wtorek, 22 lipca 2014

113

-  Witaj -  powiedział Harry.
 -  Po co dzwonisz? -  Zapytałam oschle.
 -  Chciałem się dowiedzieć, jak dzieci. Chciałbym się z nimi spotkać.
 -  Tyle czasu nie odzywałeś się, a teraz raptem  chcesz się z nimi spotkać?! -  Wypaliłam wkurzona.
 -  Wiem, byłem kretynem totalnym…
 -  Zgadzam się -  odparłam.
 -  Najgorszym debilem, jaki może być…
 -  Zgadzam się.
 -  Wróć do mnie.
 -  Na to się nie zgadzam.
 -  Dlaczego? O jakiś głupi sklep chcesz przekreślić całe nasze życie?
 -  Sam to zrobiłeś, a sklep nie jest wcale głupi, bo jest jednym z najlepiej prosperujących w Stanach.
 -  Wiem -  odpowiedział -  A gdzie ty jesteś?
 -  Na wakacjach -  rzuciłam krótko.
 -  Z dziećmi?
 -  Nie.
 -  To gdzie są dzieci?
 -  Nie ważne. Pod dobrą opieką.
 -  Zdaje się, że muszę się pojawić na Wiśniowej -  powiedział.
 -  Nie radzę ci.
 -  Sama pojechałaś na wakacje?
 -  Nie, z facetem.
Harryego zatrzęsło.
 -  Z jakim facetem?!
 -  Nie ważne.
 -  A gdzie ten facet?
Usłyszałam za sobą jakiś łomot.
- Żegnaj Harry -  rozłączyłam się.
W tym momencie na taras wyszedł chwiejnym krokiem Niall.
 -  Z kimś rozmawiałaś?
 -  Nie, nie rozmawiałam. Idź się połóż.
 -  Nie, ja będę spać tutaj.
 -  Nie. Idź do łóżka.
 -  Nie. Nie mogę -  rzucił.
Nie miałam tyle siły, żeby go zanieść, więc powiedziałam:
 -  Niall, a może razem pójdziemy do łóżka?
 -  Znowu to samo?
Zaczęłam się zastanawiać, o co mu chodzi. Udało mi się wreszcie go namówić. Położyłam go, usiadłam przy nim i w krótkim czasie zasnął. Postanowiłam, że muszę zadzwonić do mamy.  Kiedy Niall mocno już spał, wyszłam znów na taras. Włączyłam komputer i wyłączyłam na Skype „samo łączenie”.  Nie chciałam, żeby Harry podsłuchiwał moje rozmowy. Nie spodziewałam się, że zadzwoni do mnie. Zepsuło mi to mocno humor. Zobaczyłam, że nie ma mamy na Skype, więc zadzwoniłam do niej. Za chwilę pojawiła się na ekranie.
- Co się stało?!
 -  Przepraszam, że cię budzę, ale nie wiem co mam zrobić…
 -  A co się stało?
 -  Siedziałam sama na tarasie i Harry do mnie zadzwonił.
 -  Aha -  rzuciła mama- Co?! -  Przetarła oczy- Co POWIEDZIAŁAŚ?!
 -  Harry do mnie zadzwonił i powiedział, że chciałby się widzieć z dziećmi.
 -  Powiedziałaś mu, gdzie jesteś?
 -  Nie. Już taką kretynką to nie jestem.
 -  A powiedziałaś, gdzie są dzieci?
 -  Nie, ale on do tego dojdzie. Powiedział, że wybierze się na Wiśniową…
 -  Dzwoniłaś do Louisa, albo do kogoś z Wiśniowej?
 -  Nie, bo to było przed chwilą.
 -  To dzwoń, tylko nie rozłączaj mnie.
Wybrałam zakładkę Wiśniowej i okazało się, że na Skype siedzi Liam.
 -  Liam! Dobrze, że jesteś! Czy miałeś telefon?
 -  Jaki?! Od kogo? -  Zdziwił się.
 -  Od Harryego.
 -  Ja z nim nie rozmawiałem od czasu jego napadu na twój dom, a co się stało?
 -  Zadzwonił do mnie przed chwilą. Zaczął się wypytywać o dzieci, gdzie jestem, gdzie są dzieci, z kim jestem…
 -  Nic mu nie powiedziałaś?
 -  Nie, ale boję się, że przyjedzie do was, bo powiedział, cytuję: „muszę się wybrać na Wiśniową”.
 -  Dobrze, że mnie ostrzegłaś. Zaraz polecę do wszystkich i ostrzegę o zagrożeniu. Niallowi mówiłaś?
 -  Nie. Śpi. Boję się, że Harry poleci do Warszawy i zabierze dzieci…
 -  Przecież wiesz, że ich nie dam! -  Zdenerwowała się mama.
 - O witaj Aniu! Nie zauważyłem cię.
-  Co robić?
 - Zawiadom wszystkich, żeby nikt się nie wygadał przy nim gdzie są dzieci i gdzie jestem -  rzuciłam.
 - Ani z kim -  podpowiedziała mama.
 - Ani z kim -  powtórzyłam.
 - Dobra. Czekaj, ja tylko przelecę przez wszystkie chałupy. Porozmawiaj sobie z mamą.
Za chwilę na Skype byli wszyscy.
 -  Czy on oszalał?! -  Zdenerwowała się Ellie -  najpierw cię zostawia, a teraz chciałby łaskawie wrócić!
-  Co to, to nie! Mowy nie ma! -  Powiedział Zayn -  Za dużo już wycierpiałaś!
 -  A o Niallu nie można mówić, bo jeszcze się pobiją -  rzucił Louis.
 -  Ostrzeżcie Kazika -  powiedziałam.
 -  Jezu! Kazik! Już lecę! -  Dominika zerwała się z siedzenia.
 -  Poczekaj, to ja pójdę! -  Powiedział Zayn i wyprzedził ją. Doma wróciła do komputera. Po jakiś pięciu minutach wrócił -  Za późno.
 -  Jak to?! -  Wszyscy wstrzymali oddech.
 -  Harry zadzwonił do Kazika, a ten wszystko wypaplał… Zagroził mu, że załatwi u Simona, żeby go wyrzucił z pracy.
Mama się zdenerwowała nie na żarty.
 -  Rozumiem, że będę miała wizytę -  powiedziała mama -  to ja sobie z nim porozmawiam…
 -  Harry przyleci jutro… -  wtrącił Zayn.
 -  NIE MAMO, zakazuję ci! Najlepiej by było, gdybyście gdzieś wyjechali na parę dni.
 -  Dobrze, zaraz zadzwonię do Michała  -  wyciągnęła komórkę - Co? Nie możesz teraz rozmawiać? To zadzwoń do mnie najszybciej jak możesz. Bardzo ważna sprawa -  rozłączyła się z Michałem i wróciła do nas  -  Michał w tej chwili nie może rozmawiać. Reanimuje pacjenta…
 -  No i co teraz robimy? Czy wszyscy mają wyłączony automatyczny odbiór? U nikogo się nie pojawił Harry? -  Zapytałam. Czym prędzej wszyscy powyłączali tę opcję. Za chwilę zrobiło się jakieś zamieszanie u Zayna
- Co się stało Zayn?
 -  Przyszedł Kazik, który jest zdruzgotany.
 -  Poczekajcie, ktoś do nas dzwoni domofonem -  rzucił Louis.
 -  Która jest u was godzina? -  Zapytałam.
 -  W pół do pierwszej w nocy.
 -  Wyjrzę przez okno i zobaczę, kto tam stoi  -  rzucił Lou i zniknął z pola widzenia. Za chwilę wrócił zdenerwowany -  To on!
 -  Kto?
 -  To ten włamywacz!
 -  Harry?
 -  No! -  Wydukał Louis- Co robimy?!
Za chwilę domofon odezwał się u Zayna.
 -  Do następnego domu, do którego zadzwonił Harry był dom Liama.
