niedziela, 6 kwietnia 2014

102

Po przeczytaniu rozdziału, bardzo proszę, przeczytaj moją notatkę.
______________________________________________________

- Co ty wyprawiasz?! -  Zdenerwowałam się na gapiącego się na mnie Hazzę z roześmianą buźką.
 -  No co? -  Skrzywił się.
- Co u Darcy?
 -  Dobrze, śpi.
 -  A Antoś?
 -  Też.
 -  Super.
Odwróciłam się do niego tyłem i zabrałam się za kurczaka. Wytarłam go dokładnie i wsadziłam do rękawa do pieczenia. Na plecach cały czas czułam wzrok Harry’ ego. Wsypałam przyprawę do torebki i rozprowadziłam po kurczaku.  W pewnym momencie zorientowałam się, że śpiewam ich piosenkę: „Kiss You”. Jak się na tym przyłapałam,  od razu zamilkłam.
 -  Czemu przestałaś? -  Zamruczał mi do ucha.
 -  HARRY! -  Odsunęłam go od siebie -  nie teraz.
 -  Skąd wiesz, o co mi chodzi?
 -  Przeczucie -  skomentowałam.
 -  No wiesz… Tak ładnie śpiewasz… zaśpiewaj coś jeszcze…
 -  Nie.
 -  Proszę.
 -  Nie.
 -  No nie daj się prosić.
 -  Nie -  byłam twarda.
 Odsunęłam się od niego i podeszłam do piekarnika. Nagrzałam go i wstawiłam kurczaka nastawiając potem zegarek. Harry złapał mnie w pasie.
 -  Harold, uspokój się. Nie widzisz, że szykuję obiad?
 -  Nie….
Popatrzyłam na niego spode łba, a on się zaśmiał.
 -  No nie rób tej głupiej miny!
 -  Bo co?
 -  Tak Ci nie do twarzy.
 -  EH… Ty, ty…
Kurczak piekł się godzinę, do tego jakaś sałatka i może podsmażane ziemniaki?  Zupę już miałam. Hmm…
 -  Kusząca propozycja -  wymsknęło mi się.
- Co mówisz? -  Mruknął mi do ucha.
 -  Nic.
 -  Słyszałem. Idziemy.
 -  Harry, w domu są dzieci, zapomniałeś? -  Uświadomiłam go.
 -   No to co? Śpią.
 -  Nie odpuścisz, co?
 -  Nie.
Boże..To jest dopiero dziecko.
 -  Może kiedy indziej.
 -  No proszę…
 -  Nie.
- Ale jesteś…
 -  Chcesz obiad?
Trochę się uspokoił. Za półtorej godziny obiad był gotowy.
 -  Dobra, idź po dzieci -  rzuciłam do niego.
Poszedł i za chwilę wszyscy jedliśmy obiad.
 -  Mamusiu -   zaczęła Darcy.
Popatrzyłam na nią nic się nie odzywając.
 -  Przepraszam.
 -  Więcej tak nie rób, Darcy. Nie wolno ci tak robić pamiętaj.
 -  Przepraszam.

 -  Jedz.
Trzy miesiące później chłopaki byli w trasie, więc mogłam w końcu zająć się moją niespodzianką, czyli własnym sklepikiem.  Rano o 6.30 wstałam, w zasadzie zwlekłam się z łóżka i powędrowałam do łazienki. Umyłam się i ubrałam. Związałam włosy w kok i zrobiłam makijaż. Poszłam do pokoju Darcy, aby ją przyszykować do przedszkola. Kiedy Darcy była już „przygotowana” do wyjścia, ja jeszcze pobiegłam po torebkę i już mogłyśmy wychodzić. Z Antkiem nie było najmniejszych problemów. Był   w przeciwieństwie do siostry bardzo kulturalny. Nie wiele wymagał i był bardzo grzeczny. Wyszłyśmy z domu, a Darcy zaczęła w kółko paplać o Patryku, aż myślałam, że dostanę migreny … Byłam wolna, gdy ją oddałam w dobre ręce pani przedszkolanki. Do domu wróciłam szczęśliwa, że mogę w ciszy       i spokoju popracować. Zdjęłam płaszcz i powiesiłam go na wieszaku w przedpokoju. W całym domu panowała głucha cisza. Poszłam na górę zerknąć, czy Toś śpi. Spał sobie smacznie, więc postanowiłam zająć się moim sklepikiem. Postanowiłam najpierw zająć się śniadaniem. Wstawiłam czajnik na gaz           i przygotowałam sobie kawę. Wyciągnęłam z szafki miskę, z drugiej płatki. Nasypałam do miski płatki   i zalałam mlekiem. Gdy woda się zagotowała zalałam kawę i dodałam mleko. Mniam! Teraz wystarczy tylko zanieść wszystko do gabinetu… Postawiłam wszystko na tacy i poszłam do gabinetu. Usiadłam przed komputerem, włączając go. Spojrzałam na zegar. Po dziewiątej. Okej. Wszystko pod kontrolą,   w końcu. Nareszcie spokój.  Upiłam łyk kawy i rozkoszowałam się chwilą samotności. Weszłam           w Internet i wpisałam w Google: pawilony do wynajęcia w Chicago. Oczywiście była tego cała masa, więc zaczęłam powoli przeglądać wszystkie propozycje. Wypisałam na kartce chyba z dziesięć miejsc w Chicago i telefony właścicieli. W pewnej chwili usłyszałam łomot dochodzący z góry. Zerwałam się  z krzesła i pobiegłam na górę. Jak się okazało Antoni się obudził… Nie wiem,  w jaki sposób  przewrócił lampę stojącą blisko jego łóżeczka…
 -  Antosiu, co ty najlepszego wyrabiasz?!
Antoś popatrzył na mnie zdziwiony.
 -  Mama! -  Ucieszył się.
 -  Tak, mama, ale tatuś będzie wściekły, że zepsułeś lampę… -  wzięłam go na ręce.
 - Psieplasiam…
 -  Nie mnie, Antosiu… Teraz musimy jeszcze kupić nową lampę do twojego pokoju….. Dobrze, coś wymyślimy, a teraz chodź, umyjemy cię.
Doprowadziłam Tosia do porządku dziennego. Po śniadaniu posadziłam go na podłodze w salonie, żeby mógł się spokojnie pobawić zabawkami.  Nagle zadzwonił telefon. Podbiegłam do niego                i odebrałam.
 -  Halo?
 -  Hej skarbie, co porabiasz? -  Usłyszałam.
 -  A muszę kupić nową lampę.
 -  Jak to? -  Zdziwił się Harry.
 -  No, bo Antoś przed chwilą stłukł.
 -  Którą?!
 -  No tą, która stała obok jego łóżeczka.
 -   Jak on to zrobił? -  Zaczął się zastanawiać.
 -  A skąd mam to wiedzieć?
 -  No ty tam jesteś? To się pytam, bo może widziałaś, jak on to zrobił.
 -  Nie, nie zobaczyłam. Usłyszałam tylko huk, więc czym prędzej pobiegłam do niego.
 -  No to masz tam wesoło. Tęsknię za tobą.
 -  Wiem, ja za tobą też, Darcy no i Antoni również.
 -  Słuchaj, będę musiał kończyć, bo idziemy z Niallem do studia nagraniowego.
 -  To życzę powodzenia. Kocham cię.
 -  Ja ciebie też. Ucałuj dzieci.
Rozłączyliśmy się i wreszcie miałam chwilę spokoju.  Wróciłam do przerwanej czynności. Chwyciłam za karteczkę leżącą obok komputera i zaczęłam wydzwaniać do właścicieli pawilonów.  Po pięciu byłam zmęczona i właściwie zdecydowana. Z właścicielem byłam umówiona na dwunastą u niego      w pawilonie, do którego droga według moich obliczeń zajmowała półgodziny. Zaczęłam się zastanawiać, czyby nie zostawić u którejś z dziewczyn Tosia, bo nie wiedziałam, w jakim stanie będzie lokal.   Wszystko musiałam utrzymać w tajemnicy, bo wiadomo, że dziewczyny by wygadały chłopakom, a i Harry o wszystkim by się dowiedział.  Poszłam do Danielle i zapytałam się, czy Antek nie mógłby zostać pod jej opieką, przez pewien czas. Od razu się zgodziła. Wiedziałam nawet dlaczego. Danielle uwielbiała Antosia, zresztą dogadywali się z Jasmine i obydwoje byli spokojni           i grzeczni.
 -  Dzięki wielkie, naprawdę -  powiedziałam oddając Dan Tosia.
 -  Ciocia Dani! -  Powiedział wesoło Antoś.
 -  Tak Toni, to ja -  odpowiedziała mu figlarnie Danielle -  pobawimy się z Jasmine, tak?
 -  Tak -  odpowiedział jej pewnie i powędrował do środka.
 -  To cóż… Skoro nie chce się ze mną pożegnać, to lepiej pójdę… -  rzuciłam do Danielle.
 -  Nie masz co się przejmować. Jasmine robi podobnie. W zeszłym tygodniu szłam do lekarza, więc poprosiłam Ellie, aby przypilnowała jej. Wszystko było okej, do chwili, gdy  nadeszła chwila „rozłąki”. Jasmine wesoło podreptała do środka, tak jak teraz Antoś. Z tym, że ja zawołałam ją. Ona wyjrzała zza nóg Ellie, pokazała mi język i powiedziała: „Idź już sobie”. Wiesz, jak ja się wtedy poczułam? -  Zaczęłyśmy się śmiać.
 -  Słuchaj, nie wiem, o której wrócę. Postaram się jak najszybciej.
 -  A gdzie idziesz?
 -  Muszę kupić nową lampę do pokoju Antosia, ponieważ dziś rano zbił tą, która stała u niego… -  po części powiedziałam prawdę.
 -  A to cwaniaczek… Naprawdę?! On przecież jest taki niewinny.
 -  A jednak -  uśmiechnęłam się -   dobra, lecę.
 -  Miłego kupowania.
Wsiadłam do samochodu, zapięłam pasy i przekręciłam kluczyk w stacyjce. Nacisnęłam pedał gazu      i ruszyłam. Na miejscu faktycznie byłam w półgodziny. Zaparkowałam i zaczęłam się rozglądać za numerem lokalu. Po pięciu minutach stałam pod pawilonem. Chwyciłam z klamkę i otworzyłam drzwi. Weszłam pewnym krokiem do środka, lecz jednak coś sprawiło, że się cofnęłam. Gdy się rozejrzałam, to zrobiło mi się słabo. Miejsce faktycznie było ogromne, może nawet lepsze określenie, jak OLBRZYMIE i w dodatku bardzo przestrzenne. Niestety lokal był bardzo, bardzo zaniedbany. Wszędzie panował kurz i brud, a w każdym rogu urzędowały pająki w swoich olbrzymich pajęczynach. Coś strasznego. Stwierdziłam, że bardzo dobrze zrobiłam, że Toniego zostawiłam u Dani. Mogłam się o niego nie martwić. Na środku pomieszczenia  stał wysoki mężczyzna, w średnim wieku. Krótko ostrzyżony brunet o jasnej karnacji i brązowych oczach.
 -  Witam. Pani Styles? -  Zapytał uśmiechając się lekko.
 -  Zgadza się. A pan to… -  urwałam, bo zapomniałam jak ten facet się nazywa.
 -  Mark Polly -  przedstawił się, podchodząc i wyciągając w moim kierunku rękę. Aż ciężko było uścisnąć jego dłoń. Po prostu obrzydzenie wzięło górę … -  miło panią poznać.
 -  Pana również -  odpowiedziałam trochę przyciszonym głosem -  może przejdźmy do konkretów.
 -  Oczywiście. Już Pani wszystko pokażę.
W ten oto sposób w tym obleśnym miejscu spędziłam półtorej godziny. W końcu zdecydowałam się kupić je (nie wynająć) i odrestaurować. W końcu mówi się, że nie ważny jest efekt początkowy. Ważny jest efekt końcowy! Zapłaciłam stosunkowo tanio, jak na takie miejsce i właśnie zostałam właścicielką pawilonu. Jedna połowa mnie bardzo, ale to bardzo się cieszyła z nowej rzeczy, lecz druga połówka wrzeszczała na mnie, że poszłam na taki układ. Ogółem byłam z siebie zadowolona. Otrzymałam do ręki klucze od lokalu i wszelkie informacje oraz formularze. Mężczyzna pożegnał się ze mną i opuścił miejsce. Zaczęłam się rozglądać po całym sklepie i doszłam do wniosku, że jednak konieczny jest remont, bo inaczej to miejsce nie przeżyje…  W drodze do domu zahaczyłam jeszcze do sklepu i zrobiłam sprawunki. Wstąpiłam po Antosia, który był cały szczęśliwy, że mama wróciła             i wspólnie wróciliśmy do domu. Wiedziałam, że musiałam jeszcze iść po Darcy, ale to dopiero za godzinę, więc spokojnie mogliśmy z Antosiem zjeść obiad, który przygotowałam wczoraj. Wystarczyło w zasadzie tylko odgrzać.
 -  Antosiu, za chwilkę mama zrobi obiadek, dobrze? Siądź przy stole, proszę.
 -  Dobzie.
Szybko odgrzałam pulpety w sosie koperkowym i ziemniaki. Antosiowi wszystko pokroiłam i usiadłam przy stole.
 -  Mama? -   Zagadał w pewnym momencie Antoś.
 -  Słucham, cię?
 -  Kiedy wlacia tata?
 -  Niedługo, Antosiu -  w zasadzie zdałam sobie sprawę, że to „niedługo” to dwa tygodnie… Wychowywanie dwójki dzieci bez obecności ojca jest naprawdę trudne, dlatego brakowało mi go        z każdym dniem co raz bardziej.
 -  A dlaczego pytasz?
 -  No, bo tęśknie zia tatą.
 -  Ja też -  przyznałam. Chciało mi się płakać, gdy zobaczyłam jego smutne oczy, które zrobiły się jak dwa, małe guziczki.
Po obiedzie Antoś zdecydował, że pójdzie spać, więc zaprowadziłam go na górę, a sama wróciłam na dół, w celu poszukania jakiejś spółki budowlanej. Szukałam w Google, gdy nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Czym prędzej ruszyłam otworzyć. Chwyciłam klamkę, przekręciłam i otworzyłam.                     Za drzwiami stała Gabriela z Jayem.
 -  Hej  wchodźcie, zapraszam.
 -  Cześć Meg! Przyszliśmy zapytać, czy w czymś ci nie pomóc. Może zabrać dzieciaki? -  Zapytała Gabriela, wchodząc do środka.
 -  Wiesz co, w zasadzie Darcy jest w przedszkolu, a Antoś zdecydował, że pójdzie spać.
 -  To może w czymś ci pomóc? Nie wiem, zakupy? -  Zapytał dla odmiany Jay.
Podjęłam bardzo, ale to bardzo szybką decyzję, że powiem im o moim sklepie. Zdecydowałam, że jedna para rąk do tego lokalu to za mało.
 -  W zasadzie jest jedna rzecz, w której możecie mi pomóc, ale jest warunek, no… w zasadzie dwa. Pierwszy usiądziecie i napijecie się herbaty, a ja wam wszystko przedstawię, a drugi macie niczego nie mówić Harry’ emu i reszcie.
Popatrzyli po sobie, po czym jednocześnie rzucili:
 -  Oczywiście. Nikomu nic nie piśniemy słówka.
 -  Dobrze, to siądźcie w salonie, a ja zrobię herbatę. A właśnie, kawa, herbata, sok?
 -  Ja może herbatę -  rzuciła Gabriela.
 -  A ja może sok -  wtrącił Jay.
 -  Oczywiście. Już się robi.
Poszłam do kuchni i wstawiłam wodę na herbatę. W tym czasie nalałam do dwóch szklanek soku pomarańczowego, a Gabi zaparzyłam herbatę. Wszystko zaniosłam do salonu. Porozstawiałam na stoliczku i usiadłam na fotelu, naprzeciwko nich.
 -  No to opowiadaj, co trzeba robić -  nalegał Jay.
 -  No…. To widzę, że nie macie co robić -  zaczęłam się śmiać -  no więc…. Dziś kupiłam lokal oddalony stąd o pół godziny jazdy. Chcę, żeby to była niespodzianka i dla Hazzy i dla pozostałych. Planuję zrobić remont, najlepiej, żeby się go udało skończyć kilka dni przed powrotem chłopaków. Jednak syf tam jest straszny…
 -  No to na co czekamy!? Ruszajmy! -  Powiedziała Gabriela.
 -  Wiesz, co? Może nie dziś, bo jeszcze muszę iść po Darcy do przedszkola… Gdybym o niej zapomniała, to przecież awantura by była straszna i oczywiście by wyszło, że tatuś jest jednak lepszy niż ja, bo tatuś wysłucha i porozmawia z nią, a ja to taka zamyślona jestem…
 -  Dlaczego nam nie powiedziałaś, że potrzebna ci jest pomoc?! Przecież dobrze wiesz, że gdybyś nas poprosiła o coś, to zrobilibyśmy to najszybciej, jak to możliwe! -  Oburzyła się Gabriela.
 -  Nie wiem… Nie wiesz, co to znaczy wychowywać dwójkę dzieci samemu, podczas, gdy ich ojciec jest w trasie koncertowej…
 -  Przepraszam… Uniosłam się  -  zaczęła się tłumaczyć  -  mogę to sobie tylko wyobrazić, jak ci jest ciężko…
 -  Mogę ci powiedzieć, że strasznie mi ciężko. Jeszcze nigdy chyba nie było mi aż tak ciężko… Brakuje mi Harry’ ego i to bardzo…
 -  Wiem…
 -  Nie wiesz. Codziennie chciałabym się do niego przytulić, porozmawiać twarzą w twarz, spojrzeć       w jego pełne blasku zielone tęczówki, dotknąć jego dołeczków… Popatrzeć, jak bawi się z dziećmi… -  kilka łez spłynęło po moim policzku.
Obydwoje doskoczyli do mnie i zaczęli mnie przytulać i pocieszać.
 -  Nie martw się. Pomożemy ci. Doskonale zdajemy sobie sprawę, że nie będziemy, tacy jak Harry, ale postaramy się, abyś się lepiej poczuła  trochę bardziej wyluzowana -  powiedział Jay ciągle mnie przytulając -  to w takim razie jutro z prawie samego rańca jedziemy tam i zaczynamy roboty. Wezmę wszystkie potrzebne narzędzia i pojedziemy, dobrze?
 -  No dobrze -  wydusiłam z siebie -  przepraszam was, za to, że musicie to znosić…
 -  Nie masz co przepraszać, to normalne -  powiedziała Gabriela odciągając już na siłę duszącego mnie Jaya, nie lubię, gdy płaczesz.
 -  Ja też nie. Chyba nikt tego nie lubi.
 -  A co u was? Jak przygotowania do ślubu? I gdzie w podróż poślubną?
 -  No, jakoś idą. W podróż postanowiliśmy jechać do Maroka.
 -  No to cudownie! Tam jest cieplutko.
 -  No, właśnie dlatego nas tam ciągnie.
Goście dopili swoje napoje i umówieni na jutro pożegnaliśmy się. Wszyscy razem wyszliśmy.               Ja pobiegłam po Darcy, która była cała szczęśliwa, że po nią przyszłam.
 -  Mama! -  Rzuciła mi się na szyję.
 -  Hej słoneczko, jak tam? Zbieramy się do domku?
 -  No jasne! To dla ciebie -  dała mi kartkę i pobiegła do szatni. Przyjrzałam się jej dziełu. Przedstawiało zapewne mnie, Harry’ ego, ją no i Antosia. Trzeba było dobrze wysilić wzrok, aby się dopatrzeć, co tam jest, ale jakoś sobie poradziłam. Postanowiłam, że nowe arcydzieło powieszę na lodówce. Ubrałam Darcy, pożegnałyśmy się z pozostałymi dziećmi oraz paniami i wyszłyśmy.  W drodze powrotnej Darcy opowiadała, co porabiała dziś w przedszkolu. W sumie to bawiła się z koleżankami     i kolegami, no i było leżakowanie i gra w zbijaka.
 -  Powiedz, Darcy, czy ten Patryk to nadal ci się podoba? -  Zapytałam, gdy byłyśmy już w domu.
 -  Nie. On jest fuj.
 -  A co się stało?
 -  Powiedział, że jestem głupia i brzydka i że woli Andzie.
 -  E, tam. Nie masz co sobie nim zawracać głowy. Dużo masz zadane?
 -  Szlaczki.
 -  Znowu?
 -  Tak.
 -  To choć, zrobimy.
Odrobiłyśmy zadaną pracę domową i do późnego wieczora Darcy opowiadała dalej, co robiła              w przedszkolu. W pół do dziewiątej dzieci były położone. Antosiowi poczytałam bajkę, a Darcy zaśpiewałam  piosenkę, która mi ostatnio chodziła po głowie. Obydwoje niemal natychmiast zasnęli. Byłam wyczerpana. Zeszłam na dół i zjadłam późną kolację. Porozmawiałam jeszcze z mamą, a do Hazzy nie mogłam się dodzwonić, więc poszłam spać.

