piątek, 15 marca 2013

Rozdział sześćdziesiąty piąty


Siedziałyśmy w salonie z dzieciakami, Kasią i Eweliną.  Opowiedziałam Kasi co się działo z Eleanor.
- To straszne – powiedziała - jak to dobrze, że byłaś taka czujna.
- Musimy na nią teraz bardzo uważać - powiedziałam.
Ewelina po cichu spytała mnie, czy może skorzystać z komputera, bo jej się zepsuł.
- Oczywiście - powiedziałam i puściłam do niej oczko. Wiedziałam, że Niall będzie czekał po drugiej stronie komputera.  Wstała i poszła na górę.
- A co ona będzie tam robić? - zapytała Kasia.            
- Pewnie sobie postuka w klawiaturę - odpowiedziałam.
Kasia się uśmiechnęła.
- A przypadkiem nie ma randki z Niallem na Skype? - zapytała.
- A co ty masz do Nialla? Przecież to porządny chłopak. Jest bardzo opiekuńczy. Darcy go bardzo lubi, a wiesz, że dzieci złych ludzi nie lubią.
Kasia zaczęła intensywnie myśleć.
- Wiesz, wolałabym, żeby Ewelina nie zawracałaby sobie głowy jakimiś randkami… A poza tym nie wiem, jakie on ma zamiary.
- To się go zapytaj.
- Czy ty coś wiesz? - zapytała podejrzliwie.
- Mogę tylko ci powiedzieć, że Niall jest nieziemsko zakochany w niej.
- W niej?! W Ewelinie?!
- Tak i ma naprawdę poważne zamiary.
Kasia wydawała się zaskoczona. I to mocno.
- Przecież on może mieć każdą dziewczynę, jaką zechce!
- Ale on nie chce innych. On chce Ewelinę.
- Przemyślę sprawę - powiedziała Kasia - Ewelina jest jeszcze taka niedojrzała…
- Żeby cię nie zaskoczyła - powiedziała mama.
- Mamo, co masz na myśli? - zapytałam.
- Nic - odpowiedziała mama.
Wszystkie się roześmiałyśmy. Wiadomo było,  co mamie chodziło po głowie.
- A zmieniając temat. Jutro muszę wyskoczyć i kupić jakieś rzeczy na przywitanie  Ellie – powiedziałam
- Wiesz co? Ja wszystko załatwię i przywiozę. A o której Ellie wychodzi ze szpitala?
- Przypuszczam, że gdzieś po południu. Chłopcy przylecą z Bratysławy o jedenastej. Przyjadą do domu i Lou po nią pojedzie. Prawdopodobnie będą koło pierwszej z powrotem.
- A może chciałabyś, żeby to wszystko zrobić przed przylotem chłopców, bo rozumiem, że ich też chcesz przywitać - powiedziała Kasia.
- Też tak o tym myślałam - odparłam.
- To w takim razie, lecę teraz do sklepu i przyjadę z samego rana. O której mogę przyjechać? O ósmej? O dziewiątej?
- Wiesz, dzieciaki się budzą o szóstej rano, więc o ósmej też będzie dobrze. Już wszyscy będą przygotowani.
- To ustalone. W takim  razie. Jak będę przed ósmą, to też się nic nie stanie?
- Nic.
Na dół zeszła Ewela. Jakaś rozpromieniona.
- Ewelina, musimy już iść, bo musimy jeszcze zahaczyć o sklep.
- Jeszcze się nie pobawiłam z dzieciakami! - powiedziała Ewelina.
- To jak jutro wcześnie wstaniesz, to się pobawisz.
- Jak to?! - zapytała zdziwiona.
- Jutro przyjeżdżamy rano do Megan, pomóc jej przystroić dom na powrót chłopaków.
- Super! - krzyknęła jeszcze bardziej uradowana.
- To do jutra. A my lecimy do sklepu - rzuciła w drzwiach Kasia.
- Mamo, tylko ani się waż mówić tego Harryemu.
- No już dobrze, dobrze.  Widzę, że nie możesz mi wybaczyć niespodzianki.
- Żeby jednej!
- No, chyba była miła? - zapytała mama.
- No miła,  ale mogłam się jakoś przygotować!
- No, nie na wszystkie niespodzianki możemy się przygotować. Poza tym, nie byłyby niespodziankami.
- No już dobrze…
- A co tam knujesz z Eweliną?
- Niall jest nieziemsko zakochany w Ewelinie, a Kasia nie pozwala się jej spotykać z nim. Wręcz zabroniła kontaktowania się z nim. Sama znasz Nialla. Wiesz jaki jest.
- No, dobrym jest chłopakiem – przyznała - może Kasia przemyśli. Byleby  Ewelina nie wywinęła Niallowi żadnego numeru… - powiedziała mama.
- Bo chyba by dostał załamania nerwowego - odparłam.
Następnego dnia, tak jak zapowiadała Kasia, przybyły za dwadzieścia ósma z wielkimi tobołami.
- Jezu! Ile wy tego macie! - krzyknęłam.
- No, na tyle okazji, to trzeba było się przygotować - rzuciła w drzwiach Kasia.
Ewelina była jakaś podniecona. Zaproponowałam, żebyśmy się jeszcze napiły kawy. Darcy dzisiaj rozpaczała strasznie. Nie mogła się doliczyć i szukała tatusia, więc ja byłam nie przytomna. Chłopcy dali mi też popalić, więc nie spałam prawie całą noc.
- Trudno. Muszę się napić kawy - powiedziałam - z dużą ilością mleka,  ale muszę! Najwyżej Darcy dostanie dzisiaj mleko z pudełeczka.
 Wypiłyśmy kawę.
- Boże! Jaka była dobra. Tyle czasu już nie piłam kawy…
Wszystkie się roześmiałyśmy.
- To, co? Do roboty? - powiedziała Kasia.
Zaczęłyśmy wszystko wieszać. Przyznam, że szybko nam to poszło. Jedna pompowała balony, druga wiązała, a trzecia wieszała. Było fantastycznie.
- Prawie jak na weselu - powiedziała mama.
Zaczęłyśmy się śmiać.
- Proponuję, żebyś się poszła troszkę zdrzemnąć, przed ich przyjazdem. My się zajmiemy dzieciakami - powiedziała mama.
Włączyłam Skype,  ale nikogo nie było. Położyłam się i nawet nie wiem kiedy zasnęłam. W pewnym momencie usłyszałam, że odezwał się Skype. Z dala zobaczyłam Harryego.
- A co ty śpisz?
- Źle się czuję. Dzisiaj chłopcy dali mi popalić. Darcy zresztą też i nie spałam całą noc… Chciałam się troszkę przespać przed spotkaniem z wami.
- To się już przespałaś - powiedział Harry.
- Gdzie jesteście?
- To zejdź na dół. A w ogóle to sobie nagrabiłaś. Znowu!!!!!!
- Jak to?! Już jesteście w domu?!
Wybiegłam z pokoju. Usłyszałam na dole wesołe rozmowy. Kiedy weszłam wszyscy się na mnie rzucili.
- Nie bijcie mnie! - krzyknęłam.
- A kto cię chce bić? - zapytał Liam.
- Harry! Ratujcie mnie!
- Przecież nie chcę cię bić - usłyszałam za sobą.
Nim się zdążyłam odwrócić, byłam już w ramionach Harryego. Zobaczyłam kontem oka, że Niall się wita z Eweliną i to bardzo czule, a Kasia tego nie zauważa, a w każdym bądź razie udaje, że tego nie widzi. Darcy była u Liama na rękach, który był szczęśliwy, że Niall wita się z Eweliną. Była taka rozkoszna i tak coś opowiadała Liamowi. Liam udawał, że wszystko rozumie. Harry mnie pocałował i szepnął:
- Policzymy się później.
- Następny masaż będzie? - odszepnęłam.
- Możemy się nad tym zastanowić.
Uśmiechnął się tajemniczo.
- Ile dziewczyn poderwałeś? - zapytałam cicho.
- Tą jedną - odpowiedział - Która jest bardzo niegrzeczna.
- Doprawdy?
Harry udał trochę zaskoczonego, a właściwie nie byłam pewna czy udaje, czy faktycznie jest zaskoczony.
- To ty jesteś niegrzeczny - powiedziałam.
Harry się lekko zdziwił.
- Ja? Niegrzeczny?
- Tak. Ty.
- Porozmawiamy w pokoju - powiedział poważnie.
Zadzwonił telefon. Odebrała go mama i powiedziała:
- Dobrze, zaraz wszystko przekażę.
- Co masz przekazać?
- Lou może jechać po Ellie.
Lou rzucił się do wyjścia. Po chwili odjechał.
- Słuchajcie, to teraz musimy sobie wszystko przygotować, jak przywitamy Ellie - powiedziałam.
- No chyba nie chlebem i solą? - zapytała mama.
- Nawet nie wiedziałaby o co chodzi - odparłam.
- To co robimy? Będziemy krzyczeć niespodzianka!?
- Dajcie spokój, bo się zdenerwuje i co? – oznajmiłam - a może bliźniaki posadzimy na kanapie, a sami się schowamy, co? - zaproponowałam.
- To niezły pomysł- poparła mnie Danielle.
Wypatrywaliśmy czy nie podjeżdżają. Chłopcy byli rozkoszni i siedzieli grzecznie na kolanach Zayna. Nagle ktoś krzyknął, że podjechali. Zayn zostawił chłopców na kanapie i wszyscy się schowaliśmy.  Dzieci nas widziały,  ale dla osoby wchodzącej z zewnątrz byliśmy niewidoczni.
- Gdzie są wszyscy? - zapytała Ellie i zobaczyła dzieciaki - Jak to same tutaj siedzą? - zdenerwowała się troszkę.
- NIESPODZIANKA!!! - krzyknęliśmy wszyscy.
Ellie się roześmiała.
- Już myślałam, że zostawiliście ich tu samych.
- Wszystko pod kontrolą Ellie - powiedział Zayn.
- To kiedy przyjechaliście? - zapytała.
- Jakieś dwie godziny temu - odpowiedziała Danielle.
- I to wszystko zrobiliście w ciągu godziny?! - zapytała zszokowana Eleanor.
- Nie, to wszystko przygotowały dziewczyny.
- Jakie dziewczyny?
- Kasia, Ewelina, Mama i Megan - powiedział Harry.
- Wiedziałam, że jesteście niesamowite - powiedziała Ellie - A tobie muszę specjalnie podziękować i przeprosić za swoje zachowanie - popatrzyła na mnie Ellie - Lou powiedział, ile dla nas zrobiłaś.
- Przypuszczam, że zrobilibyście to samo dla mnie, gdyby zaistniała taka konieczność - odpowiedziałam.
- Pewnie tak… Nie zasłużyłam na taką przyjaciółkę, jak ty - powiedziała Ellie.
- Och przestań! - powiedziałam i rzuciłam jej się na szyję - Idź do pokoju i odpocznij teraz, a my tu wszystko rozpakujemy - dodałam.
Ellie usiadła na fotelu i powiedziała:
- Nigdzie nie idę. Odpoczęłam już wystarczająco. Zastanawiałam się, jak ty dałaś sobie radę z chłopcami - powiedziała cicho do mnie.
- Bywało różnie. Nieraz lepiej nieraz gorzej,  ale najlepsze jest to, że wszystko za nami. Pamiętaj, że jak źle się będziesz czuła, to powiedz nam.  Wiesz, że się nimi chętnie zajmiemy.
- Nie zdawałam sobie sprawy ze swojego stanu - powiedziała Ellie.
Wzięła chłopców na ręce i zaczęła ich całować.  Zbliżała się pora obiadu.
- Boże, jak wyście urośli! - powiedziała Ellie.
- No, nie przesadzaj. Przez te parę dni?
- No mówię ci, że urośli. Wszystkie dzieciaki.
Popatrzyłam na Darcy, która smacznie spała w ramionach Liama.
- Połóż ją do wózka. Wystawimy ją na dwór - powiedziałam do niego.
Chłopcom też nie wiele brakowało do spania. Ziewali na potęgę.
- Daj ich Ellie do wózków. To wystawimy wszystkich do ogrodu.
Położyłyśmy chłopców, a oni natychmiast zasnęli.  Mały Joe zaprosił na obiad, a Kasia stwierdziła, że one już pójdą.
- Nie ma mowy! - powiedział Harry - zjecie z nami obiad. Nie wypuścimy was tak. Jeżeli masz jakieś zajęcia, to zadzwoń i przełóż na później.
Kasia wreszcie się poddała i zasiedliśmy wszyscy do stołu. Popatrzyłam na wszystkich i przypomniała mi się wycieczka do Paryża. Brakowało co prawda trzech osób.
- A wiecie, że mama wychodzi za mąż za Artura? - powiedziała na cały głos Ewelina.
Kasia się zarumieniła.
- Ewelina! - powiedziała Kasia karcąco.
- Nasze gratulacje! - wszyscy krzyknęli.
- A kiedyż to będzie ta uroczystość? - zapytał Niall.
- We wrześniu - odpowiedziała mu - czujcie się oczywiście zaproszeni,  ale zaproszenia zostały do was wysłane. Nie wiedziałam, że  się spotkamy w Warszawie wcześniej.
- Przepraszam, gdzie wysłałaś zaproszenia? Do Chicago czy do Londynu? - zapytał Zayn.
- Do Londynu…
- To trzeba będzie Chudego Su poprosić, aby odebrał i przesłał do nas.
- Z wami to ten problem, że nie wiadomo, gdzie wysłać i doszłam do wniosku, że chyba lepiej będzie wysłać do Londynu, bo tam bywacie częściej.
- Akurat tak się złożyło, że w trasę wyjeżdżaliśmy z Chicago - powiedział Niall.
- Nic się nie zdradziłaś! - powiedziałam do Kasi.
- Myślałam, że wiecie.
- Indyk myślał… - powiedziałam.
Zaczęliśmy się wszyscy śmiać.
- To zdradź nam, kiedy będzie ta cała uroczystość, żebyśmy się mogli przygotować.
Zajrzałam do kalendarza, a Kasia powiedziała:
- Dwudziestego dziewiątego września.
Dzięki Bogu byliśmy już po trasie.
- To się nas tak łatwo nie pozbędziesz - powiedział Liam.
- Wcale się nie chcę was pozbywać - zaczęła się śmiać Kasia - bardzo bym chciała, żebyście przyjechali na nasz ślub.
- Masz to jak w banku.
Obiad szybko minął. Zajrzałam do dzieciaków. Spały jak zabite. Kasia z Eweliną zaczęły się żegnać ze wszystkimi.
- Do kiedy jesteście? - zapytała na odchodne Kasia.
- Teraz jesteśmy trzy dni , a potem jedziemy do Frankfurtu, Brukseli i Glasgow, gdzie kończymy trasę.
- To cudownie! Zdążycie na nasz ślub!
Kasia z Eweliną wyszły, a towarzystwo porozchodziło się po pokojach, a my z Harrym zostaliśmy w ogrodzie z dzieciakami.
- Muszę się zastanowić, jaką karę dla ciebie wymyślić - powiedział w końcu.
- A musisz?
- Muszę. Miałaś być grzeczna.
- Przecież byłam.
- No, jak to?! Miałaś mnie słuchać.
- Nie zawsze mogę cię słuchać. Pamiętaj, że ożeniłeś się z Polką, a Polacy są przekorni - zaczęłam się  śmiać.
- O czym rozmawiacie? - zapytał Liam, który przyszedł do ogrodu.
- O posłuszeństwie - odparł na to Harry.
- Trzeba przyznać, że zdziałałaś przez te parę dni cuda.
- A o czym mówisz? - zapytałam nie rozumiejąc.
- Chodzi mi o chłopców. Już nie płaczą tak na okrągło, jak im się zdarzało.