 -  Poczekajcie. Zaraz załatwię tą sprawę -  powiedział Liam i wyszedł.
Drzwi były otwarte i słychać było, co mówił. Głos Liama był bardzo zaspany.
 -  Proszę  - powiedział mało grzecznie. Nie słyszeliśmy tego, co mówił Harry, tylko to, co mówił Liam
 -   Która to jest godzina?! Harry, przecież nie masz tu wstępu! Megan nie ma. Nie wejdziesz tu. Jesteś persona non grata na Wiśniowej.  Spotkamy się na koncercie, albo na próbie. Teraz jest noc i chcę spać. Nawet nie próbuj dzwonić do innych. U wszystkich znajdziesz taką samą odpowiedź. Idź spać do hotelu  -  Liam odłożył słuchawkę i domofon zaczął znów dzwonić u Louisa.
 -  Nie wytrzymam! -  Rzucił Louis. Eleanor się wkurzyła.
 -  Ty nigdzie nie pójdziesz. Jeżeli co, to ja pójdę - rzuciła - Jakie mam prawo? Przecież jestem waszą menadżerką -  rzuciła do Lou, który się zawahał, czy ma prawo wysyłać Ellie. Zobaczyłam, że Eleanor wstaje i wychodzi. Słyszałam jakieś dzikie wrzaski i nie wiedziałam, co się dzieje.
 -  Wszyscy słyszą? -  Zapytał Lou.
 -  Nie, ja nie słyszę -  powiedziałam.
 -  Ja też nie -  rzuciła mama.
 -  To będę tłumaczył -  powiedział -  no… może nie wszystko. Chce się koniecznie ze mną widzieć, bo Ellie dała mu jasno do zrozumienia, że go nie wpuści i zaraz wezwie policję.
 -  Louis, ty nie wychodź -  powiedział Liam  -  chyba, że wyjdziemy wszyscy…
 -  No to idźcie na odsiecz tej biednej Ellie… -  zdenerwowała się mama.
 -  To my zaraz wracamy -  rzuciła Danielle.
Potrwało to dobrą chwilę, zanim wszyscy wrócili. Usłyszałyśmy z mamą odgłos syreny policyjnej.
-  Co tam się dzieje matko najświętsza… -  powiedziałam do mamy.
 -  Czy ty Harryego wymeldowałaś z domu, w którym mieszkasz?
 -  No tak, zaraz po rozwodzie. Zgłosiłam, że nie mieszka na Wiśniowej.
 -  No to teraz już na pewno przyleci do Polski - powiedziała mama - nie znalazł oparcia w zespole, to ma dwa wyjścia. Pojedzie do swojej mamusi, albo do twojej mamusi…
 -  Mamo? Może ja przylecę jutro do was?
 -  Ty się tu nie pojawiaj, bo on liczy, że ty tutaj jesteś.
 Louis przyznał mamie rację. Po kolei wszyscy zaczęli wracać.
 -  I co? -  Zapytałam.
 - Mówił, że znajdzie dzieci… - Powiedział  Zayn.
 -  Skurczybyk -  zdenerwowała się Dominika.
 -  Słuchajcie, robimy naradę!
 -  U kogo?
 -  Możecie przyjść do nas -  powiedział Liam.
 -  Nie, bo Jasmine.
 -  To przyjdźcie do nas -  rzucił Zayn -  Kazik już jest.
Doma  odeszła od komputera. Poszła chyba otwierać drzwi.
 -  To było straszne -  powiedziała Ellie do mnie -  on był całkiem zalany, wręcz bełkotał… Może go trzeba wsadzić na odwyk?
- Ale on nie będzie chciał.
 -  Trzeba mieć mocny bodziec, gdyby wiedział, że byś wróciła do niego, to może by poszedł -  powiedział Zayn.
 -  Mówisz to z doświadczenia? -  Zapytał Liam.
 -  Tak. Żebyście wiedzieli -  odpowiedział -  Gdyby Dominika nie zgodziła się wrócić do mnie, to bym się chyba zapił…
Za chwilę u Zayna i Dominiki byli wszyscy. Wiadomo po za dziećmi, które spały. Zadzwoniła czyjaś komórka. Zobaczyłam, że mama odbiera telefon.
 -  Och! Michał dzwoni! -  Powiedziała mama. Streściła mu całą sytuację -  Możesz wziąć urlop? Musimy wyjechać! Dobrze. Pogadaj. Trzymamy wszyscy kciuki.
 -  Pozdrawiamy wszyscy.
 -  Pozdrawiają cię wszyscy. Jak to skąd? No siedzą wszyscy na Skype i debatujemy. Pozdrowienia macie  -  rzuciła mama odrywając się na chwilę od komórki. Gremialne pozdrowienia poszły również od wszystkich -  no i co z tego? Myślisz, że nie wiem która jest godzina? Wszystko dzieje się na bieżąco.  Opowiem ci wszystko, jak wrócisz do domu. Tak. Dobrze, to na razie. Pa.
 -  O której Michał wraca z pracy?
 -  Gdzieś koło siódmej…
 -  A dzisiaj nie lata?
 -  Nie, dzisiaj nie.
 -  To dobrze.
 -  No dobrze, bo czasami wychodzi i nie ma go trzy dni -  powiedziała mama -  Gdyby co, to najwyżej pojadę do Gabrieli.
 -  Do jakiej Gabrieli? Przecież ona jest w Tokio.
 -  Nie do waszej Gabrieli, do byłej sąsiadki. Dobra. Gdyby ktoś, coś wiedział to dajcie znać. Jeden sygnał na komórkę i zaraz jestem na Skype powiedziała mama.
Pożegnaliśmy się i rozłączyliśmy. Wiedziałam, że na Wiśniowej trwa narada, ale nie było sensu, abym w tym uczestniczyła. Komórkę miałam wyciszoną, żeby nie obudzić Nialla, ale gdy na nią zerknęłam, zobaczyłam że ktoś dzwonił. Popatrzyłam, były to telefony od Harryego. Smsy też… Wyłączyłam czym prędzej komórkę.  Zastanawiałam się, gdzie Niall ma komórkę. Weszłam po cichu do pokoju                  i zobaczyłam, że komórka leży obok łóżka… Wzięłam ją na taras i zobaczyłam, że były telefony również od Harryego.  Też ją wyłączyłam. Dopiero potem wpadłam na to, że mogłam skasować te wiadomości.  Jezu, Megan jak ty ciężko myślisz… Niall spał, jak zabity. Nic go nie ruszało. Ponieważ cicho chrapał, wiedziałam że śpi. Trochę się tym zdenerwowałam, ale pomyślałam, że i tak i tak bym musiała mu powiedzieć. Włączyłam Skype… Napisałam do wszystkich, żeby się odzywali do nas na komputer, gdyż wyłączyliśmy komórki, bo Harry wydzwaniał i na mój i na Nialla telefon.  Rozłożyłam sobie fotel. Nie wiem, kiedy zasnęłam. Poczułam w pewnym momencie dotknięcie. Podskoczyłam, jak oparzona. Na szczęście był to Niall.
- Coś ci się złego śniło? To wszystko przez to, że tutaj spałaś, a ja na łóżku, a właśnie… Jak to się stało, że ja spałem rozebrany na łóżku? -  Powiedział.
 -  Zaszkodził ci szampan -  powiedziałam ochłonąwszy z wrażenia.
 -  Nie wiesz, co się stało z moją komórką? Szukałem jej wszędzie.
 -  Och, przepraszam cię, ale były pewne sprawy w nocy i musiałam ją wyłączyć.
-  Co się stało?! -  Zdenerwował się i usiadł obok.
Widocznie miałam minę nietęgą, bo przysunął się bliżej i objął ramieniem. Wszystko mu opowiedziałam. Zdenerwował się nie na żarty.
 -  Jak on śmie się wtrącać w twoje życie?!
Niall był tak zdenerwowany, że zarządził pójście na śniadanie.
