* Oto ląduje kolejny rozdział na blogu :) Tak, jak obiecywałam na Twitterze :) Życzę Wam miłego czytania xx
~Meg
- Szukam cię i szukam. Nigdzie nie mogłem cie
znaleźć. Gdzieś mi zniknęłaś.
Harry na mnie dziwnie popatrzył.
- No, co? O co ci chodzi? - Zapytałam.
- Martwię się.
- Po prostu jestem zmęczona.
- To prześpij się.
- Muszę jeszcze przygotować prezent dla Gabi i
Jay’ a.
- To leż, a ja przygotuję, a gdzie jest ten
prezent?
- No widzisz? Ty nic nie wiesz - powiedziałam.
- Jak to nic nie wiem?! - Obruszył się Hazzie - nie wiem, gdzie ty go postawiłaś.
- Jest na górnej półce w garderobie.
Harry wyciągnął z garderoby pudełko.
- A papier, gdzie jest?
- Cholera! Muszę wstać! - Rzuciłam po polsku. Zaczęłam się gramolić, ale
Harry złapał mnie,
przytrzymał
na łóżku i powiedział:
- Powiedz tylko, gdzie jest papier.
- Nie wiem, czy znajdziesz.
- Pozwól mi spróbować - powiedział poważnie.
- W bibliotece. W szafie w szufladzie tej od
okna - powiedziałam.
- Zaraz przyjdę - rzucił pospiesznie wychodząc.
Po krótkim czasie przyszedł z powrotem i przyniósł
papier oraz wstążki.
- Dobrze, że przyniosłem wstążki?
- No przecież trzeba czymś zawiązać.
- Też tak myślałem.
- No nie wygłupiaj się - powiedziałam - nie rób z siebie takiego kretyna.
- Co ty taka podenerwowana jesteś? - Zapytał spokojnie.
- Chyba jestem po prostu zmęczona. Gdyby ta
parapetówa nie była u Gabi i Jay’ a, to bym pewnie
nie poszła…
- Chyba za ostre tempo żeśmy przyjęli z tymi
parapetówami - zaczął się zastanawiać-
Codziennie
jakieś przyjęcie… Człowiek niebędący w ciąży też ma
dosyć.
Zaczęłam się śmiać.
- Biedny człowiek niebędący w ciąży. Zmęczyłeś
się już?
- No, troszkę się zmęczyłem. Ile można pić?
Wiesz, co? Ja się położę koło ciebie - powiedział, gdy
skończył pakować prezent.
- Nikt ci nie zabrania - powiedziałam.
Harry się położył. Wtuliłam się w niego i chwilę
potem już zasnęłam.
Po pewnym czasie poczułam, że Harry próbuje wstać.
Otworzyłam oczy.
- Śpij jeszcze, ja pójdę się umyć i przebrać.
- A która jest godzina? - Zapytałam.
- Jeszcze masz chwilkę czasu. Zdążysz. A może
chcesz zostać w domu?
- Przecież nie zrobię tego Gabrieli.
Harry poszedł do łazienki i chyba musiał myć głowę, bo za
chwilę usłyszałam wrzask. Zwlekłam się
łóżka i weszłam do łazienki.
- Coś ci pomóc? - Zapytałam.
- Nie, już sobie dałem radę. A może chcesz się
przyłączyć?
- Wiesz, jak ściągnąć kobietę do łazienki - odparłam śmiejąc się.
- Trudno, żeby Darcy zdybała nas pod prysznicem!
- Skomentowałam.
- A co by się stało? - Zapytał.
- Może umyć ci oczy?
- Już sobie umyłem. Dziękuje.
- Na pewno nie?
- Bo zaraz ja ci umyję.
- Tylko spróbuj.
Harry mnie pocałował. Spod prysznica nie chciało nam
się wychodzić, ale pora była najwyższa, żeby
pójść się
ubierać.
- Pamiętasz, że mamy dzisiaj wolny wieczór? - Powiedział Harry.