- Trochę spokoju i cierpliwości i są efekty - odpowiedziałam.
- Brakowało im tego…. Louis się mocno zmienił.
- Co o mnie mówicie? - zapytał Louis wchodząc do ogrodu.
- Że się zmieniłeś - odpowiedziałam śmiejąc się.
- Ja? - zapytał Louis - nie.
- Zmieniłeś się Lou. Stałeś się bardziej odpowiedzialny - powiedział Liam - A w ogóle co tu robisz? Dlaczego nie jesteś z Ellie?
- Ellie prosiła, żebym przyniósł dzieciaki. Chciałaby się nimi nacieszyć.
- Zobacz, tak fajnie śpią. Na pewno chcesz ich budzić?
- To przyślę tu Ellie.
Zniknął. Po chwili pojawili się razem.
- Jak chcecie, to idźcie na górę. Megan, może byś się przespała?
- Pewnie tak…
- Zaopiekujemy się Darcy. Teraz nasza kolej.
- Będę wam bardzo wdzięczna, bo nie spałam dzisiaj całą noc. Chętnie się prześpię.
 Pobiegłam na górę do pokoju. Zdjęłam ciuchy i położyłam się do łóżka. Od razu odjechałam. Obudził mnie płacz Darcy.
- Wybacz,  ale musiałem z nią tu przyjść, bo chyba jest głodna - powiedział Harry i położył ją koło mnie.  Darcy zaczęła nerwowo szukać piersi. Gdy tylko znalazła „kranik” zaczęła łapczywie jeść.
- Nie tak łapczywie, bo zaraz dostaniesz czkawki - zaczęłam się śmiać - długo spałam?
- Jakieś cztery godziny…
- Aż tyle?!
- Na to wskazuje…
- Przepraszam cię.
- Ależ nie ma sprawy. Lepiej, żebyś była wypoczęta.
- O czym mówisz?
- Zobaczysz.
Darcy zaczęła sapać z wysiłku, co mnie zawsze śmieszyło. Harry położył się koło nas.
- To ile panienek w końcu wyrwałeś?
- Dzisiaj całowałem się tylko z jedną, a drugą całowałem ja.
- Zastanawiające - odpowiedziałam.
Darcy zasnęła.
- Chyba trzeba będzie tutaj kupić jakieś łóżeczka - powiedział Harry - bo nie mogą bez przerwy tak spać w wózkach…
- Wydaje mi się, że wystarczy jeden duży kojec - odpowiedziałam.
- Tak będzie spać z chłopakami?! - oburzył się Harry - Nie za wcześnie?!
- Oj Harry, Harry… - zaczęłam się śmiać - przecież to tylko koledzy.
- No właśnie! Kojec też trzeba kupić, ale łóżeczka też, bo jak widać będziemy tu przyjeżdżać co jakiś czas - zadecydował.
- Ale po co na parę dni kupować łóżeczka?!- zaprotestowałam.
- Nie wiadomo komu się przydadzą. Niech będą dyżurne. Widzę następne dwie pary na kandydatów do łóżeczek.
Wybuchłam śmiechem.
Darcy się poruszyła, więc zamilkłam.
- Może wyniosę ją na dół do wujka Nialla, bo Ellie poszła się przespać. Louis też… Pozostałe dzieciaki z Niallem i Liamem.
- To jak chcesz - powiedziałam.
Zabrał Darcy i poszedł na dół. Zobaczyłam, że jest włączony komputer, więc wstałam i go wyłączyłam.  Nie spodziewałam się od nikogo wiadomości.  Zdziwiłam się, że Harry nie wraca. Widocznie coś musiało go zatrzymać.  Chciało mi się jeszcze spać, więc położyłam się do łóżka. Już miałam zasnąć, gdy poczułam, że Harry kładzie się koło mnie. 
- Co cię zatrzymało? - zapytałam.
- Darcy się obudziła  i musiałem z nią chwilę pogadać. Potem przejął ją wujek Niall, a ja wróciłem do ciebie.
- To o czym będziemy gadać? - zapytałam.
- A musimy gadać? - zaczął mnie całować.
- Wiesz, chyba wolę takie gadanie - zaczęłam się śmiać.
Harry przestał mnie całować.
- Właśnie myślałem nad karą…
- I co wymyśliłeś?
- Kara dopiero będzie po tourne.
- Ale jaka?!
- Wtedy się  dowiesz… - powiedział tajemniczo.
- No, powiedz jaką karę wymyśliłeś!
- Dowiesz się w swoim czasie.
- Czyżby ona nie byłaby do zrealizowania tutaj w Warszawie?
- Tak…
- Już się zaczynam bać, ale nawet skazańcowi mówią, jaka jest jego kara…
- A ja tobie nie powiem.
- Prosiak.
- Uważaj…
- Co? Boisz się mamusi?
- Czyjej?
- Mojej?
- NIE.
- To masz mi powiedzieć!
- Nie powiem ci. To jest część kary.
- To chociaż już coś wiem.
- Tyle mogę ci powiedzieć.
- Ty kopalniany niedźwiedziu!
- Grabisz sobie coraz bardziej…
- Tak, jasne. Zapomnisz.
- Nie zapomnę.
- Jasne, jasne.  Taki pamiętliwy jesteś?
- Żebyś wiedziała…
Poczułam, że robię się zła.  Wolałabym tę karę odbyć tutaj, a nie on odkładać będzie na niewiadomo kiedy…
- A kiedy będzie ta kara?
- W swoim czasie.
- Powiedz dokładnie gdzie.
- Tego nie mogę powiedzieć.
- Gadaj.
- Nie.
 Wyskoczyłam z łóżka. To znaczy chciałam…, ale mnie złapał.
- A ty gdzie?
- Do Darcy.
- Darcy jest pod opieką Nialla. Nic jej się nie stanie.
- No,  ale nie może być tak długo!
- Może.
- Co ty kombinujesz?
- Nic. Chcę sobie poleżeć z żoną w łóżku.
- Nie kłam.
- Nie kłamię - i przyciągnął mnie do siebie.
Jakość złość mi odeszła. Nie dowiedziałam się tego dnia, jaka kara mnie czeka. W Warszawie byliśmy jeszcze dwa dni. Stamtąd polecieliśmy do Frankfurtu. Byliśmy tam dwa dni zahaczając o Brukselę, gdzie chłopcy dali tylko jeden koncert i bez nocowania polecieliśmy do Paryża.  Gdy wylądowaliśmy na Orly, czekali na nas Dominika z Geoffreyem. Podróż z Brukseli do Paryża trwała bardzo krótko. W Brukseli spotkaliśmy na lotnisku The Wanted, którzy się spóźnili na swój samolot do Paryża. Gdy zobaczyłam Gabi, oddałam Darcy w ręce Harryego i pobiegłam czym prędzej do niej. Rzuciłam się jej na szyję i o mało jej nie przewróciłam. Ucieszyła się tak jak ja.
- Cześć piękna! Skądś się tu wzięłaś? - usłyszałam z tyłu.
- Ja nie wiem, czy nie powinnam być zazdrosna - powiedziała żartobliwym głosem Gabriela.
Gdy pojawił się Jay, nie wiadomo skąd pojawił się też Harry.
- Darcy coś od ciebie chce- powiedział spoglądając na Jay’ a.
- A kto to jest Darcy? - zapytał Jay.
- Co zrobiłeś z Darcy? - zapytałam równocześnie.
Obejrzałam się i zobaczyłam, że Darcy siedzi na kolanach Nialla.
- Zdaje się, że z wujkiem Niallem się nieźle czuje - powiedziałam.
Wszyscy popatrzyli na Nialla.
- Megan, to twoja córka? - zapytał Jay.
- Nasza - poprawił go Harry.
- O, przepraszam. Wasza córka? - poprawił się.
Jay powędrował do Darcy. Harry poszedł za nim.
- Cieszę się, że cię widzę. Gdzie lecicie?
- Do Paryża, tylko spóźniliśmy się na samolot. Takie korki, że nie zdążyliśmy. Następny samolot będzie dopiero za trzy godziny.
- Jeżeli się ściśniemy, możecie polecieć z nami.
- Jak to?
- Mamy wyczarterowany samolot i jeszcze te parę osób się zmieści – powiedziałam - jeżeli wytrzymacie trójkę dzieci, to możecie lecieć.
- Jak to trójkę?! To macie trójkę?!
- Nie, dwójka jest Ellie i Lou. Widzisz, tam siedzi Louis z dwójką bliźniaków. Chodź podejdziemy.
Widziałam, że Darcy uśmiecha się do Jay’ a i go kokietuje.
- No, masz konkurencję – powiedziałam i pokazałam Gabi Darcy. Zaczęła się śmiać. Podeszłam do Eleanor, która stała z Danielle i o czymś plotkowała.
- Słuchajcie, zabierzemy The Wanted? Spóźnili się zna samolot, a następny mają dopiero za trzy godziny.
- Nie ma sprawy! Będzie wesoło.
- Nawet nie wiesz jak.
Podeszłyśmy do stoiska odpraw i  zapytałyśmy się w jaki sposób załatwić, by w naszym wyczarterowanym przez nas samolotem poleciało jeszcze parę osób. Powiedziano nam, że to jest wyłącznie nasza sprawa, kogo zapraszamy na pokład.
- Dobrze. Nie ma problemu. Lecicie z nami - powiedziała Ellie - Ile jest was?
- Dziesięć osób.
- To nie ma co. Lecicie. Dziesięć miejsc się znajdzie. Samolot jest i tak duży.
Zaczęła się nasza odprawa. Podeszłyśmy do Jay’ a.
- Zbieraj chłopaków, lecicie z nami.
- Jak to?!
- Mamy wyczarterowany samolot. Możemy was zabrać.
- Super! Zdążymy na koncert! Już martwiłem się, że nie zdążymy…
Poleciał w stronę całego swojego zespołu i za chwilę byli przy naszym stanowisku odpraw. Poszłam po Darcy, gdy zaczęto prosić pasażerów naszego lotu, o zgłoszenie się do stanowiska odpraw. Nie widziałam miny Harryego, gdy dowiedział się, że The Wanted jedzie z nami. Bardzo tego żałowałam,  ale wiedziałam, że znów sobie mocno nagrabiłam…  Postanowiłam się jednak tym nie przejmować. Wpuszczono nas do samolotu. Podeszłam do pilota i oznajmiłam, że leci z nami dziesięć osób więcej.
- Uwzględnimy to. Proszę się nie martwić – powiedział - a bagaże duże są?
- A tego to nie wiem, proszę zapytać tych panów - wskazałam.
Rozsiedliśmy się na siedzeniach. Harry usiadł koło mnie. W ogóle trzymał się bardzo blisko.
- Co ty wyprawiasz?! - powiedział zdenerwowany.
- O co ci chodzi? – zapytałam - przecież trzeba sobie pomagać.
Przed nami siedziała Gabriela z Jay’ em.
- A jak nas samolot nie uniesie?
- Nie martw się. Uniesie. Zgłosiłam to kapitanowi.
Gdy samolot wystartował i mogliśmy już rozpiąć pasy, zaczęły się wędrówki ludów. Wszyscy nasi chłopcy (poza Harrym) byli bardzo zadowoleni ze spotkania. Ja byłam szczęśliwa, że mogę pogadać z Gabrielą. Darcy zawładnęła sercami całego The Wanted i widać było, że jest bardzo z tego zadowolona. Zayn niańczył Tommiego, a Niall stwierdził, że będzie zazdrosny o Jay’ a, bo Jay wdzięczył się do Darcy, jak pies do gnata. Harry za to był jakiś wściekły. Postanowiłam się do niego nie odzywać.
- Co się stało Harryemu? - zapytała Gabi.
- Nie wiem. Coś go ugryzło. Nie przejmujmy się nim - odpowiedziałam.
W trakcie podróży gadałyśmy jak najęte. Musiałyśmy sobie tyle opowiedzieć, że nawet nie zauważyłyśmy, że samolot wylądował. Wyszłam z Darcy na ręku jako pierwsza i zobaczyłam Dominikę. Podbiegłam do niej.
- Witaj! - powiedziałam - mam dla ciebie dwie niespodzianki.
- No jedną już widzę - powiedziała Dominika - a druga?
- Zobacz, kto tam idzie - odsunęłam się.
Za Ellie i Lou wychodziła Gabi.
- Gabrielo! - wrzasnęła Dominika.
Warto było to zobaczyć, jak się witają. Był to chyba pierwszy raz, kiedy się na tak długo rozdzieliły. Obok mnie stanął Geoffrey. Zaczęliśmy się witać. Przedstawiłam mu Darcy,  ale nigdzie nie widziałam Harryego. Byli wszyscy. Był Niall, był Zayn, Liam z Danielle, Ellie z Lou i dzieciakami, jego brak.
- Czy Harry wraca z powrotem, czy będzie nocował na lotnisku? - zapytałam.
- Podobno zapomniał czegoś z samolotu, więc się wrócił - powiedział Zayn.
- Słuchajcie, zabieramy was do siebie - powiedziała Dominika.
- WSZYSTKICH?! My mamy załatwiony hotel.
- My też.
- Nie ma mowy. Zabieramy was wszystkich - powiedział Geoffrey.
- A jak to się stało, że się spotkaliście? - zapytała Dominika.
- Ktoś się rzucił na mnie w Brukseli na lotnisku i okazało się, że to Megan. Tak się cudownie złożyło, że mieli wyczarterowany samolot, bo myśmy się spóźnili na nasz - oznajmiła Gabriela.
- Rzadko spotykane! - odpowiedziała Dominika.
- Czy ktoś może poszukać mojego męża? - powiedziałam lekko wkurzona.
- Megan, nie denerwuj się - powiedziała Dominika - ja ciebie znam i wiem, co może z tego wyniknąć… Nie denerwuj się…
- Przecież ona jest oazą spokoju - powiedział Niall stojący obok mnie.
-To jej nie znasz… - zaśmiały się obie dziewczyny.
- Nie możliwe, żeby się maskowała tyle czasu - odparł im Niall.
Liam poszedł na poszukiwania Hazzy.
- Słuchajcie, w samolocie go nie ma - oznajmił, kiedy przyszedł z powrotem.
Wyciągnęłam komórkę i wybrałam numer Harryego. Oj grabił sobie, grabił…
Nie odbierał.
- Ktoś go porwał, czy co?! Kto go widział ostatnio? - zaczęliśmy się zastanawiać.
- Zayn, gdzie on poszedł?!
- No, w tamtym kierunku - odpowiedział.
- Zaraz coś załatwię. Dużo jest fanek na lotnisku?!
- Troszkę jest, a co?
- To idźcie. Gdzie się spotkamy? - zapytałam.
- Samochód mamy pod samym wyjściem.
- To przy wyjściu tak?
- NO.
- Oj, znam ten błysk w oku… - powiedziała Dominika - nie chciałabym być teraz w skórze Harryego…
- Megan, uspokój się! - powiedziała Gabi.
- Nie będzie mi tu wywijał takich numerów - powiedziałam wściekła po polsku.
- No, jak przechodzi na polski, to faktycznie musi być wściekła - zauważył Niall.
Skosiłam go wzrokiem.
- Ups… Już się nie odzywam. Już mnie nie ma - rzucił zza Geffa.
- Niall, czy możesz się zaopiekować Darcy? - powiedziałam bardzo uprzejmie.
- Ależ oczywiście, że tak - odpowiedział bez gadania i zabrał Darcy.
- To idźcie do samochodu i się stamtąd nie ruszajcie. Na pewno nas zauważycie.
Poszli w kierunku wyjścia. Gdy wyszli, podeszłam do jednego z okienek i powiedziałam słodko:
- Przepraszam, zginął mój mąż. Czy mogłaby pani wezwać go przez megafon?
- Oczywiście. Jak nazwisko?
- Harry Styles z One Direction.
- Oczywiście. Już wzywam.
Za chwilę był już wzywany:
Pan Harold Styles z One Direction, proszony jest do stanowiska sto siedemdziesiąt osiem. Na parterze.