 -  Wiesz?! Może lepiej, żeby nam przywieźli -  zdecydował.
Byłam tak zdenerwowana, że nic nie odpowiedziałam. Po pierwsze nie miałam ochoty na jakiekolwiek jedzenie, a po drugie bałam się o dzieci, bo nie miałam żadnej informacji od mamy. Niall zniknął, by wpuścić kelnera, a ja się rozkleiłam. Kiedy wtoczył wózek na taras i zobaczył, że płaczę, dopadł do mnie i zapytał:
-  Co się stało?!
 -  Nerwy mi puściły…
 -  Jak chcesz, możemy lecieć do Warszawy -  powiedział, gdy wyłuszczyłam o co mi chodzi.
W tym momencie odezwał się Skype. Pokazała się mama. Równocześnie z tym Niall włączył komórkę  i zaczął czytać smsy od Harolda. Zobaczyłam, że zrobił się biały. Mama powiedziała, że zaraz wyjeżdżają do Poznania, do ciotki Miry. Ucieszyłam się bardzo.
 -  Mały Joe nic nie powie? -  Zapytałam.
 -  Nie. Przyjedzie do Poznania. Powiedział, że w Poznaniu jeszcze nie był i chętnie zwiedzi.
 -  A będzie Błażej? -  Zapytałam.
 -  A to nie wiesz, że Błażej studiuje w Poznaniu? O, cześć Niall! Jak się miewasz?
 -  A dziękuję. Nie najlepiej.
 -  Dobrze, że masz Nialla jako ochronę – powiedziała  -  muszę kończyć, bo wyjeżdżamy za chwilę. Nie dajcie się zlokalizować przez komórki -  krzyknęła na koniec i się rozłączyła.
 -  Niall, czemu jesteś taki biały?
 -  Zostaliśmy zlokalizowani -  powiedział.
 -  Jak to!? -  Zapytałam.
 -  Napisał mi, że jestem na Jamajce i zapytał, co robię z jego żoną.
 -  Nie napisał byłą?
 -  Nie.
 -  Niall… Jemu odwaliło.
 -  Wiem.
 -  I co teraz robimy? O której wysłał ci tego sms’ a?
Niall sprawdził.
 -  O jedenastej trzydzieści.
 -  Jezus! Maria! Mam nadzieję, że tu nie przyleci…
W tym momencie ktoś zapukał do drzwi. Podskoczyłam przerażona. Niall zbladł.
 -  Poczekaj tu. Pójdę otworzyć.
 -  Niall, zostań tu. To jest sprawa między mną, a nim.
Za drzwiami stał ślusarz. Odetchnęłam z ulgą.
 -  Przyszedłem naprawić ten zamek. Szampan był dobry?
 -  To pan ma na imię Louis? -  Zapytałam.
 -  Tak. To z przeprosinami, że nie zrobiłem od razu tego zamka.
Szybko się uwinął i powiedziałam:
 -  To teraz pan wchodzi do łazienki i sprawdzamy, czy działa.
 -  Z panią zawsze.
 -  Nie. Wchodzi pan sam -  odparłam.
Po parokrotnym otwarciu i zamknięciu drzwi, doszłam do wniosku, że są naprawione.
Louis wyszedł, a ja zamknęłam za nim drzwi. Wyszłam na taras do Nialla i usiadłam koło niego.
 -  I co teraz chcesz robić? Dzieci są bezpieczne. Gorzej z nami.
 -  A skąd wiesz, że on na pewno wie, że tu jesteśmy?
 -  Podał mi nawet nazwę naszego hotelu…
Zrobiło mi się słabo.
 -  Może zmieńmy hotel? Pod żadnym pozorem nie włączajmy komórek.
 -  Słuchaj, przecież on nie może cię tak prześladować. Jesteś już jego byłą żoną -  popatrzył mi prosto      w oczy.
 -  Tak, ale on nie przyjął tego do wiadomości -  odpowiedziałam.
Zaczęłam cała drżeć. Niall to zauważył i zapytał:
 -  Zimno ci?
 -  Nie -  powiedziałam zdenerwowana -  To nerwy.
Przytulił mnie do siebie bardzo mocno.
 -  Ważne, że nie jesteś sama.
Faktycznie poczułam się szczęśliwa, że jestem z Niallem.
 -  Teraz coś zjemy. Co ci nałożyć?
 -  Napiję się kawy -  powiedziałam.
 -  Musisz coś zjeść.
 -  Nie, nie mam ochoty.
 -  Musisz! Chcesz lody?
 -  Nie, dziękuję. Naprawdę nie będę nic jadła…
 -  Nie ma mowy. Wujek Niall nie pozwoli na to -  zaczął żartować.
 -  Kiedy awansowałeś do „wujka”?
 -  No przecież zwykle tak mówisz do mnie.
 -  To przy dzieciach. Przecież ani razu się tutaj do ciebie tak nie odezwałam.
 -  Faktycznie -  ucieszył się.
Niall usiadł koło mnie i przytulił mnie drugi raz.
 -  Przestań się tak denerwować. Jestem tu. Z tobą. Powiem temu kretynowi, co o nim sądzę, jeśli tu się pojawi.
Zaczęłam płakać, jak małe dziecko. Niall trzymał mnie w objęciach i głaskał po głowie.
 -  Uspokój się.
 -  Niall, jesteś taki dobry dla mnie -  wyłkałam.
Nie wiem, jak to się stało, że mnie… pocałował. Zrobiło mi się gorąco, ale było to bardzo miłe uczucie. Poczułam miliard motyli w brzuchu. Nawet nie... Tam były wszystkie gatunki zwierząt! 
   W tym momencie ktoś znowu zapukał do drzwi. Podskoczyliśmy obydwoje i Niall powiedział:
 -  Ja pójdę. Ty otwierałaś poprzednio.
Usłyszałam podniesione głosy i za chwilę usłyszałam chlust wody i usłyszałam słowa:
 -  Nie wracaj tutaj!
Za chwilę Niall wypadł na taras. Spod tarasu wypływał Harry.
 -  Chodź do środka -  zażądał Niall.
Weszliśmy do pokoju, Zamknęliśmy taras, zasłoniliśmy okna i Niall zadzwonił po ochronę. Harry wgramolił się na taras i chciał się koniecznie dostać do środka.
 -  Idziemy -  rzucił Niall i chwycił mnie za rękę.
Wyszliśmy po cichu z bungalowu i zaczęliśmy szybko oddalać się od niego. Gdy byliśmy na końcu drogi prowadzącej do recepcji, usłyszałam wołanie:
 -  MEGAN!!!!!!
 -  Nie odwracaj się. Idziemy -  powiedział Niall.
Wpadliśmy do recepcji, a Niall wrzasnął:
 -  GDZIE TA OCHRONA?! Dwa razy byśmy byli zabici! Proszę nas gdzieś schować!
 -  Może w stołówce?
 -  Nie! -  Rzucił -  Macie skarbiec? Każdy porządny hotel go ma. Możecie nas tam zamknąć.
-  Ale tam deponujemy tylko rzeczy klientów i nie wpuszczamy nikogo.
 -  Dobrze, to chcę zdeponować ten zegarek i chcę to zrobić osobiście z tą panią. Czy pani rozumie, że nam grozi niebezpieczeństwo?
Recepcjonistka się zgodziła. Poprowadziła nas na zaplecze. Był to chyba ostatni moment, bo zaczął energicznie dzwonić dzwonek w recepcji.
 -  Nas tu nie ma  -  powiedział Niall do kobiety.
 -  Oczywiście -  odrzekła i wyszła do recepcji.
Usłyszeliśmy, jak mówi:
 -  Ci państwo pobiegli przed hotel. Bardzo się śpieszyli, bo mieli wykupioną wycieczkę. Tak statkiem płyną na Kubę. Kiedy powrót? Za pięć dni -  odpowiedziała.