- Pamiętam - odpowiedziałam.
Zadzwonił telefon. Odebrałam.
- Cześć słoneczko.
- Cześć mamo.
- Co porabiacie?
- Przygotowujemy się na parapetówę u Gabrieli.
- A o której ją macie?
- Za piętnaście minut.
- Oj, to zadzwonię później.
- Wiesz, co, zadzwonię do ciebie jutro. Czy coś
się stało?
- Nie, chciałam tak po prostu pogadać.
- To zadzwonię jutro.
- Kto dzwonił? - Zapytał Harry, gdy skończyłyśmy rozmawiać.
- Mama. Masz ucałowania.
- A ucałowałaś ją ode mnie?
- No pewnie - odpowiedziałam malując się - Jutro do niej zadzwonię i pogadamy - poinformowałam go.
Wieczór był bardzo sympatyczny. Jay wystawił jakieś
skrzynie do ogrodu, przywiózł grilla. Niall robił tego grilla, jako
specjalista. Nawet wszyscy się najedli. Następnego
dnia miała być impreza u Eleanor i Louisa.
W pewnym momencie Liam zapytał:
- Słuchajcie. Czy nie moglibyśmy zrobić z
tygodnia przerwy w tych imprezach?
W duchu czekałam, żeby wszyscy się zgodzili.
- Wiecie, chciałam was o to prosić, ale nie
wypadało mi, jako gospodyni…
- Liam! Ty tatusiu nasz kochany! Masz rację.
Chyba za duże tempo narzuciliśmy - powiedział Lou.
- Weźcie pod uwagę, że my mamy w towarzystwie
przyszłe matki - rzekł Li.
- Ty też
Danielle? - Zapytałam.
- No… ledwo wyrabiam ….
- Ja też - przyznałam.
- Jestem zmordowana. Nie chciało mi się
przychodzić, ale nie chciałam wam zrobić przykrości - rzuciła Dan.
- To kto jest „za” przeniesienie parapetów na
przyszły tydzień? - Zapytał Lou.
„Za” byli wszyscy.
- To ustalone. Przenosimy parapetówy na następne
tygodnie.
- Byle byście zdążyły wszystkie parapetówy
obskoczyć - powiedział Zayn z przekąsem.
Dominika coś do niego warknęła. Zayn się zmieszał i
zaczął nas przepraszać. Do domu wróciliśmy koło
jedenastej.
Widziałam, że Harry już też był zmęczony, a to, że byłam w ciąży, było
tylko pretekstem,
aby wrócić do
domu. Miałam nadzieję, że Gabriela się na mnie nie pogniewała, bo byliśmy
pierwsi,
którzy od
nich wyszli. Gdy wróciliśmy do domu zrobiłam herbatę i usiedliśmy przy kominku.
Wieczory
były już
chłodne. Harry rozpalił kominek i zrobiło się jakoś bardzo przytulnie.
- A co myślisz o panu architekcie? - Zapytał mnie.
- Co ja mogę myśleć? Zobaczymy, co nam pokaże - odpowiedziałam.
- A przystojniak z niego, co?
- Mam jednego przystojniaka. Wystarczy mi jeden
- powiedziałam i uśmiechnęłam się do
niego słodko.
- A czemu się do niego tak słodko uśmiechałaś?
- Bo chciałam być miła - odpowiedziałam - trzeba być miłym dla ludzi.
- Wy na nim też - odpowiedziałam dopijając herbatę - to ja idę do łóżka.
- Tak sama?
- Mam nadzieję, że nie.
Wstałam i w tym momencie zakręciło mi się w głowie.
- Kurczę. Znowu mam te zawroty głowy? Co jest? -
Jęknęłam.
- No przecież byłaś dzisiaj u doktora i nic nie
stwierdził - zdenerwował się Hazzie.
- Zobaczymy. Jakie będą wyniki badań. Może się
jednak coś okaże, że czegoś mi brakuje np. żelaza, czy innych witamin.
