadłam na pomysł, że możemy kręcić teledysk. Możemy nakręcić teledysk w Paryżu. - SUPER! Nie byłam jeszcze w Paryżu! - Świetnie, to idę załatwiać wszelkie pozwolenia. A co ty sama siedzisz? - Nie, Harry jest w łazience. - Musimy potem pogadać. Podziwiam cię - pobiegła do siebie do pokoju. Za chwilę wyszedł Harry. - Kto tu był? - spytał. - Przyszła Ellie ze świetnym pomysłem. - Jakim? - Nie powiem ci. - No, powiedz no… - Nie. Przyciągnął mnie do siebie i zaczął całować. - Powiedz! - powiedział między pocałunkami. - Nie. W tym momencie coś spadło na korytarzu. Wyskoczyliśmy na korytarz, a na środku siedział Niall z pierogiem w garści. - Co się stało? - zapytałam. - Mój peróg- powiedział łkając i siedząc nadal na ziemi. - Czy coś ci się stało? - Nie, ale mój peróg… - No, przecież masz w garści pieroga. Harry zaczął podnosić Niall’ a, a ja gdy zobaczyłam, co pod nim leżało, dostałam ataku śmiechu. Usiadłam na podłodze i zaczęłam się zwijać ze śmiechu. Harry nie zauważył placka i nie za bardzo wiedział z czego się tak śmieję. Patrzył na mnie jak na wariatkę, a ja nie mogłam wydusić z siebie ani jednego słowa. Niall stanął na nogach i się odwrócił do mnie tyłem. Gdy zobaczył pieroga na ziemi krzyknął: - MÓJ PERÓG!!! - I rzucił się na kolana, żeby go pozbierać. Wypiął się na mnie, a ja zobaczyłam wielką czerwoną plamę na jego tyłku. Tego było dla mnie za dużo. Płakałam i śmiałam się równocześnie. Harry podszedł do mnie sprawdzić, czy nic mi się nie stało. Nie mogłam wydusić słowa, więc pokazałam na Niall’ a. Harry się odwrócił i popatrzył w kierunku, który wskazywał mój palec. Przyjrzał się i wybuchnął głośnym śmiechem. Była nas już dwójka. - Co tu się dzieje?! - krzyknęła Eleanor wychodząc z pokoju. Miała ciekawy widok. Dwójkę ludzi tarzających się ze śmiechu, a przed nimi Niall wypięty nad czymś z wielką czerwoną plamą na czterech literach. - Niall? Czy przypadkiem nie dostałeś okresu? - zapytał Lou, który wychylił się zza Ellie - Ukrywasz coś przed nami? Jeśli chcesz Liam ciebie spokojnie wysłucha. Do Niall’ a coś dotarło. Zrezygnowany wstał znad pieroga i popatrzył na nas błędnym spojrzeniem. - O czym mówicie? Co wam się stało? - popatrzył na nas. Byłam cała zapłakana ze śmiechu. Harry zresztą też. - Niall! Nie wiedziałem, że jesteś dziewczyną- powiedział Louis. - Co ty gadasz? - odrzekł Niall. - No przecież masz cały tyłek czerwony! Próbował się obejrzeć, ale nic nie zobaczył. Pobiegł do pokoju przegryzając pierogiem. Gdy zamknął za sobą drzwi, zostaliśmy na korytarzu i nadsłuchiwaliśmy co będzie dalej. - Macie dziewczyny może podpaskę, bo Niallerowej zabrakło - powiedział Lou. Brzuch mnie bolał ze śmiechu. Na korytarz wyjrzała głowa Niall’ a. - Z czego się śmiejecie? Czym to sprać? - ZIMNĄ wodą tylko nie mydłem, bo zostaną plamy! - krzyknęła Ellie. Niall wycofał się do środka. Nie mogłam z siebie wydusić już ani dźwięku. W tym momencie na górę wszedł Zayn. - Co tu się dzieje? - Zapytał idąc w naszym kierunku. Nie patrzył pod nogi, więc wdepnął w pieroga Niall’ a, wywinął pirueta i usiadł na podłodze. Oczywiście na pierogu… Liam, który szedł za Zayn’ em zatrzymał się w połowie drogi. Myślałam, że już umarłam ze śmiechu. - O! Następna podpaska będzie potrzebna - zniknął w pokoju. Po krótkim czasie pojawił się z paczką podpasek. - Komu jeszcze? Darmowe! - krzyczał. Ellie nie zareagowała, bo też leżała i kwiczała. Zayn się zerwał na równe nogi, zaczął się oglądać. Wyciągnął lusterko i krzyknął : - JAK TO SIĘ DO CHOLERY ZMYWA? Co to jest? Na korytarzu zaczęło się zbierać więcej ludzi, zwabieni śmiechami i krzykami. Zayn próbował się wycofać dyskretnie do pokoju, ale nie wiedział, którą stroną ma iść. Z jednej strony był Lou z Ellie, z drugiej my z Harry’ m, a z jeszcze innej Liam i Danielle. Wreszcie zrezygnowany przeszedł przez korytarz i wpadł do swojego pokoju. - Niech to ktoś posprząta! Bo się jeszcze ktoś zabije na tym pierogu - powiedziała Ellie. Zdążyła się już podnieść. Ja nie miałam siły. - Harry! Podnieś Megan. Biedaczka nie może wstać - powiedziała Danielle. Harry popatrzył na mnie i czym prędzej złapał mnie na ręce i zaniósł do pokoju. Położył mnie na łóżku i sam się obok rzucił. - Masz gdzieś lusterko? - powiedział. - Nie. A czemu pytasz? - Poczekaj - wyskoczył z łóżka. Złapał lusterko z toaletki i przyniósł mi je. Popatrzyłam i zobaczyłam w nim twarz klauna. Zerwałam się z łóżka i pobiegłam do łazienki. Zmyłam makijaż i wróciłam do pokoju. - Jeszcze nigdy tak się nie uśmiałam - powiedziałam - Jak myślisz, czy Niall’ owi przejdą pierogi? - zapytałam. - Pierogi nigdy. Może pierogi z wiśniami. - Nie mam siły się ruszyć - powiedziałam. Nagle na dole zadźwięczał gong. - Co to było? - zapytał Harry. - Nie mam zielonego pojęcia - odpowiedziałam. Popatrzyłam na zegarek. Było pięć po pierwszej. Ktoś zapukał do drzwi. Okazało się, że to był Duży Bo. - Kazyk daje znać na obiad - powiedział. Zebraliśmy się i zeszliśmy na dół. Nie trudno było zgadnąć co było na obiad. Na stole stały misy z pierogami. Byłam ciekawa, czy wszystkie są wiśniami. Mimo przewidywaniom Harry’ ego w jadalni pojawił Niall w innych spodniach. - Zabezpieczony? - zapytał Louis. - Odwal się - odburknął Niall, ale gdy zobaczył stół, buzia zaczęła mu się śmiać. - PEROGI!!! - usiadł najbliżej największej miski - Za straty finansowe, które poniosłem, ta miska jest moja! Kazik wnosił następne pierogi. - Jedzcie, bo jak wystygnął to nie będą takie dobre. Mimo, że brzuch mnie bolał ze śmiechu, spróbowałam pierogów. Były fantastyczne. W sosjerkach była słodka śmietana. Każdy miał swoją. - Widzisz, nawet to co się stało na górze nie zraziło Niall’ a do pierogów - szepnęłam do Harry’ ego. Na dole nie pojawił się tylko Zayn, bo jego urażona duma nie pozwoliła mu zejść na obiad, co oczywiście podsumował Lou. Niall zjadł całą miskę pierogów. - Zniszczę was! - powiedział zanim zjadł pierwszego pieroga - Za moje spodnie! - oczywiście zabrakło mu śmietany i zaczął żebrać, o więcej śmietany dla siebie. Kazik się wreszcie zlitował nad nim i przyniósł mu duży dzbanek śmietany. - On ma fory! - powiedział Lou. Wszyscy się tak objedliśmy, że nie mogliśmy się ruszyć od stołu. - Poproszę dźwig - pisnęłam cichutko. Lou parsknął śmiechem. - Poczekaj, zaraz cię podniesiemy z Harry’ m. - Nie wiem, czy nie dostaniecie przepukliny - odpowiedziałam śmiejąc się. - Chodźcie do ogrodu - zaproponowała Ellie - Taka ładna pogoda. Szkoda siedzieć w chałupie. Wytoczyliśmy się do ogrodu. Zalegliśmy na leżakach, bo nikt nie miał siły się ruszyć. - Może pogramy w karty? - zaproponował Liam. - W rozbieranego POKERA! - krzyknął Lou. Wszyscy byli za. Ja co prawda nie umiałam grac w pokera, ale liczyłam na szczęście nowicjusza. - Ktoś może mi wyjaśnić, jak w to się gra?! - zapytałam. - Dobrze. To ja zagram z tobą, żebyś zrozumiała o co chodzi - powiedział Harry. Karty zostały rozdane. Harry ułożył mi