Szepnęłam Niallowi do ucha:
 -  Chyba skorzystamy z tej wycieczki.
 -  Czyś ty na głowę upadła?! Przecież on nas będzie tam szukał. Założysz mu sprawę w sądzie, ja będę świadczył -  powiedział – przypuszczam, że parę innych osób też się znajdzie.
Z dobre dziesięć minut siedzieliśmy w schowku, gdy przyszła po nas recepcjonistka.
 -  Odjechał jakimś samochodem. Skierowałam go do portu. Powiedziałam, że płyną państwo na Kubę  na wycieczkę.
Wzięłam głęboki oddech. Niall wsunął coś dziewczynie w rękę. Podziękował i wróciliśmy do pokoju.
 -  Nie możemy tu zostać -  stwierdziłam.
 -  Jak on pojedzie na Kubę, to możemy -  rzucił.
 -  A jak stwierdzi, że nie ma nas na statku, to wróci tu. Zachowuje się, jak szaleniec.
 -  No przecież widziałem… Jakby był naćpany -  zdenerwował się Niall.
Wyszliśmy na taras i Niall zaczął jeść śniadanie.
 -  Cześć robaczki -  usłyszeliśmy.
 -  Cześć Louis -  powiedział z wypchanymi ustami Niall.
 -  O śniadanko -  powiedział.
 -  Louis, jesteśmy po strasznych przeżyciach.
-  Co się stało?!
 -  Harry się tu pojawił.
 -  Skąd się dowiedział, że tu jesteście?!
 -  Pierwsze dowiedział się od Kazika, że jesteśmy na Jamajce, a potem nas zlokalizował przez komórki -  rzucił Niall przełknąwszy wcześniej to, co miał w buzi.
 -  On jakiś niebezpieczny się zrobił.
 -  Też tak uważamy. Chyba ma coś z głową.
-  Ale bo się naćpał – powiedziałam  -  Teraz jest w pogoni za nami na Kubę.
 -  Może przenieście się do innego hotelu?
 -  Wszystko jest pozajmowanie -  powiedział Niall -  czy możesz zadzwonić do Dereka, aby załatwił sądowy zakaz zbliżania się do Megan? Jest naprawdę niebezpieczny.
 -  Zaraz to zrobię  -  rzucił Louis  -  Muszę z nim w ogóle pogadać. On naprawdę powinien się leczyć… Najpierw rzuca biedną dziewczynę, zostawia z dwójką dzieci, a teraz raptem zachciało mu się do niej wrócić! -  Zdenerwował się -  Dobra! Muszę lecieć. Zadzwonię, jak coś uzgodnię.
 -  Tylko na Skype’ a -  powiedział Niall.
Niall w trakcie rozmowy zdążył się już najeść i znowu usiłował coś we mnie wepchnąć.
 -  Niall, ja naprawdę nie jestem głodna - odrzekłam mu.
 -  Przez tego kretyna nie będziesz chodziła głodna -  powiedział -  Gdyby nie ten cholerny kontrakt, to dawno byśmy się go pozbyli. Niszczy reputację naszego zespołu, ale kontrakt niestety nas zobowiązuje… Lepiej, żeby trzymali nas od siebie z daleka -  rzucił.
 -  Kogo? -  Zapytałam.
 -  Mnie i Harryego -  odparł.
 -  A kiedy wy macie następny koncert?
 -  Teraz mamy wakacje. Przed samymi świętami mamy koncert z kolędami. Nagrywamy w BBC.
 -  To może będziesz bezpieczny -  powiedziałam.
 -  Tam na pewno -  potwierdził.
Ucieszyłam się z tego powodu. Niall zamknął laptopa i powiedział:
 -  Na czym żeśmy skończyli, za nim ten debil przyszedł? Chyba na jakiejś bardzo sympatycznej rzeczy… -  popatrzył na mnie z figlarnym uśmieszkiem.
 -  Masz rację, że na bardzo sympatycznej rzeczy -  odpowiedziałam.
 -  To może byśmy tak kontynuowali? -  Zaproponował.

 -  Czemu nie? -  Rzuciłam i przysunęliśmy się do siebie.
________________________________
Soł? Dzieje się, oj dzieje :D 
Zgodnie z obietnicą- dodany <3 
Dzięki za zaglądanie na Wattpad * 4 rozdział powinien pojawić się w przeciągu kilku dni xx* - oczywiście stale Was zachęcam do czytania xx
Co do rozdziału... Jestem z niego bardzo zadowolona :3 Nie wiem, jak Wy, ale ja tak, ta satysfakcja...
Miarka Harry'ego się przebrała, życie... Nieprawdaż?
Dzięki za ponad 30,5 TYSIĘCY wyświetleń <3 Znaczy to dla mnie bardzo dużo Kochani i mogę Wam tylko podziękować, chociaż nie..... Obdarowuję Was ogromnym hugiem. Tak wirtualnie :D
  Piszcie w komentarzach, co sądzicie :) xx
                                                                                         Meg xx

sobota, 19 lipca 2014

112

Rano, obudziłam się na łóżku. W PIŻAMIE. Nic nie pamiętałam, jak trafiłam do domu. Niall siedział       w fotelu obok i spał.  Poruszyłam się lekko, a on się od razu obudził.
- Co ci się stało? -  Zapytał zrywając się z fotela.
 -  Nic, muszę iść do toalety i nie tak głośno, Niall proszę.
- Co? Główka cię boli? -  Zapytał kpiąco.
 -  Troszkę -  odpowiedziałam mu żałośnie.
Wybiegł na taras i usłyszałam, jak ryknął śmiechem.
Zwlekłam się z łóżka i poszłam do toalety. O BOŻE… DZISIAJ MA PRZYJŚĆ ŚLUSARZ… i pewnie będzie walił… Musimy gdzieś wyjść. Weszłam pod prysznic, nasłuchując czy Niall nie idzie i wzięłam szybką kąpiel. Ubrałam się w kostium i wróciłam do pokoju. Zajrzałam do szafy, wyciągnęłam t -shirta                  i spodnie ¾ . Ubrałam się i wyszłam na taras.
 -  Już się ubrałaś? -  Zdziwił się.
 -  Nie tak głośno -  zaczęłam jęczeć.
 -  Dobrze -  odszepnął.
Niall poszedł do łazienki się myć. Gdy wyszedł z łazienki, stałam jeszcze na tarasie i podziwiałam panoramę. Zdążyłam już wziąć aspirynę i głowa zaczęła przestawać mnie boleć.
 -  To co? Idziemy na śniadanie? -  Zapytał szeptem.
 -  idziemy -  odpowiedziałam.
Poszliśmy do jadalni, mijając recepcję. Pani siedząca w recepcji, była bardzo zdziwiona, że idziemy do jadalni. Plecy mnie lekko jeszcze swędziały. Wiedziałam, że teraz będzie mi schodzić skóra. Znowu był szwedzki stół, więc podeszłam i zaczęłam sobie nakładać.  Nalałam sobie kawy i rozejrzałam się za wolnym stolikiem. Zajęłam stolik, a za mną do stołu podszedł Niall. Na jego talerzu leżał jeden wielkie liść sałaty.
 -  Niall, czyś ty na głowę upadł? Chory jesteś?
 -  Nie, ale cały czas mówisz, że za dużo jem -  zrobiło mi się głupio.
 Faktycznie. Cały czas trułam, że je za dużo. Biedny Niall…
 -  Jezu, przepraszam cię. Dopiero do mnie dotarło, jaka jestem wredna.
 -  Nie przejmuj się -  roześmiał się i wrócił do szwedzkiego stołu. Przyniósł sobie dwa talerze jedzenia, a ja już się nic nie odzywałam. Po godzinnym śniadaniu, wracając zapytałam w recepcji, czy są jakieś wycieczki w dniu dzisiejszym.
 -  Całodniowa wycieczka statkiem -  odpowiedziała recepcjonistka.