____________________________________________________________

Więc tak. Na początek mam jedną sprawę do omówienia z Wami.  Zgodnie z obietnicą wrzucam kolejny rozdział. Obiecałam Wam, że się poprawię i częściej będę wrzucać rozdziały. Owszem. Ja się wywiązuję z obietnic, jednak Was też prosiłam... Prosiłam, abyście komentowali rozdziały... Nie jest to fair w stosunku do mnie, bo ja specjalnie poświęcam czas, myśląc o blogu i myśląc o Was, mając nadzieję, że każdy kolejny rozdział przypadnie Wam do gustu. Nie wiem... Może poświęcenie paru głupich minut na komentarz to zbyt wiele, o co proszę... Po prostu komentarze mnie motywują do dalszej pracy, a jeśli ich zabraknie to, to wszystko będzie bez sensu... Opowiadanie i tak zbliża się powoli do końca.
W każdym bądź razie mam nadzieję, że będzie lepiej i liczę na Was. Z góry dzięki.
                                                                                                            ~Meg

poniedziałek, 31 marca 2014

101 (Zgodnie z obietnicą)

 -  No to Niall? Pójdziesz spać? -  Zapytałam.
 -  No… Po tej awanturze nie wiem…
 -  Jeszcze raz cię przepraszam za tą awanturę. Chodź na górę, trochę się prześpisz.
Zaprowadziłam go na górę, do pokoju gościnnego, którego w duchu nazywałam rodziców, bo tylko oni tam, jak do tej pory spali. Pościel była świeżo pościelona, więc zdjęłam kapę i powiedziałam:
 -  Śpij. Miłych snów ci życzę. Jak chcesz, to zamknij się od środka.
 -  Po co?
Zamknęłam do niego drzwi i zeszłam na dół.
 -  To co robimy? -  zapytałam Harryego.
 -  Nie wiesz, co w Darcy wstąpiło?
 -  Nie mam zielonego pojęcia, co się stało…
 -  Nie lubi sprzeciwów, a sprzeciwiliśmy się jej.
 -  Próbowałem jej wytłumaczyć, że nie może się tak zachowywać, to zaczęła mnie bić. Jak podniosła na mnie rękę, to zacząłem ją bić. Ma zakaz wychodzenia z pokoju i niedostanie dzisiaj deseru.
 -  Strasznie dla niej bolesna kara -  powiedziałam.
- Ale ona nie może się tak zachowywać. Musi to poczuć. Ja wiem, że na mnie tylko takie kary działały. Mogli mi tłumaczyć godzinami, że czegoś nie wolno,  ja robiłem po swojemu, ale jak nie dostałem deseru, to zapamiętałem na całe życie, że tak nie wolno robić… Wiesz, miałem ochotę cię wylizać z tej czekolady, ale się powstrzymałem przy Niallu. Chodź, taki ładny dzień, to pójdziemy do ogrodu. Harry wyszedł pierwszy, porozstawiał fotele, postawił stolik i powiedział:
 -  Siadaj. Napijesz się czegoś?
 -  Może kawy -  odpowiedziałam.
Harry zniknął w drzwiach i po pewnym czasie przybiegł z kawą.
 -  Jutro wraca Dominika -  poinformowałam go.
 -  To super, może Niall się wreszcie wyzwoli. Po tym koszmarze…
 -  Dobrze by było, jakby się zeszli ze sobą -  stwierdziłam -  on po przejściach, ona po przejściach. Mogą się pocieszać wzajemnie.
W sąsiednim domu otworzyły się drzwi do ogrodu. Jay  wyszedł w samych slipkach.
 -  Cześć Jay! -  Powiedział Harry.
Jay się spłoszył.
 -  Cześć, zaraz przyjdę -  powiedział i skoczył z powrotem do domu. Po krótkiej chwili wyszedł                 w krótkich spodenkach -  przepraszam moich sąsiadów za mój wcześniejszy, roznegliżowany wygląd…
 -  Zdaje się, że tu sami dorośli -  powiedziałam śmiejąc się.
 -  No ten mały kawaler, to zdaje się, że dziecko.
- Ale on nie groźny na razie.
 -  NA RAZIE -  powiedział Harry.
 -  Może wpadniecie do nas na kawę po sąsiedzku? -  Zaproponowałam -  niestety jesteśmy już po śniadaniu…
Z góry usłyszeliśmy chrapanie Nialla. Zachciało mi się śmiać. Harry popatrzył na mnie.
- Co? Macie gości?
 -  No… Takiego jednego z naprzeciwka -  odpowiedział Hazzie.
- Co? Niall u was śpi? -  Zapytał Jay.
 -  Wygląda, jak z krzyża zdjęty. Niech się chłopak wyśpi. Mówi, że w domu spać nie może.
 -  Wcale mu się nie dziwię… Pewnie bym się wyprowadził z takiego domu.
 -  Lepiej, żeby nie -  powiedzieliśmy równocześnie.
 -  Nasza enklawa by się pewnie rozpadła.
 -  Może jednak nie będzie tak źle.
 -  Z kim ty rozmawiasz? -  Gabriela wyszła w zielonym szlafroczku -  o cześć Megan! Hej Harry!
 -  Idź się ubierz -  zdenerwował się Jay.
 -  Przecież jest ubrana. O co ci chodzi? -  Zaczął bronić Gabrieli Harry.
Popatrzyłam zdziwiona na Hazzę.
 -  Zapraszamy na kawę -  powiedziałam.
 -  Jeszcze nie jedliśmy śniadania -  powiedziała Gabi.
 -  To zjedzcie śniadanie i przyjdźcie do nas, albo przynieście sobie śniadanie do nas, a my wam damy kawę -  powiedział Harry.
Z góry nadal rozlegało się chrapanie Nialla.
 -  To może przyjdźcie do nas?
 -  Nie, musimy być tutaj, bo dzieciaki nie będą wiedziały gdzie nas szukać.
Za chwilę na naszym tarasie siedzieli obydwoje i jedli śniadanie. Harry poszedł zrobić kawę, a ja zobaczyłam na Gabrieli palcu nowy pierścionek.
 -  Jaki masz ładny pierścionek.
 -  A, dziękuję. Dostałam od Jaya -  powiedziała patrząc na pierścionek -  też mi się bardzo podoba.
 -  Jutro wraca Dominika  -  zagadnęłam.
 -  Tak. Bardzo się cieszę. Dobrze, że udało jej się wszystko załatwić.
 -  Też tak uważam.
 -  To Niall będzie w końcu wolny -  powiedział Jay -  mnie się ona od początku nie podobała.
 -  Serce nie sługa -  powiedziałam -  zakochał się i koniec.
 -  Skąd on ją wytrzasnął?
 -  No niestety jest to moja wina… Bo ja ich ze sobą poznałam…
 -  No, ale nie powinnaś się winić -  pocieszył mnie -  przecież Niall jest dorosły.
 -  On, jak małe dziecko -  powiedziałam -  właściwie ja powinnam teraz pojechać do Warszawy, a nie Dominika.
 -  Dopiero byłaś nie dawno w Warszawie -  powiedział Jay.
 -  Jak to niedawno?
 -  No, z rok temu.
Gabriela go trąciła łokciem.
 -  Nie wracajmy do tego -  powiedziała -  mam ci przypomnieć, że była razem z Dominiką.
 -  Może rzeczywiście nie wracajmy -  zgodziłam się z Gabi.
Antoś przyszedł do Gabrieli swoim chwiejnym kroczkiem i coś tam jej zaczął tłumaczyć.
 -  To kto jedzie po Dominikę? -  Zapytałam.
 -  Niall. Przecież on by mi nie wybaczył, gdybym pojechała po nią. Kto u was tak chrapie? -  Zapytała.
 -  Rzeczony Niall -  odpowiedziałam.
 -  No… Wyspać się przy nim nie można.
 -  Można się przyzwyczaić -  rzucił Harry, który przyszedł z kawą -  tyle razy spałem z Niallem w jednym pokoju.
 -  To co? Powiemy im? -  Zapytał Jay, Gabrielę.
 -  Jak chcesz -  odpowiedziała.
Patrzyliśmy zdziwieni na nich.
 -  Słuchajcie. Nie formalnie chcieliśmy was poinformować, że za dwa miesiące jest nasz ślub.
 -  To cudownie! -  Krzyknęłam.
 Na górze coś się poruszyło.
 -  Cicho bądź, bo Niall śpi -  Harry położył mi rękę na ustach.
Za chwilę usłyszeliśmy ponowne chrapanie, więc wiedzieliśmy, że Niall się nie obudził.
 -  A gdzie Darcy? -  Zapytał Jay.
 -  Była niegrzeczna i odbywa szlaban w swoim pokoju.
 -  Aż tak była niegrzeczna? -  Zdziwiła się Gabriela.
 -  Oj, była -  potwierdziłam.
Opowiedzieliśmy im, co się działo przy śniadaniu. Byli zszokowani.
 -  Czyżby w przedszkolu dzieci tak się zachowywały? -  Zdziwiła się Gabi.
 -  Ona jest zazdrosna o wujka Nialla -  powiedziałam.
 -  To taka szczenięca miłość? -  Zakpił Jay.
- Coś w tym rodzaju -  odpowiedział Harry.
Zerknęłam na okno na górze i zobaczyłam, że Darcy podsłuchuje naszą rozmowę. Harry popatrzył      w tym samym kierunku, co ja i za chwilę wstał cicho i poszedł na górę. Usłyszałam, że okno się zamyka. Słychać też było jakąś rozmowę, ale nie było słychać, o co chodzi. Gdy Harry wrócił, dusił się ze śmiechu.
- Co się stało? -  Zapytałam.
 -  Nasza córka koniecznie chce być na ślubie… -  wydusił z siebie -  to ona wyjdzie za mąż za wujka Nialla, bo wujek Niall jest już wolny. Zapytałem, jak będzie do niego mówić. Odpowiedziała: Wujek.
Wszyscy ryknęliśmy śmiechem.
 -  Wiecie co? Może się przenieśmy do nas, bo ten biedny Niall, to się nie wyśpi -  powiedziała Gabriela.
 -  Jest tak zmęczony, że pewnie będzie spał do jutra.
 -  Chyba, że go głód obudzi…
 -  No tak… To jest jedyna rzecz, co go może obudzić -  stwierdziłam.
Przesunęliśmy nasze fotele bliżej domu Jaya i Gabi i mogliśmy spokojnie rozmawiać.
 -  To jak tam przygotowania? -  zapytałam.
 -  No, już mamy zaklepaną salę.
 -  Gdzie?
 -  U Simona -  odpowiedziała Gabriela.
 -  To najlepsze rozwiązanie. Darmowy hotel, kucharz… Po za tym, Simon by się pewnie obraził, gdyby się dowiedział, że nie korzystamy z jego chałupy -  powiedział Jay.
 -  No, pewnie masz rację. On lubi wyprawiać takie imprezy. Kazik będzie miał zajęcie, ostatnio jest niepocieszony, bo nie ma komu gotować. Simon ostatnio siedzi bez przerwy w Londynie, a jak wpada, to jak po ogień…
 -  Przyjedzie trochę gości z Warszawy. Mama, siostra mamy… Martin.
 -  A przyjadą z Indii?
 -  Nie wiem skąd przyjadą… Bo trudno za nimi trafić -  powiedziała obojętnie Gabriela.
 -  Jakbyście potrzebowali pokoi, to u nas jest jeden wolny -  powiedziałam.
 -  Wiesz u Simona jest tyle miejsca, że chyba nie będzie nam potrzeba. Po co on w ogóle taki wielki dom wybudował?
 -  Bo lubi duże domy? -  Odpowiedziałam Gabrieli.
- Ale po co, skoro jego tu i tak nie ma?