karty i szepnął mi na ucho: - Jest dobrze. Przebiegała licytacja. Harry rzucił pięć bez atu. Nikt go nie pobił, więc rozpoczynaliśmy grę. Zebraliśmy wszystkie karty i wyszło na to, że wszyscy muszą coś zdjąć, poza nami. Ellie i Danielle zdjęły zegarki, Louis czapkę, Liam zdjął pasek, Niall okulary, a Zayn lusterko. Zaczęłam już łapać. Przy drugim rozdaniu spróbowałam własnych sił. Okazało się, że znowu miałam dobre karty i zebrałam wszystkie lewy. Ellie zdjęła jednego buta. Dani poszła w jej ślady. Louis zdjął podkoszulkę i został w spodniach, butach i szelkach. Niall zaczął rozwiązywać buta, a Zayn krzyknął: - TYLKO NIE TO! Ostatecznie zdjął koszulkę. Liam też zdjął t-shirta. - To niesprawiedliwe! Dlaczego Harry nie gra? Tylko my się mamy rozbierać? On tak to lubi! - krzyknął Louis. Postanowiliśmy, że gramy od początku. Każdy na swoje konto. Wszyscy się ponownie ubrali i zaczęliśmy od początku. Karta mi szła i ogrywałam wszystkich non stop. Popatrzyłam po towarzystwie. Louis siedział w samych majtkach z szelkami, Niall siedział w gaciach, skarpetkach i butach, Zayn w samych gaciach, Danielle w szortach i w staniku, Eleanor siedziała w koszulce i w majtkach, Harry zdjął tylko pasek, a ja o dziwo nic. Liam zdjął skarpetki. Następne karty zostały rozdane. Karty miałam słabe, więc postanowiłam nie blefować. Mimo tych złych kart, udało mi się zebrać trzy lewy, co zwolniło mnie z rozbierania. - Ja z nią nie gram - powiedział Niall. - Dlaczego? - zapytałam. - Bo to jest szczęście grającego pierwszy raz - oburzył się - Albo te karty są jakoś znaczone, albo oszukujesz, że nigdy nie grałaś. Po następnym rozdaniu Zayn musiał zdjąć wszystko, co miał na sobie, czyli bokserki i siedział jak go matka rodzona urodziła. Harry siedział już bez spodni. Niall siedział w butach i skarpetkach. Louis w samych szelkach, dziewczyny w stanikach i majtkach. Ja byłam w całości ubrana. Liam siedział w bokserkach na bosaka. Wiadome było, że Zayn przegrał i nie może dalej grać. Rozdałam karty i zobaczyłam, że Eleanor z lekka się ucieszyła. Mina Harry’ ego była wręcz przeciwna. Po tym rozdaniu Harry został w samych bokserkach, Niall w skarpetkach, Louis odpadł, Liam pozostał w grze, a Danielle siedziała tylko w majtkach. Potrzebne mi było jeszcze trzy rozdania, żeby towarzystwo zostało bez niczego. - Zemsta musi być krwawa! - krzyknął Harry. Podskoczyli wszyscy do mnie. Podnieśli i wrzucili do jeziorka. - A teraz się rozbieraj - krzyknął Niall. - Co mi zrobisz? - Sam cię rozbiorę - odparł. - Ręce precz! - krzyknął Hazzie. - To chodźcie teraz na basen. Idziemy się wykąpać. Harry złapał mnie za rękę i zaczął mnie ciągnąć. Towarzystwo biegło przed nami. Widziałam tylko pośladki… zaparłam się. - Nie pójdę. Przecież w tych łachach nie będę pływać. - Kto ci powiedział, że masz pływać w łachach? - Słucham?! Harry nad czymś myślał. - To idź się przebrać w kostium i dał mi klapa w pupę. Pobiegłam na górę. Nie miałam ochoty schodzić na dół. Byłam brudna od błota. Zdjęłam z siebie wszystko i poszłam pod prysznic. Przypomniałam sobie minę Harry’ ego, jak musiał się rozebrać do reszty. Zaczęłam się śmiać. Umyłam głowę. Wreszcie nie musiałam się śpieszyć. Gdy wyszłam spod prysznica, zawinęłam się w ręcznik i wyszłam do pokoju. W pokoju siedziało całe towarzystwo. - To kiedy zejdziesz na dół? - zapytał Zayn - Nie odpuścimy ci. - Przepraszam. Zdaje się, że jestem wygrana... i nie muszę niczego pokazywać. - Ale to niesprawiedliwe - krzyknął Niall. - Życie bywa niesprawiedliwe. Niestety - odpowiedziałam - A teraz, jeśli możecie chcę się ubrać. - To my popatrzymy! - powiedział Lou. Ellie coś fuknęła do niego i wyszli. Za nimi wyszła Danielle z Liam’ em. Na łóżku został Harry, Zayn i Niall. - Czy potrzebujecie specjalnego wyproszenia? - No daj popatrzeć - powiedział Niall. Harry się zdenerwował. - Słyszeliście, co powiedziała Megan - powiedział. - No ty masz to na co dzień i nie musisz wychodzić - powiedział Niall. - Przedstawienie skończone - powiedziałam i się wdzięcznie ukłoniłam. - To niesprawiedliwe ona ma szczęście w miłości i w kartach - powiedział Zayn. - Nie bądź zazdrosny. - Masz jeszcze mnie - powiedział Niall - Chodź, idziemy, bo Harry się jeszcze wścieknie – i wyszli. - Jeszcze nigdy nie widziałem, żeby szła komuś karta tak jak tobie. Może powinnaś grać w kasynie? - Lepiej nie - odrzekłam - Hazard był przekleństwem w mojej rodzinie. Potrafiono przegrać cały majątek. Wolę nie ryzykować. Chyba mi się należy jakaś nagroda, prawda? - powiedziałam słodko do Harry’ ego. Przyciągnął mnie do siebie i pocałował namiętnie. Usłyszeliśmy jakieś wrzaski pod oknami. To Louis gonił Niall’ a, który trzymał jego szelki. Zaczęliśmy się przyglądać, co będzie dalej. Niall mimo, że zjadł tyle pierogów, był szybki i Louis nie mógł go złapać. W pewnym momencie Niall się wywrócił. Louis złapał szelki i zamachnął się w pośladki Niall’ a. Ten wrzasnął i rzucił się do ucieczki. Gdy zobaczył nas, pomachał nam i wpadł do domu. Postanowiłam, że się jednak ubiorę. Założyłam kostium. Narzuciłam na niego szorty i bluzkę. Harry stał pod prysznicem i śpiewał głośno. Gdy miałam się poczesać do pokoju wpadł Louis. - Jest tu Niall? - zawołał. - Nie ma - odparłam - A może byś się tak ubrał? - O… przepraszam - wycofał się. Następny golas wyszedł spod prysznica. Był lekko zawiedziony, że jestem ubrana. - Ubieraj się. Idziemy na spacer - powiedziałam - Mam ochotę pochodzić po lesie - Harry posłusznie spełnił moją prośbę i za chwilę byliśmy już na dworze. Poszliśmy w kierunku lasu. - Wiesz, jak byłem pod prysznicem, przyszła mi do głowy nowa piosenka. Chcesz posłuchać? - zapytał. - Chętnie - powiedziałam. Piosenka była o zakochanym chłopaku. Opisywała jego uczucia do dziewczyny. Bardzo mi się podobała i wiedziałam, że jest to piosenka o Harry’ m i o mnie. Powiedziałam to Hazzy’ emu, a on się uśmiechnął tajemniczo. - Powiem szczerze, że nie wyobrażam sobie tej piosenki śpiewnej przez zespół - powiedziałam. - Nie mam zamiaru jej nikomu innemu śpiewać. Tylko tobie - odpowiedział Hazza. - O jejku! Będziemy mieć własną piosenkę! - powiedziałam uradowana. - To powiesz mi, jaki Ellie ma pomysł. - Nie. - Bo cię tu zostawię. Okazało się, że byliśmy już w lesie. Nawet tego nie zauważyłam. - Tak byś mnie zostawił na pożarcie wilkom? - A skąd wiesz, że tu są wilki? W Wielkiej Brytanii nie ma wilków. Zostały wszystkie wybite. Roześmiał się. - Ale mogą być inne potworne zwierzęta - przekomarzałam się z Harry’ m. Harry przytulił mnie do siebie i szepnął do ucha: - Nigdy bym cię tu nie zostawił samej. Zaczęłam obserwować las. Był jakiś uporządkowany. Zatęskniłam za naszym polskim lasem. Zaczęłam liczyć na palcach i doliczyłam się, że do wylotu został tydzień. Postawiłam, że muszę Harry’ emu pokazać nasze lasy. Las gwałtownie się skończył, tak jak zaczął. I to miał być las? - pomyślałam. Staliśmy na jakimś wzgórzu, a