Hej ;) Tak więc wrzucam kolejny rozdział, jak i przypominam, że to od Was zależy, kiedy kolejny się pojawi :) Więc proszę o komentarze (Dziękuję za dotychczasowe ;))! Ja i tak Was kocham :D
                                                                                                                                   ~Meg

piątek, 8 marca 2013

Rozdział Sześćdziesiąty Czwarty


- HARRY?! CO TY TU ROBISZ?!
- Stęskniłem się za tobą!
- A kto cię tu wpuścił?!
-  Mama.
- A mama wiedziała, że przylatujesz? Zdaje się, że muszę się z nią policzyć. Nic mi nie powiedziała!
- Bo, to miała być niespodzianka. Nie, ja tylko towarzyszę Lou, bo Louis nie mógł wytrzymać i stwierdził, że wyskoczy do Warszawy.
- To jakby Louis nie wyskakiwał do Warszawy, to byś nie przyleciał?
- Pewnie bym przyleciał, wariacie - zaczął mnie całować i w tym momencie zaczął płakać Tommie.
- Zaraz go zaniosę do Louisa - powiedział Harry.
Wstał i poszedł po Louisa.
Za chwilę przyszli obydwaj.
- Cześć Megan!
- Ale niespodziankę zrobiliście! - powiedziałam.
- Już się wyspałem. Mogę cię teraz odciążyć. Jesteś wielka, co robisz dla nas.
- Och, daj spokój.
- Może zabiorę Darcy, co?
- Nie, smacznie śpi. Nie budźmy jej.
- Jak się obudzi, dam ci znać - powiedział Harry.
Oddałam najpotrzebniejsze rzeczy Lou. Harry zabrał chłopaków i wyszli. Pobiegłam do łazienki uczesać się. Popatrzyłam na zegarek. Była dwunasta w nocy.
- Co jest? - pomyślałam.
Wróciłam do pokoju. Popatrzyłam na zegar wiszący na ścianie. Dwunasta! Więc przyjechali prosto po koncercie. Położyłam się z powrotem do łóżka. Za chwile przyszedł Harry.
- Zaraz przyjdę – powiedział - Idę do łazienki.
Wrócił z mokrymi włosami. Nawet nie słyszałam czy wrzeszczał, czy nie.
- Co? Nauczyłeś się już myć głowę? - zaśmiałam się.
- No przecież dzieci są w domu. Nie mogę wrzeszczeć. Bardzo się stęskniłaś za mną?
- Troszkę.
- Tylko troszkę? - zrobił obrażoną minę - To chyba wracam.
- Przecież bardzo się cieszę, że przyleciałeś. Nie widzisz?
Miałam na sobie ulubioną piżamę Harryego, którą dopiero teraz zauważył.
- O, piżamka z Chicago!
- A jakby inaczej?
Harry położył się koło mnie i nachylił nade mną. Zaczął mi się przyglądać.
- Co mi się tak przyglądasz?
Parę kropelek z jego włosów spadło mi na twarz.
- No, co jest? Ja się myłam, naprawdę!
Harry się otrząsnął.
- Zachowujesz się zupełnie jak psiak! - zaczęłam się śmiać.
- To za to, że się myłaś sama.
- No,  ale ja nie wiedziałam, że przyjedziesz. Może bym poczekała…- zrobiłam słodką minę.
- Jak myślisz, czy ona się obudzi?
- Wydaje mi się, że mamy jeszcze ze dwie godziny spokoju…
Harry zaczął mnie całować……
Następnego dnia rano, Darcy obudziła nas o szóstej. Uświadomiłam sobie, że przespała całą noc.
- Pierwsza noc Darcy przespana w całości! - powiedziałam wstając z łóżka.
- To trzeba gdzieś zapisać!
- Tak… W kominie i to jeszcze węglem - zaśmiałam się.
Szybko ją przewinęłam i nakarmiłam. Położyłam ją obok Harryego na łóżku, a ona kiedy go zobaczyła, zaczęła się śmiać i wierzgać nóżkami. Harry nauczony już, że jego córka w ten sposób wyraża radość, robił uniki.
- Witaj słodka!- powiedział.
Darcy śmiała się na głos. Byłam ciekawa jak Harry zareaguje, jak Darcy powie po raz pierwszy: TATA. Jak patrzył na Darcy, widać było w jego oczach dumę.
- Też się za tobą stęskniłem - powiedział. Zaczęli się bawić. Darcy mrugała oczkami jak zawodowa kusicielka.
- Oj, będzie z niej kokietka - stwierdziłam.
Harry się roześmiał.
- Wszystkich kokietuje,  ale tylko mężczyzn.
- Będę musiał z nią porozmawiać.
- Wstrzymaj się jeszcze z tym rozmawianiem - powiedziałam i zaczęłam się śmiać.
- W kogo ona się z tym wdała? - zapytał Hazzie.
- Na pewno nie we mnie - odpowiedziałam.
- Ale ja chłopaków nie podrywam.
- Nie wiem, co robisz, kiedy mnie nie ma, a poza tym przeciwną płeć podrywasz.
Harry się prawie obraził.
- Co ty insynuujesz?!
- Nic…
- Bo się zaraz z tobą policzę!
- Tak przy dziecku?
- Zaraz zaniosę ją do Louisa. Niech podrywa chłopaków.
- Oni nie są zainteresowani - powiedziałam - a poza tym Lou pewnie śpi i chłopcy pewnie też.
- To zaniosę ją do mamy.
- Mama na pewno śpi.
- To ją wystawię do ogrodu.
- Jeszcze za zimno. Widzisz, nie masz żadnego pretekstu.
- Policzę się z tobą kiedy indziej.
- Zawsze tak mówisz i zapominasz.
- Nie… Kumuluje się - odpowiedział z iskierką w oku.
- Już zaczynam się bać. Uważaj, bo pójdę do Dużego Bo.
- Wyczekam chwili, kiedy nie będzie nikogo i wtedy się zemszczę - pocałował mnie.
- Powiedz, jak tam koncert w Wiedniu? - zmieniłam niebezpieczny temat.
- Całkiem nieźle, chociaż Austriacy to ciężki kawałek chleba. Ciężko ich rozruszać. Dobrze, że była grupa innych fanek, które rozruszały towarzystwo. Mieliśmy sześć bisów, więc nie tak źle.
- W Bratysławie, to może być dużo Polek - powiedziałam.
Usłyszeliśmy jakiś ruch na korytarzu i cichutkie pukanie do drzwi.
- Śpicie? - doszedł do nas cichutki głos Lou.
- Nie, chodź - krzyknął Harry.
- Jak tam noc z chłopakami?
- Co ty z nimi zrobiłaś, że oni śpią całą noc?
- Dorastają widocznie. Nasza też spała całą noc.
- Zabiorę się z Michałem. Zaopiekujesz się nimi jeszcze?
- No, przecież! Możesz być spokojny.
- Czy ja mogę wam zrobić zdjęcie? Wyglądacie tak słodko w tym łóżku wszyscy w trójkę.
Złapał aparat i zrobił nam zdjęcie. Z pokoju Lou dobiegł nas krzyk chłopców.
- Koniec sesji fotograficznej - powiedział. Odłożył aparat i wybiegł.
- Poczekaj, muszę mu pomóc, a wy tu zostańcie grzecznie.
Założyłam swój szlafroczek z napisem MEGAN i wybiegłam z pokoju. Usłyszałam, że chłopcy drą się obydwaj, więc pobiegłam do lodówki. Złapałam mleko. W między czasie zagotowałam wodę. Nalałam do garnuszka i wstawiłam butelki, do których nalałam mleko Ellie. Sprawdziłam mleko na ręku. Było dobre. Złapałam buteleczki i pobiegłam na górę. Lou był w trakcie przewijania Jima.
- Czy Tommie już przewinięty?
- Tak. On się pierwszy darł. A czemu oni się drą dalej? Mają już obydwaj sucho.
- Bo są głodni. Masz tu butelkę. Którego będziesz karmił?
- Niech będzie już Jim, bo mam go na rękach.
Wzięłam Tommiego i usiadłam koło Louisa.
- Co ja bym bez ciebie zrobił? Jesteś wielka - powiedział.
- Chodź pójdziemy do Harryego. Zostawisz Jima jemu i pójdziesz się umyć, bo Michał niedługo wyjeżdża do pracy. Jeżeli masz się z nim zabrać, to lepiej się pospiesz.  Na potwierdzenie moich słów, spotkaliśmy Michała, wychodzącego z łazienki, gdy szliśmy z chłopcami do naszego pokoju.
- Dzień dobry wszystkim - powiedział Michał - jak tam spali?
- Właśnie się zastanawiam, co Megan zrobiła, że spali całą noc.
- Spokój - odpowiedział Michał - wszelkie awantury powodują, że dzieci stają się nerwowe, a zatem i płaczą.
Tommie i Jim zaczęli coś gaworzyć.
- Widzisz, potwierdzają tezę Michała - zaczęłam się śmiać.
- Najlepiej, jak będziecie mieli sobie coś do powiedzenia, nie róbcie tego przy dzieciach… - oznajmił Michał. Otworzył nam drzwi do naszego pokoju, gdzie Harry wylegiwał się z Darcy na łóżku.
- Witam. Jak tam moja pupilka?
- A, pierwszy raz przespała całą noc.
- No to jej się chwali.
- Połóż Jima koło Darcy i leć już - powiedziałam.
- Zaraz będę gotowy! - krzyknął Lou do Michała.
- Spokojnie, jeszcze zjemy śniadanie.  Mały Joe by nam tego nie wybaczył. Czekam w jadalni - odparł Michał i obydwaj wyszli. Jimi też zaczął wierzgać nóżkami, a Tommie zaczął się rozglądać. Darcy chyba nie była zadowolona z wizyty kolegów, bo przestała się śmiać.
- Mała zazdrośnica - powiedziałam.
 Harry zaczął się śmiać.
- Wcale nie.
- No jak to? Zaraz zacznie płakać, bo przestała być w centrum uwagi.
I tak rzeczywiście się stało. Za chwilę płakali wszyscy.  Harry nie za bardzo wiedział, co ma zrobić. Usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę! - krzyknęłam.
- Cześć, pomóc wam? - zapytała mama.
- Weź Jima, bo Darcy stała się zazdrosna o tatusia.
- To może wezmę Darcy?
- A, to weź Darcy - odpowiedziałam.
Mama wzięła Darcy, a ta przestała płakać.
- To co? Przebieramy towarzystwo? Na dworze zrobiło się już ciepło, więc będzie można ich wystawić do ogrodu.
Towarzystwo zostało przebrane i zniesione na dół. Na kanapie wylegiwał się Zutek.
- Witaj Zutku! - powiedziałam.
Zutek przeciągnął się na kanapie i miauknął. Był olbrzymi!
- To już wszystko rozumiem, dlaczego nie wchodzi po schodach na górę – powiedziałam - brzuchem zamiata podłogę! Trzeba Małego Joe trochę postraszyć, bo zapasł go strasznie!
Dzieciaki zostały wystawione do ogrodu i postawione w cieniu drzewa.
- Idźcie zjeść, a ja tu z nimi posiedzę - powiedziała mama.
- Wszystko jest już przygotowane. Ja z nimi posiedzę - powiedział Mały Joe, który zabrał Zutka do siebie i zamknął za nim drzwi - możecie iść zjeść wszyscy. Jak któreś zacznie płakać, to przyjdę i powiem.
Tak też zrobiliśmy. Śniadanie było wspaniałe. Zdążyłam zjeść całe śniadanie, gdy wpadł Mały Joe.
- Chłopaki coś płaczą - powiedział.
Wzięłam ze sobą herbatę i poszłam do ogrodu.
- Co się dzieje chłopcy? Czemu płaczecie? - zaczęłam mówić od drzwi.  Gdy mnie usłyszeli, uspokoili się. Gdy mnie zobaczyli, zaczęli się śmiać.
- Co? Nie odpowiadało wam towarzystwo? - pomyślałam, że muszę załatwić duży kojec, żeby ich tam wszystkich wkładać.
Po krótkim czasie przyszedł Harry i zaczął się bawić z dzieciakami w „Chowanego”. To znaczy on się chował, a gdy na buziach dzieciaków pojawiały się podkówki, pokazywał im się. Darcy jak zawsze zaczęła się śmiać. Po niedługim czasie całe towarzystwo rechotało ze śmiechu.
- Ale dzisiaj gorąco – powiedziałam - Przygotuję dla nich coś do picia. Michał powiedział, że można już ich dopajać herbatkami.
Pobiegłam do kuchni. Wyciągnęłam trzy butelki. Przeczytałam na torebkach herbaty, które przywiózł Michał, jak je zrobić. Okazało się to banalnie proste, bo trzeba było tylko wsypać zawartość torebki do butelki i zalać ciepłą wodą. Szybko wsypałam proszek do buteleczek, zalałam wodą, zakręciłam , mocno wstrząsnęłam i herbatki były już gotowe. Sprawdziłam,  ale były jeszcze za gorące. Musiały troszkę postać. Zabrałam buteleczki do ogrodu i postawiłam na stole. Herbatka miała zapach koperkowy. Byłam ciekawa reakcji dzieciaków. Dzieciaki akurat zasnęły zmęczone zabawą z Harrym, więc usiadłam koło niego, a Harry zaczął opowiadać, co się działo w Wiedniu.
- Zayn wariuje, bo brakuje mu chłopaków. Niall wariuje, bo brakuje mu Darcy, Danielle stara się zapanować nad wszystkim, a Liamowi brakuje wszystkich. I ciebie też.
- Miło to słyszeć, że komuś mnie brakuje - powiedziałam.
Harryego zatkało.
- No, jak to?! Przecież mnie brakuje ciebie najbardziej - wydusił z siebie.
- No, nie wiem Haroldzie, przecież tego nie powiedziałeś.
- A czy muszę to mówić?
- Może byłoby miło…
Harry się zaczął śmiać. Przyciągnął mnie do siebie.
- Uważaj, bo się nie długo przeleje.
- Ale co? - zapytałam niewinnie.
- Mówiłem ci, że kumuluje się.
- Co tak gruchacie? - zapytała mama, wychodząc do ogrodu.
- Uświadamiam Megan, że zaczyna przeginać za bardzo.
Mama miała dziwną minę.
- Megan. Coś ty nagadała?
- A nic… Takie pogaduszki polsko-brytyjskie - odparłam niewinnie.
- Przyszłam, bo zdaje się, że ktoś u was na Skype siedzi - powiedziała.
Pobiegłam na górę.
- Cześć Megan! - powiedział Niall - czy chłopaki dojechali?
- Dojechali. Lou pojechał do szpitala, a my z Harrym zabawiamy się w rodziców.
- A jak sobie dawałaś radę sama?
- No nie byłam sama. Byłam z mamą i z Michałem.
- Ale jesteś bardzo dzielna - odpowiedział Niall - wszyscy cię podziwiamy. Stęskniłem się już za moją pupilką. Możesz mi ją pokazać?
- Będzie ciężko, bo jest w ogrodzie i śpi,  ale nie długo ją zobaczysz. Czy mam zawołać Harryego?
- A po co mi on? Chciałem pogadać. Czy Ewelina jest w Warszawie?
- Wiesz, nie wiem. Bo nie miałam nawet czasu, by do niej zadzwonić…
- Już nie mogę się doczekać, kiedy przyjedziemy.
- Darcy też tęskni za wujkiem – powiedziałam - A co do Eweli, to zorientuję się.
- Kiedy chłopaki wracają?