 -  Niall, co byś na to powiedział? Może popłyniemy?
 -  Nie wiem, czy statek nie utonie. Tak się najadłem dzisiaj…
 -  Masz ochotę, czy nie? -  Zapytałam.
 -  Niekoniecznie dzisiaj… -  odpowiedział.
Pomyślałam, że pewnie chce odespać noc, więc podziękowałam i poszliśmy w kierunku bungalowu.
 -  Niall, co ja tak wczoraj narozrabiałam? Bo nic nie pamiętam.
 -  Byłaś bardzo niegrzeczna -  rzucił.
 -  Jezus! Maria! Opowiadaj wszystko, co zrobiłam!
 -  Nic ci nie powiem. Zostanie to moją słodką tajemnicą. Będę miał na ciebie haka.
Niestety nie udało mi się wydobyć z niego, co ja takiego narozrabiałam, więc żyłam dalej w błogiej nieświadomości. Czułam się z tym dość nieswojo, ale już się zorientowałam, że jeśli Niall stwierdzi, że nie powie, to nie powie. Zaproponowałam, żeby poszedł spać, a ja poczekam na ślusarza.
 -  Masz mnie obudzić, jak przyjdzie -  rzucił waląc się na łóżko.
Ja wzięłam komputer i wyszłam na taras.
Weszłam na Skype i od razu zostałam złapana przez Louisa.
 -  Cześć robaczki!
 -  Robaczku -  poprawiłam go.
 -  A gdzie jest Niall?
 -  Śpi.
 -  Jak to śpi?! -  Zdziwił się.
 -  Bo przesiedział drugą noc w fotelu. Musi odespać.
 -  Przygarnęłabyś go do łóżka, a nie że… NIE SPODZIEWAŁEM SIĘ PO TOBIE TAKIEGO OKRUCIEŃSTWA! -  Zaczął chichotać.
 -  Louis, jak wrócimy, to ja się z tobą policzę. Wszystko zepsułeś.
 -  JA?! -  Był niewiarygodnie zdziwiony -  no chyba wam ułatwiłem.
 -   Ja się jeszcze z tobą policzę! Zacznij się już bać -  powiedziałam.
 -  Nie widzisz, jak mi stoją włosy na głowie?! -  Odpowiedział.
 -  Tak… na żelu -  odparłam -  Jeszcze ci same nie stoją. Zobaczymy po naszym powrocie.
 -  To ja wyjeżdżam!
 -  Kiedyś cię dopadnę. Nie martw się. Co u was słychać? -  Zapytałam.
 -  A smutno -  rzucił.
 -  Naciesz się, że nas nie ma.
Zobaczyłam, że w drugim okienku pojawiła się mama.
 -  Cześć mamo.
 -  O, widzę że konferencja -  rzuciła -  Cześć wszystkim.
 -  Cześć -  rzucił Louis.
 -  Jak tam dzieci? -  Zapytałam.
 -  Antoś chciał koniecznie dziś iść z Michałem do pracy. Michał mu nieopatrznie obiecał, że zabierze go do pracy, ale on zrozumiał że dzisiaj. Wstał o czwartej, założył kurtkę na piżamę i tak siedział. W takim stanie znaleźliśmy go w salonie, kiedy zeszliśmy na dół.
Louis zaczął się śmiać.
- Jakie to słodkie -  skomentował.
 -  A skąd wiesz, że o czwartej rano?
 -  Bo Michał przeprowadził dochodzenie. Antoś mu pokazał, że była to czwarta godzina -  rzuciła mama.
 -  No proszę. Rozwija się chłopak w tej Polsce. W domu go nie można z łóżka ściągnąć, a tu proszę -  odpowiedziałam -  I co zrobiliście?
 -  Michał wytłumaczył Tosiowi, że musi iść do pracy i ratować ludzi, a nie oprowadzać ludzi po szpitalu. Antoś był bardzo rozczarowany tym faktem.
 -  Dziwisz się?! -  Odpowiedziałam.
 -  Ja się nie dziwię -  skwitowała mama -  Chyba będę musiała pojechać z nimi na wycieczkę na Barską      i pokazać Antosiowi, jak wygląda szpital.
Louis uważnie słuchał.
 -  Wiesz, nie jest to najlepszy pomysł -  powiedziałam.
 -  Dlaczego tak twierdzisz?
 -  Bo może się przerazić, gdy zobaczy jakieś trudne przypadki…
Mama się zastanowiła i stwierdziła, że mam rację.
 -  A jak tam u was? Jak wam się powodzi? -  Zapytała mama.
 -  No właśnie? Nic się od niej nie można dowiedzieć, a Niall śpi -  wrzucił swoje trzy grosze, Lou.
 -  Ty lepiej się nie odzywaj -  powiedziałam.
 -  Już mnie nie ma -  wyszedł z kadru.
 -  Jest tu przepięknie!
 -  To, to wiemy! -  Usłyszałam zza kadru.
 -  LOUIS! Nie podsłuchuj, bo cię zaraz odłączę!
W tym momencie usłyszałam stukanie do drzwi.
 -  Poczekajcie, bo muszę otworzyć ślusarzowi -  rzuciłam.
 -  Czy ty zamknęłaś Nialla w szafie?! -  Zaczął panikować Luis.
 -  Nie, zamknął się w łazience -  sprostowałam -  Nie mógł wyjść. Wreszcie, kiedy próbowałam otworzyć, urwała się klamka.
 -  Ty brutalu! -  Krzyknął Lou.
- Ale Niall nie siedzi teraz w łazience? -  Zapytała mama.
 -  Nie, to było wczoraj -  rzuciłam.
Poszłam otworzyć i wpuściłam „przystojniaka” do środka. Zaczęłam pokazywać mu, co się stało. Czarująco się do mnie uśmiechał, ale powiedziałam:
 -  Proszę robić to cicho, bo mój partner śpi i nie chciałabym, żeby się obudził.
 -  Postaram się robić to najciszej, jak potrafię -  puścił do mnie oczko.
Gdy wyszłam na taras, konferencja trwała w najlepsze i znacznie się rozszerzyła. Zobaczyłam, że są również Liam i Dominika z Zaynem.
- Co TAM SIĘ WYPRAWIA?! -  Rzucił Lou -  Widzieliśmy wszystko! Toż to prawie zdrada! Obcy facet         w tym samym bungalowie!
Niestety obcy facet zaczął walić, a na taras wyszedł zaspany Niall. Jakieś głośne „Uuuu” poleciało po tarasie. Nialla to od razu postawiło na równe nogi.
 -  Cześć wszystkim! Co tam u was słychać? -  Rzucił siadając obok.
- Co ty Niall wyprawiasz?! Śpisz, a ona przyjmuje facetów! -  Rzucił Liam.
 -  Wszyscy widzieliśmy -  powiedział Zayn.
 -  Na tego faceta wyraziłem zgodę -  rzucił Niall.
 -  Zastępstwo? -  Rzucił Lou -  Tak ci daje popalić?
 -  Aniu, nie słuchaj! -  Rzucił Liam
 -  Louis nie wytrzeźwiał od wczoraj! -  Stwierdziłam.
W pewnym momencie zaczął się ruch przy komputerze mamy.
 -  Mama! -  Wrzasnęła Darcy.
 -  Cześć  kotku!
 -  To ja się wyłączam! -  Stwierdził Lou.
 -  Wujek Lou! O i wujek Liam, Zayn! Ciocia Danielle i ciocia Doma! I WUJEK NIALL! -  Krzyknęła Darcy.
- Co? Stęskniłaś się za nami? -  Rzucił Nialler.
 -  Tak -  powiedziała twardo.
 -  I Toni teś! -  Usłyszeliśmy z tyłu.
 -  To Antoś też tam jest? -  Rzuciłam.
 -  Tak.
Mama odsunęła się od komputera i wpuściła dzieciaki.
 -  Toni miał dziś jechać z dziadziem!