przed nami wiła się jakaś autostrada. - Nie mamy co tu stać. Wracamy - powiedziałam rozdrażniona. Weszliśmy z powrotem do „mini” lasu i powoli szliśmy w kierunku domu. Gdy dotarliśmy do domu robiło się już ciemno. W ogrodzie Kazik rozpalał grilla, a dom wyglądał na opuszczony. - Gdzie są wszyscy? - zapytałam Kazika. - A gdzieś poszli na dół - odparł. - To co? Idziemy na basen? - zaproponowałam. - Jeżeli chcesz pływać nago, to możemy pójść. Wszyscy na pewno są na basenie. - Możemy zobaczyć - odpowiedziałam. Zeszliśmy na -1 piętro i okazało się, że coś się dzieje w studiu. Siedzieli tam Niall i Zayn. W saunie siedziały dziewczyny, Liam i Louis oglądali kreskówki. Weszliśmy na basen. Nikogo nie było. Rozebrałam się do kostiumu i wskoczyłam do basenu. Za chwilę Harry był przy mnie. Dla odmiany, on był bez niczego. - Nie przeszkadza ci ten kostium? - Nie - odpowiedziałam i zanurkowałam. Harry podpłynął do mnie i pocałował mnie na dnie basenu. W pewnym momencie poczułam, że zaraz się utopię, jak nie wezmę oddechu, ale widocznie Harry to samo poczuł, bo razem wypłynęliśmy obydwoje, nadal się całując. Gdy wypłynęliśmy na powierzchnie na basenie nie było nikogo. Było nam bardzo miło. Na brzegu leżała piłka. Podpłynęłam po nią i rzuciłam nią w Hazzę. - Ałła! – powiedział, bo dostał piłką w głowę. - Przepraszam. Nie chciałam. - Chciałaś! Ja ci zaraz oddam. Piłka wylądowała niedaleko mnie, więc złapałam i rzuciłam ją w przeciwną stronę. - Kto pierwszy po piłkę! - krzyknęłam. Tym razem udało mi się dopłynąć pierwszej do piłki. - A o co gramy? - zapytał. - A jaką masz propozycję? - Że jak wygram to zdejmiesz kostium. - A jak przegrasz to się ubierzesz w kostium. - Na pewno wygram. - Nie bądź taki pewny. Harry wyrwał mi piłkę z ręki i rzucił na drugi koniec basenu. Popłynęłam jak mogłam najszybciej, ale niestety Harry był szybszy… - To zdejmuj ten kostium. - A co ci się w nim nie podoba? - Wyglądasz w nim zbyt seksownie… widziałaś, jakie wrażenie zrobiłaś na chłopakach! - A co jak go nie zdejmę? - To ja zdejmę go z ciebie. - Interesujące - powiedziałam. Gdy Harry się rzucił w moim kierunku, zanurkowałam pod wodę i zaczęłam uciekać. Zorientowałam się, że Harry płynie górą, więc odbiłam w bok. Nim się zorientował zdążyłam ponownie nabrać powietrza i zanurkować ponownie pod wodę. Harry zatrzymał się i zaczął obserwować, gdzie się wynurzę. Postanowiłam, że muszę wytrzymać jeszcze trochę. Harry zanurkował. W tym momencie wyskoczyłam z basenu i pobiegłam na trampolinę. Po chwili Harry się wynurzył, nabrał powietrza i ponownie zanurkował. Usiadłam na trampolinie i założyłam nóżkę na nóżkę. Czekałam, aż się zorientuje, że mnie nie ma w basenie. Jeszcze parę razy nurkował. Widocznie miał tego dosyć, bo wypłynął i zaczął się rozglądać. Gdy popatrzył na trampolinę pomachałam mu. - Długo mam na ciebie czekać? - zapytałam. - Zaraz cię złapię. Wyskoczył z basenu, a ja stanęłam na trampolinie. Byłam ciekawa, czy z siedmiu metrów skoczy. Kiedy był już na siedmiu metrach, odbiłam się i skoczyłam do wody. Wynurzyłam się i zobaczyłam, że stoi na górze. Pomyślałam: Skoczy czy nie skoczy? Zobaczymy. Harry nie zdecydował się skoczyć. Stał tam i krzyknął: - Poczekam, aż tu przyjdziesz. Postanowiłam, że popływam trochę kraulem. Byłam ciekawa, kiedy mu się znudzi stanie tam. Po przepłynięciu dwóch basenów kraulem, zaczęłam pływać żabką. Harry usiadł na końcu trampoliny i na razie siedział. Pływałam sobie powoli. Potem grzbietem i motylkiem. W pewnym momencie zobaczyłam, że Harry leci stylem rozpaczliwa do wody. Zatrzymałam się i obserwowałam, co będzie dalej. Gdy wypłynął wyskoczyłam z basenu. - Ałła! - powiedział - to bolało… - Początki są najgorsze…- pobiegłam do jacuzzi. Weszłam i rozkoszowałam się bąbelkami. Za chwilę w jacuzzi wylądował Hazzie. - To zdejmiesz ten kostium? - Nie! W każdym momencie każdy może tutaj wejść - na potwierdzenie moich słów, na basen wszedł Duży Bo - Chyba nie chciałbyś, by Duży Bo widział mnie nago… - No chyba nie…- odpowiedział Hazzie. Duży Bo wskoczył do basenu i zaczął pływać. Przyglądaliśmy się jak pływa i stwierdziłam, że jest świetny. - Czy jest jakaś rzecz, której Duży Bo nie umie? - zapytałam. - Chyba tylko nie umie gotować…- odrzekł Harry. Duży Bo nas zauważył i nam pomachał. - Chyba już wszystko sobie odmoczyłam… - Ja też mam już dosyć wody - powiedział Harry. Wyszliśmy z jacuzzi, owinęliśmy się w ręczniki i poszliśmy na górę. - Wiesz, napiłabym się whiskey. Tylko trzeba się najpierw ubrać, co? - Mi się nie chce…- odpowiedział Harry. - To chodź. Idziemy do salonu. Gdy Harry otworzył drzwi, okazało się, że w salonie siedzi zespół z dźwiękowcem Jimim. Na kanapie siedzieli Adrian gitarzysta, Billy perkusista, Mark klawiszowiec i Roger gitarzysta basowy. - Ups… Przepraszamy - powiedział Harry - Myśleliśmy, że nikogo tu nie ma. - Zapraszamy! - powiedzieli równocześnie. - Zaraz przyjdziemy - odparł Hazzie. Poszliśmy na górę, przebraliśmy się w normalne ciuchy i zeszliśmy na dół. - Zastanawialiśmy się, kiedy zaczniecie próby do występów na Euro - powiedział Jimi. - Liam goni nas do tych prób i obiecaliśmy mu, że jutro zaczniemy. - Powinniście się zgrać z tymi z The Wanted. - No pewnie masz rację - odpowiedział Harry. – To jutro zaczniemy próby. Dzięki Bogu jest tu studio, gdzie można poćwiczyć. - Niall i Zayn już dzisiaj ćwiczyli - powiedział Roger. - I dobrze. Oni powinni trochę dłużej ćwiczyć niż my…- zaczął się śmiać Harry. - Napijecie się czegoś? - zapytał Billy. Po wczorajszym zawrocie głowy, postanowiłam, że napiję się tylko wina. Wino było pyszne. Chłopcy rozmawiali, a ja zanurzyłam się w rozmyśleniach. Co raz bardziej tęskniłam za domem i mamą. Z zamyślenia wyrwał mnie Harry. - O czym tak myślisz? - zapytał. - A… O niczym. - Widziałem, że o czymś myślisz. Coś posmutniałaś. - Czy zawsze muszę być uśmiechnięta? - zapytałam lekko rozdrażniona. Poczułam się jakoś nienajlepiej. Odstawiłam kieliszek i poszłam do pokoju. Bolał mnie brzuch. Zaczęłam się zastanawiać dlaczego. Zerknęłam do kalendarzyka i już wiedziałam dlaczego… wzięłam proszek. Poszłam, umyłam się i weszłam do łóżka. Zasnęłam. W pewnym momencie poczułam, że Harry się kładzie koło mnie. Udałam, że śpię. Nie dawał za wygraną i zaczął mnie całować. Jego ręka powędrowała w jakieś niebezpieczne rejony. - Nie - powiedziałam. - Dlaczego? Ja już dłużej nie wytrzymam! - Czego? - Śpię codziennie koło ciebie, a chciałbym z tobą. - Nie w tym tygodniu. NA PEWNO!!! - odpowiedziałam. - Ale dlaczego? - BABSKIE SPRAWY ciekawski człowieku. Przytulił się do mnie i powiedział: - Jak będziesz gotowa to powiedz. * I jak? Obiecałam, że wrzucę i wrzuciłam :D Dziś jednak bez obrazka... :D ~Meg

czwartek, 20 września 2012

środa, 19 września 2012

Rozdział Dwudziesty Dziewiąty

* A więc... Skoro tak lubicie czytać mojego bloga, to postanowiłam wrzucić rozdział długi :> Miłego czytania.