- To jutro chyba pojadę do szpitala i poproszę
doktora o wyniki.
- A po co masz jechać? Przecież doktor może nam
je przesłać.
- Jak chcesz - powiedział.
- Fajny był dzisiaj ten grill. Nieźle urządzony
- zmieniłam temat - moglibyśmy mieć takiego grilla.
- To pewnie Kazik go będzie obsługiwać…
- No właśnie. Kazik będzie miał do niego
pierwszeństwo, a my nic. Niczego się nie nauczymy - zaczęłam się buntować.
- Co ty taka bojowa się stałaś? Może cię trochę
uspokoić?
Popatrzyłam na Hazzę. Znowu miał te iskierki w
oczach.
- A co masz na myśli? - Zapytałam.
- No, jak to co? Jesteśmy w domu sami…
- A co byś proponował?
- Może jacuzzi?
- A wiesz, że to niezły pomysł? Posiedziałabym w
jacuzzi.
- To idę nastawić - powiedział i poszedł na górę.
Zrobiłam porządek w salonie, pogasiłam światła i
poszłam na górę. Przy schodach zobaczyłam, że
czeka na
mnie… NAGO.
- Miałem już schodzić na dół, zobaczyć, co się z
tobą dzieje.
- No, nie mów, że siedziałeś już w jacuzzi.
- Musiałem sprawdzić, czy dobra woda i czy
wszystko jest dobrze. No, to chodź.
Idziemy - powiedział.
- No poczekaj, muszę się rozebrać.
- Jak chcesz - powiedziałam.
Złapał mnie na ręce i zaniósł do łazienki. Gdy
postawił koło jacuzzi, sukienka ze mnie spadła.
- Jak to zrobiłeś?! - Zdziwiłam się.
- Ma się te swoje metody. Przecież wiesz, że
mam.
- No, wiem.
Na następny dzień rano, obudziłam się bardzo późno. W
łóżku byłam sama, ale usłyszałam, że coś się dzieje pod drzwiami. Popatrzyłam
na zegar. Godzina wpół do jedenastej. Rany… tyle spałam?! Taki ze mnie śpioch?!
Usiadłam na łóżku i nawet nie zakręciło mi się w głowie. CUD. Zaczęłam nadsłuchiwać, co się dzieje pod
drzwiami. Usłyszałam Darcy i Hazzę.
- Ja cię do mamusi!
- Nie możesz, bo mama śpi, a poza tym, wczoraj źle
się czuła.
- Ale cię!!!
- Niech mama się wyśpi, bo jak wstanie w złym
humorze, to wiesz co będzie - zaczęłam
się
zastanawiać,
co ja takiego robię, jak jestem w złym humorze. W każdym bądź razie zostałam
postrachem
dla własnego dziecka. Wstałam z łóżka i podeszłam do drzwi.
- Ten potwór mama już wstał - powiedziałam otwierając drzwi.
- Mamusia! - Wrzasnęła Darcy i rzuciła się na mnie.
- Dawno wstałaś? - Zapytałam.
- Dawno - odparła.
- A od dawna jesteś w domu?
- Nie. Dopielo psiśłam.
- A co porabiałaś z Kazikiem?
- Śpałam.
- Jak to spałaś? Z Kazikiem?
- Z Kazikiem w pokoju.
- A chłopcy?
- Teź.
- Czyli wszyscy razem spaliście.
- Tak.
- A bardzo ci dokuczali?
- Nie. Juś mi nie dokuciają.
- No to super - powiedziałam.
Harry gdzieś zniknął, a Darcy powiedziała:
- Idź do łóżka.
- Czemu?
- Bo ja ci dam śniadanie. Jeśteś chola, to ja ci
źlobię śniadanie.
- Tata mówił, że jeśteś chola.
- A gdzie tatuś?
- Nie wiem. Gdzieś posiedł.
Zadzwoniła moja komórka.