 -  A gdzie miałeś jechać? -  Zainteresowała się Danielle.
 -  Do placy!
 -  I co byś tam robił?
 -  Lecił!
 -  A co byś leczył? -  Zapytał Zayn.
 -  Ziabawki! Mama, kiedy wluciś?
 -  Jeszcze troszkę tu zostanę.
 -  Jo ty juś naś nie kochaś? -  Zapytał Antoś
 -  No co ty opowiadasz! -  Zapytałam.
 -  Mama was bardzo kocha! -  Odparł Niall.
 -  Jaki on jest słodki! -  Rzucił Zayn.
 -  To dlaciego mama naś nie zablała ze sobą?
Na to nie potrafiłam odpowiedzieć. Oczy mi się zeszkliły, co zauważył Liam i zaczął mówić do Antosia:
 -  Toni, mama dostała w prezencie wyjazd i wujek Niall też dostał wyjazd. Ale wycieczka była tylko dwuosobowa. Nie mogli was zabrać ze sobą.
- Ale ja jeśtem malutki!
 -  A jak leciałeś do Polski, widziałeś jak sprawdzali bagaż?
 -  Tak.
 -  No to by cię odkryli i by cię zabrali. Nie byłbyś ani z babą, ani z nikim kogo byś znał… i co wtedy by było?
 -  Nie odklyli by mnie, bo ja bym się schował w kąciku!
 -  W jakim kąciku byś się schował? -  Zapytała Dominika.
Zdążyłam się uspokoić, gdy padło pytanie od Darcy:
 -  Mamusiu, pamiętasz że to jest mój mąż!
Wszyscy ryknęli śmiechem. Darcy była zdezorientowana, z czego się śmieją i sama zaczęła się śmiać. Pokonferowaliśmy jeszcze trochę i mama stwierdziła:
 -  Idziemy na spacer. Pożegnajcie się.
 -  Jeście tlochę!
 -  Nie ma trochę. Idziemy -  mama mrugnęła do nas okiem.
 -  Jeszcze ostatnie pytanko – powiedział Niall.
 -  Ostatnie.
- Co dzisiaj u was na obiadek?
 -  Na pewno macie lepsze rzeczy od nas -  odpowiedziała mama.
 -  A co? Mały Joe się nie sprawuje? -  Zdziwił się Louis.
 -  Nie, dzisiaj ma wolne.
 -  Jak to?!
 -  Chciał trochę zwiedzić Polskę i pojechał dzisiaj do Krakowa -  wyjaśniła mama.
 -  No, ale spiżarnię zapewne zostawił pełną.
 -  A żebyście wiedzieli. Moglibyśmy żyć z tego, co jest w spiżarni, przez miesiąc…
 -  No to nie narzekaj!
- Coś widzę, że Niall się stęsknił za polską kuchnią -  powiedziała mama -  No to robimy papa i idziemy na spacer.
Dzieciaki grzecznie pomachały i ich okienko zniknęło. Wszyscy wybuchli śmiechem.
- Ale oni są przezabawni! -  Rzuciła Dani.
 -  A jak Jasmine? -  Zapytałam.
 -  A śpi.
 -  Już, czy jeszcze? -  Zapytał Niall.
 -  Jeszcze. Dzisiaj w nocy nie za bardzo spała, więc pozwoliliśmy jej trochę pospać -  odparł Liam.
Na taras wyszedł „przystojniak” i powiedział:
 -  Czy można państwa prosić do środka?
 -  Cóż… musimy kończyć. Trzymajcie się cieplutko, a my znikamy -  wyłączyłam komputer i poszliśmy grzecznie za nim.
Poprosił nas, abyśmy sprawdzili, czy wszystko dobrze działa.
 -  Sprawdzaj, w końcu to ty się tam zamknąłeś -  powiedziałam do niego.
Niall wszedł od łazienki, zamknął się i znów nie mógł wyjść.
 -  Chyba wpadnę w kompleksy -  usłyszałam zza drzwi.
 -  Proszę przyciągnąć drzwi do siebie i spróbować otworzyć -  powiedział ślusarz.
Niestety nic. Żadne próby nic nie dawały. Facet się uśmiechał od ucha do ucha i nawet  w momencie, gdy Niall nie mógł wyjść z łazienki, ten uśmieszek nie zszedł mu z gęby.
 -  To ja już pójdę -  rzucił.
 -  Nie. Proszę otworzyć mojego partnera -  warknęłam.
Po dziesięciu minutach Niall był z powrotem w pokoju. Okazało się, że trzeba będzie całkowicie wymienić zamek.
 -  Następnym razem ty wchodzisz -  rzucił Niall -  nie lubię takich zamkniętych przestrzeni.
Zaśmiałam się.
 -  Dobrze, wejdę -  odpowiedziałam.
Facet coś pogrzebał w swojej torbie i stwierdził, że musi przyjść jutro.
- Co za hotel -  powiedziałam.
- Co wyście tu wyprawiali?! -  Zapytał Niall.
 -  Nic, no próbował cię otworzyć.
 -  Strasznie mu to źle szło -  stwierdził -  przez ten czas można książkę napisać!
 -  A co, napisałeś? -  Zdziwiłam się.
 -  Prawie! -  Pożalił się.
 -  Chętnie bym przeczytała -  rzuciłam.
 -  Następnym razem napiszę!
 -  To przeczytam i poproszę z autografem -  uśmiechnęłam się
 -  To co? On przyjdzie jeszcze, czy nie?
 -  Nie wiem!
Niall się zdenerwował.
 -  Pójdę do recepcji i chyba złożę skargę! -  Rzucił.
 -  Poczekaj, może zaraz przyjdzie.
 -  Facet nic nie umie! -  Indyczył się dalej Niall.
 -  Umie -  rzuciłam.
 -  A co?
 -  Skutecznie zamknąć.
 -  Jak to?
 -  No zamknął cię przecież! -  Zaczęłam się śmiać.
 -  Tak. Bardzo skutecznie – powiedział  -  To co? Idziemy gdzieś?
 -  Choć się może wykąpać?
 -  A co z rekinami?
 -  Jest tu strzeżona plaża, więc najprawdopodobniej dają znać, jak zobaczą  jakieś rekiny.
Niall się wreszcie zgodził.
 -  Poczekaj tu. Pójdę się przebrać w strój kąpielowy -  rzucił i wpadł do łazienki -  tylko nie podglądaj!
 -  Już idę!
 -  interesujące -  usłyszałam w odpowiedzi.
Niall musiał się bardzo spieszyć, bo chwila moment i już był przy mnie.
 -  Jestem gotowy!
 -  Cieszy mnie to bardzo -  powiedziałam -  A do czego? -  Zapytałam.
 -  Prosiak -  odpowiedział mi.
Wyszliśmy z bungalowu, zamykając go. Przechodząc obok recepcji Niall rzucił:
 -  Poczekaj tu chwilę.
Pobiegł do recepcji i wrócił po pewnym czasie z jakimś pakunkiem.
- Co tam masz? -  Zapytałam zdziwiona.
 -  Dostaliśmy w ramach przeprosin paczkę -  odparł.
Zaczęłam się zastanawiać, co to może być.
 -  Otworzymy na plaży -  powiedział.
Rozłożyliśmy się na leżakach i powiedziałam do Niallera, żeby rozpakował tajemniczą paczkę.
 -  A nie wybuchnie?  -  Zapytał Niall.
Z narażeniem życia, Niall zaczął otwierać paczkę. A tam były kwiatki przypięte do koperty. W kopercie znajdowały się dwa bilety na wieczorny rejs statkiem i list przepraszający.
 -  Spójrz tylko! -  Rzucił do mnie Niall pokazując dwa kartoniki. Zaczęłam czytać i ucieszyłam się tak samo, jak on.
 -  Super! -  Powiedziałam -  Tylko, czy oni nie chcą się nas pozbyć? -  Zapytałam.
Niall się zdenerwował.