O osiemnastej spotkaliśmy się z Simsonem. Oczywiście z nikąd znalazły się fanki, ale największym powodzeniem cieszył się Simon. Brakowało Niall’ a i Zayn’ a. Liam wyciągnął komórkę i zaczął wydzwaniać. Niall się nie odzywał. Wreszcie odezwał się Zayn.
- Fanki opanowały cały hotel i nie możemy wyjść z pokoju - powiedział sfrustrowany Zayn.
- To niech obsługa wezwie policję, albo ochronę! Dobra. Zrobimy tak. My jedziemy, a wy dojedziecie do nas potem. Podamy wam adres.
Daliśmy znak Simonowi, który powiedział, że samochód ma na parkingu w pobliżu i że mamy jechać trasą 138.  Za Londynem mamy się zatrzymać i poczekać na niego. Wyruszyliśmy w drogę. Gdy wydostaliśmy się z miasta, zatrzymaliśmy się na pierwszym parkingu.  Po półgodzinie przyjechał Simon.
- Wpadłem w straszny korek. Przepraszam. Jedźcie teraz za mną.
Zrobiliśmy tak jak kazał. Przejechaliśmy około dziesięciu kilometrów i skręciliśmy w boczną drogę. Na horyzoncie zobaczyliśmy gęsty las. Nie przypuszczałam, że w tym lesie znajduje się willa Simona. Była wspaniała i ogromna. Miała dziesięć sypialni. Każda sypialnia miała swoją łazienkę. Była również olbrzymia kuchnia, salon oraz ogród.
 Zadzwonił Niall.
- Jak mamy was znaleźć? - krzyknął w słuchawkę - Ledwo nam się udało wydostać z hotelu. Gdzie my mamy jechać? - Harry odebrał mi słuchawkę i zaczął tłumaczyć Niall’ owi jak mają przyjechać.
- A macie jakieś jedzenie? - zapytał Niall
- Nic o tym nie wiem - odpowiedział Harry - Przyjeżdżajcie. Coś się zorganizuje.
Simon rozmieścił nas po pokojach, a sam gdzieś zniknął. Zaczęliśmy się rozpakowywać. Gdy skończyliśmy, ktoś zapukał do drzwi. Harry otworzył gwałtownie drzwi. Za drzwiami stał Simon, który z lekka się wystraszył.
- Co ty taki gwałtowny jesteś? - zapytał.
- A nic. Przepraszam… drzwi mi się wyślizgnęły z ręki.
- Chodźcie, to pokaże wam gdzie, co jest. Oprowadzę was po tym królestwie.
Dom był wspaniały.
- Piętro już znacie i wiecie, gdzie kto mieszka. Pora na pozostałe piętra.
Byłam zaskoczona, kiedy powiedział pozostałe piętra. Dom wydawał się być jedno piętrowy. Okazało się jednak, że willa ma jeszcze dwa poziomy poniżej parteru.
- Salon już widzieliście? - zapytał Simon.
- Nie - odpowiedziałam.
- No dobrze. Zacznijmy od parteru. Tu jest salon - i otworzył drzwi. Zobaczyliśmy olbrzymi pokój, w którym stały dwie duże kanapy, obok nich cztery fotele. Przy każdym fotelu stał mały stoliczek. Przy kanapie tego samego rodzaju stoliczki, tylko trochę większe i zobaczyłam to, co lubiłam najbardziej. Kominek. Nad kominkiem wisiało duże lustro. Mimo swojej wielkości, salon robił wrażenie bardzo przytulnego. Z salonu Simon poprowadził nas do jadalni. Potem zobaczyliśmy jeszcze kuchnię, łazienkę, jakiś pokój który został nazwany przez Simona gabinetem. I znaleźliśmy się z powrotem  w hallu.
- To można się tutaj ganiać? - zapytał Harry.
- No, można... A teraz zejdziemy do podziemi.
Otworzył niepozorne drzwi, wyglądające jak dla służby. Zapalił światło i powiedział:
- Ja pójdę pierwszy.
Zeszliśmy na dół, a Simon już był w jakimś pomieszczeniu. Zdradzały to otwarte drzwi.
- Chodźcie, chodźcie! - zawołał.
 Okazało się, że było to studio nagrań. Obok było kino.
- Będziecie chcieli, to możecie korzystać ze wszystkiego. To schodzimy na dół.
 Na dole była duża siłownia. Obok niej znajdowała się sauna oraz olbrzymi basen z kilkoma słupkami do skakania, trampoliną oraz jacuzzi.
- Super chałupa! - gwizdnął Lou.
- Możecie tu mieszkać do kiedy chcecie.
Poszliśmy do salonu i rozsiedliśmy się na czym popadnie.
- Znowu razem! Wreszcie! - krzyknął Niall.
- Co? Już macie dosyć rodzin? - zapytał Simon.
- Już od paru dni mieszkamy po hotelach - powiedział Liam.
- Jak to? - zdziwił się Simon.
- Każdy miał swój powód - powiedział Harry.
- Czemu nic nie powiedzieliście wcześniej? Ta chałupa stoi pusta już od dwóch miesięcy. Nie chciałem się wam narzucać, bo wiedziałem, że chcecie się spotkać z rodzinami, ale widzę, że się odzwyczailiście od mieszkania w domu rodzinnym - powiedział Simon - Pokazywałem wam kuchnię?
- Jedzonko!!! - krzyknął Niall.
- Jedzonko, to sobie będziesz musiał zrobić sam - odpowiedział Simon - Nie było sensu, żeby trzymać kucharza w pustym domu.
Przypomniał mi się Chudy Su.
- A dobry był ten kucharz? - zapytałam.
- Całkiem niezły. Twój rodak. Jeśli chcecie mogę wam dać na niego namiary - odparł Simon - Albo poczekajcie. Zadzwonię do niego.