- Pewnie jutro.
- Czyli na koncert, bo Duży Bo nie wie, kiedy ma pojechać po nich na lotnisko.
- Dadzą znać.
- Powiem Zaynowi, że chłopaki na niego czekają. Muszę niestety lecieć, bo jedziemy na jakiś wywiad, a potem mamy zwiedzanie Bratysławy.
- Kup mi jakąś pamiątkę z Bratysławy…
- Okej. Masz to jak w banku!
- Ale nie naliczysz mi jakiś odsetek? - zaczęłam się śmiać.
- No, coś ty! - oburzył się.
- To miłego dnia ci życzę. Mam coś przekazać Harryemu?
- Powiedz chłopakom, że smutno nam bez nich, ale takie życie…
Rozłączyliśmy się. Poszukałam na Skype Eweli,  ale była offline. Zadzwoniłam do Kasi.
- Cześć Kasiu! Mówi Megan.
- Cześć Megan! Jesteście w Warszawie?
- To znaczy w tej chwili jestem ja, Ellie, dzieciaki. Wczoraj przyjechali do nas Louis i Harry,  ale jutro lecą do Bratysławy, a pojutrze wszyscy przylatują do Warszawy, a co u was słychać?
- A wszystko w porządku. Ewelinie popsuł się komputer, więc jest niedostępna dla świata…
- Może byście wpadły do nas?
- Ale nie chcemy robić kłopotu…
- Żaden. Jutro chłopaki wyjeżdżają. Ja zostaje w domu. Michał idzie do pracy, więc zostaje nas piątka.
- A Ellie?
- Ellie leży w szpitalu.
- Jak to?!
- A, to jak wpadniesz, to ci wszystko opowiem.
- Dobrze. To o której jutro możemy być?
- Harry z Lou wylatują o pierwszej, to jak chcecie, możecie przyjechać po południu.
- To będziemy o czwartej, dobrze?
- Okej. Jesteśmy umówione.
Rozłączyłam się i zeszłam na dół.
- Może byśmy się gdzieś przeszli? - zaproponował Harry.
- Wiesz, też myślałam o tym - odpowiedziałam - Tylko nie za bardzo wiem, gdzie…
- Do Łazienek mnie nie zagonisz! - powiedział Harry.
- No, nie jest powiedziane, żebyśmy się mieli natknąć na tego samego, cholernego pawia. Przypuszczam, że jeśli więcej ludzi atakował, to już go nie ma. A poza tym, możemy omijać pawie z daleka.
- Na twoje ryzyko. Jak zobaczę pawia, to będę wiał.
Pojechaliśmy w szóstkę. Zatrzymaliśmy się na Agrykoli i od tamtej strony weszliśmy do Łazienek. Przeszliśmy obok arsenału i z daleka zobaczyłam pawia.
- Hazzie, uważaj - zaczęłam się śmiać. Przeszliśmy obok pawi i żaden nas nie zaatakował. W parku było bardzo sympatycznie i było mało ludzi. Wstąpiliśmy sobie do kawiarni. Dzieciaki dotlenione spały. Nawet Harry musiał przyznać, że Łazienki są bardzo sympatyczne.
- A te budynki, to można zwiedzać?
- Można,  ale lepiej bez dzieci - powiedziała mama.
- To co? Wracamy? - powiedział Harry, gdy wyszliśmy z kawiarni - Dochodzi wpół do pierwszej.
Dzieciaki się pobudziły i były w dobrych nastrojach. W parku było trochę starszych ludzi i mam z dziećmi.
- Tak. Możemy tu przyjeżdżać tylko w dni powszednie, bo w sobotę i w niedzielę, będzie pewnie tu masę ludzi - powiedziałam.
- Chciałaś powiedzieć fanek? - spytał.
- Dobrze. Niech ci będzie fanek - odpowiedziałam.
Poszliśmy w kierunku pomnika Chopina. Byłam ciekawa, czy Harry będzie wiedział, kto to jest. Wyszliśmy przed pomnik Chopina i Harry od razu go rozpoznał.
- Chopin!
- Brawo - powiedziała mama - piątka z plusem.
- Szóstka, mamo, szóstka.
- Stale zapominam o tych szóstkach - zaczęła się śmiać mama.
Poszliśmy w stronę Agrykoli parkiem i dotarliśmy wreszcie do samochodu. Darcy została posadzona w foteliku. Wyglądało to, że jest bardzo dumna z tego. Michał skądś skombinował dwa foteliki. W jednym siedziała ona, a w drugim Jim. Ja usiadłam koło fotelików z Tommim na rękach. Mama siedziała z przodu.
Dojechaliśmy bez przeszkód do domu. Na ulicy stał radiowóz, więc powiedziałam do Harryego:
- Wjeżdżaj do garażu.
Harry podjechał pod garaż, nacisnął pilota. Garaż się otworzył i wjechaliśmy. Zamknął garaż i dopiero wtedy zaczęliśmy się wypakowywać. W ciągu drogi Jimi zasnął, Darcy coś gaworzyła, a Tommie płakał.
- Czemu on jest taki płaczliwy? - zapytał Harry.
- Może brakuje mu mamy…
Mama zabrała Tommiego i poszła na górę. Ja wyciągnęłam Jima, a Harry wziął swoją córeczkę.
- Chodź do tatusia, chodź.
Darcy chichotała i wyciągała rączki w jego stronę. Okazało się, że w salonie siedział już Louis.
- Gdzie żeście byli? Nie odbieraliście komórek.
- A dzwoniłeś?
- Mały Joe powiedział, że pojechaliście do jakiegoś parku, ale nie wiedziałem gdzie.
- A jak Elle?
- Znacznie lepiej. Już się pytała o dzieci.
- O, to rzeczywiście już dobrze.
- Michał powiedział, że jak tak dalej pójdzie, to wypuszczą ją pojutrze.
Bardzo się ucieszyłam, że z Ellie jest już dobrze.
- To trzeba będzie przygotować dla niej powitanie - powiedziałam.
- Sama się do tego nie zabierasz, moja droga - powiedział Harry.
- Pomoże mi Mały Joe.
- On pewnie będzie siedzieć w kuchni i będzie szykował ulubione potrawy wszystkich. Nialla, Zayna… Wszystkich. Przylecimy z Bratysławy. Lou pojedzie po Ellie, a my przygotujemy wszystko razem. Zdążymy. Nie martw się.
- Okej - powiedziałam trzymając skrzyżowane palce.
Louis zajął się chłopcami i zaczął opowiadać co się działo u Ellie. Powiedział, że niestety będzie musiała brać leki i prawdopodobnie dzieci będą musieli przestawić na sztuczne mleko z czego Ellie nie była zadowolona. Było mi żal Eleanor. Chłopaki zajęli się dziećmi, więc poszłam na górę i postanowiłam, że się prześpię. Położyłam się i od razu zasnęłam. Śnił mi się jakiś koszmar,  ale gdy się obudziłam, nie mogłam sobie przypomnieć o co chodziło. Wstałam, poprawiłam fryzurę i zeszłam na dół.
- Darcy jest trochę głodna. Nie chciałem cię budzić. Tak słodko spałaś… - powiedział Harry.
- Trzeba było mnie obudzić, bo przespałam porę karmienia….
- Będziesz się na mnie gniewać? - zapytał.
- Zastanowię się. Zdaje się, że ty sobie też grabisz…
- Ale to dla twojego dobra.
- Chłopaki najedzeni? - zapytałam siadając na kanapie z Darcy u piersi.
- Zastanawialiśmy się, czy nie dać Darcy pokarmu chłopaków,  ale Harry powiedział, że nie - powiedział Lou.
- I bardzo dobrze, bo by nie było pokarmu na noc - odparłam.
- A gdzie ty trzymasz ten pokarm?
- W lodówce. Później ci pokażę.
Darcy zasnęła. Zaprowadziłam Louisa do kuchni i pokazałam, gdzie stoi mleko Ellie.  Pokazałam, co robię, by podgrzać szybko i powiedziałam:
- Jak podgrzejesz, to pamiętaj. Masz sprawdzić, czy nie jest za gorące.
- A jak to się sprawdza? - zapytał Lou.
- Lejesz sobie kropelkę na przegub ręki od wewnętrznej strony.
Lou przyjął wszystko do wiadomości. Słuchał mnie, jakbym była jego wyrocznią.
- Mam nadzieję, że dam sobie radę sam w nocy i nie będę musiał cię budzić.
- Jak nie dasz rady, to wiesz, gdzie mnie znaleźć  - powiedziałam, wchodząc do salonu. Harry nie miał za bardzo szczęśliwej miny. Zganiłam go wzrokiem. Rozeszliśmy się do pokoi.
- Po co Louis ma przychodzić? - zapytał Harry.
- Powiedziałam, że gdyby miał problemy z chłopcami, to wie, gdzie mnie znaleźć. Rozumiem, że gdyby była odwrotna sytuacja, na pewno by ci pomogli. Harry się opanował.
- Przecież, to jest twój przyjaciel. Najlepszy. Musimy mu pomóc. Widzisz, że ledwo żyje. Że mu tak ciężko. Z dwójką nie jest tak łatwo.
- Ale ty sobie dajesz radę z trójką.
- Tak, ale jestem kobietą. Kobiety trochę inaczej podchodzą do pewnych spraw.
- Danielle wcale tak nie podchodzi!
- Tak, ale Danielle nie ma swojego dziecka. Jeszcze. A dlaczego mówisz, że Danielle tak nie podchodzi?
- Bo mówiła, że dałaś się wrobić w opiekę nad Tommim i Jimim.
- Wiesz, dopóki nie urodziłam Darcy, nie znosiłam dzieci. Dopiero w ciąży coś się zmieniło. Także nie dziwię się Danielle, że tego nie rozumie. Jak urodzi swoje, będzie inaczej podchodziła do sprawy z dziećmi. 
- Chodź tu moja kwoko - powiedział Harry i chciał mnie przytulić.
- Coś ty powiedział?! - odskoczyłam od niego jak oparzona.
- No, o co ci chodzi? - popatrzył na mnie zdziwiony - zachowujesz się jak…
- Powiedziałeś już to. Lepiej tego nie powtarzaj.
- A co ja zrobiłem? - zdziwił się.
- Porównałeś mnie z kwoką! - zdenerwowałam się.
- No, co? Kwoka to dobre porównanie.
- Słucham?!
- No, bo kwoki się tak dobrze opiekują swoimi kurczaczkami.
- Czy to jest jakieś brytyjskie porównanie? - zapytałam oschle.
- No, u nas to jest komplement - zmieszał się Harry.
- U nas to nie jest komplement. Wręcz przeciwnie…
- Przepraszam. Nie chciałem cię urazić.
- Okej. Wybaczam.
 Podeszłam do Harryego, który mnie przytulił.
- To co, ty kąpiesz dzisiaj Darcy? - zapytałam niewinnie.
W oczach Harryego zobaczyłam przerażenie.
- No przecież kąpałeś już ją.
- I o mało jej nie utopiłem…
- No, to pilnuj się.
- No, dobrze. Wykąpię.
Poszedł do łazienki, przygotował wanienkę. Nalał wody, wrzucił termometr. Gdy wrócili do pokoju, byli cali mokrzy.
- Co? Darcy cię ochlapała? - zapytałam.
- Coś w tym rodzaju - odpowiedział Harry.
Darcy była zapakowana w ręczniczek, w którym wyglądała prześlicznie.
- Nasza księżniczka!
Ktoś zapukał do pokoju.
- Proszę - powiedziałam.
Do pokoju wszedł Michał.
- Chciałbym jutro zabrać wszystkie dzieciaki na badania.
- Co, będziecie je kłuli?! - zapytał z przerażeniem Harry.
- Nie, na ważenie, na mierzenie. Zdaje się, że dawno tego nie miały robione. Trzeba sprawdzić, czy dobrze się rozwijają.
- Darcy na pewno. Czuję już to w kręgosłupie - powiedziałam.
- Nic dziwnego, że ci kręgosłup wysiada. Zajmujesz się trójką dzieci. Dobry byłby masaż.
- To ja jej zrobię masaż - powiedział Harry.
- A umiesz? Ja mówię o prawdziwym masażu, a nie o tym, o czym ty myślisz - odparł Michał.
Harry się zarumienił.
- Dobrze. Pokażę ci. Jak się robi prawdziwy masaż. Kładź się - powiedział Michał.
- Kto?!
- No, nie ty Harry.
- Ja?! - zdziwiłam się.
- Nie, wiesz Darcy - odparł mi Michał.
Położyłam się na łóżku.
- Na brzuchu. Co? Nie miałaś nigdy masażu robionego? I zdejmij tą piżamę.
- Ale ja nic pod tym nie mam…
- Męża się wstydzisz, czy mnie? Przypominam ci, że jestem lekarzem!
Zdjęłam piżamę i położyłam się czym prędzej, plackiem na brzuchu. Michał zaczął pokazywać Harryemu, gdzie powinien mnie masować i w jaki sposób. Faktycznie było to przyjemne.
- Zobacz, jaka ona jest spięta. Jakie ma twarde mięśnie. Rozluźnij się Megan.
- No, przecież jestem rozluźniona - powiedziałam w poduszkę.
- Co mówisz? Możesz nie mówić  w poduszkę? - zapytał Michał.
- Mówię, że jestem rozluźniona - powiedziałam przez zęby.
- Jesteś rozluźniona, tak? To jak ty jesteś rozluźniona, to ja jestem cesarz Japonii - powiedział Michał.
Zaczął mnie masować i to już nie było takie miłe.
- Trzeba rozmasować mięśnie. Nawet jeśli będzie krzyczeć, że boli. Nie zwracaj na nią uwagi.
- A jak mnie pobije? - zapytał Harry.
- To nie daj się. Przecież jesteś chłop.
- Odegram się - powiedziałam po polsku.
- Będzie ci lepiej - odpowiedział na to Michał także po polsku.
- Co wy knujecie? - zapytał Harry po angielsku.
- Nic… Tłumaczymy sobie pewne rzeczy - powiedział Michał.
- A czy mi też możecie wytłumaczyć? - drążył dalej Harry.
- Niech to pozostanie w rodzinie - powiedziałam.
- Zdaje się, że jestem twoją rodziną - zdenerwował się Harry.
- O, przepraszam. Źle się wyraziłam - zaczęłam się tłumaczyć. Michał dosadnie mi wytłumaczył, że będzie mi lepiej - zdenerwowałam się.
Michał potwierdził. Coś powiedział Harryemu na ucho i wyszedł. Za chwilę wrócił i zapytał się:
- Czy mogę zabrać Darcy jeszcze na dół?
- Możesz - powiedział Harry.
Michał wziął na ręce Darcy i wyszli. Zostaliśmy sami w pokoju. Harry mnie masował, co strasznie mnie bolało. Zaczęłam na niego krzyczeć.
- Przestań! To boli!
- To trzeba rozmasować - powiedział poważnie - potem się będziemy mogli zabawić. A co.
- Może ja cię pomasuję, co?!
- Ty nie przeszłaś szkolenia! Jesteś niebezpieczna.
- Możesz to robić trochę lżej?
- Nie ma mowy. Trzeba to robić mocno. Wtedy odniesie to skutek.
- Dlaczego się na mnie odgrywasz?!
- Nagrabiłaś sobie. Chcesz, mogę ci coś zaśpiewać.
- Nie chcę. Puść mnie! - warknęłam.
- O, nie ma mowy… Muszę cię rozmasować. Nie możesz być taka spięta.
W pewnym momencie poczułam, że rzeczywiście się rozluźniam.
- Już jest wszystko okej. Możesz mnie puścić?
- Teraz pomasujemy inne mięśnie - powiedział Harry.