 -  Pójdę i się dowiem wszystkiego  w recepcji.
 -  Poczekaj, pójdziemy razem, jak będziemy wracać -  odpowiedziałam.
 -  Czy to są te statki, co żeśmy je oglądali?
 -  Może. Tylko ciekawa jestem czy one wypływają w morze i wracają, czy chcą się nas pozbyć               i wywiozą nas na przykład na Haiti, albo Kubę…
- Ale byłby numer -  powiedział Niall -  my nieświadomi, a tutaj nas wywalają w Hawanie bez wizy, bez niczego. Od razu byśmy trafili do pudła.
 -  Z tobą mogłabym wszędzie. Nawet do pudła…
 -  Interesujące -  odparł Niall.
 -  A na kiedy są te bilety? -  Zapytałam.
 -  Na jutro na 20.00.
 -  Wszystkiego się dowiemy w recepcji -  powiedziałam, bo Niall zaczął się zastanawiać skąd ten rejs, gdzie mamy się stawić. Zastanawialiśmy się, co robić gdy kelner do nas podszedł z butelką szampana.
 -  To od Louisa - rzucił.
 -  Od jakiego Louisa?! -  Zdziwił się Niall  -  Znasz jakiegoś Louisa?! -  Zwrócił się do mnie.
 -  Znam tylko naszego. Innych nie znam.
 -  No i co robimy?
 -  Trzeba będzie mu podziękować za szampana -  rzuciłam -  Otwieraj.
Niall otworzył i nalał do kieliszków, które były na tacy. Szampan był przepyszny.
 -  Tylko nie za dużo dzisiaj, dobrze? -  Rzucił Niall.
Prawie się obraziłam, jednak przypomniałam sobie wczorajsze skutki nadmiaru szampana. W głowie mi znów zaszumiało i zapytałam:
 -  A co wczoraj tak rozrabiałam?  Bo nic nie pamiętam?
Niall kończył już drugi kieliszek, więc nalał sobie następny.
 -  Nie powinienem ci mówić  -  stwierdził.
 -  Dlaczego? -  Podpuszczałam go.
 -  Bo byłaś bardzo ochotna.
 -  JAKA?! -  Zdziwiłam się.
 -  Ochotna -  powtórzył.
-  Co to znaczy?

 -  No co ty dziecko jesteś, czy co?! -  Zdenerwował się.

- Co ty opowiadasz?! -  Oburzyłam się.
 -  Widzisz? Dlatego miałem ci nic nie mówić. Wiedziałem, że mi nie uwierzysz.
Z jego reakcji wynikało, że mówił prawdę. Zrobiło mi się słabo.
 -  Niall, strasznie cię przepraszam. Nic nie pamiętam -  powiedziałam.
 -  To zapomnijmy obydwoje -  powiedział rycersko.
 -  To zapomnijmy.
 -  A o czym?
 -  O niczym -  odpowiedziałam.

Poszliśmy na długi spacer. W pewnym momencie zorientowałam się, ze Niall chybocze się na wszystkie strony, więc zawróciłam i trzymałam go bardzo mocno, żeby się nie przewrócił.  Co oni cholera mają w sobie, że tak lubią alkohol, który im szkodzi? No, ale wczoraj mnie zaszkodził… Odpędziłam złe myśli i odprowadziłam Nialla do domu.  Położyłam go do łóżka. Zdjęłam z niego ubranie. Chyba nie był tak bardzo pijany, bo trochę się opierał, ale szybko zasnął, więc go później rozebrałam   i poszłam na taras.  Przyglądałam się znowu statkom. Wiatr był od morza, więc dochodziły do mnie odgłosy zabawy. Całkiem nieźle się tam bawili, muszę przyznać.  Włączyłam komputer na wszelki wypadek, gdyby ktoś chciał się ze mną porozumieć i siedziałam zapatrzona w horyzont. Poczułam, że ktoś mnie obserwuje. Popatrzyłam na monitor i zrobiło mi się niedobrze. Na ekranie zobaczyłam Harolda....
_____________________________
Hello Hello Hello, sorrki, ale wiadomo, wakacje są, więc nie wypaliło tak, jak chciałam, rozdział miał być wcześniej- fakt. Dodaję dziś, mam nadzieję, że z Wami wszystko gra i liczę na Waszą opinię i komentarz :) Jak już wcześniej pisałam, prowadzę z przyjaciółką na Wattpadzie opowiadanie o 5 Seconds of Summer i cieszyłabym się, jakbyście sobie tam zerknęli ;) Zostawię Wam niżej link. 
Harold tak strasznie upierdliwy, ale wiadomo, nagle się ocknął i próbuję odzyskać to, co należało do Niego...
Niall mnie bawi. Zawsze. Sprawia, że się śmieje C: 
     Kolejny rozdział w przyszłym tygodniu. Jeśli wypali, może nawet będzie to początek tygodnia. Nie wiem, zobaczymy, bądźcie czujni ;) Jeśli chcecie być przeze mnie informowani, zapraszam na tt-----> @Chanelle310797
Daję zawsze backi, tylko pytajcie xx
Jeśli macie wszelkie pytania, to piszcie do mnie w komentarzach, lub na tt :) 
  To chyba na tyle... Ah! Przepraszam Was za wszelkie błędy, ale tyle materiału, że czasem nie zauważę...  Do następnego ludzie xxx

       http://www.wattpad.com/story/18503098-widmo                              

           ~Meg

sobota, 5 lipca 2014

111

-  Dobre jedzonko -  powiedział- Co tobie nałożyć?
 -  Jeszcze nie zdążyłam zjeść tego, co mam na talerzu -  odpowiedziałam.
 -  Nie smakuje ci?
 -  Smakuje, ale jem trochę wolniej, niż ty.
Gdy skończyłam to, co miałam na talerzu, Niall kończył już trzeci talerz…
 -  To bardzo dobre! Będzie ci smakować, na pewno!
 -  Dobrze. Możesz mi nałożyć. ALE NIE ZA DUŻO! -  Powiedziałam, gdy zobaczyłam, ile mi nakłada.
Zdjął z talerzyka ¾ porcji i podał mi.
 -  Niall, pamiętaj że ja jem ¼ tego, co ty.
W odpowiedzi kiwnął głową. Po zjedzeniu tej porcji, miałam już dosyć. Niall chciał mi nakładać następne dania, ale podziękowałam.
 -  To jak ty jesz 1/4!? Ty jesz 1/40! -  Zdenerwował się.
 -  Rzeczywiście to danie było pyszne, ale już mi wychodzi jedzenie uszami.
 -  Pokaż! -  Zaczął się przyglądać.
Walnęłam go, aż o mało nie upuścił talerza, ale trzymał go mocno. Faktycznie skosztował wszystkich potraw, które przywieźli i zapewne wyrobił sobie odpowiednie mniemanie na temat kuchni.
 -  A wiesz, jak to się wszystko nazywa? -  Zapytałam.
 -  Nie wiem… I tu mam dylemat, bo jak jutro będę chciał coś na obiad, to nie będę wiedział co…
 -  To poproś, żeby ci podpisali -  zaproponowałam.
Ucieszył się na tą myśl.
- Co teraz z tym zrobić? -  Zapytał.
 -  Wystaw za drzwi -  rzuciłam podając mu talerz, który postawił na wózku.
 -  Tyle jedzenia zostało… Może zostawimy na później?
 -  Niall… przywiozą świeże.
 -  Ja nie lubię, kiedy tyle jedzenia się marnuje.
 -  To nie zamawiaj tyle.
 -  Ja naprawdę nie wiem, co mi smakowało, a co nie.
 -  A było coś, co ci nie smakowało?
 -  No… nie.
 -  No właśnie. Następnym razem poproś, żeby przynieśli menu. Najchętniej z obrazkami, będziesz wiedział, co jesz.
Niall usiadł na łóżku i prawie, że mi zmiażdżył nogę.