Pogadaliśmy jeszcze trochę i rozeszliśmy się. Ja poszłam gotować obiad. Gdy byłam w połowie obiadu, przypomniałam sobie, że dziś miał gotować Harry. Zdecydowałam, że wezmę odwet kiedy indziej. Harry siedział i coś czytał, a ja wyciągnęłam z zamrażalnika pierogi. Zastanawiałam się tylko ile porcji mam wyjąć… Jeżeli Niall ma się obudzić to na pewno trzy porcje byłoby za mało, ale jeżeli będzie spał, to szkoda rozmrażać więcej. Postanowiłam, że wrzucę na gorącą wodę i szybko się ugotują. Zastanawiałam się jeszcze nad zupą. W zamrażalce znalazłam zamrożone kalafiory, więc doszłam do wniosku, że zrobię kalafiorową. Ugotowałam kalafiora, wyciągnęłam migdały, przypiekłam je na patelni i postanowiłam, że zrobię zupę krem. Wyciągnęłam mikser, zmiksowałam    i stwierdziłam, że jest pyszna. Zastanawiałam się, jak mały więzień się trzyma, ale Harry nie pozwolił mi iść na górę. Popatrzyłam na zegarek. Było wpół do dwunastej. Podeszłam do komputera. Na Skype siedziała Doma.
- Co u was słychać? -  Zapytała, gdy się z nią połączyłam.
 -  Słychać chrapanie -  odpowiedziałam.
 -  Kto u was śpi?
 -  Niall -  odpowiedziałam.
 -  Aż tak chrapie?
 -  Jest strasznie zmordowany.
 -  A dlaczego śpi u was?
 -  Bo u siebie nie może.
 -  Dobrze, że śpi -  odpowiedziała Dominika.
 -  Dobrze, że go nie widziałaś, jak wyglądał…
- Co to znaczy? Mam się bać?
 -  Nie. Po prostu taki był zmordowany…
 -  Jutro już o tej porze będę lecieć…
 -  O ile nie będziesz w Chicago i co? Widziałaś się z mamą?
 -  Okazuje się, że siedzi z Martinem w Indiach…
 -  No, to rzeczywiście nie można za nią trafić.
 -  A co? Rozmawiałaś z Gabrielą?
 -  Tak, wypiliśmy wspólnie kawę. Cieszę się, że jutro wracasz. Stęskniłam się już za tobą.
 -  Ja za tobą też. To do jutra.
 -  Pa -  powiedziałam i rozłączyłam się.
Zaczęłam się zastanawiać, gdzie jest Antoś… Poszłam do Hazzy i zobaczyłam, że siedzą razem. Jak się przyjrzałam, okazało się, że śpią. Wzięłam delikatnie Antosia i zaniosłam go na górę do jego łóżeczka. Harry się nawet nie obudził. Widocznie chrapanie Nialla go uśpiło. Przykryłam go kocem                          i postanowiłam, że pójdę na basen. Woda była chłodna i przyjemna. Taką, jaką lubiłam. Przepłynęłam parę basenów i położyłam się na wodzie, zamknęłam oczy i zaczęłam rozmyślać. Jak zrobić, żeby Dominika wyszła za Nialla? A może nic nie trzeba robić? Z rozmyślań wyrwał mnie Harry, który skoczył niedaleko mnie i mnie opryskał. Gdy się poruszyłam, odetchnął z ulgą.
 -  Myślałam, że się utopiłaś.
Zobaczyłam, że był w ubraniu.
 -  Wyglądałaś jak martwa w tej wodzie.
 -  Leżałam sobie i myślałam, a co? Nie można?
 -  Znowu mi nie zostawiłaś kartki, gdzie jesteś… Przeszukałem cały dom i dopiero wtedy wpadłem na pomysł, że możesz być na basenie. Wpadłem tu, a ty leżałaś jak topielica. Myślałem, że się utopiłaś…
 -  Naprawdę?
 -  Bo zaraz cię utopię…
Zaczęłam uciekać. Dawno nie pływałam, więc straciłam kondycję. Harry szybko mnie dopadł.
 -  I co ja mam z tobą zrobić? -  Zapytał.
 -   Tylko nie topić -  powiedziałam potulnie.
 -  Straciło się kondycję.
 -  No…
 -  No to przecież jest basen, to czemu nie pływasz? -  Zapytał Harry logicznie.
 -  No bo nie mam czasu. Zajmuję się dziećmi, domem…
- Ale cały czas się nie zajmujesz.
 -  Jak jesteś w domu, to faktycznie mogę popływać, ale gdy cię nie ma to przecież dzieciaków nie zostawię samych. Obiecuję, że będę pływać, tylko mnie nie top.
Harry wyszedł z basenu. Zdjął mokre ubranie i wskoczył z powrotem.
 -  Zamknąłeś drzwi?
 -  No przecież… a… Faktycznie. Nie jesteśmy sami w domu.
Wyszedł z wody, zamknął drzwi i znów był koło mnie. Podtopił mnie. Złapałam go za bokserki i zostałam z nimi w garści. Gdy wynurzyłam się, usłyszałam:
 -  No wiesz co?!
- Co? -  Zdziwiłam się niewinnie.
 -  Tak mnie rozbierać?!
 -  To ty mnie topiłeś. Ja się złapałam pierwszej, lepszej rzeczy.
 -  Yhm… To się teraz tak nazywa? Pierwsza, lepsza rzecz.
Harold zdjął ze mnie kostium.
 -   Musimy być równi - poważnie powiedział.
Dostałam ataku śmiechu. Poczułam klapsa.
 -  Jak to tak? -  Zdenerwowałam się -  będziesz mi tu dawać klapsy?! -  Powiedziałam i oddałam mu.
 -  Należą ci się za te bokserki.
 -  Mówiłam, że to niechcący.
 -  Niechcący, powiadasz?
Popiszczałam sobie chwilę, bo Harry zaczął mnie gonić. W pewnym momencie usłyszeliśmy walenie do drzwi.
 -  Niall? -  Zapytałam cicho.
 -  Może być. Wyłaź szybko z wody -  powiedział szeptem do mnie -  i ubierz się w kostium.
 -  Jesteście tam?! -  Usłyszeliśmy głos Nialla.
 -  Tak, zaraz otwieram -  krzyknął Harry.
Gdy byłam ubrana, Harry otworzył drzwi.
 -  No przecież nie musiałaś się ubierać -  powiedział Niall -  widziałem już gołe baby.
 -  No nie wiem, co by powiedział na to Harry.
 -  Przecież też nago lata. Zacząłem się zastanawiać, co się z wami działo. Przeszukałem całą chałupę.
 -  A to wszystko moja wina… -  powiedziałam.
 -  Jak to?! -  Zdziwił się Niall.
 -  No, bo najpierw Harry mnie szukał, a potem ty.
 -  Też cię szukał?
 -  Zasnął słodko na kanapie, więc postanowiłam to wykorzystać, Darcy ma szlaban  i chciałam sobie trochę popływać.
 -   A propos Darcy -  powiedzieliśmy równocześnie -  ty pierwsza.
 -  No ja już powiedziałam, co miałam. Czyżbyśmy cię obudzili?
 -  Obudziła mnie Darcy, która mi się wgramoliła do łóżka.
Harry zaklął szpetnie.
 -  Będzie miała chyba do końca życia karę…
 -  No już nie każ jej tak.
 -  Czyli biedny nie pospałeś… -  powiedziałam.
 -  No ze trzy godziny pospałem -  powiedział -  to i tak, jak na obecne czasy bardzo dużo.
 -  Strasznie cię przepraszam. Nie będzie ci się więcej gramoliła do łóżka -  powiedział Harry i wyszedł z basenu zakładając po drodze mokre bokserki.
 -  Harry! -  Wrzasnęłam -  tylko już jej nie bij. Więcej rozmową zdziałasz niż biciem.
 -  Meg ma rację! -  Krzyknął za nim Niall.
Harry trzasnął drzwiami i poszedł na górę.
 -  Nie wiem, czy on jej nie zabije. Miał mordercze spojrzenie…
 -  Mogę się u was wykąpać?
 -  Wskakuj. Ja polecę ratować Darcy.
 -  Może ja nie powinienem… Może nie powinienem mówić tego, ale tak mnie to rozśmieszyło. Wyobraź sobie, że teraz jestem jej mężem i spaliśmy ze sobą…
O mało się nie wpadłam z wrażenia do basenu. Niall mnie złapał w ostatnim momencie.
 -  Szkoda, że nie powiedziałeś tego Harryemu. Może nie zareagowałby tak, jak zareagował.
 -  Wiesz co? Ja polecę ratować Darcy. Wreszcie to moja wina -  stwierdził i wybiegł.
Postanowiłam, że muszę jednak zareagować. Bałam się, że chłopaki się pokłócą, a w tym wszystkim Darcy się oberwie za „niewinność”. To znaczy była trochę winna, że obudziła biednego Nialla. Owinęłam się ręcznikiem i ruszyłam na górę. Już na dole Harry z Niallem dusili się ze śmiechu i robili wszystko, żeby nie zrobić tego głośno.
- Co tu się dzieje? -  Zapytałam zdziwiona.
 -  Niall mi powiedział, co wymyśliła ta modelka. Najpierw brutalnie go obudziła, łapiąc go za nos, a potem stwierdziła, że są mężem i żoną -  odpowiedział duszący się ze śmiechu Harry.
 -  Chodźcie gdzieś, gdzie nie będzie nas słychać -  powiedziałam.
Powędrowaliśmy do studia. Tam mogliśmy się wyśmiać.
 -  A co powiedziałeś Darcy? -  Zapytałam.
 -  Powiem szczerze, że uciekłem. Nic jej nie powiedziałem…
 -  Jasne. Zostawiłeś to mnie. Będę musiała jej to wytłumaczyć, że jednak nie zostaliście mężem i żoną…
Harry wpadł w małpi humor.
- Ale między wami nic nie zaszło? -  Zapytał żartobliwie Harry.
No i zaczęli się tłuc na żarty.
 -  Uspokójcie się! -  Powiedziałam.
Nic… Dalej się tłukli.
 -  Ej! Przestańcie! Zachowujecie się jak małe dzieci! -  Wydarłam  się wchodząc między nich.
Z początku nie chcieli, ale gdy popatrzyli na moją groźną minę, od razu się uspokoili.
 -  Zachowujecie się jak dzieci. Mało wam?! Macie wokół dzieci, a sami się zachowujecie jak one… -  zabrałam głos.
 -  No… Ja nie mam dzieci… -  poskarżył się Niall.
-  Ale kiedyś na pewno będziesz je miał -  odparłam i mrugnęłam do niego.
 -  Mam nadzieję…
 -  To Dominika o której wraca? -  Zmieniłam temat.
 -  Muszę po nią pojechać o jedenastej, bo o dwunastej trzydzieści ma przylecieć, a znając te korki…
 -  No tak… To już zmienia postać -  wtrącił Harry.
 -  Napijesz się czegoś? -  Zaproponowałam.
 -  Nie, wiesz będę już leciał. Dzięki za wszystko. Za śniadanko i za łóżko.
-  Ale drobiazg. Drzwi są otwarte. Wpadaj kiedy masz ochotę, powtarzam ci to po raz kolejny -  zaśmiałam się.
 -  No wiem… Ale to tak trochę głupio… No wiesz, wykorzystywać przyjaciół.
 -  Och, przestań! -  Zdenerwowałam się.
Niall wyszedł i poszedł do siebie.
 -  Tak mi go żal… -  westchnęłam.
 -  Wiem… Jeszcze nigdy go nie widziałem w tak wielkiej rozsypce… -  rzucił Harry.
 -  I pomyśleć, że to wszystko przeze mnie… -  opadłam na kanapę.
 -  Przestań. To nie przez ciebie.
 -  Jak nie?! Przecież to ja ich ze sobą poznałam, to ja powiedziałam Niallowi, że może jej zaufać,z czego wyszło tak naprawdę gówno, bo widać, że wcale nie można jej zaufać…
 -  No dobra, ale skąd mogłaś wiedzieć, że ona tak się będzie zachowywać. Skąd to mogłaś wiedzieć?! Dawno się z nią nie zadawałaś, bo zaczęłaś żyć swoim życiem -  zdenerwował się Harry. Usiadł obok      i mocno mnie przytulił.
- Ale ja powinnam cierpieć, co zresztą robię, ale on nie powinien… Jeszcze nigdy się tak nie czułam… -  wydusiłam z siebie.
 -  No już, uspokój się -  gładził dłonią moją głowę -  teraz zaopiekuje się nim Doma.
W sumie racja… Ale ja i tak to ciężko przeżywałam, pomimo iż wiedziałam, że Dominika się nim zajmie.
 -  Dobra, idź do Darcy, a ja pójdę zrobić obiad -  wstałam z kanapy i poszłam do kuchni.