- Hello Kazyk! Znalazłeś robotę?  Aha, aha, aha. Tak. A może chciałbyś wrócić do mojej kuchni? Mam gości. Nie, nie mamę.  Jest u mnie czternaście osób do wykarmienia. Jedną możesz liczyć podwójnie. To już będzie piętnaście. Na ile dni przyjechaliście? - zapytał Simon.
- Za dziewięć dni jedziemy do Polski.
- A co będziecie robić potem?
- W Polsce będziemy miesiąc.
- A co? Jedziecie na Euro?
- Tak. Nawet będziemy występować na otwarciu.
- O! To będę was oglądać. Kazyk dasz radę? Na razie dziewięć dni. Poza tym wśród gości jest twoja krajanka. To kiedy możesz przyjechać? Jutro? To zrób duże zakupy. Klucze będą tam, gdzie zwykle.  Tak. Oczywiście. Twój pokój czeka. Miłej pracy. No to macie załatwionego kucharza. Od jutra, ale dzisiaj musicie się rządzić sami. Ja będę już uciekał, bo mam spotkanie o dziewiętnastej. Bawcie się dobrze. Odezwę się - pożegnał się i wyszedł.
-  Idziemy popływać? - zapytał Harry.
- Głodny do cholery jestem, a ty tu wyjeżdżasz z basenem – krzyknął zdenerwowany Niall.
- A przywiozłeś coś do żarcia? - zapytał Liam.
- Myślałem, że tutaj będzie coś do jedzenia.
- Idź do ogrodu i się najedz trawy - powiedział Louis.
- Jak znajdę marchewkę, to na pewno ci jej nie dam. Możesz być tego pewien - odparł Niall.
- Eh… widzę, że muszę pojechać do sklepu i zrobić zakupy - powiedziała Ellie - Niall pojedzie ze mną, żeby was nie zjadł.
- No KANIBALEM to nie jestem. W każdym bądź razie jeszcze nie.
- Niall, pojedziesz ze mną. Weźmiesz sobie batonik, zjesz w sklepie, potem wrzucisz do koszyka papierek, za który zapłacimy.
- A mogą być dwa?
- Zobaczymy, jak się  będziesz zachowywał.
- No dobrze.
- To kupcie jeszcze marchewki - rzucił Louis.
- Louis. Ty też jedziesz. Przecież nie będę dźwigać wszystkiego sama. Wiesz dobrze, że Niall kiedy wejdziemy do sklepu rzuci się na jedzenie i zje pół sklepu. Właśnie dlatego leniu, jedziesz z nami, bo ktoś musi go jednak pilnować i nie moja wina, że wypadło na ciebie - Powiedziała zdenerwowana Eleanor.
- Dobra. Ja dzisiaj będę gotował – powiedział Liam - To kup cztery kilo mąki, zrobimy pizzę. Kup dwa kilo pieczarek, dwa kilo cebuli, pięć kartonów mleka półtora litrowego, dwadzieścia jaj… albo trzydzieści po dwa jajka na głowę licząc. Koncentrat pomidorowy, ale duży taki litrowy. Jakby nie było to z litr… kilogram sera żółtego, dżem…
- NUTELLĘ! - przerwał mu Zayn.
- Tak, NUTELLĘ i pięć bochenków chleba, kilo masła, cukier, muszą być jeszcze drożdże. Pół kilo drożdży. Dwie duże śmietany, możesz kupić jakąś wędlinę na śniadanie…
- A rogaliki? Do NUTELLI? - zapytał Niall.
- Nie przeszkadzaj. SÓL! – przypomniał sobie Liam - I pieprz. Najlepiej by było, gdybyście kupili także zestaw różnych ziół, jeszcze oliwa, kawa, herbata, piwo.
- A whiskey? - zapytałam błagalnym głosem.
- CICHO. Nie przeszkadzaj - powiedział skupiony Liam - Jeszcze mogą być przekąski. Orzeszki, żelki jakieś chipsy, popcorn, a no i woda. Ogółem jakieś napoje.
-  Widzę, że wykupię pół sklepu, a drugą zje Niall.
- Jak mam coś przygotować na piętnaście osób to muszę mieć z czego. A poza tym, jak macie ochotę na śniadanie, to zgłaszajcie, co, bo nie wiadomo o której przyjedzie Kazyk…
   Ekspedycja wyruszyła do sklepu. Zdecydowali, że pojadą dwoma samochodami.  Gdy odjechali Harry szepnął:
- Chodź popływać...
- Bardzo chętnie.
- Co chętnie? - zapytał Zayn.
- Idziemy do pokoju.
- A co będziecie robić?
- Nie twój interes.
Pobiegłam na górę. Wreszcie będę mogła wypróbować nowy kostium, który sobie kupiłam w Londynie. Był jedno częściowy, koloru fioletowego. Wiązany był na szyi. Miał krótkie spodenki ciemno filetowe, a góra była jasnofioletowa. Na brzuchu miał klamrę łączącą spodenki ze stanikiem. Harry  jeszcze go nie widział.  Wpadłam do pokoju. Wzięłam kostium i pobiegłam do łazienki, gdzie się zamknęłam. Zaczęłam się przebierać, gdy usłyszałam trzaśnięcie drzwiami. Założyłam rzeczy, które miałam wcześniej na sobie. W tym momencie ktoś złapał za klamkę. Za drzwiami stał Harry prawie już nagi.
- A co ty nie przebierasz się? - zapytał.
- No przecież powiedzieliśmy Zayn’ owi, że idziemy do pokoju. Trudno, żebym teraz paradowała w kostiumie.
- No, masz rację - powiedział - To przebrałaś się już? - zapytał ze zdziwieniem.
- Już.
- To poczekaj chwilę na mnie - ściągnął bokserki i szybko założył kąpielówki w listki.
- Jak się teraz przemieścić na ten basen, żeby nas nie zauważyli? - zapytałam.
Harry był już ubrany.
- Dobra. Ja pójdę do salonu. Pogadam trochę z chłopakami, a ty idź na basen. Niedługo przyjdę do ciebie.
Harry zszedł pierwszy,  wszedł do salonu i zamknął drzwi. Przebiegłam cichutko przez hol. Usłyszałam, że coś dzieje się w sali kinowej. Zerknęłam. Liam z Danielle wtuleni w siebie oglądali bajki Disneya. Cicho się wycofałam i zbiegłam dalej na dół. Weszłam na basen i zobaczyłam, że ktoś w nim pływa. Zaklęłam cicho pod nosem. Okazało się, że to był Zayn.
- Co? Przyszłaś popływać w moim towarzystwie? - zapytał.
- Miałam nadzieję, że będę tutaj sama - odparowałam.
 W tym momencie na basen wszedł Harry.
- Sama! Sama! - powiedział Zayn.
- A co ty tu robisz? - zapytał Harry.
- Flirtuję z twoją dziewczyną.
- NARZECZONĄ i nie radzę ci! - odparował Hazzie.
- Bo co mi zrobisz?
- Bo cię utopię!
- No to chodź tutaj! Zobaczymy!
W międzyczasie zdjęłam z siebie wierzchnie okrycie i powiedziałam:
- Przestańcie się kłócić! - Harry popatrzył na mnie i tak został. Zayn powiódł wzrokiem za jego spojrzeniem i o mało się nie utopił.
- Świetnie wyglądasz! - powiedział Zayn.
Harry wskoczył do basenu i zaczął płynąć w kierunku Zayn’ a. Ten gdy to zobaczył, czym prędzej wyszedł z basenu i uciekł na górę.
- Wreszcie jesteśmy sami - powiedział Harry - Przyjdziesz do mnie?
- Mogę, tylko wskoczyć, bo po wodzie chodzić nie umiem - skoczyłam na główkę i podpłynęłam do Harry’ ego.
- Ładny skok! - powiedział - Nieźle pływasz!
- To już ustaliliśmy w Chicago - odpowiedziałam śmiejąc się. Przyciągnął mnie do siebie i powiedział:
- Wyglądasz tak sexy, że zabrakło mi tchu.
- Zayn’ owi resztą też – powiedziałam.
Harry pocałował mnie namiętnie. Ktoś otworzył drzwi. Pojawił się w nich Zayn.