- Halo.
Po drugiej stronie usłyszałam:
- Witam moją ulubioną pacjentkę.
- Witam panie doktorze.
- Jak się pani miewa?
- Jakaś osłabiona.
- Tak mi się jakoś wydawało. Z wyników, które
mam przed nosem wychodzi, że ma pani anemię. Może się pani czuć bezsilna.
- No właśnie się tak czuję - odparłam.
- Zastanawiałem się, czy mam do pani przyjechać,
czy mąż przyjedzie po recepty. Niech pani teraz trochę poleży. Proszę się nie
męczyć.
- To poproszę męża, żeby przyjechał do pana.
- Dobrze. Ja jestem dziś na dyżurze. Może
przyjechać, o której mu wygodnie, ale najlepiej by było, żeby jak najszybciej,
żeby pani zaczęła brać leki.
- Panie doktorze. Czy ja mogłabym napić się
czerwonego wina?
- Tylko czerwonego wytrawnego.
- No trudno…
A może być półwytrawne? - Zaczęłam
się wykłócać z nim.
- No, ostatecznie może być.
- Dobrze.
- Porozmawiam jeszcze z pani mężem. Powiem mu,
co pani może, a czego nie.
- Oczywiście - rozłączyliśmy się i powiedziałam do Darcy:
- Idź do tatusia i powiedz, że mama ma leżeć w
łóżku.
Darcy wyleciała z pokoju z krzykiem:
- TATO!!! TATO!!!
Po krótkim czasie znalazł się Harry.
- Co się dzieje. Co Darcy mówi, że musisz leżeć w
łóżku? - Zapytał zdenerwowany.
- Doktor mi kazał leżeć.
- Jak to?! Kiedy z nim rozmawiałaś?
- Przed chwilą zadzwonił. Powiedział, że mam
anemię i powiedział, że masz do niego przyjechać po
recepty.
- Już jadę!
- Poczekaj. Najpierw zjedz śniadanie - powiedziałam spokojnie.
- O Boże! Śniadanie. Darcy! Gdzie jesteś?!
- Pewnie w kuchni - podsunęłam mu - jeżeli ją tam zostawiłeś. Tylko nie krzycz na
nią.
Harry wyleciał z pokoju, jak torpeda, a ja zaczęłam się
dusić ze śmiechu. Po pewnym czasie drzwi się otworzyły i do pokoju weszła
pierwsza Darcy, a za nią Harry. Obydwoje nieśli tace.
- Darcy powiedziała, że będziemy jeść śniadanie
razem z tobą, że sama nie będziesz jadła.
- Jakie to słodkie - powiedziałam i ucałowałam Darcy.
Na mojej szafce nocnej stanęła herbata z cytryną, a na
specjalnym stoliczku została postawiona jajecznica.
- Darcy robiła sama jajecznicę - powiedział Harry.
Dobrze, że nie spaliła domu…
- Dzięki Bogu, że tam poszedłem, bo jeszcze
trochę, a by się przypaliła…
- Wciale nie. Ja ciałam, zieby była dobzie
wyśmaziona.
- Kochanie. Jeszcze za wcześnie na smażenie
jajecznicy w twoim wykonaniu.
- Wciale nie. Juś tyle lazy ją śmaziłam na niby
i telaź umiem.
Harry westchnął i nic się nie odezwał.
- No, jeć.
- Darcy! Pyszna. Czy możesz mi przynieść z dołu
serwetkę?
- Juś, zialaś.
Gdy Darcy wyszła z pokoju, powiedziałam do Hazzy:
- Hazzie…. Zabierz to ode mnie. To jest
straszne. Tylko do wyrzucenia się nadaje.
Harry spróbował i wykrzywiło go dosyć mocno.
- Kucharki, to z niej nie będzie.
- Nigdy nie wiadomo. Wszystkiego się można
nauczyć - sięgnęłam po szklankę z herbatą i wzięłam łyk.