Pozmywałam naczynia, bo przecież nikt inny tego nie mógł zrobić… Zajrzałam do lodówki i wyciągnęłam z niej kurczaka. Dokładnie go umyłam i położyłam na desce. Zaczęłam się zastanawiać, gdzie wcisnęłam przyprawę do kurczaka… Przeszukałam prawie całą kuchnię, aż wylądowałam na kolanach (no na kolanach w celu znalezienia tajemniczej torebki). Otworzyłam drzwiczki do jednej       z szafek znajdujących się na dole i niemal że weszłam do niej… Przeszukiwałam dokładnie  wszystkie przyprawy, aż poczułam że ktoś dotyka moich pośladków.  Znalazłam tą cholerną przyprawę i wycofałam się, zamykając szafkę.


* Dzień Dobry!
Zgodnie z obietnicą, oto 101 rozdział :) Tak na poprawę samopoczucia w poniedziałek. Cóż... Co sądzicie? Chętnie poczytam Wasze wypowiedzi :) 

                                                                                                     ~Meg xxx

czwartek, 27 marca 2014

100!!!!!!!!!!!!!! (WOOOOHOOOO)

*** PO PRZECZYTANIU ROZDZIAŁU, PRZECZYTAJ MÓJ KOMENTARZ!***

 - Halo? Udało się? Naprawdę?! Jesteś cudowna! Jestem twoim dłużnikiem do końca życia! Masz          u mnie wielką kolację.
 -  Ze śniadaniem? -  Zapytałam niewinnie.
Niall się zmieszał. Gdyby wzrok Harryego zabijał, leżałabym trupem na naszym futrzanym dywanie. Cóż… Przynajmniej byłoby mi miękko…
 -  Nawet ze śniadaniem! -  Powiedział szczęśliwy Niall.
Ryknęliśmy wszyscy śmiechem, a Niall się speszył.
 -  No, no -  powiedziałam.
 -  Nie kpijcie sobie ze mnie.
 -  Nie kpimy, tylko śmiesznie to wyszło.
 -  Wiem -  powiedział -  to musimy to oblać.
Harry poszedł do barku, nalał dwie szklaneczki whiskey, a sobie przyniósł sok. Wszyscy się już przyzwyczaili, że Harry spełniał toasty sokiem i nikomu to nie przeszkadzało. Wypiliśmy za wolność Nialla, a on sam zaczął biegać po wszystkich i chwalić się wesołą nowiną. Spontanicznie została urządzona impreza i wszyscy byli bardzo szczęśliwi. Dominika miała wrócić pojutrze. Gdy Niall wybiegł, zadzwoniła moja komórka. Dzwoniła mama.
 -  Dominika już do ciebie dzwoniła?!
 -  Nie, ale dzwoniła do Nialla, który u nas był.
 -  No właśnie do mnie zadzwoniła i powiedziała, że wracają z Kasią od niej, że wszystko się udało załatwić. Dobrze. Nie będę ci blokować telefonu, bo może Dominika do ciebie zadzwoni -  powiedziała i się rozłączyła.
- Co? Dominika dzwoniła? -  Zapytał Harry.
 -  Nie, mama, a czemu pytasz?
 -  Myślałem, że Dominika. Coś już wiadomo?
 -  No przecież wiesz, że wiadomo.
 -  No wiem, ale chciałem potwierdzenia od Dominiki.
 -  Jak zadzwoni, to ci dam znać.
 -  Nie złość się za te krokiety. Zależało mi na czasie -  zaczął się tłumaczyć.
 -  Rozumiem, że jutro gotujesz obiad.
 -  No, dobrze. Niech będzie.
 -  Za karę kładziesz Tonia kłaść.
 -  Ciężka kara -  mruknął idąc na górę.
Jeszcze nie wiesz, jak ciężka… Dominika zadzwoniła, kiedy Harry był na górze.
 -  Dopiero mam chwilę spokoju. Nie dzwoniłam do ciebie wcześniej, bo wiedziałam, że Niall będzie      u ciebie.
 -  Tak? A skąd?
 -  Rozmawiałam z Niallem wcześniej -  trochę się zmieszała.
 -  Doma, czy ja coś powinnam wiedzieć? -  Zapytałam.
 -  O czym mówisz? -  Zapytała niewinnie.
 -  Czy ja mam się szykować na następny ślub?
 -  No coś ty! -  Prawie się obraziła.
 -  Powiedz mi. Jak ci się podoba?
 -  Nie jest zły.
 -  Yhm… To już wszystko wiem.
- Co wiesz?
 -  Nic, nic.
 -  Czy ty wiesz coś więcej niż ja? -  Zapytała Dominika.
 -  Prawdopodobnie nie. Tyle samo, co ty.
 -  No nie bądź taka. Powiedz mi co wiesz.
 -  Hmm… Dodałam sobie dwa do dwóch i wyszło mi cztery. Wyszło mi, że będzie z was para.
 -  Na głowę upadłaś! -  Zdenerwowała się. Wyglądało na to, że na serio  -  No dobrze. Powiem ci -  powiedziała.
 -  Wreszcie -  westchnęłam.
 -  Niall zaproponował mi, żebyśmy byli parą…
 -  No i co? I co?
 -  No i… -  urwała.
 -  Zgodziłaś się, prawda? -  Zdenerwowałam się.
 -  No… Tak…
 -  To nie można było tak od razu?!
 -  No, nie wypadało, żeby jeszcze przed zakończeniem sprawy z Eweliną.
 -  Rozumiem, że zmieniasz niedługo adres.
 -  Czy ty musisz być taka dosadna? -  Westchnęła.
 -  Znasz mnie.
 -  No, dobrze. Niech ci będzie. Znam cię.
 -  Dominika, ale wy wcześniej nie…
 -  No coś ty! -  Urwała mi.
 -  Dobra, jak przyjdzie Harry, to zmienimy temat, dobrze?
 -  A co?
 -  Bo on wie od Nialla, a ja od ciebie.
 -  A gdzie Harry?
 -  Kąpie Tosia.
 -  Cóż zawinił?
 -  Dziś jego kolej.
 -  Kasia jest zrozpaczona. Dobrze, że ma Marcela. On jest taki słodki.
 -  Dominika! Ty i dzieci?! Nie poznaję cię.
 -  No, przekonałam się, że twoje też nie gryzą.
- Coś jednak czuję, że ten ślub będzie bardzo szybko. Nawet chyba szybciej niż Gabi.
Dominika zaczęła chichotać.
 -  Byłoby śmiesznie, co?
 -  No.
Usłyszałam kroki na schodach, więc zmieniłam temat.
 -  I co? Mały Joe wychodzi ze skóry, żeby ci dogodzić?
 -  O, zmieniłaś temat. To znaczy, że Harry jest w pobliżu.
 -  Tak.
- Ale rozmawiamy po polsku.
 -  No to co?
 -  Myślisz, że rozumie?
 -  Myślę, że tak.
 -  A skąd te przypuszczenia?
 -  Nie mogę ci powiedzieć.
 -  A, bo jest?
 -  No.
Harry usiadł naprzeciwko na fotelu.
 -  Pozdrów go ode mnie.
 -  No chyba nie teraz. Jak wrócisz, to załatwimy tą sprawę.
 -  Jaką sprawę?
 -  Dobrze, to słuchaj. Tak.  Kocham cię. Całuję mocno i pozdrawiam.
 -  Taaak… Ja też cię kocham -  odpowiedziała Dominika i wybuchła śmiechem. Ponieważ nie mogłam zrobić tego samego, myślałam, że się uduszę, a ją na pewno.
Rozłączyłyśmy się.
 -  Z kim rozmawiałaś? -  Powiedział Harry i popatrzył na mnie uważnie.
 -  Z mamą.
 -  Wydawało mi się, że z Dominiką.
 -  Tylko ci się wydawało.
 -  Dominika nie dzwoniła?
 -  Nie.
Pomyślałam sobie, że muszę go załatwić. Doskonale rozumiał skubaniec po polsku, tylko się nie zdradzał… Widocznie chciał wiedzieć, o czym rozmawiamy, ale ja się tak łatwo nie poddam…
 -  Idę spać -  stwierdziłam.
 -  Ja też -  powiedział nadal się na mnie gapiąc.
Wstałam i poszłam na górę. Harry poszedł za mną. Poszłam do łazienki. Gdy weszłam pod prysznic, poczułam się, jak za naszych narzeczeńskich czasów, albo krótko po ślubie.
 -  Przecież kiedyś ci zakazałem się myć samej.
 -  A to było tak dawno…
 -  To może przypomnimy sobie, jak to było? -  Zaproponował.
 -  CHOLERA -  powiedziałam po polsku na cały głos.
- Co powiedziałaś?
 -  To co słyszałeś.
 -  A co to znaczy?
 -  Nic.
Na razie nie wychodził z roli. Był całkiem niezły, ale postanowiłam, że go jakoś podejdę.
 -  Czy możesz mi umyć plecy? -  Zapytałam.
Harry zaczął robić to bardzo dokładnie, a ja w pewnym momencie powiedziałam:
 -  Niżej -  po polsku.
Harry zjechał ręką na dół, ale zorientował się, że go podpuściłam i wrócił do wcześniej mytego odcinka.
 -  Dosyć tego Harry. Wiem, że rozumiesz -  powiedziałam po polsku.
- Co mówisz? -  Zapytał po angielsku.
 -  Nie udawaj kretyna -  powiedziałam.
 -  Ja? -  Zapytał.
 -  Tak, ty. Przecież się zorientowałam, że wszystko doskonale rozumiesz. Przecież dwa tygodnie leżałeś w polskim szpitalu, gdzie miałeś zajęcia z grupą, ja z mamą, Darcy i bliźniaczkami rozmawiamy po polsku. Przecież jesteś inteligentny facet.
 -  Nic nie rozumiem.
 -  Nie zgrywaj kretyna -  odpowiedziałam.
Harry się zaparł.
 -  Nie lubię, jak ktoś ze mnie robi kretynkę -  powiedziałam po polsku.
Wyszłam z łazienki i poszłam do łóżka. Harry za chwilę był koło mnie.
 -  Czemu się dąsasz? -  Zapytał.
 -  A czemu robisz ze mnie kretynkę?
 -  Ja?
 -  Ty.
 -  Przecież nie robię -  udawał zdziwionego.
 -  Przecież doskonale wiem, że rozumiesz po polsku.
 -  No i co? -  Powiedział.
 -  No i to, że nie chcesz się przyznać.
- Ale to było tak słodko wiedzieć, o czym rozmawiacie.
 -  To jest podsłuchiwanie. Halo! Jeśli rozmawiamy po polsku, to znaczy, że nie chcemy, żebyś wiedział o czym.
 -  No właśnie, a ja chyba mam prawo wiedzieć, o czym rozmawiacie. To niegrzecznie rozmawiać          w obcym języku, jeśli jest w towarzystwie osoba nierozumiejąca tego języka.
 -  Wiem -  przytaknęłam- Ale nieraz są sprawy o których nie musisz wiedzieć. Nie wiesz, że baby muszą mieć jakieś tajemnice, a ty gorzej jak baba…