- Poczekaj tu. Ja muszę coś załatwić. Zaraz przyjdę - powiedział do mnie.
- Tylko się nie bij  - odpowiedziałam.
 Harry wyskoczył z basenu. Drzwi za Zayn’ em znów się zamknęły. Harry zniknął również za drzwiami. Przepłynęłam trzy razy basen i postanowiłam, że sobie poskaczę z trampoliny. Wyszłam na brzeg basenu i weszłam na trzymetrową trampolinę. Odbiłam się i skoczyłam. W wodzie czułam się jak we własnym żywiole. Zdecydowałam się na skok z pięciometrowej. Gdy byłam na górze na basen wszedł Harry. Nie widział mnie i zaczął nerwowo przemierzać basen wzrokiem. Przygotowałam się do skoku i krzyknęłam:
- Hej Harry! - i skoczyłam. Gdy wypłynęłam Harry wypuścił powietrze - Uważaj, żebyś nie udusił.
- To było super! – powiedział i podpłynął do mnie - Gdzie się tak nauczyłaś skakać?
- A w Warszawie. Chodziłam do Pałacu Młodzieży na zajęcia, ale to nic, bo tam skakałam z dziesięciu.
- JAK TO Z DZIESIĘCIU?
- No z wieży dziesięciometrowej.
- Ja bym się chyba utopił. Ale pewnie bałbym się w ogóle skoczyć. Skoczysz jeszcze raz?
- Dla ciebie tak. Co zrobiłeś z Zayn’ em? - zapytałam idąc w kierunku trampoliny.
- Nieszczęśnik schował się w saunie, więc go tam zamknąłem.
- JAK TO? Jeszcze się tam udusi!. Mam nadzieję, że temperatury mu nie nastawiałeś.
- Hmm….. Nastawiałem…
- Ile?
- No myślę, że dziesięć stopni mu wystarczy.
- Daj spokój, bo jeszcze zamarznie.
- Mogę mu podkręcić do pięćdziesięciu.
- Jesteś okrutny Harry! Nabawi się jakiegoś zapalenia gardła albo anginy. Wypuść go stamtąd.
Harry niezadowolony wyszedł. Po chwili wrócił pędem i wskoczył do basenu. Stałam na trampolinie, gdy na basen wpadł Zayn.
- Nie chcę mi się wskakiwać do wody, ale ja cię jeszcze dopadnę! Poczekam, aż ci się znudzi pływanie.  - oznajmił Zayn. Nakrył się jakimś ręcznikiem i usiadł na krzesełku. Widziałam z góry, że cały się trzęsie. Harry kiwnął do mnie głową. Na szczęście Zayn tego nie zauważył. Skoczyłam do wody. Gdy wypłynęłam, zerknęłam na Zayn’ a, który był całkiem mokry.
- Przepraszam - powiedziałam niewinnie.
Wstał obrażony i wyszedł z basenu.
- Ooo! Udało ci się go stąd wykurzyć! - powiedział z podziwem Harry.
Zaczęłam się śmiać. Chlapnęłam Harry’ ego i krzyknęłam:
- BEREK- i z całych sił popłynęłam przed siebie. Zanim Harry mnie złapał, trochę to potrwało. Klapnął mnie w tyłek, powiedział BEREK i odpłynął. Okazało się, że bardzo dobrze pływa… w dodatku szybko. Wiedziałam, że nie mam z nim szans, więc zaczęłam płynąć po dnie. Harry obejrzał się i zatrzymał się nerwowo się rozglądając. To mi dało przewagę, więc podpłynęłam do niego i pociągnęłam go za nogę. Zaczęło mi brakować powietrza, a Harry widziałam, że się przewrócił. Zaczerpnęłam powietrza i znowu zanurkowałam. Pod wodą byłam szybsza od Harry’ ego.  Przepłynęłam pół basenu, gdzie się znów wynurzyłam. Usłyszałam, że ktoś klaszcze. Odwróciłam się i zobaczyłam siedzącego na brzegu Louisa.
- Już wróciliście?
- No jak widzisz.
- Długo tak siedzisz?
- Wystarczająco…- powiedział śmiejąc się. – Pokonałaś mojego najlepszego przyjaciela. Jestem za niego obrażony…
Wybuchnęłam śmiechem. W tym momencie poczułam, że ktoś mnie łapie za obydwie kostki i ciągnie pod wodę. Złapałam powietrza i dałam się pociągnąć. Oczywiście nie był to nikt inny jak Hazzie . Pokazałam mu do góry. Wyglądał na zdezorientowanego. Musiał zaczerpnąć powietrza, więc wypłynął na górę. Popłynęłam za nim na górę.
- Co..? O! Cześć Lou. Już wróciliście?
- Ładnie się tu zabawicie- Powiedział Lou.
- Wróciliśmy, gdy Zayn wychodził z basenu. Był cały mokry i wściekły. Nie wiecie, co mu się stało?
- Nie…- powiedzieliśmy równocześnie.
- Muszę się tego dowiedzieć… Liam siedzi w kuchni i szykuje pizzę, Niall się nażarł w sklepie, więc jest szansa, że coś dla nas zostanie. Ellie jest wściekła, bo Niall zaczął odstawiać swoje popisowe numery w sklepie.
- Co masz na myśli? - zapytałam.
- Wprawdzie nie było mnie przy tym, ale Ellie wszystko mi opowiedziała. Odwróciła się na chwilę tyłem do wózka, a Niall wlazł do niego, sięgnął na półkę z zabawkami i zaczął krzyczeć:
MAMO, MAMO, KUP MI TĘ LALKĘ! TO NIALL Z ONE DIRECTION PLLLLISS!!!
Gdy wróciłem z marchewką do wózka, Niall w nim siedział nadal z kciukiem w buzi i udawał dzidzię:
MAMO, MAMO! JEŚĆ!!!!
Eleanor się wściekła i zostawiła Niall’ a  w wózku i poszła dalej po produkty. Nic innego mi nie pozostało jak pchać dalej wózek z Niall’ em, bo ten nie chciał z niego wyjść… dopiero gdy podjechaliśmy niedaleko regałów z ciastkami. Niall zaczął krzyczeć:
 JA CHCĘ TAM! JA CHCĘ TAM!!! - I zaczął pokazywać na ciastka. Powiedziałem mu, że tam nie idziemy, więc nie wytrzymał i wyskoczył z wózka. Podbiegł do regału z ciastkami i zgarnął połowę leżących tam produktów. Nim się zorientowałem wrzucił wszystko do wózka, zostawiając sobie największe pudełko i natychmiast otwierając je. W ten sposób załatwił tak cztery pudełka ciastek i trzy batony, a potem sięgnął po największego lizaka i wsadził go sobie do ust. Za to co Niall zjadł w sklepie zapłaciliśmy ponad sto funtów. Teraz siedzi w kuchni i patrzy Liam’ owi na ręce. Wygląda to tak, jakby chciał zjeść surową pizzę.
Poczułam, że jestem głodna. Wyszłam z basenu, a Lou przestał gadać.
- Czemu nic nie mówisz? - powiedział Harry i zauważył, że Louis wpatruje się we mnie jak w obrazek - Megan. Ubierz się, bo twój widok zaszkodził Lou.
Posłusznie się ubrałam, a Louis nadal nic nie mówił. Poszłam na górę, żeby się przygotować do kolacji. Weszłam pod prysznic i szybko się wykąpałam. Harry długo nie wracał. Zaczęłam się o niego niepokoić. Gdy byłam już gotowa do kolacji, przyszedł Harry.
- Mam nadzieję, że nie utopiłeś Lou.
- Nie, ale musiałem sobie z nim porozmawiać. Bardzo poważnie.
- To, aż do was nie podobne - odpowiedziałam - żebyście rozmawiali poważnie.
- Nie będzie się tak gapił na moją narzeczoną. Może się tak gapić na swoją - Harry mówił poważnie. Widziałam to w jego oczach.
- Ty słodki zazdrośniku! - powiedziałam - Nie możesz się ze wszystkimi kłócić, kto na mnie popatrzy.
- Ale boję się, że ktoś mi ciebie zabierze.