Od razu
pożałowałam tych słów, które powiedziałam… Nie wiem, co było gorsze. Słodko - pieprzna
jajecznica, czy słona herbata… Wykrzywiło mnie chyba
totalnie, bo Harry się zapytał:
- Co się stało?
- Spróbuj - podałam mu szklankę.
Wziął spory łyk i zaczął pluć.
- Idź do łazienki i wywal do sedesu - rzuciłam - tylko szybko, zanim wróci.
Harry złapał talerz i szklankę i ruszył biegiem do
łazienki. Po chwili wrócił i postawił puste naczynia na
tacy.
- Zaraz coś zrobię, tylko musze się pozbyć
Darcy… - powiedział.
Darcy weszła do pokoju.
- Juś źjedliście? - Zdziwiła się.
- A widzisz. Takie było dobre - powiedział Harry.
- To mozie ja dolobię? - Zapytała.
- Nie!!! - Powiedzieliśmy obydwoje.
- Ty tu teraz siedź, a ja pójdę i zrobię coś - Powiedział
Harry i wyszedł pośpiesznie - ty pilnuj
mamusi,
żeby nie wstawała - rzucił przelotem w drzwiach.
Darcy władowała się do mnie do łóżka i zaczęła mnie
głaskać po głowie.
- Biedna mamusia, biedna - mówiła w kółko.
Oj, biedna…. Czułam jeszcze smak soli w ustach i
marzyłam tylko o tym, żeby to czymś popić.
Po krótkim czasie usłyszałam głos Harry’ ego:
- Darcy!
- Tata cię woła - powiedziałam do małej.
- Ale nie wśtawaj.
- Nie wstanę.
- Zalaś psijdę - powiedziała i wybiegła z pokoju.
Wpatrywałam się w drzwi i czekałam, aż przyjdzie
Harry. Po piętnastu minutach, które dla mnie były,
jak wieczność, pojawił się Harry.
- Przynieś mi coś do picia, bo umrę! - Wyrzuciłam z siebie.
- Już szykuję.
- Ale przynieś mi coś do picia! Może być nawet
kranówa, byle coś mokrego i nie słonego…
Za chwilę pojawił się z powrotem z butelką
wody.
- Trzymaj.
Zaraz idę i przygotuję ci prawdziwą jajecznicę - powiedział podając mi butelkę wody.
- A co zrobiłeś z Darcy?
- Zadzwoniłem po Nialla i powiedziałem, żeby
przyszedł i ratował nas, bo Darcy uczy się gotowania
i musimy coś konkretnego i zjadliwego zjeść.
Wybuchłam śmiechem.
- No i za
chwilę po nią przyszedł i zabrał ją do siebie, co prawda słyszałem, gdy
wychodzili, że Darcy
mówiła, że
robi świetną jajecznicę. Nie wiem, czy się nie da namówić na tą jej jajecznicę.
Idę szybko
zrobić, bo
jak się jednak da namówić, to będę musiał ją zabrać i pojadę z nią do doktora,
a ty musisz
być już po
śniadaniu. Nigdzie się nie ruszaj. Coś ci jeszcze potrzeba?
- Nie. Wszystko już mam.
- Zaraz będę. Herbatkę, rozumiem, że też mam ci
zrobić?
- Ale nie słoną - rzuciłam.
Hazzie zniknął za drzwiami, a ja upajałam się wodą
mineralną prosto z butelki.
Zadzwoniła komórka.
- Halo?
- Cześć słonko!
- A cześć mamo.
- Miałaś zadzwonić.
- A, nie dawno się obudziłam, a Darcy zrobiła
mi, to znaczy nam, śniadanie.
- I co? Dobre śniadanie zrobiła?
- No, coś w rodzaju mojego pierwszego śniadania,
tylko jeszcze usmażyła jajecznicę.
- Na gazie?!
- Mamo, przecież my tu nie mamy kuchenki
gazowej. Mamy płyty elektryczne.