Prawie się obruszył.
 -  Baba? Ja ci zaraz dam babę…
Rzeczywiście w zdenerwowaniu mówiłam po polsku. Harry nie zorientował się, kiedy przeszedł na polski.
 -  Całkiem nieźle ci idzie po tym polsku -  powiedziałam.
Harryego zatkało.
 -  Jednak jesteś wariatka. Zmusiłaś mnie do mówienia po polsku -  odwrócił się plecami do mnie.
 -  Wcale cię nie zmuszałam -  powiedziałam słodko.
 -  Nie… nawet się kłócić z tobą muszę po polsku.
 -  Wcale nie musisz. W ogóle nie musisz.
Harry się odwrócił.
 -  Czy mam zastosować piórka?
 -  Zdaje się, że ja miałam dzisiaj stosować piórka. A co wiesz o planach Nialla?
 -  Nic nie mogę ci powiedzieć.
 -  I tak już wiem.
 -  No wiem… Wygadałem się.
 -  No właśnie. Pamiętasz, że nie mieliśmy mieć przed sobą żadnych tajemnic?
 -  Pamiętam, ale to są tajemnice Nialla -  próbował się bronić.
 -  Przecież wiesz, że Niall i tak mi wszystko powie.
 -  Niestety -  westchnął głęboko.
 -  Ja ci dam niestety... -  Powiedziałam i zaczęłam łaskotać Hazzę w jego czułe miejsce.
 -  Przestań -  zaczął się śmiać.
 -  Nie przestanę -  zaparłam się.
Złapał mnie mocno za ręce i role się niestety odwróciły…  Zaczęłam mu się wywijać, ale trzymał mnie mocno i zaczął mnie namiętnie całować.
Na następny dzień rano, obudziliśmy się równocześnie, a właściwie obudziła nas Darcy.
 -  Mamusiu, ja się spóźnię do przedszkola!
 -  Która jest godzina? -  Popatrzyłam na zegarek.
Było wpół do dziesiątej.
 -  Ty się już spóźniłaś do przedszkola -  powiedziałam do niej.
Popatrzyłam na kalendarz i uświadomiłam sobie, że dziś jest sobota.
 -  Kochanie. Dzisiaj jest sobota. Dziś nie idziesz do przedszkola.
 -  Jak to nie idę do przedszkola?! Ja muszę iść do przedszkola! Ja się umówiłam z Patrykiem…
 -  A nie Johnem?
 -  Nie.
 -  Dlaczego?
 -  Bo on jest be.
 -  Jak to jest be?
 -  Bo on mnie wykorzystywał.
 -  A Patryk cię nie wykorzystuje?
 -  Nie. On robi wszystko za mnie.
 -  Ty go wykorzystujesz? -  Zapytałam.
 -  Tak.
Harry aż usiadł.
 -  Jak to go wykorzystujesz? -  Zapytał.
Zobaczyłam nagie pośladki Harryego. Czym prędzej go przykryłam. Sama się zakryłam po nos.
 -  Wróć do łóżeczka i idź jeszcze spać.
- Ale ja muszę iść do przedszkola!
- Ale w przedszkolu nikogo nie ma -  tłumaczyłam spokojnie Darcy.
Za chwilę obudził się Toni.
 -  No i widzisz co narobiłaś?! -  Powiedział Harry.
Darcy buzia zaczęła się układać w podkówkę.
 -  Dobrze. Idź jeszcze do łóżka.
Darcy poszła do siebie. Harry złapał swój szlafrok i poszedł do Antosia. Ja wyskoczyłam z łóżka              i poszłam do łazienki. Szybko się umyłam. Wpadłam do pokoju, ubrałam się i zeszłam na dół, zrobić śniadanie. Zrobiłam gofry. Gdy kończyłam przygotowywać czekoladę i kawę dla nas z góry zszedł Harry z Tosiem.
 -  A Darcy?
 -  Pewnie śpi -  powiedział.
 -  Poczekaj, zajrzę do niej, bo przecież kazaliśmy jej iść do siebie…
Poszłam na górę i zastałam Darcy bawiącą się w swoim pokoju.
 -  Darcy, a dlaczego ty się nie umyłaś?
 -  Bo kazaliście mi iść do siebie do pokoju.
 -  No to chodź, szybko się umyjesz, bo tata zje wszystkie gofry.
Darcy się przejęła i jak strzała poleciała do łazienki. Przygotowałam jej ubranie i gdy wypadła                 z łazienki, szybko ją ubrałam i zeszłyśmy na dół. Na stole leżały dwa gofry.
 -  Kto to był taki głodny? -  Popatrzyłam na Harryego.
 -  Nie patrz tak na mnie. To nie ja -  odpowiedział.
Poszłam do kuchni i upiekłam nowe gofry. Upiekłam cztery gofry i zaniosłam je na stół. Wróciłam do kuchni po kawę i gdy wróciłam na stole nie było ani jednego gofra.
- Ale macie apetyt -  powiedziałam.
Poszłam z powrotem do kuchni i upiekłam dla siebie dwa gofry i wróciłam z nimi. Postawiłam przed sobą.
 -  Już nie będzie? -  Zapytał Harold.
 -  Nie. Macie taki spust, że nie wiem. Dwadzieścia gofrów w przeciągu dziesięciu minut…
 -  To nie ja… To Toni…
Antoś szczerzył się do mnie. Siedział w krzesełku.
 -  Mama -  powiedział.
 -  Tak… Mama najpierw zje, a potem się tobą zajmie -  powiedziałam -  Polak, jak głodny, to zły -  mruknęłam.
- Co powiedziałaś?
 -  Nic. To co słyszałeś.
- Ale nie zrozumiałem…
 -  Takie jest u nas powiedzenie.
- Ale jakie?
Powtórzyłam dla jego wiedzy.
 -  To chyba nie tylko Polak…
- Ale powiedzenie jest polskie.
Usiadłam do stołu i zaczęłam jeść.
 -  Rozumiem, że się najedliście, to możecie zacząć sprzątać.
 -  Poczekamy, aż zjesz -  powiedział Harry. Widziałam w jego oku, że coś iskrzy. Znów coś kombinuje…
 -  Już wszyscy najedzeni? -  Zapytałam.
 -  Ja nie -  odpowiedziała Darcy.
 -  Dwa gofry ci starczą. Możecie iść sprzątać.
Harry sięgnął na sąsiednie krzesło stojące obok i postawił półmisek gofrów na stole.
 -  Nie wiem po co ty piekłaś kolejne, przecież tu są gofry.
Zapomniałam, że na postawiłam dwa półmiski gofrów, a na stole stał jeden…
 -  No… Myślałam, że Nialla zaprosiliście na śniadanie -  skomentowałam.
 -  No przecież go nie ma.
 -  Mógł gdzieś pójść. Na przykład do biblioteki…
 -  To może podgrzej te gofry, to zaprosimy go, bo kto to zje…  -  powiedział.
 -  Tak to jest, jak się kogoś trzymają głupie żarty -  powiedziałam.
Wstałam i poszłam podgrzewać gofry, a Harry zadzwonił do Nialla.
 -  Niall, może wpadniesz na gofry? Co? Obudziłem cię? O, przepraszam… No to przychodź. Nie, nago nie przychodź. W domu są dzieci. Różnej płci…
 -  WUJEK NIALL!!! -  Usłyszeliśmy krzyk Darcy. Niall na pewno to słyszał…
 -  Tylko nie przychodź za późno, bo gofrów nie będzie. Nie, nie musisz się golić. To o której będziesz? Za chwilę? Dobra…
Po tych słowach, dosłownie. Zadzwonił dzwonek do drzwi.
 -  To ty?! -  Zapytał Harry do słuchawki.
 -  Ja -  usłyszeliśmy za drzwiami.
Darcy otworzyła drzwi.
 -  Wujek! -  Wrzasnęła.
 -  Na twoje „wujek”, natychmiast byłem ubrany, ogolony i dostałem kopa z domu -  powiedział.
Przyjrzałam się Niallowi. Widać było, że jest zmordowany.
 -  Czy ty w ogóle dzisiaj spałeś? -  Zapytałam.
 -  Tak… średnio -  odpowiedział.
 -  To zjesz i pójdziesz spać.
- Ale nie mogę -  odpowiedział.
 -  Dlaczego nie możesz?
 -  No, bo nie mogę spać.
- Coś się znajdzie, żebyś mógł zasnąć -  powiedziałam.
 -  W domu mam straszne wspomnienia.
 -  No chyba nie sprzedasz tego domu? -  Zapytał zdenerwowany Harry.
 -  No nie sprzedam.
 -  Musisz popracować nad nowymi wspomnieniami -  powiedziałam znacząco.
Harry popatrzył na mnie jakoś dziwnie.
 -  Jak chcesz, możesz się przespać u nas w gościnnym pokoju.
 -  Ja będę spała z wujkiem- odpowiedziała Darcy.
 -  Nie, wujek sam będzie spał -  powiedział twardo Harry.
 -  Dlaczego?
 -  Bo ty się wyspałaś, a wujek się nie wyspał. Widzisz jaki wujek jest zmęczony… -  kontynuował Harry.
- Ale ja chcę spać z wujkiem!
 -  Nie będziesz spała z wujkiem -  powiedziałam -  wujek będzie spał sam.
- Ale…
 -  Żadne ale.
 -  Wujek, mogę z tobą spać?
Niall był między młotem, a kowadłem.
 -  Wiesz, mama nie pozwala, więc nie możesz -  powiedział Niall.
 -  Głupia jesteś!
 -  Darcy, uspokój się.
 -  Głupia, głupia, głupia!
Tego nie zdzierżył Harry. Wstał, podszedł energicznie do niej, podniósł ją, dał klapa w pupę i posadził z powrotem.
 -  Masz być grzeczna -  powiedział.
Darcy złapała kubek z czekoladą i wylała go na mnie. Tego było za dużo. Harry złapał ją i zaniósł na górę. Ja wpadłam do kuchni, żeby umyć twarz, a gdy to zrobiłam wyszłam i powiedziałam:
 -  Strasznie cię przepraszam… Muszę iść i się przebrać. Możesz zostać chwilkę z Antosiem?
-  Ale ma temperament dziewczyna… -  stwierdził.
 -  Oj, ma.
Poszłam na górę. Z pokoju Darcy dochodziły dzikie wrzaski, jakby ją obdzierali ze skóry.  Po chwili wrzaski ucichły. Usłyszałam trzaśnięcie drzwiami i do sypialni wpadł Harry.
 -  Jak ona się zachowuje?! To jest karygodne.
 -  Mam nadzieję, że jej za bardzo nie skatowałeś…
 -   Dostała chyba z pięć razy w dupę.
-   Ale w pupę, a nie po nerkach?
 -  No coś ty. Przecież nie skatuję dzieciaka.
 -  Idź do Nialla, ja zaraz przyjdę.
 -  Tylko nie chodź tam do niej.