* No wreszcie! Wybaczcie, al* No wreszcie! Wybaczcie, ale nie miałam komputera przez tydzień, ponieważ był w naprawie... Całe szczęście już jest, więc wrzucam ten i oto kolejny rozdział :D Cieszę się z waszej reakcji i za komentarze i zgodnie z tym, co mówiłam wcześniej ( o komentowaniu ) wciąż się utrzymuje, więc: DO KOMENTOWANIA MARSZ! :"D


+

Zdjęcie, które jest baardzo zastanawiające :D Bad Boy wziął się do roboty! C:

sobota, 23 lutego 2013

Rozdział Sześćdziesiąty Trzeci


Wylądowałyśmy w Warszawie. Dzieci były grzeczne przez całą podróż. Stewardessy bardzo nam pomogły, a właściwie mnie, bo Ellie spała całą drogę. Spakowałam już nasze podręczne bagaże, gdy kołowaliśmy do rękawa. Stewardessa wyprowadziła nas jako pierwsze. Za rękawem czekał już Michał z wózkiem dla Ellie.
- Cześć Michał.
Posadził Ellie na wózku. Ellie trzymała Tommiego, ja Darcy, a stewardessa Jima. Posadziła go na kolanach Ellie, obok Tommiego i powiedziała:
- Zaraz przyniosę resztę rzeczy -  i poszła w kierunku samolotu.
- Zabierzcie ode mnie te bachory! - krzyczała Eleanor.
Michał wziął Tommiego i podał go stojącemu obok mężczyźnie. Okazało się, że to sanitariusz z karetki pogotowia.
- No, trzech krzesełek nie mam w samochodzie - powiedział Michał - Będziemy mieli problem.
- To jedźmy karetką - powiedział sanitariusz - podjedziemy pod pana dom, zostawimy dzieciaki i pojedziemy do szpitala, a potem podrzucę pana po samochód.
- Musimy jeszcze odebrać bagaże, bo dla dzieciaków trzeba było wszystko spakować - powiedziałam.
Odebraliśmy bagaże i poszliśmy w kierunku wyjścia.
- Boże cztery walizy! Co wy tu macie! - jęknął Michał.
- No rzeczy Ellie, rzeczy moje i rzeczy dzieciaków - odpowiedziałam.
Załadowaliśmy to wszystko do karetki. Ellie się położyła na noszach. Koło niej zostały położone dzieci.
- Ja nie chcę! Nigdy więcej dzieci! - zaczęła wrzeszczeć.
Michał wziął Jima.
- Dasz sobie radę z dwójką? - zapytał.
- Czemu  mam nie dać?
 Posadził mi go na kolanach koło Darcy. Sam wziął Tommiego i usiadł koło mnie.
- To rzeczywiście pojedziemy najpierw do domu, zostawię was i pojadę z Ellie do szpitala. Nie zauważyliście wcześniej, że ona ma takie objawy?
- Nasiliło się to w Budapeszcie i to mocno - powiedziałam.
Ellie wcześniej dostała zastrzyk uspakajający i zasnęła.
- Widzę, że jest ciężki stan… - powiedział Michał - nie wiem, czy w dwa tygodnie to się wyprowadzi.
- Wiesz, lepiej żeby była pod twoją kontrolą, niż pod opieką w Budapeszcie, gdzie nikogo nie znamy…
- Bardzo słuszne posunięcie – powiedział - A i ja będę mógł się  nacieszyć przybraną wnuczką.
- I przyszywanymi wnukami - zaczęłam się śmiać.
- No, jakoś to się załatwi - powiedział Michał.
Dojechaliśmy właśnie pod dom.
Z domu wybiegła mama.
- Witajcie! Gdzie jest moja wnuczka?!
Podałam jej Darcy i sama zaczęłam się gramolić z Jimem z karetki.
- Poczekaj. Oddaj mi Jima, wysiądź z karetki, a potem ja ci go oddam - powiedział Michał.
Rzeczywiście bez Jima łatwiej było wysiąść z karetki. Zabrałam Jima od Michała i poczułam, że ktoś mnie puka w ramię.
- Dzień dobry. Podasz mi to maleństwo? - obejrzałam się, a za mną stał Mały Joe.
Po chwili znikł w domu i ponownie wybiegł. Sanitariusz zaczął wystawiać bagaże. Ja zabrałam Tommiego od Michała i poszłam do domu.  Sanitariusz z Małym Joe wnosili bagaże. Szybko się z tym uporali. Sanitariusz pożegnał się z nami i pojechali dalej.  Zostaliśmy w trójkę z trójką dzieci i bagażami na środku salonu.
- Najlepiej będzie teraz porozstawiać ich w wózki i wsadzić maluchy do nich - powiedziałam.
Tak zrobiliśmy. Mały Joe złapał bagaże.
- Które czyje? - zapytał.
- O Boże. Zabraliście bagaże Ellie…
- To jutro Michał zabierze je.
- Nie wiem, czy ona w tej szpitalnej piżamie będzie szczęśliwa…
- Na razie to ona jest cała nieszczęśliwa - powiedziała mama.
- Czekaj, muszę dać znać chłopakom, że już jesteśmy w domu.
 Wysłałam sms’a do Hazzy i do Lou.
- Powinnam była z tymi bagażami pojechać do szpitala…- powiedziałam.
- Poza tym Ellie chyba nie potrzebuje wszystkich bagaży w szpitalu. Możesz zostawić część rzeczy w domu, które jej się nie przydadzą - podsumowała mama.
- Dobrze. To tą walizkę do pokoju Ellie i Lou, a reszta do mnie - powiedziałam.
- Nie długo przyjadą dziadziusiowie, więc będziesz mogła pojechać do Ellie. Bunia jak się dowiedziała, że przyjeżdżacie i jaka jest sytuacja, stwierdziła, że przyjadą.
Rzeczywiście po krótkim czasie zadzwonił dzwonek do drzwi  i weszli dziadziusiowie.
- Gdzie nasza prawnuczka? - zapytała babcia od wejścia.
- A tu leży - powiedziałam całując dziadka w oba policzki.
Darcy się obudziła i jak mnie zobaczyła, zaczęła się uśmiechać.
- Darcy, kochanie. To jest twoja prababunia - przedstawiłam je obie sobie.
Bunia wzięła ją na ręce, bardzo delikatnie, a Darcy zaczęła się śmiać do buni.
- Jaka ona słodka!
Z jednego z wózków, dobiegał płacz. Podeszłam do Tommiego.
- No, co Tommie? Głodny jesteś?
Wzięłam go na ręce i sprawdziłam pieluchę. Była ciężka jak nie wiem…
- Sama was wszystkich nie wykarmię. Muszę jechać do szpitala.
- A dlaczego one nie są z mamą? - zapytała bunia.
- Bo mama ich nie chce…
- Jak to?!
- Ma depresję poporodową. Nie chce ich widzieć.
 Drzwi się otworzyły i do domu wszedł Michał.
- Jak tam dzieciaki? - zapytał.
- Myślę, że będą niedługo głodne, a nie mam mleka dla wszystkich.
- No właśnie przywiozłem mleko od Ellie. Ściągnięto jej i przywiozłem je. Trochę to chłopców uspokoi, bo dostała środki uspakajające, więc na pewno  w mleku jest trochę.
- A to nic im nie zaszkodzi?
- Nie. Najwyżej będą spać. Trzeba trochę podgrzać mleko.
Zdążyłam już wyjąć podgrzewacz, więc nalałam szybko wody i wstawiłam jedną butelkę do podgrzewacza.
- Gdzie jest ten drugi podgrzewacz? Przecież Ellie ma dwa…
- Megan chce jechać do szpitala, aby zawieźć Ellie rzeczy.
- Nie ma co. Do jutro na pewno będzie spała. Jutro zabiorę je ze sobą i zaniosę jej.
- Michał dziękuję ci za pomoc. Nie wiem, jak byśmy dali sobie radę…- powiedziałam.
Za chwilę obudził się Jimmie i zaczął płakać.
- One tak na zmianę?
- Z tego,  co wiem… To tak.
- Nie ma się, co dziwić, że Ellie w takiej depresji…
- Wyśpi się w szpitalu i zaraz jej przejdzie - zaśmiał się Michał.
Mieliśmy pełno roboty. Rozpakowałam rzeczy dzieciaków, oddzielając rzeczy bliźniaków, od rzeczy Darcy i powiedziałam:
- Muszę sobie dać radę.
- Co mówisz kochanie? - zapytała bunia.
- A to ja powiedziałam  to na głos? - zdziwiłam się.
- Nie martw się. Jakoś sobie poradzimy - powiedziała mama.
Mały Joe zniknął gdzieś na dole. Pewnie poszedł szykować kolację. Włączyłam komputer i na ekranie zobaczyłam Nialla, Lou i Hazzę.
- Powiedz, co się dzieje! - zapytał Lou. W tym czasie usłyszałam jednocześnie: No wreszcie- wypowiedziane, przez Harryego.
- Jak sobie dałaś radę? - zapytał Niall również w tym samym czasie.
- Nie wszyscy równocześnie! Już jest sytuacja lekko opanowana – powiedziałam - nie macie się co martwić. Ellie jest już w szpitalu i śpi spokojnie. Tommie i Jimi właśnie jedzą. Jak chcecie, to zobaczcie - przesunęłam komputer w stronę mamy z Tommim i buni siedzącej z Jimim. 
- Dzielna z ciebie dziewczyna - powiedział Louis - Ale mam wyrzuty, że samą cię puściłem.
- Nie miej wyrzutów, bo nie masz o co. Stewardessy bardzo mi pomogły dałam sobie radę, a na lotnisku czekał na mnie Michał z karetką.
- A jak moja ulubienica? - zapytał Niall.
- Nawet prowadziła samolot - powiedziałam.
- Zdolna bestia - odpowiedział Niall.
- Ujęła kapitana swoim uśmiechem.
Wszyscy zaczęli się śmiać.
- A co u was?
- Jesteśmy już w Wiedniu. Jutro mamy koncert i jakieś spotkanie w telewizji.
- To się wyśpijcie panowie. Macie teraz okazję. Odezwę się do ciebie Harry później.
- Okej.
Zakończyliśmy rozmowę.  Była dwudziesta, więc stwierdziłam, że trzeba będzie wykąpać zaraz dzieciaki i położyć je spać. 
 Mały Joe zaprosił nas na kolację. Dzieciaki były już wykąpane. Położyłam je do wózków  i zaraz odjechały.  Wzięłam „krzykacza” ze sobą i zeszliśmy na dół. Zjedliśmy kolację i Dziadziusiowie zaczęli się żegnać.
- Odwiozę Was – powiedział Michał
- Nie ma mowy my tu mamy świetnie połączenie. Autobus nas dowozi pod sam dom – stwierdziła kategorycznie bunia.
- Wpadniecie jeszcze?
- Jutro przyjadę - powiedziała  bunia wychodząc.
- Super! To do jutra.
 Usiedliśmy w salonie i zaczęłam opowiadać, co się wydarzyło.
- Dzięki Bogu, że pomyślałaś o pójściu do lekarza - powiedział Michał - Jeszcze by sobie coś zrobiła, albo dzieciom… Nie daj Boże!
- Ale pomyślałam i się nic nie stało.
- Może jednego chłopca zabierzemy do nas do pokoju, żeby cię trójka nie budziła? - zaproponowała mama.
- Oni będą spali - powiedział Michał - tylko Darcy może rozrabiać, ale jak rano się obudzą, wyspani i wypoczęci i głodni, to wtedy przyda się pomoc.
- Jakoś dam sobie radę - powiedziałam - najwyżej jutro odeśpię.
- Umowa stoi - zaśmiała się mama.
Wróciłam do pokoju i weszłam na Skype. Było około dziesiątej.
- Cześć słońce! - usłyszałam.
- Jak wam w Wiedniu? - zapytałam.
- Źle - odpowiedział Harry.
- Jak to źle?
- Bo bez was…
- Niedługo się zobaczymy.
-Nie będę miał się do kogo przytulić…
- To przytul się do Nialla.
- Łee… Nie jestem homo!
- Niall też – odpowiedziałam - Ale przytulić cię może. Louis cię przytula.
- Louis poszedł spać, a poza tym ostatnio mnie nie przytula!
- Pilnuj go, żeby sobie czegoś nie zrobił, bo też nie jest w najlepszym stanie…
- Zobaczymy, co będzie jutro.
- To poprzytulaj się z Niallem.
- Bo się doigrasz!
- Czego? - zapytałam niewinnie.
- Bo się przytulę do jakiejś fanki.
- Tylko spróbuj – powiedziałam - To się przytul do misiaczka, którego zapomniałam zabrać. Dzięki Bogu Darcy jeszcze nie zdążyła za bardzo się do niego przywiązać.
- Zapomniałaś zabrać pieluch…
- Nie ma problemu. Kupię tutaj. Mam na razie jedną paczkę. Starczą do jutra.
- A jak tam chłopcy, grzeczni?
- Śpią, bo dostali pokarm od Ellie, która była na środkach uspokajających. Michał mówi, że do jutra powinni spać.
- Może i ty się wyśpisz - powiedział Harry - To idź do łóżka i się wyśpij.
- Ty też. Dopóki jesteś sam, możesz się wyspać. Kocham cię.
- Ja ciebie bardziej - uśmiechnął się szeroko.
Życzyliśmy sobie miłych snów i poszliśmy spać. Darcy dzięki Bogu tylko raz się obudziła w nocy. Chłopcy faktycznie przespali całą noc.  Jak wstałam, sprawdziłam czy wszyscy mają sucho. Tommie  miał mokro, więc go przewinęłam. Nawet się nie obudził.  Rano obudził mnie wrzask. To nie był płacz, a wrzask, który postawił chyba całą chałupę na nogi. Zerwałam się z łóżka. Chłopcy się obudzili, budząc oczywiście Darcy. Za chwilę przybiegła do mnie mama.
- Co się dzieje?
- Wyspali się - powiedziałam.
- I są głodni.
W podgrzewaczach stały butelki, więc mama złapała jedną, ja drugą. Dałyśmy chłopcom. Złapali tak szybko w rączki butelki, że doszłam do wniosku, że sami mogą jeść i nie trzeba im ich trzymać. Wzięłam Darcy i również ją nakarmiłam, tylko że z cyca. Zapanował spokój w pokoju.  Gdy Darcy zaczęła się rozglądać dookoła, wiedziałam, że się już najadła.
- No, panienko, to teraz mamusia idzie się myć. Mamo, zostaniesz z nimi?
- Oczywiście. Idź się spokojnie umyć.
Wzięłam sobie długi prysznic, który nie pamiętam, kiedy brałam, ubrałam się. Gdy wyszłam z łazienki i weszłam do pokoju zobaczyłam, że nad wózkami stoi Michał.
- Dzień dobry! Jak spały?
- Tak jak mówiłeś, spały całą noc, ale chyba wrzask postawił was na równe nogi.
- Dzięki Bogu się obudziliśmy wcześniej. Mały Joe poszedł już na zakupy, także nie słyszał wrzasku… - wyjaśniła mama.
- Wczoraj nie widziałam Zutka. Gdzie on jest?
- Pewnie siedzi zamknięty u Małego Joe. Mały Joe boi się, że albo coś im zrobi, albo one jemu…
- Przecież one jeszcze nie chodzą! - zaczęłam się śmiać.
- Niech siedzi w pokoju u Małego Joe. Stał się strasznie zazdrosny, więc mógłby coś zrobić dzieciom.
- Jak maluchy śpią, to przecież może wychodzić. Pokój do mnie się zamknie i będzie miał swobodę ruchu.
- A co tam u chłopaków? - zapytała mama.
- Kazałam im się wyspać. Mam nadzieję, że mnie posłuchali.
Chłopcy zjedli już swoje porcje.
- Ciekawe, kiedy będę mogła odwiedzić Ellie - powiedziałam do mamy.
- To musisz ustalić z Michałem - odpowiedziała.
Postanowiłam wieczorem zapytać Michała. Może będzie już wiadomo, jak długo Eleanor będzie leżeć w tym szpitalu… Ktoś zadzwonił do drzwi. Mama pobiegła otworzyć. Okazało się, że przywieźli ze szpitala pokarm dla chłopaków. Wstawiłam go do lodówki i wróciłam na górę.
- Muszę powiedzieć Małemu Joe, że to jest pokarm dla chłopców - powiedziałam, gdy weszłam do pokoju.
- To napisz kartkę i połóż na naczynku - odpowiedziała mama.
Szybko napisałam kartkę i zbiegłam na dół. Mały Joe właśnie wszedł, więc nie musiałam już kłaść  kartki, tylko powiedziałam mu wyraźnie, co to jest i że nie wolno mu tego ruszać.
Włączyłam komputer. Mama poszła do siebie. Na ekranie pojawił się Harry.
- Cześć kochanie. Jak noc? - zapytał.
- Do siódmej było wszystko w porządku. Spali jak zabici.
- Darcy też?
- Nie, Darcy się raz w nocy obudziła. Zmieniłam wszystkim pieluchy,  a chłopcy się nawet nie obudzili, a jak ty spałeś?
- Powiem, że się wyspałem.
- No to dobrze. Masz jeszcze parę nocy, które możesz przespać sam.
- Ale budziłem się w nocy, bo nie miałem się do kogo przytulić. Szukałem cię w nocy po łóżku.
- Popatrz, popatrz! Największy śpioch, który budzi się w nocy. Interesujące - zaczęłam się śmiać.
- A tobie mnie nie brakowało?
- Wiesz co? Ja byłam taka padnięta, że nie wiem kiedy zasnęłam.
Harry poczuł się lekko urażony.
- Zastanowię się, czy mam do ciebie przyjechać…
- A może do Darcy? - zapytałam niewinnie.
- Zastanowię się.
Zapanowała cisza.
- Zastanowiłeś się już? - zapytałam po chwili.
- No, jednak przyjadę. Zdecydowałem.
-  Świetnie! Ale do mnie, czy do niej?
- Do obydwu.
Iskierki w oczach Harryego mocno się zapaliły.
- Co ty masz na myśli? - zapytałam zaniepokojona.
- Nic - odpowiedział niewinnie - A jak tam Mozart?
- Wiesz, że go jeszcze nie widziałam? Mały Joe zamknął go u siebie, bo boi się, że zrobi dzieciakom krzywdę i jeszcze go nie widziałam. Muszę go iść zobaczyć. Powiedz Niallowi, że jego pupilka tęskni za nim.
- A za tatusiem nie?
- To się samo przez się rozumie - powiedziałam.
- Powiedz, że jak nie będzie za tatusiem tęsknić, to nie przyjadę do niej…
- Nie bądź okrutny!
- Przyjadę tylko do ciebie.
- Ale my jesteśmy dwie. Nierozłączne.
- Jakoś was rozłączę…
- Nie wydaje mi się.
- A babcia w domu?
- Nie.
- Gdzieś wyszła, czy wyjechała?
- A czemu pytasz?
- Nic tak sobie… - powiedział tajemniczo.
Darcy zaczęła płakać.
- A co jej się stało?
- Właśnie nie wiem. Może cię usłyszała?
Wzięłam ją na ręce. Sprawdziłam pieluchę. Była sucha. Jeść, dopiero jadła. Usiadłyśmy przed monitorem i pokazałam Harryego.
- Zobacz, tam jest tatuś.
- Darcy, Darcy!
Mała zaczęła kręcić główką.
- Chyba cię szuka - powiedziałam.
- Jeszcze Bratysława i się zobaczymy – powiedział - dzisiaj wieczorem mamy jeden koncert, jutro lecimy do Bratysławy, potem mamy jeden dzień wolny,  następny koncert i lecimy do Warszawy.
- Byłeś już na śniadaniu?
- Jeszcze nie,  ale miałem nadzieję, że cię zobaczę z samego rana.
- Czyżbyś zatęsknił za mną?
- Głupie pytanie - obruszył się - idę na śniadanie. Jestem zły na was. Może mi przejdzie,  ale ty się doigrałaś.
- A czego? - zapytałam podekscytowana.
- Zobaczysz - odpowiedział udając ponurego.
- To życzę ci smacznego. Ja też idę na śniadanie.
- Do zobaczenia - odburknął.
Zostawiłam włączony komputer i zeszłam na śniadanie. Darcy zniosłam na dół. Było bardzo ciepło, więc postanowiłam wystawić ich na dwór w wózkach. Mama jak zobaczyła mnie z Darcy, pobiegła na górę po chłopców. Za chwilę była już cała trójca w wózkach. Ptaszki śpiewały, dzieciaki zamilkły i obserwowały dookoła przyrodę. Postawiliśmy wózki w cieniu, aby się nie poparzyły słońcem.
- Idź na śniadanie. Ja tu zostanę z nimi - powiedziała mama.
Poleciałam na śniadanie. Mały Joe upiekł nawet bułeczki. Zapytałam go co z Zutkiem.
- Nie wypuszczam go dopóki dzieci są na dole, a sam na górę nie wchodzi.
- Muszę go zobaczyć.
- Ale to jak dzieci będą na górze.
Zjadłam trochę twarożku, jedną bułeczkę. Wypiłam słabiutką herbatkę i wyszłam do ogrodu, żeby zmienić mamę. Mama poszła na śniadanie, a ja zostałam z malcami. Darcy zaczęła się śmiać.
- Co ci się tak podoba? - zapytałam.
Zobaczyłam, że patrzy na drzewo. Przyjrzałam się mu. Listki się poruszały delikatnie i prawdopodobnie to jej się tak podobało.  Dzień minął szybko na stałych zajęciach. Po pracy wrócił Michał i zaczął bawić się z chłopcami.
- Ile czasu Ellie będzie w szpitalu? Jak długo przewidujecie jej pobyt? - zapytałam.
- Dzisiaj była w lepszym nastroju jak wczoraj. Po prostu się wyspała. Poza tym dostała leki uspakajające. Myślę, że do przylotu chłopców powinna wyjść ze szpitala. Pojutrze spróbujemy pojechać do niej z chłopcami.
- A pyta się w ogóle o dzieci?
- Nie za bardzo. Właśnie to mnie martwi… Zobaczymy co zrobi, jak przyjedziemy z chłopcami. Od tego wszystko zależy,  ile zostanie jeszcze w szpitalu - powiedział smutno Michał.
Trochę się tym zdenerwowałam.
- A czy ona może w ogóle odrzucić chłopców?
- Jakoś staramy się, żeby ich nie odrzuciła - odpowiedział Michał.
To mnie jeszcze bardziej dobiło.
- To straszne, jak matka tak cierpi.
- No, nieraz się tak zdarza. Ona musi sama chcieć wyzdrowieć.
- A czy ja mogę do niej pojechać?
- Lepiej jeszcze nie. Niech jeszcze nie myśli o niczym. Wygląda na to, że chciała mieć dziewczynkę i chłopca, a urodziły jej się chłopaki. Nie może się z tym pogodzić.
- Mogą przecież próbować dalej. Może następna się urodzi dziewczynka - powiedziałam.
- Byleby nie mieli drużyny piłkarskiej - zaśmiał się Michał - A jak tam moje wnuczka? - zapytał i wziął ją na ręce.
Darcy zaczęła się śmiać.
- Lubi panów. Lubi! – powiedziałam - kokietuje równo!
Michał zaczął się śmiać.
- No, kokietka - powiedział.
Po wieczornym oporządzeniu dzieciaków, poszłam spać. W pewnym momencie poczułam, że coś mi przeszkadza. Otworzyłam oczy i zobaczyłam nad sobą Harryego.


* Dzień dobry. Jak tam rozdział? Zdecydowałam, że kolejny wrzucę dopiero wtedy, gdy będzie więcej komentarzy, bo co ja widzę? Co raz to ich mniej :( Więc smuci mnie to trochę, że wymagacie ode mnie kolejnych rozdziałów, ale żeby się udzielać to już nie (nie do wszystkich Was). Owszem, są też takie osoby, które regularnie bywają i komentują, za co im dziękuje i właśnie IM dedykuje dzisiejszy rozdział. Także to, kiedy będzie kolejny, decydujecie sami. Z góry dzięki.
                                                                                                                               ~Meg
                                                                                         