- Po pierwsze nie jestem rzeczą, żeby ktoś mnie miał zabrać, po drugie nie dam się tak łatwo zabrać, a po trzecie zapomniałeś, że jestem już zaręczona.
Pstryknęłam Harry’ ego w nos.
- Nie życzę sobie takiej głupiej zazdrości - i pocałowałam go - Weź prysznic i idziemy na kolacje, bo Niall zje całą pizzę. Będę na ciebie czekać na dole.
- To nie poczekasz na mnie?! - spytał smutno.
- Muszę pogadać z Ellie.
- No, dobrze - powiedział lekko naburmuszony - Ale od chłopaków z daleka!
Zaczęłam się śmiać i wyszłam z pokoju. Zeszłam na dół. W salonie nikogo nie było. Zajrzałam do kuchni. Liam uwijał się po niej jak w ukropie.
- Może ci coś pomóc? - zapytałam.
- Nie. Pizze są już w piecu. Teraz pozostało tylko posprzątać.
Niall pilnował pieca.
- Będzie pizza, będzie pizza! - podśpiewywał sobie.
- Jak tam się bawiliście po południu? - zapytał Liam - Zdaje się, że skąpaliście jednego z kolegów - powiedział zaciekawiony.
- To był wypadek przy pracy - powiedziałam śmiejąc się.
- Nie jestem pewien, czy przyjdzie na kolacje. Taki był zły.
- To dobrze. Będzie więcej dla mnie - krzyknął uradowany Niall.
  Wbrew przewidywaniom Liama, Zayn pojawił się o dziwo na kolacji z odświeżoną fryzurą. Na stole stały cztery  blachy z pizzą, a Liam dzielił ją sprawiedliwie.
- Przecież ja się tym nie najem.
- To masz problem -  warknęła Eleanor.
- Nie martwcie się. Jeszcze są cztery pizze w piekarniku. Przecież znam wasze możliwości.
Rzeczywiście po jednym kawałku pizzy jeszcze byłam głodna. Dostałam jeszcze jeden kawałek i dopiero po tym poczułam, że jestem najedzona. Dziewczyny też zjadły po dwa kawałki. Na stole wylądowały następne cztery pizze. Na chłopaków przypadało jeszcze po kawałku pizzy. Zayn podziękował, więc jego kawałek złapał Niall. Wyglądało na to, że wszyscy są już najedzeni.
- Kto chce piwa? - zapytał Liam.
- Ja! - wrzasnął Niall.
Liam poszedł do kuchni i za chwilę przyniósł cztery sześcioraki piwa i postawił na stole. Chłopcy rzucili się na piwo.  Liam zniknął znowu w kuchni i przyniósł tacę, na której stało wino, kieliszki i jedna szklaneczka z czymś w środku. Harry siedział obok mnie i zauważyłam, że nie ma nic do picia.
- A ty nie pijesz?
- No przecież ci obiecałem.
- Jedno piwo ci nie zaszkodzi. Szczególnie po takiej kolacji - powiedziałam.
- A ty co będziesz piła?
- Widzę, że Liam coś mi niesie.
Rzeczywiście Liam postawił przede mną szklaneczkę i powiedział:
- To dla ciebie.
- A co to? - zapytał Harry.
- Nie twój interes - odparł mu Liam.
- MÓJ! - Zaczął się śmiać Hazzie.
- No dobrze twój…
Louis siedział jakiś przygaszony. Zwykle brylował przy stole, a tu cisza. Postanowiłam, że ich pogodzę. Gdy odeszliśmy od stołu podeszłam do Ellie i zabrałam ją na stronę.
- Czy Louis coś ci mówił, a propos zajść na basenie? - zapytałam.
- Zdaje się, że się pokłócili z Harry’ m.
- A wiesz o co?
- Nie. Lou nie chciał mi nic powiedzieć. A ty wiesz o co poszło? - zapytała Ellie.
- Domyślam się. Muszę wymyślić sposób jak ich pogodzić - odpowiedziałam. Opróżniłam swoją szklaneczkę i poszłam na górę. Po niedługiej chwili przyszedł Harry.
- Mam prośbę - powiedziałam poważnie.
- Jaką? - zapytał.
- Masz się pogodzić z Louisem. Natychmiast.
- Nie ma mowy!
Chciał się do mnie przytulić. Zaczęłam mu się wyrywać.
- O co ci chodzi? - zapytał.
- Nie będę wchodziła między was. Jeżeli do tego doszło, że się pokłóciłeś z najlepszym przyjacielem, to ja wyjeżdżam i możesz być pewien, że mnie więcej na oczy nie zobaczysz! - krzyknęłam.
Harry stał zaskoczony i nie za bardzo wiedział czy mówię prawdę czy blefuję. Wyciągnęłam swoją torbę i zaczęłam pakować, wcześniej rozpakowane rzeczy. Harry rzucił się na torbę prawie z płaczem.
- Nie rób tego!!!
A ja nie zwracając na niego uwagi dalej pakowałam swoje rzeczy. Harry zaczął rozpakowywać moją torbę, a ja pakowałam ją z powrotem.
- Błagam cię! Nie odchodź! Zrobię co każesz!
- Masz iść przeprosić Louisa - powiedziałam ostro - Louis ma do mnie przyjść i powiedzieć, że się pogodziliście i że ci wybaczył. Nie wiem jak to zrobisz, ale masz piętnaście minut.
Harry wybiegł z pokoju.  Spakowałam do reszty swoje rzeczy i gdy usiadłam na łóżku wpadła do pokoju Eleanor.
- To prawda, że chcesz wyjechać? A… widzę, że prawda…
- Nie będę wchodziła między chłopaków. Harry zrobił się strasznie zazdrosny o każdego, kto na mnie spojrzy. Od razu warczy. Nie mogę tego dłużej znieść.
- A co się stało? - zapytała Ellie.
- Widziałaś mój nowy kostium, który kupiłam sobie w Londynie.
- Jest super!.
- Byłam w nim dzisiaj na basenie. Harry najpierw zamroził Zayn’ a, bo Zayn’ owi podobał się mój kostium, a potem nie wiem co zaszło między Harry’ m, a Lou. Zorientowałam się, że się pokłócili i dałam Harry’ emu  piętnaście minut na przeproszenie go. Jeśli tego nie zrobi to wyjeżdżam.
Do pokoju wpadł Niall.
- Wyjeżdżasz??? - zapytał zrozpaczonym tonem - Nie możesz nam tego zrobić. Przecież Harry odchodzi od zmysłów, gdy cię nie widzi przez godzinę.
- Tak, ale Harry nie może się z wami kłócić o mnie. Jeśli nie ma do mnie zaufania, to nie widzę możliwości dalszego związku. Dla mnie w związku najważniejsze jest zaufanie - odparłam - Jeżeli jego brak, to taki związek nie ma przyszłości…
Niall wypadł ode mnie z pokoju. Popatrzyłam na zegarek. Było jeszcze pięć minut do wyznaczonego terminu. Ktoś zapukał do drzwi. Powiedziałam:
- Proszę.
Do pokoju wszedł Louis.
- Megan. Nie wyjeżdżaj.
- Czy Harry cię przeprosił?
- Tak. Już się pogodziliśmy.
- Na pewno? - zerknęłam na Ellie.
Ellie kiwnęła głową. Widziałam, że Lou jest poważny i że nie żartuje.
- Mam prośbę do ciebie - powiedział Lou.
- Słucham.
- Nie wyprowadzaj się więcej, bo Harry strzeli sobie w łeb, albo zrobi coś gorszego. Harry’ ego teraz pilnuje Liam, bo powiedział, że pójdzie chyba sobie coś zrobić, gdy wyjedziesz.
- Lou. Wszystko zależy od ciebie. Jeśli mówisz prawdę i to całą prawdę, to zostanę.
- Jak Ellie kocham, naprawdę się pogodziliśmy.
- A gdzie teraz jest Harry? - zapytałam.
- Nie wiem. Ja go zostawiłem szlochającego w salonie.
Wyszłam z pokoju zostawiając Ellie z Lou. Zeszłam do salonu, ale nikogo już nie było. Zobaczyłam, że drzwi do ogrodu są otwarte. Wyszłam i zobaczyłam dwie sylwetki. Poznałam Liama i Harry’ ego. Harry stał do mnie tyłem, a Liam mnie zobaczył. Położyłam palec na ustach dając w ten sposób znak, aby nic nie mówił. Podeszłam bliżej i usłyszałem, że Liam pyta się:
- Przynieść ci coś do picia?