Przebrałam się szybko, przejrzałam w lustrze i stwierdziłam, że mam pełno czekolady we włosach. Jednak rozebrałam się, umyłam głowę, wysuszyłam i ponownie się ubrałam, umalowałam się i zeszłam na dół. Chłopcy siedzieli w salonie i dopijali ostatnie łyki swoich napoi.



*HELLO EVERYONE ;3 !!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 
Dzisiaj 100 rozdział!!! Jeju... To takie straszne, że tyle tego :D Ale z drugiej strony... Dosyć ciekawym przeżyciem było pisanie tego opowiadania przez tyle czasu...
Tak, więc z okazji SETNEGO rozdziału, po pierwsze wrzuciłam dłuższy, mam nadzieję, że podobał Wam się :) A po drugie chciałam BARDZO, ale to BARDZO podziękować wszystkim WAM za bycie ze mną. Dziękuję tym aktywnym, co regularnie komentują, oraz tym, którzy tego nie robią :)
Waszych odwiedzin do tej pory było : 28 642
Nigdy nie przypuszczałabym, że gdy zacznę pisać opowiadanie, to takie coś może się wydarzyć! Matko, jedyna... :D Jestem z Was dumna i bardzo Was kocham i Wam jeszcze raz dziękuje <3
                                                                                                ~Meg