piątek, 15 lutego 2013

Rozdział Sześćdziesiąty Drugi


  Minęły trzy miesiące. Ellie z Louisem, oraz ja z Harrym chodziliśmy nieprzytomni ze zmęczenia, że prawie  spaliśmy na stojąco. Oczywiście chłopaki z Danielle starali się nam pomóc, więc wciągu dnia zdarzało się, że mogliśmy pospać z półtorej godziny. Oczywiście ściągaczka bardzo się przydała, bo ściągałam mleko i ktoś, kto się opiekował Darcy w czasie, gdy spałam, mógł ją nakarmić. Podobnie było u Eleanor i Louisa. Dzieciaki całą ósemkę traktowały jak rodzinę. Darcy była pupilką wszystkich. Miałam wrażenie, że Ellie jest o to zazdrosna… Dzięki Bogu, pozostali mogli się wyspać w nocy, a my staraliśmy się, aby dzieci nie było słychać w całym domu. Zbliżała się trasa koncertowa i wszyscy postanowili, że jedziemy razem.  Znów został wyczarterowany samolot i lecieliśmy do Budapesztu. Mieliśmy zarezerwowane piętro w hotelu. Pediatra zgodził się, żeby dzieci poleciały, więc byliśmy przeszczęśliwi. Zbliżał się dzień wylotu. Mieliśmy strasznie dużo bagaży. Głównie dla Darcy.
- Czy ten samolot was uniesie? - zapytał Zayn.
- Nie tylko nas, ale i ciebie - powiedziałam.
Lecieliśmy do Budapesztu, potem do Wiednia, Bratysławy,  Warszawy (w wolnym czasie), potem do Frankfurtu, Brukseli, do Paryża i do Glasgow.
Chłopcy ćwiczyli w studio, a ja weszłam na stronę internetową i zaczęłam czytać komentarze. Tak jak przypuszczałam fanki wzdychały już tylko do Nialla i Zayna, chociaż zdarzały się też takie, które twierdziły, że Harryemu byłoby lepiej z nimi. Niektóre wieszały na mnie psy,  ale nie ruszało mnie to. Pierwszy raz jak się zetknęłam z krytyką mojej osoby, poczułam się trochę dotknięta. Jak osoba, która mnie nie zna, może wygłaszać opinię na mój temat. Pokazałam to Harryemu, który się mocno zdenerwował.
- Zaraz jej  coś napiszę - powiedział.
Ledwie mi się udało, żeby mu to wybić z głowy… Co prawda na następny dzień znowu wylewała pomyje na mnie. Ta sama dziewczyna,  ale stwierdziłam, że jest głupia i nie będę się denerwowała, bo to nie ma sensu. Szkoda było mojego zdrowia. Gdy widziałam jakiś jej wpis, w ogóle go nie czytałam. Ludzie po prostu potrafią być zawistni. Nie wiem, czy Harry wchodził na stronę, ale po pewnym czasie przestała wypisywać głupoty. Chyba w ogóle przestała wchodzić na naszą stronę. Byłam z tego powodu bardzo zadowolona. Strona była cały czas odwiedzana. Od momentu, kiedy zaczęłam wrzucać zdjęcia Harryego z Darcy i Louisa z chłopcami, na co obydwaj wyrazili zgodę, oglądalność strony wzrosła dwukrotnie. Byłam mile zaskoczona. Darcy stała się pupilką oglądających. Było bardzo dużo pozytywnych komentarzy i życzeń by się dobrze chowała. Strona zaczęła żyć trochę swoim życiem, bo już nie miałam za dużo czasu, aby wchodzić na nią codziennie. Wpisałam miejsca, które mieliśmy odwiedzić.
Do pokoju wpadł Niall z Darcy.
- Słuchaj, ona chyba ma mokro - zaczął się śmiać.
- Z czego się śmiejesz? - zaniepokoiłam się.
- A bo Liam wziął ją na barana i tak śpiewaliśmy razem i w pewnym momencie Liam stwierdził, że chyba coś mu leci po plecach…
Wybuchłam głośnym śmiechem.
- Czyżby Liam został ochrzczony? - zapytałam.
- Wychodzi na to, że chyba tak… - zaczął się śmiać Niall - właśnie poszedł się przebrać.
Rzeczywiście. Darcy miała mokro,  ale nie płakała.
- Ty faktycznie masz dar do uspakajania dzieci - powiedziałam.
- Mogę ją przewinąć, mogę? - zapytał Niall.
- Przewiń. Jak masz ochotę, proszę bardzo.
Pobiegł z Darcy do jej pokoju i słyszałam jak Darcy się zaśmiewa. Byłam ciekawa, co Niall robi, że ona się  tak śmieje. Zajrzałam do pokoju, a Niall łaskotał ją po brzuszku.
- Widzę, że dajesz sobie całkiem dobrze radę - powiedziałam.
Niall był tak dumny, jakby był tatusiem Darcy.
- A gdzie Harry? - zapytałam.
- Został w studiu. Nagrywają jego kawałek. Powiedział, że gdy skończy, to przyjdzie do ciebie.
- To trzeba będzie ją położyć teraz do łóżka, bo nic nie spała…
- A jadła coś?
- Wtrząchnęła całą butlę - powiedział dumny Niall.
Na początku nie był dopuszczany do Darcy dlatego, że Darcy zajmował się albo Liam, albo Harry, oczywiście w czasie, kiedy nie zajmowałam się nią ja. Pewnego dnia Harry z Liamem musieli wyjechać, a ja zostałam z Niallem sama. Louis z Ellie pojechali do lekarza z dziećmi. Zayn gdzieś wyszedł, a myśmy zostali we dwójkę.
- Pozwól mi ponosić ją trochę. Naprawdę jej nie upuszczę. Przysięgam - błagał.
Zdecydowałam się, że pozwolę mu  pochodzić z Darcy na rękach i bardzo dobrze się we dwójkę zachowywali. Darcy przestała marudzić, a wujek Niall doskonale się spisywał w roli opiekuna. Od tamtego czasu, bez wahania oddawałam Darcy, jeżeli miał ochotę się z nią pobawić. Zayn za to wolał chłopaków i często się zdarzało z Niallem, że opiekowali się całą trójką. Okazało się, że Niall napisał kołysankę dla Darcy i jak ta nie chciała zasnąć, to trzeba było jej śpiewać tylko tę kołysankę. Żadną inną tylko tę.
- Wiesz, co Niall, połóż ją do łóżeczka i zaśpiewaj jej. Może szybko zaśnie…
Niall położył Darcy do łóżeczka, a ta nie była zachwycona. Niall połaskotał ją po brzuszku, a Darcy zaczęła się śmiać. Wziął ją z powrotem na ręce i zaczął jej śpiewać. Kołysanka była przeurocza. Poczułam, że mi się też chce spać. Wyszłam na palcach z pokoju, żeby nie rozpraszać Darcy i zaczęłam ziewać w drugim pokoju jak smok. Na to wszedł Harry.
- Co tak ziewasz?
- Kołysanka Nialla mnie uśpiła…
Harry zaczął się śmiać.
- A gdzie Niall?
- Usypia naszą córeczkę.
Po chwili Niall wszedł do naszego pokoju.
- Co? Już skończyliście? - zapytał.
- Ja skończyłem, teraz męczy się Zayn, a potem pora na ciebie - powiedział Harry.
- Wiesz co Niall? Powinieneś wydać tę kołysankę na krążku. Wszystkie mamy by cię kochały - powiedziałam.
- Dobra. Prześpijcie się, dopóki ona śpi. Tylko bądźcie grzeczni - uśmiechnął się tajemniczo.
- Niall! Uspokój się - powiedział roześmiany Harry - damy sobie radę.  Gdzie nam w głowie cokolwiek, jak człowiek nie widzi na oczy ze zmęczenia. Musielibyśmy przespać całą noc, żebyśmy chcieli myśleć o następnych igraszkach…
Położyliśmy się do łóżka i od razu odjechaliśmy. Obudził nas płacz Darcy. Pobiegłam do pokoju obok i robiłam  to co zawsze, czyli przewinęłam Darcy, po czym ją nakarmiłam. Trochę się z nią pobawiłam i postanowiłam, że zabiorę ją na dwór. Wózek stał w ogrodzie. Postawiłam wózek w cieniu i położyłam Darcy do wózeczka. Darcy oglądała niebo, a potem zaczęła przyglądać się drzewu. Postanowiłam, że musimy wyjść na spacer,  ale chciałam się dowiedzieć, czy Harry pójdzie ze mną. Duży Bo wyjrzał do ogrodu, więc go zapytałam, czy nie może zostać na chwilkę z Darcy.
- Z królową wszystko.
- Jaka ona królowa… - zaczęłam się śmiać.
- No dobrze. Niech ci będzie. Ty jesteś królową, a ona jest królewną.
- Ja zaraz przyjdę, tylko muszę się coś dowiedzieć od Harryego.
Pobiegłam na górę. Weszłam do pokoju, ale Harry spał. Nie znałam na tyle Chicago, żeby sama wyruszać na spacer z małą, bo jak nie latałam „Słoniątkiem” to jeździłam limuzyną. Sama nigdzie nie jeździłam. Trochę mnie to przeraziło. Napisałam kartkę do Hazzy.
Czy pójdziesz z nami na spacer?
Położyłam ją w widocznym miejscu. Pomyślałam sobie - zaczekam. Może Hazzie da się namówić?
Wróciłam na dół i zapytałam Dużego Bo:
- Słuchaj, czy jest tu jakiś park?
- Kawałek stąd, a co?
- Chciałabym pójść z małą do parku. Siedzimy tu zamknięte jak w klatce. Chętnie bym sama coś zobaczyła. Doszłam do wniosku, że przecież nic tutaj nie znam…
- Jak chcesz, możemy iść razem.
W  tym momencie w drzwiach pojawił się Harry.
- O czym tak plotkujecie? - zapytał.
- Twoja żona namawiała mnie na spacer - powiedział Duży Bo.
- No, no, no… Musimy chyba porozmawiać - powiedział Harry - ja śpię, a ty podrywasz facetów.
- To ja was zostawię samych. A może zabierz na spacer żonę z córką?
- Nie chcę nic mówić, ale musisz chyba iść z nami, bo jeszcze jakieś fanki nas dopadną i co? - powiedziałam.
- To zdzielisz parasolką przez łeb, albo przejedziesz wózkiem - zażartował Duży Bo.
Wyobraziłam to sobie i dostałam ataku śmiechu.
- Poradzimy sobie - powiedział Hazzie - A co cię naszło na spacer?
- No ile można siedzieć w tej chałupie?! Właśnie dzisiaj, zdałam sobie sprawę, że jeszcze w ogóle nie znam Chicago, a tyle już tu jestem.
Harry przyznał mi rację.
- Faktycznie, ale ja też za bardzo nie znam…
- To jest smutne. Musicie się ukrywać przed fankami, jakbyście byli więźniami…
- No chcesz, żebym chodził nago?! Żeby mnie policja zgarnęła?!
- Tego nie rozumiem.
- No, bo jak fanki mnie dopadną, to zerwą ze mnie wszystko…
- No, dobrze. Niech ci będzie. To co? Mam iść z Dużym Bo na ten spacer?
- Nie, ja idę z tobą.
Pobiegłam się przebrać i wyszliśmy.
- Może do jakiegoś parku byśmy poszli?
- To chodźmy tutaj.
Szliśmy  uliczkami z domkami jednorodzinnymi i w pewnym momencie doszliśmy do placu zabaw, który był usytuowany w jakimś malutkim parczku. Trudno to było nawet nazwać parkiem.
- Zobacz, jak tu fajnie. Jest trochę słońca, trochę cienia, może usiądziemy? - zapytałam.
Kilka dziewczyn się obejrzało za nami,  ale widocznie nie były pewne, czy to Harry, więc poszły dalej. Widocznie nie mieściło im się w głowie, że Harry Styles może wyjść ze swoją żoną i dzieckiem na spacer…
W pewnym momencie, poczułam, że ktoś mnie złapał za bluzkę z tyłu.
- Ploszę pani, ploszę pani!
Odwróciłam się i zobaczyłam trzyletnią dziewczynkę.
- Czy ja mogę zobaczyć tą dzidzię?
Harry podniósł dziewczynkę i pokazał Darcy, która spała w najlepsze.
- Ale fajna - powiedziała mała - A ile ona ma lat?
- Nie długo skończy cztery miesiące.
- A, ona taka malutka!
- No, widzisz, że jest malutka - odpowiedziałam łagodnie - A gdzie jest twoja mama?
Dziewczynka rozejrzała się nerwowo.
- Właśnie nie wiem, gdzie jest moja mama.
- Pewnie mama cię szuka.
- A wiesz, gdzie mieszkasz? - zapytałam.
- Chyba tam - pokazała w kierunku wschodnim.
- Tam to chyba nie możesz mieszkać - powiedział Harry - Bo, tam są bagna…
- No, to nie wiem, gdzie mieszkam.
- A jak masz na imię? - zapytałam spokojnie.
- Suzie.
- A jak masz na nazwisko?
- Robinson.
Mała szła z nami bez wahania. Pomyślałam sobie, że jak Darcy będzie w jej wieku, będzie musiała znać dokładnie swój adres.
- A powiedz mi. Mama ci nigdzie nie napisała, gdzie mieszkasz? - zapytałam.
- Nie.
- Trzeba będzie chyba z nią pójść na policję - powiedziałam do Harryego.
- Ja nie chcę na policję! - powiedziała dziewczynka
- Ale panowie policjanci odnajdą twoją mamusię.
 Zobaczyłam policjanta i zaczęłam na niego wołać.  Policjant podszedł do nas i wytłumaczyłam mu, co się stało. Policjant nam podziękował i zabrał małą na posterunek. Zapytałam na który, bo gdybyśmy spotkali matkę, to żebyśmy wiedzieli, gdzie ją kierować. Okazało się, że posterunek nie był daleko, więc podeszliśmy z Harrym i Suzie, która zaczęła się wyrywać. Tam zostawiliśmy małą i wróciliśmy do parku.
- Dobrze, że odprowadziliśmy ją na ten posterunek, bo zaczęłam się martwić, czy to nie jakiś przebieraniec…
- No, coś ty! W Stanach nie ma przebierańców!
- A jakby to był jakiś pedofil, który czeka na dzieci?!
Harry się zastanowił.
- No, może i masz rację.
Pochodziliśmy jeszcze trochę po parku. W pewnym momencie usłyszałam jakieś wołanie.
- Zobacz, to chyba ktoś szuka Suzie. Chodź podejdziemy - powiedziałam.
Ruszyliśmy w kierunku jakiegoś mężczyzny, który wołał: „SUZIE, SUZIE!!!”
- Panu zgubiła się córeczka? - zapytałam.
- Tak. Chciałem jej kupić sok. Podeszliśmy do kiosku i zanim się odwróciłem, już jej nie było.
- Znajdzie ją pan na posterunku policji. Tu obok - pokazałam.
- Dziękuję pani bardzo - powiedział uradowany - Ja państwa skądś znam.
- Może gdzieś się spotkaliśmy,  ale nie przypominam sobie - powiedział Harry.
Mężczyzna pobiegł w kierunku posterunku.
- Nieźle go spławiłeś - powiedziałam.
- Lata praktyki - odpowiedział z uśmiechem na twarzy.
Wróciliśmy do domu i opowiedzieliśmy naszą przygodę.
- Bardzo dobrze, że zaprowadziliście tą małą na posterunek. Ja też bym tak zrobiła - powiedziała Ellie -  trudno powierzyć jakiemuś nieznajomemu dziecko, choćby mówił, że to jego dziecko.
Ktoś włączył telewizor i leciały wiadomości. Pokazywane było zdjęcie Suzie.
- Popatrzcie to ta dziewczynka!
- Szybko zadziałali!
- Przecież tam był posterunek, prawda? - zaniepokoiłam się.
- Tak. Tam od zawsze jest posterunek - powiedział Harry.
- Miejmy nadzieję, że tatuś już się zgłosił - podsumowałam.
Darcy zaczęła płakać, więc Niall wziął ją na ręce.
- Ale nie obsiusiasz wujka? - powiedział patrząc na Liama przekornie.
- Co zazdrościsz mi, że mnie ochrzciła?
Kazik podał kolację, którą chętnie wszyscy zjedli. Niall bawił się z Darcy i gdy zjadłam , zabrałam  ją od niego. Darcy natychmiast zaczęła płakać.
- Wujek Niall musi zjeść kolację. Nie bądź taką egoistką - powiedziałam do niej.
Wszyscy zaczęli się śmiać.
- A gdzie chłopcy?
- Śpią - powiedział Louis.
W tym momencie w jego kieszeni zabrzmiał płacz. Chyba nawet dwóch.
- W każdym bądź razie spali - powiedziałam.
Louis się zerwał i pobiegł na górę. Ellie skończyła kolację i powiedziała:
- Bardzo was przepraszam,  ale taka jest dola karmiącej matki. Muszę iść na górę, bo Louis ich nie nakarmi…
Po krótkim czasie wrócił Louis, który dokończył jedzenie. Darcy wyciągnęła rączki w stronę stołu, jakby do Louisa.
- Co? Chcesz do wujka? - zagadał ją Lou.
Darcy zaczęła coś gaworzyć.  Louis podszedł do nas i zabrał Darcy. Zaczął ją podrzucać, a ona zaczęła się zaśmiewać.
- Ale ona fajnie się śmieje. Ona się śmieje całą sobą - powiedziała Danielle.
Do pokoju weszła Ellie z chłopcami na rękach.
- No proszę. Ja muszę dźwigać dwójkę, a ty dźwigasz cudze dzieci!
- No, chyba nie cudze, tylko Harryego i Megan - powiedział Louis.
Do Ellie podbiegł Zayn, który zabrał obydwu chłopaków. Louis pokołysał trochę Darcy i oddał ją Niallowi.
- A kiedy ja dostanę Darcy? - zapytał zniecierpliwiony Liam.
- Nie długo trzeba będzie jej założyć karnecik - zaczęłam się śmiać - Albo podzielimy dzień na godziny. Kiedy kto się zajmuje Darcy.
- To jest niezły pomysł! - powiedziała Danielle - proszę mnie też uwzględnić.
- To jest niesprawiedliwe, bo oni we dwójkę będą się zajmować Darcy. Dwa razy dłużej niż ja! - zdenerwował się  Niall.
- Coś wykombinujemy - powiedziałam.
- A może ty chłopcami się  zajmiesz? - zapytała Eleanor Nialla.
- Nie chcę wchodzić w drogę Zaynowi - migał się Niall.
- To może zróbmy tak, że po dwie osoby będą się zajmować żłobkiem  w podziale na godziny.
- Jakoś to ustalimy – powiedziałam - No, idziemy na górę, bo trzeba się wykąpać, droga panno. Pojutrze wyjeżdżamy.