- No i co? Jak jej wyszła ta jajecznica?
- Po za tym, że pocukrzyła, zamiast posolić była
znośna, nie mówiąc już o słonej herbacie…
Po drugiej stronie zapanowała długa cisza.
- To interesujące - powiedziała mama po pewnym czasie.
- Już myślałam, że się rozłączyłaś, a jakie interesujące w smaku….
- No, musi się nauczyć. Ty też od razu nie byłaś
najlepszą gospodynią świata.
- No masz rację mamo - powiedziałam do niej.
Do pokoju wpadł Harry z dwoma talerzami. Postawił tacę na
moich nogach i powiedział:
- Zaraz przyniosę herbatę.
- Co tam się dzieje? - Zapytała mama.
- Harry przyniósł śniadanie. Zjadliwe chyba…
- To nie będę wam przeszkadzać. Zjedzcie sobie
spokojnie.
- Nie da się zjeść spokojnie, bo Niall zabrał
Darcy, żebyśmy właśnie mogli zjeść w spokoju śniadanie i
zdaje się, że
Darcy będzie chciała smażyć jemu jajecznicę…
- Ale ostrzegliście go? - Zapytała mama.
- Nie było jak… - przyznałam.
- Biedny Niall…
- A my to nie biedni?
Mama zaczęła się śmiać i powiedziała:
- To do zobaczenia. Całuję was mocno i życzę
smacznego - i się rozłączyła.
Jajecznica pięknie pachniała i poczułam, że jestem
strasznie głodna. Nie czekając na Hazzę zabrałam
się za swoją
porcję. Jajecznica była boska! Oj, Harry
umiał gotować. Nim się zorientowałam talerz
był pusty. Ten drugi stojący obok tak ładnie
wyglądał, a jeszcze ładniej pachniał… Gdy zjadłam,
otworzyły się drzwi i do sypialni wszedł Harry.
- Pyszna! - Odpowiedziałam.
Postawił szklankę na moim stoliczku. Poszedł na
swoją połowę i zaczął się rozglądać za talerzem ze
swoją
jajecznicą…
- Gdzie jest moja jajecznica? - Zapytał zaniepokojony.
- A…. Y…. Jakby ci to wytłumaczyć…. Twój syn
domagał się jeszcze jednej jajecznicy.
- JAK TO ZJADŁAŚ DWA TALERZE JAJECZNICY?! - Krzyknął zdenerwowany.
- Nie - powiedziałam spokojnie - talerzy nie zjadłam. Talerze są tutaj, ale
przyznam, że jajecznica
była naprawdę wspaniała!
- Czyżbyś zaczęła mieć zachciewajki?
- No… Chyba tak… Wybacz, ale nie mogłam się opamiętać…
Przepraszam - jęknęłam - to ja zrobię ci
tą jajecznicę.
- Nie wstaniesz. Zrobię sobie drugą…
- To znaczy… Trzecią… - poprawiłam go.
- Chcesz jeszcze?
- Nie, już nie.
- Na pewno?
- Na pewno.
- Nie zjesz mi znowu?
- Harry, no wiesz co? - Prawie się obraziłam.
- No, przecież sobie żartuję - rzucił zabierając brudne naczynia.
- A możesz mi jeszcze zrobić herbaty? - Zapytałam.
- Oczywiście - powiedział wychodząc z pokoju.
Po paru minutach przyszedł z dwoma kubkami. I tylko
z nimi.
- A gdzie masz jajecznicę? - Zapytałam zdziwiona.
- Zjadłem już - powiedział pośpiesznie.
- Biedny, bałeś się, że ci zjem… Ale masz żonę.
Nachylił się nade mną i mnie pocałował.
- Wspaniałą mam żonę i proszę tu nic złego o
niej nie mówić.
Zdążyliśmy wypić herbatę, gdy Harry powiedział, że
musi iść po Darcy i jechać do doktora po recepty.