piątek, 14 marca 2014

99

-  Po co przyszłaś? Jesteś za wcześnie. Powinnaś przyjść po czwartej.
 -  A może zostawię cię tu na noc? Będziesz nocowała tutaj.
 -  Bardzo chętnie -  odpowiedziała Darcy, co wzbudziło śmiech u nauczycielek.
 -  Dobrze. Przyjdę jutro po ciebie trochę później. Pójdziesz teraz ze mną, dobrze?
 -  No, dobrze…
Była bardzo lubiana w przedszkolu i przez nauczycielki i przez dzieci. Przedszkole było nie daleko domu, więc szybko dotarłyśmy z powrotem. Darcy przez całą drogę paplała. Ja byłam troszkę zamyślona, bo zastanawiałam się, co zdziała Dominika z Eweliną.
 -  Jak myślisz mamusiu? -  Usłyszałam głos Darcy.
 -  Och, przepraszam cię, ale zamyśliłam się. Czy mogłabyś powtórzyć to, co powiedziałaś?
Darcy się obraziła.
 -  Wolę jak przychodzi wujek Niall, niż ty, bo on mnie wysłucha! -  Zaczęła płakać.
 -  Nie płacz, słoneczko -  powiedziałam -  powtórz jeszcze raz, a ja cię bardzo dobrze wysłucham.
 -  No bo wiesz. Ten John -  no tak… Znowu była rozmowa o Johnie -  on mnie pociągnął dziś za włosy        i powiedział, że jestem jego żoną.
Zaśmiałam się.
 -  Na pewno? -  Zapytałam.
 -  Nie -  obruszyła się -  nigdy w życiu!
 -  No, zobaczymy czyją żoną zostaniesz, ale na razie nie jesteś jego żoną -  uspokoiłam Darcy.
 -  Nie muszę za niego robić różnych rzeczy?
 -  Jak to? -  Zdziwiłam się.
 -  No, bo on powiedział, że jestem jego żoną i muszę robić niektóre rzeczy.
 -  To trzeba powiedzieć, że skoro on jest twoim mężem, to on ma też wykonywać niektóre rzeczy.
- Ale on nie jest moim mężem. Przecież sama powiedziałaś -  zdenerwowała się Darcy.
 -  Tak, powiedziałam. A co on kazał ci robić? -  Zainteresowałam się.
 -  Pani kazała posprzątać zabawki, to on powiedział, że ja mam za niego sprzątać.
 -  I co? Posprzątałaś?
 -  Tak.
 -  To niepotrzebnie. Nie możesz się dać wykorzystywać. Jeżeli uważasz, że John cię wykorzystuje, to idź do pani.
Postanowiłam porozmawiać z panią wychowawczynią. Wróciłyśmy do domu i Darcy zaczęła wszystko opowiadać Harryemu. Była bardzo wzburzona. Harold powtórzył jej to samo, co ja, więc trochę się uspokoiła.  Darcy miała zadane do domu pisanie literek, więc usiadłyśmy i zaczęła ćwiczyć pisanie. Nie za bardzo jej to wychodziło, więc strasznie się denerwowała. Próbowałam jej jakoś pomóc, ale się złościła i powiedziała:
 -  Głupie to.
Zaczęłam jej tłumaczyć, że to nie jest głupie, ale nie mogłam jej przekonać. Zaproponowałam, żeby narysowała kółeczka, ale szybko się zniechęciła i poszła pobawić się z Antosiem. Postanowiłam zajrzeć do komputera, czy nie ma jakiejś wiadomości. W poczcie nic nie miałam. Dominika była nie -  dostępna na Skype. Kasia też. Właściwie nikogo z Warszawy… Postanowiłam, że muszę wejść na stronę internetową chłopaków. Oczywiście było masę komentarzy w sprawie Nialla. Pełno wymyślonych bujd, oraz trochę faktycznych rzeczy. Zastanawiałam się, skąd ludzie wiedzą o tym wszystkim. Przecież nie rozgłaszaliśmy, że Niall się rozwodzi. Troszkę się tym zdenerwowałam. Znalazłam trochę pytań do siebie. Żądały potwierdzenia wiadomości, które zamieściły jakieś fanki.
- Co robisz? -  Zapytał Harry stając za mną.
 -  Weszłam na waszą stronę. Zobacz, co tu się dzieje.
Harry przeczytał kilka postów.
 -  Szlag by to trafił… Kto to pisze?! Nie dadzą Niallowi spokoju…
 -  Ktoś, kto jest wtajemniczony w sprawę… musi wypisywać te rzeczy.
 -  No, ale kto? Przecież nikt z zespołu. Dziewczyny też nie. Pozostają tylko trzy osoby podejrzane. Jay, Gabryela, albo Dominika.
 -  No czyś ty na głowę upadł?! Według mnie nikt z Wiśniowej -  powiedziałam oburzona -  za dziewczyny ręczę, że na pewno tego nie robią. Chyba znasz je wystarczająco długo. Jaya zresztą też.
 -  A kogo masz na myśli?
 -  Na przykład byłą żonę Nialla?
 -  Myślisz, że ją by stać było na takie coś?
 -  Pewnie, że tak.
 -  To może wybiją  jej to z głowy?
 -  Pogadam jeszcze z Dominiką.
Poszłam przygotować kawę i usiedliśmy w salonie. Harry dyskutował z Darcy, bawiąc się z Tonim, gdy zadzwonił telefon. Dzwoniła mama.
 -  I co? Coś wiecie już?
 -  Nie. Jak ty nic nie wiesz, to my na pewno -  powiedziałam.
 -  Dominika dzisiaj z Kasią pojechały i taka jestem zdenerwowana, że z kimś muszę pogadać. Kto by przypuszczał, że ta mała zołza, tak się będzie zachowywać… Powiedz mi Megan. Czy Dominikę łączy coś z Niallem?
Zatkało mnie.
 -  Nic na ten temat nie wiem -  zerwałam się z fotela i przeszłam na polski -  a czemu tak sądzisz?
 -  Bo gdy mówi o Niallu jest taka rozpromieniona, jakby zakochana.
 -  No coś ty, mamo. Ona podjęła się tej niewdzięcznej misji, żeby pomóc Niallowi.
 -  Powiem szczerze, że bym się bardzo cieszyła, gdyby się zeszli -  stwierdziła mama.
Popatrzyłam na Harryego, który dziwnie mi się przyglądał. Wyglądało to tak, jakby wiedział, o czym rozmawiałam z mamą.
 -  A jak tam Harry się sprawuje?
 -  Bardzo dobrze -  odparłam, czując jego wzrok na swoich plecach.
 -  Pije?
 -  No coś ty. Przecież wiesz, jakie postawiłam mu warunki.
 -  No to dzięki Bogu, bo słyszałam, że Zayn zaczął pić.
 -  Niestety. Szkoda, że się rozpadł związek Zayna i Dominiki.
 -  Sam sobie jest winien.
 -  Dominika postawiła takie same warunki, jak ja.
Harry chrząknął. Odwróciłam się i popatrzyłam na niego zdziwiona. Uśmiechnął się dołeczkowato        i wrócił do rozmowy z Darcy. Coś mi nie dawało jednak spokoju. Nie wiedziałam tylko co, ale byłam tego czegoś bardzo blisko. Skończyłam rozmowę, bo mama powiedziała:
 -  Poczekaj, bo ktoś dzwoni do drzwi.
 -  To nie będę przedłużała.
Skończyłyśmy rozmowę, a Harry zapytał:
- Co u mamy?
 -  A skąd wiesz, że rozmawiałam z mamą?
 -  No… Powiedziałaś: MAMO
Nie byłam tego pewna, czy powiedziałam, czy nie, ale przyjęłam to do wiadomości. Opowiedziałam, co się działo u mamy.
 -  No to czekamy -  powiedział.
 -  Słuchaj, czy Niall ci coś mówił na temat Dominiki?
 -  A co miał mi mówić?
 -  Nic, tak myślałam.
 -  Jest szczęśliwy, że pojechała tam.
 -  No myślę. Też bym była szczęśliwa na jego miejscu. A czemu pytasz?
 -  A nic. Mama mi coś zasugerowała.
 -  A co zasugerowała? -  Zapytał z miną niewiniątka.
 -  No przecież chyba słyszałeś.
 -  No przecież rozmawiałaś po polsku, jak miałem to zrozumieć?
 -  Mama zasugerowała, że coś między nimi jest.
 -  Może…
 -  Harry, ty coś wiesz.
 -  Nic nie mogę powiedzieć.
 -  Czy Niall ma jakieś plany w stosunku do Dominiki?
 -  Nic nie powiem.
 -  Uważaj, bo użyję piórek.
 -  To może być interesujące -  odpowiedział na to.
Postanowiłam, że muszę jakoś wydobyć z Harryego te wiadomości. Darcy poszła na górę odrabiać lekcje.
 -  Harry powiedz mi.
 -  Nie powiem.
 -  No przecież nie pisnę słówkiem. Przecież mnie znasz.
 -  Oj, znam. Zaraz powiesz Gabrieli, bo cię będzie roznosić.
 -  Nie powiem.
 -  Nie…..
 -  Czyli coś jest, jeśli się tak zarzekasz. Już dzwonię do Gabrieli.
 -  Ani mi się waż. Nie możemy nic zapeszać.
 -  A jednak -  powiedziałam.
 -  Nic ci nie powiem.
 -  No powiedz. Nie bądź taki -  zaczęłam błagać.
 -  Nic nie powiem. Idę do studia, bo mi przyszedł pomysł na piosenkę -  zerwał się z kanapy i pobiegł na grę. Pobiegłam za nim, ale oczywiście był szybszy i zamknął się w studiu. Postanowiłam zapytać           u źródła. Jak Dominika wróci, to ją przepytam. Zrobię wręcz przesłuchanie. Gorzej, jak się okaże, że to tylko plany Nialla, a ona nic na ten temat nie wie… Nie… Muszę jeszcze popracować nad Harrym. Obiecaliśmy sobie, że nie będziemy mieć przed sobą żadnych tajemnic. Wiem, jak go załatwię… Tylko, jak ja wytrzymam do wieczora?  Dla zabicia czasu poszłam do kuchni. Wyciągnęłam książkę kucharską i zaczęłam ją przeglądać. Postanowiłam, że przygotuję na następny dzień krokiety mięsne. Musiałam dużo tego zrobić, bo Niall miał być na obiedzie. Zaczęłam smażyć naleśniki. Zwabiona zapachami          z góry przybiegła Darcy.
- Co smażysz?
 -  Naleśniki. Odrobiłaś lekcje?
 -  Nie.
 -  To poproś tatę, żeby ci pomógł -  powiedziałam i pomyślałam: Załatwię cię.
Oczywiście nie chodziło mi o Darcy, tylko o Harryego. Uśmiechnęłam się pod nosem.
 -  Dasz mi jednego naleśnika?
 -  Dobrze.
Wyciągnęłam nutellę, posmarowałam naleśnika i dałam jej. Złapała naleśnika i pobiegła na górę. Po krótkiej chwili, kuchnia się zapełniła.
 -  Czy ja mogę dostać naleśnika? -  Zapytał słodko Harry.
 -  Nie -  burknęłam.
 -  Dlaczego?
 -  Sam wiesz -  warknęłam.
 -  A ja mogę jeszcze jednego?
 -  Nie. Wystarczy ci. To będzie jutro na obiad.
 -  To ja nie chcę jeść obiadu w przedszkolu.
 -  Jutro będą krokiety.
 -  A, to nie -  powiedziała Darcy.
Nie lubiła krokietów. Wyszła niepocieszona z kuchni.
 -  Daj jednego -  usłyszałam za plecami.
 -  Nie -  burknęłam znów.
 -  Bo sam wezmę.
 -  Tylko spróbuj -  pogroziłam.
Trzymałam w ręku szmatę, ponieważ rączka od patelni bardzo się nagrzewała i gdy zobaczyłam wyciągającą się rękę w stronę talerza z naleśnikami, wykorzystałam ją uderzając mocno.
 -  AŁA! -  Usłyszałam.
- Co się stało? -  Zapytałam niewinnie.
 -  Sama wiesz, co się stało -  usłyszałam morderczy ton Hazzy -  moja rączka. Ja się z tobą policzę. Poczekaj…
 -  No, to się będziemy liczyć -  stwierdziłam- Co głodny jesteś?
 -  Nie.
 - Co gołąbki ci nie smakowały?
 -  Smakowały, tylko Niall zjadł tyle, że zabrakło.
 -  No dobrze… Weź sobie naleśnika.
 -  Nie -  odburknął.
Wzięłam naleśnika, posmarowałam go nutellą i podałam mu go.
- Co? Boisz się mnie?
 -  No -  zaczęłam żartować -  cała się trzęsę. Czy możesz pomóc Darcy w odrabianiu lekcji?
- Ale …
 -  Powiedziałam już Darcy, że jej pomożesz.
 -  A ty nie możesz?
 -  No przecież smażę naleśniki na jutro.
 -  No… Dobrze -  powiedział nie za bardzo zadowolony.
 -  Tylko za bardzo się nad nią nie wywnętrzaj -  powiedziałam do wychodzących pleców.
Usmażyłam pięćdziesiąt naleśników, przemieliłam mięso z zupy, zrobiłam farsz, a potem krokiety. Gdy skończyłam, poszłam, odpaliłam komputer i zaczęłam sprawdzać pocztę. Niestety na Skype nikogo nie było.
- Co się tam dzieje w Warszawie?! -  Zdenerwowałam się.
Harryego ani Darcy nie było widać. Toni też był z nimi, więc miałam święty spokój. Napisałam do Dominiki, żeby się do mnie odezwała, jak będzie to możliwe. Weszłam na stronę zespołu i zaczęłam odpowiadać na pytania. Zaczęłam od najprostszych. Kiedy One Direction będzie w danym kraju, zerkając w kalendarz odpowiadałam zgodnie z prawdą. Zajęłam się tak pracą, że nawet nie zauważyłam, kiedy przyszedł Harry. Musiałam widocznie coś mówić głośno, bo w pewnym momencie usłyszałam odpowiedź i podskoczyłam, jak oparzona.
 -  Nie strasz! -  Warknęłam, gdy się zorientowałam, że to on.
Harry zaczął się śmiać.
- Ale jesteś podszyta wiatrem. Widać, że się boisz.
 -  Czego?
 -  Nie czego, tylko kogo.
 -  Myślałby kto -  odpowiedziałam.
Harry się roześmiał i poszedł do kuchni.
 -  Idę przygotować kolację.
 -  A Niall przyjdzie? -  Zawołałam za nim.
 -  A nie wiem. Zadzwonię do niego.
Harry wykręcił numer do Nialla.
 -  To co? Przyjdziesz na kolacje? No to przyjdź. Dzisiaj ja gotuję. Okej. Niech będzie. Pa -  odłożył słuchawkę -  przyjdzie.
Po chwili przyszedł Niall.
- Ale ja jeszcze nie zdążyłem nic ugotować! -  Harry biegał zrozpaczony i rozkojarzony po kuchni.
 -  Dobrze, to ugotuj kolację, a ja porozmawiam w tym czasie z Niallem.
 -  Ani mi się waż! -  Wrzasnął Harry.
Niall popatrzył na niego pytająco.
 -  Mamy siedzieć w milczeniu? -  Zapytałam niewinnie.
 -  Wiesz o co mi chodzi -  powiedział zdenerwowany -  Niall, na pewne tematy nie wolno ci z nią gadać.
Niall był co raz bardziej zdziwiony.
 -  Miałeś jakieś wieści z Warszawy? -  Zapytałam, gdy Harry zniknął w kuchni.
 -  Możecie głośniej rozmawiać? -  Usłyszeliśmy z kuchni.
 -  Nie podsłuchuj -  warknęłam.
 -  Bo nie będzie kolacji. Coś mówiłaś?
 -  Zapytałam Nialla, czy miał jakieś wieści z Warszawy -  zaczęłam wrzeszczeć na cały dom.
 -  No nie musisz tak wrzeszczeć. Przecież tu stoję -  powiedział Harry.
 -  No, kazałeś mi wrzeszczeć…
Niall miał coraz bardziej zdziwioną minę.
- Co wam się stało?
 -  Nic, nic. Porachunki małżeńskie -  odpowiedziałam.
 -  Wariaci -  skomentował Niall.
 -  To dopiero teraz odkryłeś? -  Zdziwiłam się.
 -  Za to was kocham, że jesteście nieprzewidywalni.
 -  Kiedy skończysz tą kolację? Niall jest głodny! -  Krzyknęłam.
 -  No przecież tu stoję.
 -  No to po co tu stoisz?
 -  A co? Mam siedzieć?
 -  Miałeś przygotować kolację.
- Ale nie umiem.
 -  Myślałby kto.
 -  Może ty pójdziesz do kuchni?
 -  Nie. Ty zapraszałeś Nialla na swoją kolację.
 -  Niall, uważaj. Ona jest niebezpieczna dla otoczenia.
Zobaczyłam mrugnięcie okiem do Nialla i już wiedziałam wszystko. Gdy Harry zniknął, zapytałam szeptem o Dominikę.
 -  Słuchaj Niall. Znamy się parę lat. Muszę to wiedzieć. Czy ty coś planujesz z Dominiką?
- Co? Harry ci coś powiedział?
 -  Nie.
- Ale ona jest taka dobra. Jeszcze nic o tym nie wie -  uspokoiłam się -  faktycznie jesteś niebezpieczna dla otoczenia…
 -  Nie wiedziałeś tego? -  Zdziwiłam się.
- Co tam tak cicho? -  Usłyszeliśmy znów z kuchni.
 -  Rób tę kolację, bo Niall zaraz z głodu umrze -  mrugnęłam do Nialla.
 -  Nie mów mu, że powiedziałem ci.
 -  Nic nie powiem. Dominice też nic nie powiem. Nie martw się.
Harry uwinął się bardzo szybko z kolacją i zaprosił nas do stołu. Z przerażeniem stwierdziłam, że podał moje krokiety, które były na jutro… Morderczym wzrokiem popatrzyłam na Harryego.
 -  Jutro ty gotujesz obiad -  warknęłam.
 -  No co… One są takie dobre.
- Co? Już zdążyłeś spróbować?
Niall był bardzo zdezorientowany.
 -  Kiedy ty to przygotowałeś? -  Zapytał Harryego.
 -  Raczej zapytaj czyimi rękoma to przygotował… -  podpowiedziałam -  przygotowałam sobie na jutro obiad.
- Ale ja krokiety bardzo lubię. Mogę je jeść na śniadanie, obiad i kolację…
 -  Tak, ale nie wiem, czy na jutro wystarczy -  powiedziałam.
 -  To Harry nie będzie jadł -  odpowiedział Niall.
 -  Dobrze Niall. Faktycznie jutro Harry nie je obiadu -  potwierdziłam.
 -  Pójdę do Kazika -  powiedział Harry.
 -  Kazika nie ma. Nie wiesz, że poleciał dzisiaj rano do Londynu? Simon ma jakieś przyjęcie. Nawet zamartwiał się, co będzie, gdy go nie będzie. Zapewniłam go, że damy sobie radę -  wyjaśniłam.
 -  Dobrze… Ugotuję jutro obiad.
 -  To kto te krokiety smażył? -  Wtrącił Niall.
 -  Megan przez całe popołudnie, ale one są tak dobre, że do jutra nie mogą czekać -  przyznał Harry -  Meg wyśmienite naleśniki smaży.
 -  Tak! Mama jest najlepszą kucharką na świecie! -  Powiedziała Darcy zajadająca się krokietem, co mnie bardzo zdziwiło…
 -  Nie podlizuj się Darcy -  powiedział Harry.
Darcy była cała przeszczęśliwa.  I tak przekomarzając się, zjedliśmy kolację. Gdy skończyliśmy, zostały trzy krokiety. Z pięćdziesięciu… Stwierdziłam, że łatwiej ich ubrać, niż wykarmić… Gdy przeszliśmy do salonu, zadzwonił telefon Nialla.