Zostało nam dopakowanie rzeczy, które były używane na co dzień,  ale stwierdziłam, że dopakuję to wszystko przed samym wylotem. Cała  reszta była już spakowana. Gdy Darcy już spała, włączyłam telewizor. Znowu leciały wiadomości. Zobaczyłam na ekranie mężczyznę, którego spotkaliśmy w parku i który coś mówił. Zrobiłam głośniej i usłyszałam:
~ Tak to na pewno był Harry z One Direction~ usłyszałam końcówkę wywiadu. Mężczyzna trzymał Suzie na rękach.
Jak on go rozpoznał? – pomyślałam - No tak… Harryego nie trudno poznać…
Przełączyłam się na MTV. A tu na pasku leciało:
Harry Styles uratował dziecko!
Zrobiło mi się  słabo. Wszystkie kanały będą o tym mówić?! Zadzwonił telefon.
- Nie wiedziałem, że jesteście takimi bohaterami - usłyszałam głos Simona.
- Cześć Simon! Jesteś w Chicago?
- Nie, w Londynie.
- To do Londynu też to dotarło?
- Wszystkie stacje wychwalają Harryego, że tak dzielnie uratował dziecko.
- Ale o co chodzi? - zapytałam.
- No, właśnie nie za bardzo wiem. Dlatego dzwonię, aby się dowiedzieć.
Opowiedziałam Simonowi jak wyglądało to ratowanie dziecka, a Simon zaczął się śmiać.
- Może nie prostuj tego. Dla niego lepiej… A zespół też zyska…
Przyszedł Harry.
- O, właśnie wszedł. Chcesz z nim rozmawiać? Już ci go oddaję. Do zobaczenia - powiedziałam do słuchawki. Podałam ją Harryemu, który jak usłyszał Simona, bardzo się ucieszył. Zobaczyłam, jego zdziwioną minę i o mało nie parsknęłam śmiechem. Gdy skończyli rozmawiać, podeszłam do Harryego i powiedziałam:
- Ty mój bohaterze.
- Ale o co chodzi?!
Wskazałam mu telewizor. Harry parsknął śmiechem.
- Nie myślałem, że oddanie w ręce policji zaginionego dziecka, jest czynem bohaterskim… Poza tym nie ja oddałem, a ty oddałaś…
- Ale ty jesteś rozpoznawalny. Ja nie - odpowiedziałam.
Przytulił mnie do siebie.
- Jakoś mi tego brakowało - powiedział i pocałował mnie.
Do Budapesztu dolecieliśmy w południe czasu wschodnio- europejskiego. Zgubiliśmy jeden dzień.
Darcy zachowywała się bardzo przyzwoicie w samolocie, w przeciwieństwie do Tommiego i Jima, którzy darli się przez całą drogę.
- Chyba podróżników z was nie będzie - powiedział Niall. Ellie skosiła go wzrokiem,  ale Niall miał to gdzieś.
Wszystkich zaczęła boleć głowa.
- Czy ma ktoś tabletkę na ból głowy? - zapytał Liam.
- Czy oni tak cały czas płaczą? - zapytała stewardessa.
- Nie, tylko w trakcie tego lotu - odpowiedziała Ellie.
- Tak, bo w domu płaczą na przemian - powiedział Louis.
Dzięki Bogu wylądowaliśmy już w Budapeszcie i można było wysiąść. Gdy Ellie z Louisem wyszli z samolotu, chłopcy jak na komendę przestali płakać.
- Co za bachory - szepnął nam Niall.
- Niall. Nie można tak. Widocznie mają lęk wysokości - powiedział Harry.
- To wasza zostanie chyba pilotką, albo kosmonautką - odrzekł Liam.
Wybuchliśmy śmiechem. Darcy spała w nosidełku, które założył Harry sobie na brzuch. Odprawę przeszliśmy szybko, a do hotelu dojechaliśmy limuzyną, która na nas czekała. Faktycznie było całe piętro dla nas. Hotel był  duży, więc wszyscy się zmieścili. Mogliśmy sobie powybierać pokoje sami. W pokoju było przygotowane łóżeczko dla dzieci,  ale jakoś ono mi się nie podobało.
- Przecież Darcy może wypaść z tego – powiedziałam - zobacz, jakie przerwy są między tymi sztachetkami…
Harry się ze mną zgodził.
- To co? Będziemy spali z Darcy w łóżku? - zapytał.
- Wolałabym jej do tego nie przyzwyczajać… Może mają jakieś inne łóżeczka. Trzeba będzie się tego dowiedzieć.
Harry zadzwonił do recepcji i zapytał, czy mają jakieś inne łóżeczka. Okazało się, że nie.
Dzięki Bogu mieliśmy wózek, więc położyliśmy spać Darcy do niego.
Darcy już się nie budziła co dwie godziny. Kulturalnie przesypiała już cztery godziny, więc jedna przerwa w nocy nie była już takim dramatem, jaki był na początku.
- Słyszałam, że Budapeszt jest piękny. A szczególnie nocą… Chętnie bym się gdzieś przeszła.
- To co? Wezwiemy Nialla?
- Daj spokój. Daj mu się wyspać. Jutro macie koncert.
-Jak się spotkamy na kolacji, to może z kimś pogadamy, żeby przypilnował Darcy, to może byśmy się urwali na trochę? - rzucił Harry.
 - Niezły pomysł – powiedziałam - To teraz się prześpijmy troszkę.
Obudziłam się z wrażeniem, że powinnam coś zrobić. Byłam w jakimś obcym pokoju. Po krótkiej chwili do mnie dotarło, że jesteśmy w Budapeszcie. Harryego nie było koło mnie, więc zaczęłam się rozglądać po pokoju. Harry siedział przy wózku i coś tam śpiewał Darcy.
- Co się stało? Obudziła się? - zapytałam zaspana.
- Nie chciałem cię budzić.
Harry podniósł Darcy z wózka i przyniósł mi ją do łóżka.
- Dawno się obudziłeś?
- Nie, przed chwilą.
- A która jest godzina?
- Szósta.
Nakarmiłam Darcy i zaczęłam się z nią troszkę bawić. Darcy zaczęła się śmiać głośno, gdy ktoś zapukał do drzwi.
- Śpicie? - usłyszeliśmy głos Nialla.
- Nie, chodź.
Niall wszedł.
- Przestała cię już boleć głowa? - zapytałam.
- Tak. Jak szatany przestały ryczeć, to i przestała mnie boleć głowa. A jak tam królewna?
- Dała nam nawet pospać cztery godziny.
- Uuu… To żeście się wyspali…
- No. Niestety Darcy musi spać w wózku, bo łóżeczko jest tak dobre, że mogłaby z niego wypaść…- powiedziałam.
Niall się zdenerwował.
- Jak to?! Powinni wam dać cos innego!
- Ale nie mają…
- Zaraz przyjdę! - powiedział i wypadł z pokoju.
Po jakimś czasie przyszedł i powiedział:
- Załatwione. Zaraz przyniosą i dopilnuję tego osobiście! Trudno, żeby moja ulubienica spala w wózku.
Po pewnym czasie przyniesiono nowe łóżeczko.
- No, w takim to może spać - zdecydował Niall.
- Jesteś świetny, wujku - powiedziałam.
- To idźcie na kolację, a ja z nią chętnie posiedzę - powiedział.
- A może ty idź na kolację, a my byśmy później wyskoczyli, żeby zobaczyć Budapeszt?
- Oczywiście. Z Darcy zawsze.
- No, nie wiem, czy Ewelina nie powinna być zazdrosna - zaczęłam się śmiać.
Niall wypadł z pokoju i po czterdziestu minutach przyszedł.
- Słuchajcie. Uradziliśmy z Liamem i Danielle oraz Zaynem, że macie wychodne wy oraz Ellie z Lou. Możecie gdzieś sobie pójść.
- Niall, czy to ty wpadłeś na ten genialny pomysł?
- Należy wam się wyjście. Bez przerwy z dziećmi. Pożyjcie sobie chociaż w Budapeszcie. Odetchnijcie. Tylko nie jedzcie takiej zupy, która się nazywa HALASIO…
- A HALASZLI. Ja słyszałam od mamy. To jest pioruńsko ostra zupa…
- To ubierajcie się i wychodźcie. Ja zabieram żłobek do siebie, albo do Liama.
- Dobrze, to zostawimy ci klucz, żebyś miał dostęp do potrzebnych rzeczy.
Poszliśmy pod pokój Louisa i Ellie, którzy także wychodzili.
- Super, że możemy wyjść, nie? - powiedział Louis.
- No, nie jestem za bardzo przekonana, żeby zostawiać chłopców z Zaynem i Niallem…- powiedziała Ellie.
- No, przecież w domu ich zostawiałaś. A poza tym jest jeszcze Danielle i Liam.
- No nie wiem. Jeśli coś się im stanie, to będzie twoja wina - powiedziała sucho.
- Ellie, co się z tobą dzieje? Jesteś taka odmieniona - zapytałam.
- Dorosłam - odpowiedziała kąśliwym tonem.
- Chyba wszyscy dorośliśmy. Włącznie z Niallem - powiedziałam.
- Nie zauważyłam tego - odburknęła.
- Chodźcie. Podobno gdzieś tu są Baszty Rybackie. Warto je zobaczyć - zmienił temat Harry.
Poprowadził nas kawałek drogi i wyszliśmy na taras widokowy nad Dunajem. Mieszkaliśmy w Peszcie, więc po drugiej stronie Dunaju, była Buda. Popatrzyłam w lewo i zobaczyłam piękne budynki w stylu wschodnim.
- Popatrzcie tam!
- To są właśnie Baszty Rybackie. Obejrzałem przewodnik i bardzo polecali, żeby to zobaczyć  - powiedział Harry.
- Wielkie mi halo. Zobaczyliśmy, to możemy wracać do hotelu! - wyartykułowała Ellie.
- Ellie, mieliśmy iść na kolację…- powiedział Louis - przecież ściągnęłaś pokarm dla chłopców na trzy karmienia…
Eleanor zamilkła ciężko obrażona na cały świat. Zaczęliśmy wędrować w kierunku baszt. Robiły niesamowite wrażenie i bardzo mi się podobały. Nie daleko baszt była restauracja, do której postanowiliśmy wstąpić. Orkiestra grała muzykę węgierską i chłopcy się nią bardzo zainteresowali. Zajęliśmy stolik. Kelnerzy przynieśli menu. Ja zaczęłam studiować naleśniki. Było ze trzydzieści rodzajów. Wreszcie wybrałam jedne, które niczym nie groziły, a Louis i Harry zdecydowali się na zupę HALASZLI. Ellie stwierdziła, że też zje.
- Ellie, nie bierz tego – powiedziałam - To jest dla ciebie za ostre.
- Jadłaś? - zapytała.
- Nie,  ale słyszałam, że jest bardzo ostra.
 Eleanor mnie nie posłuchała. Stwierdziła, że ona spróbuje sama. Postanowiłam się więcej nie wtrącać. Chłopcy na drugie zamówili gulasz węgierski. Ellie również.  Po krótkim czasie zupa wylądowała na stole. Podana była w małych, miedzianych garnczkach. Do tego było wino.
- Ja wina nie mogę, bo ja karmię - powiedziała Eleanor.
Przede mną postawiono rosół.  Spróbowałam. Był przepyszny.
Jadłam z apetytem, gdy zobaczyłam, że pozostałym oczy wychodzą z orbit. Zrobili się czerwoni na twarzy.
- Popijcie winem - powiedziałam.
Harry złapał kieliszek. Louis również i wypili.
- Rzeczywiście pomaga - powiedzieli po chwili.
Eleanor nadal nie mogła złapać oddechu.
- Dajcie jej wina – powiedziałam - Jak zjadła HALASZLI, to już wino nie zaszkodzi…
Ellie wypiła cały kieliszek wina, który podał Louis.
- Boże! Jakie to ostre! - wydusiła w końcu.
- Przecież Megan ci mówiła, że jest ostre. To po co brałaś? - zapytał Louis.
- Przecież nie jadła! Więc nie może się wypowiadać!
- Ale mogła słyszeć! Weź po uwagę, że Polska leży bliżej Węgier niż my…
- A skąd to słyszałaś?! -  zaatakowała.
- Od mamy - powiedziałam między łyżkami zupy - rosół jest świetny. Prawie tak dobry, jak Małego Joe.
- Ja tego nie będę jadła!
Louis kiwnął na kelnera i powiedział:
- Ta zupa dla żony jest za ostra. Czy może pan przynieść coś innego?
 Kelner się ukłonił i zniknął na zapleczu. Po chwili przyniósł rosół dla Ellie.
- Czy drugie danie też pani zmienia? - zapytał kelner.
- Nie. Pozostaję przy gulaszu.
Nic się nie odezwałam…
- Ale ostre - powiedział Louis.
- Węgierska kuchnia słynie z tego, że jest ostra - powiedziałam do Louisa.
Gdy skończyliśmy zupę, kelner przyniósł kociołki z gulaszem, a dla mnie naleśnika.  Naleśnik był olbrzymi i po rosole zastanawiałam się, jak ja go zjem…  Ellie nałożyła sobie sporą porcję gulaszu. Do tego był chleb i wino.  Wzięła do ust i za chwilę wypluła.
- Przecież to jest jeszcze bardziej ostre od tamtego! Daj mi wina!
- Nie tak dużo, bo juniorzy się upiją - zażartował Louis.
- Byłoby to interesujące, jakby wam zaczęli śpiewać - powiedział Harry.
O mało się nie udusiłam ze śmiechu, udając poważną.
- Wracam do domu - powiedziała Ellie obrażonym głosem.
- Siadaj - rozkazał jej Louis - Nie po to wychodziliśmy, żebyś psuła nam tu humor i siedziała nadąsana. Zamów sobie coś innego, jak ci nie pasuje. Dobry ten naleśnik? - zapytał.
- Bardzo dobry - powiedziałam.
- Od czterech miesięcy mamy pierwsze wyjście z domu. Byś uszanowała, że wreszcie cię wyrwałem z chałupy - zdenerwował się Louis - i nie psuj reszcie wieczoru!
Eleanor zatkało. Louis zamówił taki sam, jak mój naleśnik i poprosił o spakowanie niezjedzonych dań przez Ellie. Chłopcy zjedli cały gulasz. Bardzo im zasmakował.
- Wiesz, on z każdym kęsem staje się mniej ostry - powiedział Harry.
- No, bo przyzwyczajasz się do tego ostrego smaku - powiedziałam.
Popili sobie trochę wina i humory im się poprawiły.  Orkiestra przyszła do naszego stolika i zaczęła grać rzewne piosenki węgierskie. Zapytali się skąd jesteśmy. Ja powiedziałam, że z Polski, a reszta z Wielkiej Brytanii. Ellie nadal siedziała obrażona. Muzycy zaczęli grać jakieś brytyjskie piosenki, co dało dziwny efekt, bo na skrzypcach wychodziło to prześmiesznie. Chłopcy byli zachwyceni. Ostatnia piosenka była dla mnie, bo zaczęli grać „Szła dzieweczka do laseczka”.  Na koniec kelner przyniósł rachunek, który Louis wyrwał Harryemu z rąk i powiedział:
- Ja płacę!
- Daj spokój. Podzielmy się w takim razie po połowie - odpowiedział Harry.
- To w takim razie rozliczymy się w hotelu,  ale ja płacę - nalegał Lou. Widocznie głupio mu było, że Ellie zepsuła nam wieczór.
- To co, idziemy się jeszcze przejść? - zapytał Harry.
- Idźcie sami. My zdejmiemy reszcie nasze bliźniaki z głowy - powiedział Lou - Traficie do hotelu? - zapytał.
- Trafimy- odpowiedział Harry.
Rozeszliśmy się w przeciwnych kierunkach.
- Co się dzieje z tą Ellie? - powiedział Harry.
- Nie wiem, czy nie przechodzi jakiejś depresji poporodowej – powiedziałam - porozmawiaj z Louisem, bo to jest nienormalne, że ona się tak zachowuje… Ja nie mogę rozmawiać z Louisem na ten temat, bo to jest ich sprawa. Poza tym chyba widzisz, że Eleanor jest na mnie obrażona. Nie wiem tylko za co… Byłoby wskazane, żeby się skonsultował z lekarzem. Nawet telefonicznie…
- Pogadam z nim, jak się tylko nadarzy okazja.
Robiło się  już ciemno.
- Wiesz co, chyba musimy wracać, bo nie było nas już dwie godziny. Nie możemy na tak długo zostawiać Niallowi Darcy - powiedziałam.
- On jest cały szczęśliwy, nie widziałaś?
- Widziałam,  ale…
- Nie ma żadne, ale – powiedział - ten wieczór jest nasz.
- Hazzie, proszę cię. Możemy skończyć ten wieczór w pokoju? Niall może być głodny…
- Co? Mamuśka się odezwała?
- Może… Jeszcze na tak długo nie zostawiałam Darcy samej…
- No, przecież spałaś nie raz dłużej.
- Tak, ale byłam blisko niej.
- Ale gdyby coś się działo, zadzwonili by, prawda? Ja bym poszedł gdzieś do klubu potańczyć…
- Jutro macie koncert. Musisz się wyspać. Rano musisz wstać, bo masz występ w telewizji …
To go przekonało. Wróciliśmy do hotelu i zapukaliśmy do pokoju Nialla.  Niall nie odpowiadał. Poszliśmy do nas do pokoju i zobaczyliśmy przeuroczy obrazek. Niall leżał na łóżku. W objęciach miał Darcy i spali obydwoje. Zrobiłam im zdjęcie, na co obudził się Niall.
- Wcale się nie dziwię, że ona lubi tak twoje towarzystwo, kiedy wy śpicie razem - zaśmiał się Harry - muszę z córką przeprowadzić poważną rozmowę.
- O pszczółkach i kwiatkach - powiedział Niall.
Zaśmiałam się.
- Służba skończona.
- Bardzo miła służba - powiedział Niall - pamiętajcie. Jak będziecie kiedyś chcieli wyskoczyć, to wiedzcie, że możecie u mnie zostawić Darcy.
- Bardzo się cieszymy - powiedziałam.
- No, może poza Warszawą.
- To się samo przez się rozumie - powiedział Hazza.
- Powiedzcie, co się stało, bo chyba dojdzie do rozwodu - powiedział zmartwiony Niall.
- Jezus Maria! O co chodzi? - zapytał zaniepokojony Harry.
- To, aż tak się pokłócili? - zapytałam.
- Louis się wyprowadził do innego pokoju…
- Harry, chyba czas na ciebie…
- Gdzie on się wyprowadził? - zapytał Harry.
- Po drugiej stronie piętra - odpowiedział Niall.
Harry wyszedł.
- Powiedz, jak Darcy się zachowywała - rzuciłam do Nialla.