W odpowiedzi usłyszałam:
- Wody.
- Poczekaj tu na mnie - powiedział surowo Liam - Nigdzie się nie ruszaj, zaraz przyjdę. Chcę cię mieć na oku. Muszę cię widzieć cały czas - i głośno wszedł do domu. Harry stał nadal tyłem i widziałam, że wsadził twarz w dłonie i zaczął cały drżeć. Za mną cicho pojawił się Liam i podał mi szklankę wody, po czym się wycofał. Podeszłam od tyłu do Harry’ ego i bez słowa podałam mu szklankę. Wziął ją, napił się i powiedział:
- Liam, co ja teraz zrobię? Jak ją zatrzymać? -  w tym momencie się odwrócił. Zobaczyłam, że jego zapłakane oczy robią się wielkie z wrażenia - Megan, przyszłaś się pożegnać?
- Nie, głuptasie. Powiedziałam ci, że jeśli przeprosisz Louisa nie wyjadę. Mam tylko prośbę. Nie kłóć się więcej z chłopakami, jesteście przecież przyjaciółmi i miej trochę więcej zaufania do mnie. A teraz pocałuj mnie - czułam dwadzieścia osiem oczu na sobie. Gdy Harry wreszcie mnie pocałował, usłyszeliśmy brawa - Chodź. Pójdziemy do pokoju, bo tu nas wszyscy podglądają. Ukłonimy się? - zapytałam. Ukłoniliśmy się, jak chłopcy na scenie i wybuchneliśmy śmiechem. Potem weszliśmy do pokoju.
- To trzeba oblać - powiedział Liam i wniósł butelkę mojej whiskey ze szklaneczkami - Megan, więcej nie rób takich numerów. Mówię ci to ja. Nie wyobrażamy sobie naszej rodzinki bez ciebie - powiedział Liam.
-  A wy się więcej nie kłóćcie.
- Za dobre zakończenie głupiej kłótni - wszyscy spełnili toast.
Wieczór przeciągnął się do wczesnych godzin rannych. W pewnym momencie poczułam, że strasznie chce mi się spać.
- Wybaczcie, ale ja idę spać. Oczy mi się zamykają…- podniosłam się, ale zaraz usiadłam z powrotem. W głowie mi  zawirowało. Harry podskoczył do mnie i zapytał:
- Co ci jest??
- Chyba pierwszy raz się spiłam…- powiedziałam cichutko.
- Pozwolisz? - zapytał i wziął mnie na ręce.
Zanim dotarliśmy do pokoju, film mi się urwał.

   Obudziłam się. Na dworze było już jasno. Strasznie bolała mnie głowa i chciało mi się pić. Harry siedział w fotelu i spał. Czyżbym tak wczoraj rozrabiała, że bał się położyć? Nie mogłam sobie nic przypomnieć… w pewnym momencie przypomniałam sobie wczorajsze zdarzenia. Poruszyłam się, a Harry natychmiast się obudził.
- Nie śpisz już? – zapytał cichutko.
- Nie. Czy możesz mi zorganizować tabletkę na ból głowy? - odszepnęłam.
Cicho się zaśmiał. Odwrócił się, wziął szklankę ze stoliczka i podał mi ją. Połknęłam tabletkę i zamknęłam oczy. Musiałam znowu przysnąć, bo gdy się obudziłam, na krześle nie było Harry’ ego. Obejrzałam się, ale w ogóle nie było go w pokoju. Głowa przestała mnie już trochę boleć i poczułam, że muszę iść do toalety. Wstałam z łóżka. Nie było najgorzej. Postanowiłam się umyć. Weszłam pod prysznic i szybko się umyłam. Gdy się wycierałam usłyszałam, że ktoś wszedł do pokoju.
- Megan? Jesteś w łazience? - usłyszałam zaniepokojony głos Harry’ ego.
- Nie. Nie ma mnie - odpowiedziałam tajemniczo. Wparował do środka i gdy zobaczył, że jestem już po prysznicu nieco się zdziwił. - Nie mogę sobie przypomnieć jak znalazłam się w łóżku.
- Przyniosłem cię. Zasnęłaś mi w ramionach, gdy cię niosłem tutaj.
- To jesteśmy jeden – jeden.
  Harry zaczął  się śmiać.
- Masz rację - powiedział.
- Wiem - odpowiedziałam.
- Nie masz pojęcia, jak mnie wczoraj wystraszyłaś…
- Zostawmy wczoraj. Żyjmy jutrem - odpowiedziałam.
- Obiecuję, że już nie zwątpię w ciebie. Wczoraj dopiero uświadomiłem sobie, jak bardzo ciebie kocham. Czy za takiego zazdrośnika będziesz chciała wyjść za mąż?
- Powiedziałam ci, że tak, ale będziesz musiał nad tą zazdrością popracować.
- Obiecuję.
Ucałowałam Harry’ ego, a on mnie przytulił bardzo mocno.
- Spałeś dzisiejszej nocy? - zapytałam.
- Mało.
- To właź do łóżka i się prześpij - powiedziałam.
 Zaczął się rozbierać i wszedł  do łóżka.
- Jadłeś już śniadanie? - zapytałam.
- Jadłem. Kazyk jest prawie tak dobry jak Chudy Su. Przygotował świetne śniadanie.
- A która jest godzina?
- Wpół do dwunastej.
- Dobrze właź do łóżka. Ja pójdę coś zjeść i przyjdę do ciebie.
- Będę czekał - powiedział rozradowany.
  Na dole zastałam Eleanor.
- Nieźle to wczoraj rozegrałaś - powiedziała śmiejąc się.
- Nie miałam innego wyjścia. Musiałam uświadomić Harry’ emu, że jego przyjaciele są bardzo ważni i nie ma prawa ich tak traktować.
- Bardzo słusznie postąpiłaś.
-  Byłoby gorzej, gdyby Harry inaczej wczoraj się zachował - powiedziałam - Jadłaś już śniadanie?
- Tak. Chodź, przedstawię cię Kazykowi.
Poszłyśmy do kuchni, a tam krzątał się mężczyzna w średnim wieku.
- To jest Megan, a to Kazyk - przedstawiła mnie Eleanor.
- Dzień dobry! - powiedziałam po polsku.
- To jednak prawda, że jest tu Polka - powiedział uśmiechając się do mnie.
- Przepraszam, ale lepiej rozmawiajmy po angielsku, bo Ellie nie rozumie naszego języka - I w rozmowie przeszliśmy na język angielski - Czy dostanę coś jeszcze do jedzenia?
- Jeżeli ten blondyn wszystkiego nie zjadł, to jeszcze coś się znajdzie.
Zakręcił się po kuchni i za chwilę przede mną stała kawa i naleśniki. Były wspaniałe. Jak u mamy w domu. Nie za cienkie, nie za grube. Smakowały świetnie.
- Z czym pani sobie życzy? - zapytał.
- A z czym można? Niech mi pan mówi po imieniu.
- Dobrze, Megan. Może być z serem, może być z dżemem, Nutellą.
- Ale ja najbardziej lubię z cukrem.
- Widać, że Polka. Oni by takiego czegoś nie wzięli do twarzy.
- Hah. Nie wiedzą co tracą - powiedziałam i roześmiałam się.
Po śniadaniu poszłam na górę do pokoju. Gdy stałam pod drzwiami usłyszałam chrapanie Harry’ ego.  Weszłam po cichu do pokoju i położyłam się koło niego. Obserwowałam go jak śpi i nie czułam się zmęczona, ale jednak zasnęłam. 



* Pewnie się zdziwiłyście, czemu tak wcześnie wrzuciłam rozdział, co? A tak sobie... W piątek na pewno też będzie :D Teraz jestem chora... masakra... Mam do Was pytanko. Czy chcecie, abym tak, jak w tym rozdziale dodawała zdjęcia? Czy mają być same rozdziały bez zdjęć? Odpowiedzi wrzucajcie w komentarzach :D
                                                                                ~Meg