* Cześć wszystkim.
Mam nadzieję, że dziewięćdziesiąty dziewiąty rozdział przypadł Wam do gustu :)
Aż nie mogę w to uwierzyć, że tak szybko ten czas leci... Trzymajcie za mnie kciuki, bo w poniedziałek idę poprawiać SEMESTR z MATEMATYKI!!! O bosz..... To będzie tragedia... Jednak mam nadzieję, że mi się uda... Mimo wszystko... Dziękuje Wam, że jesteście :)
                                                                                                    ~Meg

sobota, 22 lutego 2014

98

Niall przyszedł zrozpaczony do nas. Zastanawiałam się, co z tym fantem zrobić.  Siedziałyśmy z Dominiką i planowałyśmy założenie naszej firmy. Gabriela musiała pojechać do lekarza.
 -  Słuchajcie, ona mi nie podpisze papierów rozwodowych. Rozmawiałem z nią. Powiedziała, że nigdy mi nie podpisze tych papierów. Co ja mam zrobić? Nie mogę pojechać do Warszawy, bo zaczyna się trasa koncertowa…
 -  Rozmawiałeś z Kasią?
 -  Nie. Nie mogę jej w to mieszać.
 -  Pojechałabym do Warszawy, ale Darcy chodzi do przedszkola, a wy wyjeżdżacie i nie miałabym jej    z kim zostawić -  powiedziałam do niego.
 -  Ja pojadę -  zdecydowała Dominika -  mało ją znam, ale pojadę. Jakoś to załatwię.
 -  Nie mogę Cię o to prosić -  zaprzeczył Niall.
 -  Dla przyjaciół zrobi się wszystko. Przecież ty też jesteś na każde nasze zawołanie -  odpowiedziała mu.
Niall zaczął się jąkać.
 -  N… No… N… Ale ja pokrywam koszty podróży.
Na to Dominika się zgodziła.
 -  Dobrze. Przedstawię ci wszystkie faktury.
 -  Rozumiem, że będę mogła zamieszkać w domu w Warszawie -  zapytała.
 -  Jak chcesz mogę Ci załatwić INTERCONTINENTAL -  zaproponował.
 -  NIE -  wrzasnęła Doma -  przecież nikt nie będzie miał chyba zastrzeżeń, żebym zamieszkała na krótki czas w waszym domu w Warszawie. I tak i tak muszę lecieć do Polski, bo kończy mi się ważność paszportu. Spotkam się z mamą… z Martinem, bo mają być w tym czasie w Polsce i załatwię parę innych spraw. Musimy zostawić naszą sprawę do mojego powrotu, chyba, że zostawię ci wszelkie upoważnienia.
 -  Sama wszystkiego nie mogę załatwiać -  odpowiedziałam -  poczekam, aż wrócisz. Może Gabi będzie miała więcej czasu…
Usiedliśmy do komputera i okazało się, że najbliższy lot jest przez Londyn, ale w Londynie, Dominika musiała czekać na następny dzień na odlot do Polski.
- Co robicie dzieciaki? -  Usłyszeliśmy głos Harolda.
Pokrótce streściłam mu, co się dzieje i stwierdził:
 -  To zamieszkasz w naszym domu. Zadzwonię tylko do Chudego Su, żebyś nie głodowała.
 -  Przecież nie będę głodować.
 - Na pewno coś Ci tam podrzuci. Przecież wiesz, że mamy knajpę.
 -  Byleby nie za dużo, bo jeszcze pomyśli, że mam taki apetyt, jak Niall.
Niall się zaśmiał.
 -  Ostatnio w ogóle nie mam apetytu -  rzucił.
 -  No schudłeś. Wyglądasz jak… szkielet -  podsumował Harry -  chyba cię trzeba będzie zabrać na własny garnuszek…
Niall bardzo się ucieszył.
 -  Samemu, to ciężko jeść.
 -  Dobrze. Od jutra przychodzisz do nas na obiadki -  zdecydowałam.
-  Ale właściwie… ja… nie mogę…
 -  Przestań! Doleję wody do zupy i będzie więcej -  zaczęłam się śmiać -  dopóki jesteś na Wiśniowej, SAM -  zaznaczyłam -  to będziesz przychodzić do nas na obiadki.
 - Decyzja podjęta. Nie ma gadania i odwołania -  stwierdził Hazza.
Niall się uśmiechnął.
- Ale wiesz, że ja lubię zjeść więcej zupy?
 -  To doleję więcej wody -  zaczęłam się śmiać.
Harry zadzwonił do Chudego Su.
 -  Cześć Chudy Su. Tak. Mówi Harry. A, poznałeś, dobrze. Masz rację. Dawno nie rozmawialiśmy. Co? To świetnie. Moje gratulacje. Mam do ciebie prośbę. Nasza przyjaciółka będzie w Londynie. Tak u nas w naszym domu. Czy mógłbyś podrzucić trochę żarcia? Nie, nie dużo. Nie jest taka, jak Niall. No jak dziewczyna. Ona przyjeżdża tylko na kolację i na śniadanie. Tak będzie sama. Pojutrze wyjeżdża.  Mógłbyś coś do nas podrzucić? Nie do mojej mamy. Do nas do domu. Okej. Wielkie dzięki. Jestem bardzo zobowiązany. Oczywiście. Zapłacę za wszystko. Wielkie dzięki. Masz klucze przecież. No właśnie. Tak? Przyjedziesz po nią? Dobrze. Napisz na kartce: Dominika. Okej. Tak. Dominika. Podejdzie do ciebie. Dobrze, prześlę ci zdjęcie. Zawieziesz ją, tak? Dzięki. Jestem twoim dłużnikiem. Tak, ciebie też pozdrawia i całuje. Popatrzyłam na Harolda ze zdziwieniem, kogo tak całuję i pozdrawiam.
 -  Jak będziemy w Londynie, wpadniemy do ciebie. Też się stęskniliśmy. Cześć. Biedny Chudy Su… -  powiedział, gdy odłożył słuchawkę -  zasuwa, jak mały samochodzik i świata, po za kuchnią nie widzi. Dobrze. Będzie miał na kartce napisane: DOMINIKA. Masz do niego podejść. Wyślę mu Twoje zdjęcie, żeby jakiejś innej Dominiki nie zabrał. Siadaj tutaj, zrobię ci zdjęcie.
 -  Czemu wchodzisz w moje kompetencje? -  Zapytałam zdziwiona.
 -  O, przepraszam -  oddał mi komórkę.
Poszłam po swój aparat i zrobiłam Dominice bardzo ładne zdjęcie. Gdy wysłaliśmy zdjęcie, Chudy Su potwierdził, że dostał, a Dominika poszła się pakować. Niall kupił bilet i powiedział, że zawiezie Dominikę na lotnisko. Pobiegł do domu, przygotować papiery. Dominika wylatywała o dwunastej trzydzieści. Zadzwoniłam do mamy. Opowiedziałam jej o całej sytuacji i poinformowałam, że Doma przyjedzie pojutrze.
 -  Oczywiście, że wyjadę po nią -  powiedziała mama -  nie wiedziałam, że jest tak źle między nimi…
 -  Dla nas też to był szok -  powiedziałam -  nie wiem tylko, jak ona znajdzie Ewelinę…
 -  Dobrze, porozmawiam z Kasią. Wyjaśnię jej wszystko.
 -  Jakby Kasia nie wierzyła, to możemy wysłać filmik -  Harry popatrzył na mnie zdziwiony. Zaczęłam się zastanawiać, co zrozumiał -   jak coś załatwisz, to daj znać -  rozłączyłyśmy się.
Harry pojechał na próbę kostiumową, gdzie wreszcie pojawił się Zayn, którego w ogóle ostatnio rzadko widywaliśmy. Przebywał znowu na odwyku, tylko tyle, że w Stanach. Możliwe, że metody amerykańskie będą lepsze niż polskie  i wreszcie się wyleczy. Ja zostałam sama w domu. O trzeciej miałam wyjść po Darcy. Zadzwoniła mama.
 -  Rozmawiałam z Kasią. Jest zdruzgotana. Nawet nie wiedziała, że Ewelina jest w Polsce. Prosiła, żeby jej nie przesyłać tego filmiku. Zna Ewelinę i wie, że to możliwe. Okazało się, że już wcześniej miała z nią kłopoty. Chciała tylko wiedzieć, jak wygląda ten facet z filmiku, bo nie wie, gdzie jej szukać…
  -  Dobrze. Wytnę zdjęcie tego mężczyzny i prześlę Kasi, żeby tobie nie zawracać już głowy -  powiedziałam do mamy.
 -  Jak tam dzieciaki? -  Zdążyła zapytać.
 -  Darcy jest bardzo szczęśliwa, że chodzi do przedszkola. Ma masę koleżanek. Nawet już się zakochała -  zaczęłam się śmiać.
 -  Ach te pierwsze miłości -  westchnęła mama.
Zaczęłyśmy się śmiać.
 -  Ucałuj ode mnie dzieci i Harolda. Pozostałych też możesz ucałować.
 -  Louisa też? -  Zapytałam przekornie.
 -  No przecież wiesz, że myśmy się tylko przekomarzali.
 -  No, dobrze. Niech ci będzie.
 -  Stęskniłam się za wami. Tyle czasu się nie widzieliśmy.
 -  To może przyjedziesz?
 -  Nie, nie mogę. Michał nie ma urlopu, a samego nie chcę go zostawiać.
Pożegnałyśmy się i powiedziałam Harryemu, gdy wrócił, że trzeba wysłać zdjęcie tego faceta do Kasi.
 -  Z całą przyjemnością to zrobię -  powiedział. Wybrał najmniej roznegliżowane zdjęcie i pokazał mi je -  może być?
 -  A fu… -  powiedziałam.
- Ale to jest najmniej roznegliżowane zdjęcie…
 -  Może jakoś to zakryć? -  Powiedziałam.
 -  No, Kasia jest dorosła. Bez przesady -  stwierdził.
 -  No, może i masz rację -  powiedziałam.
Wrzuciliśmy zdjęcie na komputer i przepraszając za treść zdjęcia, wysłaliśmy Kasi. Innego nie mieliśmy. Kasia szybko odpisała, że wie, gdzie szukać Eweliny. Zna tego faceta i powiedziała, że poczeka na Dominikę z pójściem do niej. Wyczułam, że jest bardzo zdenerwowana. Na następny dzień Dominika poleciała, odwieziona na lotnisko przez Nialla, a ja byłam w stałym kontakcie z nią. Czułam się odpowiedzialna za całą sytuacje, gdyż zapoznałam Nialla z Eweliną i było mi bardzo źle z tego powodu. Gdybym mogła, to bym pojechała i sama załatwiła sprawę… Dominika nie miała problemów na lotnisku w Londynie. Sam Chudy Su ją znalazł. Została zawieziona do domu i odwieziona na następny dzień na lotnisko. Chudy Su przeszedł samego siebie i Dominika była zachwycona jego jedzeniem.
 -  Boże, jak ja się objadłam -  powiedziała przez telefon -  chyba nie będę nic jadła do końca pobytu w Warszawie…
 -  Nie rób tego Małemu Joe -  odpowiedziałam jej.
 -  No tak -  westchnęła -  zapomniałam o Małym Joe, ale Chudy Su jest jednak lepszym kucharzem…
 -  Zależy w czym.
 -  No, to co przygotował było obłędne.
 -  A miałaś okazję chociaż pochodzić trochę po Londynie?
 -  No, nie za bardzo. Zabrał mnie do waszej knajpy. Powoli zaczyna dopraszać się o remont.
- Co ty powiesz?! -  Zdenerwowałam się.
 -  Przydałoby się jakieś malowanie…
 -  Przekażę to odpowiedzialnej za to osobie  -  powiedziałam.
Po zakończeniu rozmowy poszłam do Ellie i Lou.
 -  Słuchajcie. Przyszłam w sprawie „Only You”.
 -  A co się stało?!
 -  Podobno trzeba przeprowadzić remont.
 -  No właśnie coś o tym słyszeliśmy…
 -  Podobno malowanie jest potrzebne.
 -  A skąd wiesz?
 -  Dominika mi powiedziała. Była w naszej restauracji, bo Chudy Su ją tam zabrał.
 -  Zdaje się, że będę musiała pojechać do Londynu -  stwierdziła Eleanor.
 -  Może przyda ci się wyrwać z domu.
 -  Już tak dawno nigdzie nie wyjeżdżałam, że mogłabym pojechać… -  zaczęła rozmyślać.
 -  To zostawiam was z tym problemem -  powiedziałam i wróciłam do domu.
Musiałam przygotować obiad, na który był zaproszony Niall. Dla naszej dwójki to nie było wyzwanie. Wyzwanie to było przygotowanie obiadu dla Nialla, żeby był najedzony. Wyciągnęłam z zamrażalnika paszteciki, ugotowałam barszcz, a na drugie postanowiłam, że zrobię schabowe z kapustą zasmażaną. Brakowało mi tylko kapusty… pobiegłam do sklepu i przytargałam olbrzymią głowę kapusty. Gdy Harry mnie z tym zobaczył, stwierdził, że chyba padło mi na umysł.
 -  Zrobię więcej kapusty, zamrożę i będzie -  powiedziałam zdenerwowana -  a może zrobię gołąbki…
Na to Harry się zgodził.
 -  Przecież muszę go czymś nakarmić. Przecież wiesz, że jak zje tyle, co ty to na pewno będzie głodny.
 -  Może ma jakiegoś solitera…
 -  Nie. Ma rozepchany żołądek i koniec.
Harry był dzisiaj w świetnym nastroju i stwierdził, że pomoże mi w kuchni. Gołąbki zrobiliśmy w trymiga.
 -  Czy możesz te gołąbki zamrozić i nie pokazywać Niallowi? -  Zapytał przekornie.
 -  No wiesz co? Przecież możemy w każdym momencie zrobić nowe -  powiedziałam.
Harry się zastanowił.
 -  Faktycznie. To co? Dzisiaj będą gołąbki?
 -  Nie. Dzisiaj będzie schabowy, a jutro będą gołąbki.
 -  Tylko się nie zdradzaj z nimi.
 -  Myślę, że się naje schabowym.

Niall przyszedł bardzo głodny, ale jakoś dzięki Bogu udało mi się go wypuścić z domu najedzonego. Nawet nie wybrzydzał, co zresztą rzadko mu się zdarzało. Cieszyłam się na jutrzejszy obiad. O trzeciej pobiegłam po Darcy, która w ogóle nie chciała wyjść z przedszkola.

*Hej. Doszłam do wniosku, że po prostu będę wrzucać krótsze te rozdziały. Chciałam podziękować wszystkim, którzy przeczytali moją uwagę i spełnili moją prośbę. Mam nadzieję, że po mojej interwencji będzie więcej Waszych komentarzy.
                                                                                           ~Meg