- Była przesłodka. W ogóle nie płakała, chyba, że się zsiusiała, to wtedy zmieniłem jej pieluchę i znowu żeśmy się bawili.
- Niall. Jesteś niezastąpiony!
- Powiedz. Co tam się działo? - zapytał zaciekawiony.
- Eleanor ma jakieś straszne humory. Jest na mnie obrażona, nie wiem o co. Co się odezwę, to od razu wychodzi, że jest źle. Wolę się do niej nie odzywać. Boję się, że na mnie wybuchnie… Nie wiem co się stało i zastanawiam się, czy nie ma jakiejś depresji…, ale nic nikomu nie mów.
- Danielle siedzi z nią w tej chwili, bo dostała histerii. Zachowuje się naprawdę dziwnie…
- No to czas na kąpiel, moja słodka - powiedziałam do Darcy, która się właśnie obudziła.
- Czy ja mogę popatrzeć? - zapytał błagalnie Niall.
- Jak chcesz, oczywiście.
Po godzinie wrócił Harry. Darcy była już wykąpana, najedzona. Niall kołysał ją do snu i gdy zasnęła poszedł do siebie. Uspokoiłam się, gdy powiedział, że zamówił kolacje na górę i coś zjadł.
- No i co? - zapytałam Harryego - rozmawiałeś?
- Właśnie mu to uświadomiłem. Powiedział, że przemyśli sprawę,  ale musi mu przejść złość.
- A o co się pokłócili?
- O dzisiejszy wieczór… Dzięki Bogu, że my się tak nie kłócimy - powiedział Harry.
Przytuliłam się do niego mocno.
- A może wspólny prysznic? - zaproponował.
- Rozważę to. A co z Darcy?
- Przecież śpi. Weźmiemy krzykacza do łazienki i będziemy wszystko słyszeć - zaproponował Harry.
Poczuliśmy się jak za czasów „krótko po ślubie”. Znów to miłe uczucie wróciło. Było nam cudownie razem. Darcy była taktowna. Spała i nie przeszkadzała rodzicom.  Obudziło nas gaworzenie Darcy. Coś tam sobie mówiła.
- Czy ty to też słyszysz? - zapytał Harry.
- No, gada… Coś sobie opowiada - zaczęłam się śmiać.
- Jest strasznie słodka - powiedział Harry - poszła w mamusię.
Darcy na chwilę przestała gaworzyć, a potem zaczęła się śmiać.
- Widzisz, zgadza się ze mną - powiedział.
Wstałam szybko i powiedziałam:
- Dzień dobry, słoneczko.
Wyglądała jakby się bardzo ucieszyła na mój widok. Wzięłam ją na ręce i położyłam obok Harryego.
- Przywitaj się z tatusiem - powiedziałam.
Harry dostał na powitanie kopniaka i bardzo się z tego powodu ucieszył.
- Wyspany jesteś?
- Czuję się super.
- O której macie ten wywiad?
- O wpół do jedenastej.
- Nie chcę cię martwić,  ale będziesz musiał niedługo wstawać…
- A która jest godzina?
- Wpół do dziewiątej.
- E, to jeszcze półgodzinki będę mógł z wami poleżeć.
- To idź się wykąpać teraz i przyjdziesz do nas.
Harry wyskoczył jak torpeda. Jak nigdy szybko się wykąpał i z mokrymi włosami przyszedł do nas. Z powrotem wskoczył do łóżka. Pochlapał Darcy, a ona zaczęła się śmiać.
- Co za dziecko. Nawet woda jej nie przeszkadza - powiedział.
- Bo jest w dobrym nastroju - powiedziałam - wyspana, z rodzicami. Ty też byś był zadowolony.
- No, pewnie tak - powiedział Harry - Ale wolę spać z tobą niż z rodzicami.
- Ja mówię o tobie w jej wieku, a nie teraz!
Harryemu zaiskrzyły się oczy.
- No, zasuwaj na śniadanie, bo jeszcze zjesz wszystko co będziesz miał pod ręką.
- No, was nie zjem…
- No, nie wiem… Jak mówisz, że ona jest słodka, to może próbowałeś - zaczęłam się z nim przekomarzać.
Harry z niechęcią wstał i zaczął się ubierać.
- Pójdę zobaczyć, czy Niall jest gotowy - rzucił wychodząc.
Po chwili wrócił i powiedział:
- Jeszcze pięć minut. Spotkałem Louisa. Wrócił do Ellie.
- Dzięki Bogu.
- Dzisiaj zadzwoni do jakiegoś lekarza.
- Miejmy nadzieję, że pomoże Ellie - powiedziałam.
Za chwilę wpadł Niall.
- Czy moja królewna już nie śpi?
- Jaka twoja? - oburzył się Harry.
- Oj cicho bądź. No po trochu moja.
- CO?! Czy ja o czymś nie wiem?!
- No, przecież się nią opiekuję.
- No tak… To pod tym względem tak. Masz rację.
- To idziemy?
- Miłego wywiadu wam życzę - rzuciłam za nimi.
Nakarmiłam Darcy i poszłyśmy jeszcze spać.  Obudziło mnie pukanie do drzwi. Otworzyłam. W drzwiach stała Danielle.
- Witaj, jak tam wczorajszy wieczór?
- A dziękuję, całkiem nieźle. Wejdziesz?
Danielle weszła do środka.
- Nie wiesz, co się dzieje z Ellie? - zapytała Danielle.
- Nie mam bladego pojęcia.
- Wczoraj była tak nieziemska awantura, że myśleliśmy, że dojdzie do rozwodu,  ale Louis musiał chyba przemyśleć sprawę, bo wczoraj w nocy wrócił.
- Pogodzili się?
- Coś dzisiaj mówił o lekarzu. Za chwilę mają nam podrzucić chłopców. Jeżeli masz ochotę, to wpadnij do nas.
- Z całą przyjemnością – odpowiedziałam - tylko się ubiorę, dobrze?
- A byłaś na śniadaniu?
- Nie, nie muszę iść.
- Tak się wczoraj najadłaś?
- Jeszcze jak!
Danielle się roześmiała.
- Za piętnaście minut do was wpadniemy - powiedziałam.
Danielle poszła do siebie, a ja poszłam się myć. Darcy leżała w łóżeczku i się bawiła własną nóżką. Szybko się umyłam, ubrałam, oporządziłam Darcy i poszłyśmy z wizytą do cioci Danielle i wujka Liama.
- Dzień dobry. Chciałyśmy się przywitać. O, kogo my tu mamy! Dwóch kawalerów.
- Pasują nawet do siebie - powiedział Liam - może ich jakoś zeswatamy?
 Danielle go szturchnęła.
- Nie za wcześnie?
- A może ona sama zdecyduje, co? - powiedziałam.
- Kiedyś rodzice decydowali - zaprotestował Liam.
- No,  ale za ciebie chyba nie decydowali - powiedziała Dani.
Liam się zmieszał.
- No, nie. Sam decydowałem.
- No, to dajmy wybrać Darcy samej swojego męża - powiedziała Danielle.
- A teraz chodź do wujka! - krzyknął Liam.
Darcy się roześmiała, gdy ją podawałam Liamowi.
- Lubisz wujka, co? - zapytał.
 Darcy skopała go.
- AUA.
- To jest forma miłości. Chciałam powiedzieć. Tatusia też tak wita - wyjaśniłam.
Liam się ucieszył.
- Ciekawy sposób powitania.
Danielle się roześmiała. Sympatycznie i miło spędziliśmy czas. Chłopcy troszkę pomarudzili,  ale poszli spać, a Liam z Darcy się wygłupiali. Usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
- Proszę! - powiedziała Danielle.
Do pokoju zajrzał Niall.
- Już wróciliście? - zdziwiłam się.
- Szybko to załatwiliśmy. Głównie Harry musiał się tłumaczyć przed fankami.
- Z czego?!
- Że się ożenił i ma Darcy - powiedział miękko Niall.
- Ciekawa jestem, jak on się wytłumaczył - powiedziałam głośno myśląc.
- Wybrnął z tego całkiem dobrze. Powiedział, że serce nie sługa i wybrało fankę, którą poznał w Polsce. Trochę się wkurzył, jak któraś z fanek zapytała o wiek… Powiedział, że on ma skończone dziewiętnaście. Gdy zapytali o ciebie powiedział, że wystarczająco, żebyś wyszła za mąż. Następne pytanie było o twoje rozmiary. Harry powiedział, że odpowiednie.
- I tak na wszystko odpowiadał „odpowiednie”? - zapytałam.
- Tak to wyglądało. Uważam, że był bardzo taktowny. Cześć słoneczko! - Niall podszedł do Liama, trzymającego Darcy - Którego wujka lubisz bardziej?
- To nie fair. Obydwu was bardzo lubi.
- Kto kogo lubi? - zapytał Harry, wchodząc do pokoju.
- Odpowiednio się wszyscy lubią - powiedziałam.
- Widzę, że  już wysłuchałaś wywiadu…- rzucił Harry.
- Owszem. Usłyszałam odpowiednio dużo - powiedziałam. Wszyscy ryknęli śmiechem.
- O której macie występ? - zapytałam.
- O dziewiętnastej - odparł Liam - przyjedzie po nas limuzyna o siedemnastej trzydzieści.
- A Lou z Ellie wrócili? - zapytał Harry.
- Jeszcze nie. Jak widzisz chłopaki są u nas.
- A co oni tacy cisi są? - zapytał Harry.
- Pomarudzili i poszli spać - powiedziała Danielle.
- Towarzyscy to oni nie są - powiedział Liam - mają dziewczynę w swoim wieku i co? Śpią!
 Znów wszyscy ryknęliśmy śmiechem,  ale chłopcy się nawet nie obudzili.
- Twardy sen mają - powiedziała Danielle.  Do pokoju wpadł Louis.
- Słuchajcie, możecie się jeszcze po opiekować chłopcami? - zapytał.
- Co się dzieje?
- Ellie musi zostać w szpitalu…
- Boże co się stało?! - zapytałam.
- Chcą ją zbadać. Powiedzieli, że do jutra musi zostać. Ledwo ją przekonałem. Powiedziałem, że dzieci są pod dobrą opieką i że nie musi się przejmować. Dali jej jakieś środki uspakajające i zasnęła, a ja przyleciałem tutaj. Wrócę na czas o wpół do szóstej. Teraz lecę z powrotem do szpitala. Muszę dla niej zabrać parę rzeczy. Harry miałeś rację - rzucił, gdy wychodził.
- To nie ja, tylko Megan - odpowiedział Harry.
- O co chodzi? - zapytała Danielle.
- Prawdopodobnie depresja poporodowa – powiedziałam - musimy pomóc Louisowi, bo sam sobie nie da rady.
- Dobra. To zróbmy tak. Podzielimy się obowiązkami, żeby Louis trochę też odetchnął - powiedział Liam.  Po krótkim czasie przyszedł Zayn.
- Są chłopaki? – zapytał - A co tak cicho?
- Bo śpią.
Zayn wziął Tommiego na ręce.
- Długo spali?
- No, ze dwie godziny na pewno.
- To trzeba ich rozbudzić, bo potem w nocy nie będą chcieli spać. Cześć Tommie!
Tommie spał dalej,  ale za to obudził się Jim i zaczął płakać.
- Jak na złość- mruknął Zayn.
- To ty ich odróżniasz?! Przecież są identyczni! - powiedział Niall.
- No, przecież!  Ja trzymam na rękach Tommiego, a Jim ryczy - odpowiedział Zayn.
- A po czym ty ich odróżniasz?!
- To tajemnica - odpowiedział.
Odłożył Tommiego i złapał Jima. Sprawdził, czy ma mokro. Okazało się, że niestety tak.
- Ale jesteś sikawka - powiedział.
Dzieciaki używały już pampersów, więc z zakładaniem nie było problemów. Przewinął szybko Jima, a ten się uspokoił.
- No i co żołnierzu? - powiedział do niego. Za chwilę „drugi żołnierz” się obudził i też zaczął rozpaczać.
- Właśnie rozmawialiśmy o tym, że trzeba „Louisom” pomóc - powiedział Liam.
- A co się stało? – został nie wtajemniczony  w sytuację Zayn - Ja mogę się chłopakami zajmować. Nie ma problemu.
- Zayn,  ale przecież całymi dniami chłopakami nie możesz się zajmować…
- Ale większość mogę. Bylebym się mógł przespać od czasu do czasu.
Dochodziła dwunasta.
- To może na spacer z nimi wyjść? - zapytał Zayn.
- A, tu nie daleko jest park. Już we wszystkim się rozejrzałem. Tu nie daleko jest też apteka, jakby było coś trzeba.
- To kto będzie z nimi spał? - zapytał Niall.
- Może Louis…
- Louis musi odpocząć. Wystarczy, że ma problemy z Ellie - myślałam logicznie.
- No, to niech śpią u nas - powiedziała Danielle - Będziemy mieli wprawkę, przed swoimi dziećmi…
- To co Harry, idziesz ze mną na spacer? - zapytał Zayn.
- Może ja pójdę- zaproponowałam, widząc, że Harry nie za bardzo ma ochotę.
- Sama nie idziesz. Wujek Niall idzie z dziewczynami - powiedział Niall.
- To może wszyscy się przejdziemy? - powiedział Harry.
- Znowu do parku?
- No przecież po ulicach nie będziemy chodzić z wózkami…
- Słuszna uwaga.
Zostawiliśmy wiadomość w hotelu dla Louisa, że wyszliśmy na spacer do parku i że chłopcy są z nami. Zapakowaliśmy dzieci do wózków i z Dużym Bo wyszliśmy na spacer. Duży Bo się zaparł, że nie puści nas samych. Chyba miał jakieś przeczucie, bo w parku znalazło się parę fanek, które zaczęły się narzucać chłopakom. Dobrze, że miałam swoje duże okulary. Oczywiście znalazł się jakiś paparazzi, który zrobił nam zdjęcie, więc Duży Bo miał „dużo” roboty. Park był nieduży, więc obeszliśmy go szybko. Niestety coraz większa liczba fanek zmusiła nas do powrotu do domu, poza tym  Tommie zaczął strasznie płakać, mimo, że pieluchę miał suchą.
- Widocznie jest głodny…- skwitował  Zayn.
- To co? Chodzicie tutaj, czy idziecie z nami? - zapytała nas Danielle.
- Żyć się przez te fanki nie da - jęknął Harry.
- Dzisiaj dajecie koncert, jutro lecimy do Wiednia, potem do Bratysławy i do Warszawy. W Warszawie trochę odpoczniesz, a poza tym w ogrodzie będzie można sobie posiedzieć.  To mi podsunęło myśl. W drzwiach hotelu spotkaliśmy Louisa.
- I jak Ellie? - zapytałam.
- Zaraz do was przyjdę.
Poszedł do recepcji i zaczął coś rozmawiać. Czekaliśmy na niego pod windą.
- Słuchajcie, chyba będę musiał zostać tutaj w Budapeszcie, bo Ellie musi zostać w szpitalu… Nie wiem, co wy na to,  ale nie mogę jej zostawić samej tutaj w Budapeszcie.
- Na ile mają ją zatrzymać w szpitalu?
- Na dwa tygodnie.
- Słuchaj, a może ją przewieść do Warszawy? Przecież i tak i tak zahaczamy wszyscy do Warszawy, a tam będzie pod opieką Michała - powiedziałam.
- Ale ja nie mogę robić takiego kłopotu Michałowi!
Wysiedliśmy na naszym piętrze.
- To chodź, spróbujemy się połączyć z Warszawą.
Mamy nie było na Skype, więc wybrałam jej numer i się rozłączyłam. Za chwilę mama pojawiła się na Skype.
- Cześć słoneczko, co się stało?
- Czy jest Michał w domu?
- Jest, a czy coś się stało złego?
- Mnie nie, ale jest problem z Ellie. Możesz go poprosić?
- Oczywiście. Już go proszę.
Za chwilę przed komputerem usiadł Michał.
- Witam, co się stało?
- Jest problem z Ellie – powiedziałam - ale najlepiej to ci powie Louis.
Lou wszystko opowiedział, a Michał stwierdził:
- No to musi trafić do szpitala.
- No jest w szpitalu,  ale jesteśmy w trasie. Jesteśmy teraz w Budapeszcie. Jutro wyjeżdżamy do Wiednia, Bratysławy, a potem do Warszawy.  Czy nie dałoby rady załatwić, żeby ją położyć w szpitalu w Warszawie? Louis będzie bardziej spokojny, a poza tym będzie miała jakieś znajome twarze koło siebie.
- Poczekaj, zadzwonię do szpitala i dowiem się, czy są miejsca.
- A co z dziećmi? - zapytała mama, gdy Michał odszedł.
- Właśnie jest problem. Myślę, że przyleciałabym z Ellie i z dzieciakami bezpośrednio… - powiedziałam to po polsku, bo jeszcze tego nie uzgodniłam ani z Harrym, ani z Louisem.
- A dlaczego mówisz po polsku? - zapytała mama.
- Bo dopiero teraz wpadłam na ten pomysł,  ale muszę na ten temat pogadać z chłopakami.
- No dobrze. Czekamy na informacje od Michała.
Za chwilę przyszedł Michał i powiedział, że jest wolne miejsce i karetka może czekać na lotnisku.
- Tylko jak to załatwić tutaj z tutejszymi doktorami? - zapytałam.
- Macie może jakiś telefon do tego szpitala u was? - zapytał Michał.
- Ja zaraz polecę do szpitala i się dowiem o wszystko - powiedział Louis - później jadę na koncert, więc przekażę wszystko Megan telefonicznie - dodał i wybiegł z pokoju.
- Co my zrobimy teraz bez Louisa? - zaczął się zastanawiać Harry, kiedy skończyła się rozmowa.
-Ja polecę z Ellie i z dzieciakami bezpośrednio, a wy polecicie dalej do Wiednia i Bratysławy.  Spotkamy się w Warszawie.
- Jak sobie poradzicie z mamą z trójką dzieciaków?
- Jakoś sobie damy radę. Poza tym w domu jest jeszcze Michał, który nam na pewno pomoże.
- To chociaż Danielle poleci z wami.
- Danielle jest wam przecież potrzebna. Jest waszą  makijażystką. Musi lecieć z wami.

 

* Witajcie :) Tak, więc kolejny, pełen emocji rozdział. Mam nadzieję, że tak, jak inne dość dobry :) Dziękuje Wam za miłe komentarze pod poprzednim postem :) Cóż mogę powiedzieć... KOMENTUJCIE, ponieważ Wasze komentarze motywują i naprawdę nakręcają do pisania :D
                                                                                                                                               ~Meg