Złapał szklanki i poszedł na dół. Wpadł jeszcze na
chwilę, żeby zostawić mi termos z herbatą i
powiedział:
- Idę do Nialla zobaczyć, co się dzieje.
Pożegnaliśmy się i wyszedł. Było mi tak dobrze, że
poszłam spać dalej. Obudził mnie telefon.
- Halo? - Powiedziałam do słuchawki.
- Masz bardzo zdolną córkę - usłyszałam z drugiej strony.
- Lou? - Zapytałam.
- No, a kto? Pewnie, że Louis!
- Nie mów, że ci robiła jajecznicę… - powiedziałam z przerażeniem.
- Robiła. Jak wszystkim.
- JAK TO WSZYSTKIM?! Przecież miała być u
Nialla…
- No i była. Gdy Niall spróbował jajecznicy,
zadzwonił do Zayna i powiedział mu, że Darcy robi
świetną jajecznicę i pójdzie mu zrobić. Zayn się
zgodził i mała powędrowała do niego smażyć
jajecznicę. Gdy Zayn spróbował, zadzwonił do
Gabrieli i powiedział to samo. Stamtąd przywędrowała
przez Li i Dan do nas, a od nas zabrał już ją
Harold.
- To się chyba naszukał…
- Takiej jajecznicy w życiu nie jadłem. Jeszcze
czuję jej smak…
- To zjedz coś innego - poradziłam - Herbaty wam nie robiła, dzięki Bogu?
- A co? Zrobiła chłopakom.
- Zabierz im tą herbatę natychmiast! To się nie
nadaje do picia…
- A co tam jest takiego, że nie jest do picia?
- Ile słodzisz łyżeczek?
- No… 3.
- To zamiast trzech łyżeczek cukru, masz trzy
łyżeczki soli.
- Co?!?!
Zapanowała głucha cisza, którą przerwał krzyk
Eleanor:
- LOUIS!!!
- Daj jej coś popić! - Krzyknęłam, gdy się rozłączaliśmy.
Napiłam się herbaty z termosu, zrobionej przez
Harry’ ego, gdy znów zadzwonił telefon.
- Halo?
- Czy ty możesz wytłumaczyć swojej córce, żeby
nie soliła herbaty? - Usłyszałam Zayna -
do tej pory
pluję od momentu, kiedy się jej napiłem, a było to
jakieś pół godziny temu…
- Tobie też zrobiła herbatę?
- A co? Tobie
też zrobiła?
- No zrobiła, tylko potem Harry zrobił mi
świeżej, nie wspominając już o jajecznicy…
- Takiej jajecznicy też nie jadłem.
- A czy Kazik jadł ją?
- Nie ma go w domu, bo poszedł na zakupy.
Wybacz. Musiałem się pozbyć twojej córki z domu, bo
musiałem się
mocno napluć…
- Jak ja cię doskonale rozumiem - powiedziałam współczującym tonem - strasznie cię przepraszam
Zayn, ale mam
drugi telefon. Przepraszam cię za moją córkę, ale ona się uczy…
Włączyłam drugą rozmowę.
- Halo?
Z drugiej strony usłyszałam zdenerwowany głos Ellie.
- Wiesz, co twoja córka nawyprawiała?!
- Niestety już wiem… Przepraszam za nią.
- To, to nic. Pamiętasz te kozaki, które
przywiozłam sobie z Paryża?
- No pamiętam. Tylko mi nie mów, że ugotowała ci
buty! - Zdenerwowałam się.
- A co zrobili?
- Ponieważ
Darcy zrobiła im herbatę, a oni nie chcieli jej zrobić przykrości, a herbata im
nie
smakowała,
wzięli i wlali ją do moich kozaków… - westchnęła ciężko.
- Jezus! Maria!
- No mają dzieciaki pomysły - znów westchnęła - doszłam do wniosku, że będę zamykać garderobę
na klucz. Za
wielkie szkody mi robią.
- Czy Darcy we wszystkich domach była? Nie
wiesz?
- No, chyba we wszystkich, a czemu pytasz?
- Bo jeszcze nie miałam telefonu od Gabrieli,
ani od Dan…
Ellie się roześmiała.
- Słuchaj, muszę kończyć, bo Tommie coś
kombinuje…
Postanowiłam schwytać byka za rogi i zadzwoniłam do
Gabi.
- Halo? - Usłyszałam z drugiej strony głos Jay’ a.
- Jay! Ja was strasznie przepraszam za moją
córkę.
Jay zaczął się panicznie śmiać. Kiedy się opanował,
powiedział.
- Witaj piękna - dusząc się jeszcze trochę ze śmiechu.
- Po twojej reakcji wnioskuję, że mieliście dziś
wyśmienite śniadanie - powiedziałam w słuchawkę.
Jay dostał ponownego ataku śmiechu, tylko, że ze
zwiększoną siłą. Po chwili usłyszałam:
- Halo?
- Witaj Gabi! Jak tam dzisiejsze śniadanko?
Gabriela się zaczęła śmiać.
- Strasznie was przepraszam jeszcze raz.
- Ale za co?
- Za moją córkę.
- No, uczy się - podsumowała Gabi.
- Dobrze, że masz takie podejście, a herbatę też
wam robiła?
- Pełen wypas! Kawa też była solona.
- Kawa?! - Wzdrygnęłam się na samą myśl.
- Jay sobie zażyczył kawy.
- Wiesz, dochodzę chyba do wniosku, że Darcy
idzie w ślady teściowej…
- Nie martw się. Na pewno się nauczy. A twoje
pierwsze potrawy takie były wspaniałe?
- Oj, były, były… - przywróciłam w głowie wspomnienia.
Chwilę jeszcze pogadałyśmy, gdy usłyszałam, że mam
rozmowę na drugiej linii.
- Halo? - Przełączyłam się.
- Czy Harry pojechał już do doktora? - Usłyszałam
Li.
- Tak, a co się stało?! - Zapytałam przerażona, widząc oczami wyobraźni
rodzącą Dani.
- Nic. Chciałem się tylko upewnić, czy duża ilość soli nie zaszkodzi dziecku.
- Jesteś okrutny! Co prawda jesteś ostatni z
wszystkich, którym gotowała Darcy! A już myślałam, że coś się stało!
Li wybuchnął śmiechem.
- Nie można się było do ciebie dodzwonić.
- No, tak… U was była, jako przedostatnia…
Przepraszam za nią. Już wszystkich przeprosiłam, jeszcze was tylko nie
zdążyłam. PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM - zaczęłam do słuchawki.
- Ale przestań przepraszać. Przecież ona się uczy.
- Robi co może - powiedziałam prawie płacząc - rozumiem, że napoje też wam robiła…
- Też.
- Cóż…. Jak się trochę lepiej poczuję, to
rozpocznę kursy gotowania…
- Ale ona była taka słodka, przy tym! A co ci się stało? -
Zaniepokoił się Liam, do którego dopiero
dotarło, to, co powiedziałam.
- Że co?!
- Że to, co słyszysz. Muszę leżeć teraz tydzień w
łóżku i brać piguły…
- Kazik ma duże osiągnięcia, jeśli chodzi o
anemię.
- Skąd wiesz?
- Kiedyś mi opowiadał. Wyleczył nawet parę osób.
- Fascynujące - powiedziałam.
- Nie potrzebujesz niczego? - Zapytał z troską w głosie.
- Nie. Dzięki. Harry zrobił mi herbatkę w
termosie. Wszystko mam.
- Jakbyś
czegoś potrzebowała, to wiesz… Zadzwoń w rynnę.
Roześmiałam się.
- Okej. Masz to, jak w banku.
Rozłączyliśmy się. Zdecydowałam się, że naprawdę muszę
wysłać Darcy do Kazika na nauki, albo samą ją nauczyć.