 -  AŁA -  wrzasnęłam.
 -  Przepraszam! -  Zerwał się -  Żyjesz?!
 -  Jeszcze tak.
 -  Zapomniałem, że masz tę nogę... -  Prawie, że płakał -  Nie dodać ci lodu?
 -  Nie, możesz już zabrać. Łóżko jest całe mokre.
 -  To wymienię ci.
 -  Nie, już nie.
 -  Przespałbym się.
 -  No tak. Po jedzonku trzeba zawiązać sadełko -  zaczęłam się śmiać.
Niall spochmurniał.
 -  To prześpij się teraz, a ja pójdę na taras -  rzucił.
Faktycznie spało mi się bardzo dobrze. W pewnym momencie poczułam, że ktoś na mnie patrzy i to mnie obudziło.
 -  Czemu się tak na mnie patrzysz?! -  Zapytałam, gdy siedziałam już na łóżku.
 -  Nie zrywaj się tak!
 -  Nie wiedziałam, że to ty się tak na mnie gapisz.
 -  Nie chciałem cię budzić, ale muszę iść do łazienki.
 -  No to idź do tej toalety i się nie przyglądaj mi się tak badawczo, jak będziesz wracał.
 -  Przepraszam -  mruknął i zamknął się w toalecie.
Przysnęłam znowu. Obudziło mnie pukanie. Chciałam krzyknąć, ale usłyszałam:
 -  Megan! Megan!
 -  Niall, gdzie do cholery jesteś?!
 -  No jak to gdzie?! W toalecie! Drzwi się zatrzasnęły i nie mogę otworzyć! Czy możesz zadzwonić po obsługę? - Łkał pod drzwiami.
Wstałam i dokuśtykałam do drzwi toalety. Szarpnęłam za klamkę, która została mi w garści.
 -  Cholera jasna! -  Burknęłam pod nosem.
- Co mówisz? -  Usłyszałam zza drzwi. Zastanawiałam się, jak podważyć drzwi, ale nic nie przychodziło mi do głowy. Musiałam zadzwonić po obsługę.
Wybrałam numer recepcji. Znowu…
 -  Dzień dobry. Dzwonię z bungalowu dla nowożeńców. Czy możecie przysłać jakąś złotą rączkę? Bo mój partner zatrzasnął się w łazience i nie może wyjść…
- Ależ oczywiście  -  usłyszałam odpowiedź i za pięć minut ktoś zapukał do drzwi.
 -  Megan! Dowiedz cię, kto to jest!
 -  A może ty pójdziesz otworzyć? -  Zdenerwowałam się.
Poszłam otworzyć. Za drzwiami stał bardzo przystojny mężczyzna. Był bardzo opalony i umięśniony. Wysoki brunet z brązowymi oczami. Wytłumaczyłam, co się stało i pokazałam klamkę.
 -  Czyżby pani chciała się pozbyć swojego towarzysza? -  Powiedział mężczyzna.
 -  Nie, no skądże.
 -  Megan, ja to wszystko słyszę!
 -  Niall, spokojnie. Zaraz pan cię uwolni.
 -  Ile będzie trwało to „zaraz”?
„Zaraz” potrwało jednak trochę, bo pan nie miał odpowiednich narzędzi i musiał pójść z powrotem po nie, a Niall się co raz bardziej niecierpliwił.
 -  No kiedy on to zrobi?! -  Denerwował się.
 -  Poszedł po narzędzia -  rzuciłam- Ale z niego przystojniak! Ręce i majtki opadają!
- Co mówisz?! Jesteś bez majtek?! Co on ci zrobił?! Ja mu do cholery dam!
 -  Nic mu nie dawaj. Ale przystojny, jak nie wiem co. Dawno nie widziałam tak przystojnego faceta.
Niall się zdenerwował nie na żarty.
 -  Zabiję go chyba! Ile czasu mam tu siedzieć?!
 -  Zaraz wyjdziesz.
 -  Tak… zaraz…
W tym momencie przyszedł inny mężczyzna. Był gruby, łysy z lekkim zezem. Chwilę pomanipulował przy drzwiach i Niall był wyzwolony. Wypadł z łazienki i stanął jak wryty. Obejrzał faceta z wszystkich stron. Popatrzył na mnie zdziwiony, a ja grzecznie podziękowałam za uwolnienie go. Pan stwierdził, że trzeba będzie naprawić zamek, ale do tego potrzebny jest ślusarz, który przyjdzie jutro. Podziękowaliśmy i zamknęliśmy za nim drzwi.
 -  To jak my będziemy teraz sikać? -  Zdenerwował się Niall.
 -  Bez podglądania -  odpowiedziałam mu -  myć się też będziemy bez podglądania.
Niall się na wszystko zgadzał.
Obsługa hotelowa latała do nas prawie non stop. Przypuszczałam, że jak wyjedziemy, złożą ręce do Boga. Niall po wyjściu z toalety stwierdził, że chciałby się czegoś napić. Zadzwonił do recepcji i poprosił, żeby przywieźli szampana. Stwierdził, że recepcjonistka była bardzo miła. Za chwilę ktoś zapukał do drzwi. Za drzwiami stał stolik, na którym był szampan, truskawki w czekoladzie oraz  termos z lodami, tort czekoladowy i kosz owoców. Niall był zachwycony.
- Ale miła ta obsługa tutaj -  stwierdził.
Nie minęło półgodziny, gdy poczułam że palą mnie plecy.
 -  Niall, czy możesz obejrzeć moje plecy?
 -  A co się stało?
 -  Jakoś dziwnie mnie pieką, właściwie palą…
 -  Pokaż
Zdjęłam koszulkę.
 -  Jezus Maria! Przecież ty jesteś spalona!
 -  Nie wiem, jak i co, ale kombinuj śmietanę. Tylko to mi pomoże -  powiedziałam.
Leżałam na brzuchu. Noga mnie bolała, bo miałam w nienaturalnej pozycji, a Niall zastanawiał się, co ma zrobić.
 -  Niall! Zadzwoń do recepcji i poproś o śmietanę! -  Powiedziałam twarzą w poduszkę.
- Co?! Nie rozumiem…
Podniosłam głowę i wrzasnęłam:
 -  ZADZWOŃ DO RECEPCJI I POPROŚ O ŚMIETANĘ!!!!!!!
W błyskawicznym tempie śmietana została dostarczona. BITA ŚMIETANA. Niall się ucieszył.
 -  O! Bita śmietana!
 -  JAK TO BITA?!
 -  No bita
 -  Idioto! Miałeś załatwić zwykłą śmietanę!
Złapał za słuchawkę, ale chyba było mu głupio dzwonić, więc wybiegł z bungalowu i gdzieś pobiegł. Plecy co raz bardziej mnie paliły. Czułam, jakbym płonęła. Po piętnastu minutach oczekiwania, byłam już tak wściekła, że stwierdziłam, że chyba pójdę pod prysznic. Wstałam i dokuśtykałam do łazienki. Weszłam pod prysznic, oczywiście rozbierając się wcześniej.  Puściłam sobie zimną wodę. Weszłam      i wyskoczyłam, jak oparzona.
 -  AAAAAAA zimne! -  Wrzasnęłam.
W tym momencie usłyszałam tupot stóp i nie zdążyłam chwycić za ręcznik, jak Niall znalazł się            w łazience.
 -  Niall! WYNOŚ SIĘ STĄD! -  Wrzasnęłam panikując.
Niall patrzył w sufit, ale nie wychodził.
 -  Przyniosłem  śmietanę, taką jak chciałaś…
 -  To mnie posmarujesz w pokoju, teraz wyjdź stąd -  powiedziałam.
Patrząc w sufit, Niall obrócił się na pięcie i wyrżnął głową w futrynę.
 -  AŁA! -  Wrzasnął.
 -  Niall, czy ty masz zamknięte oczy?
 -  Nic nie widziałem! -  Zaczął się pośpiesznie tłumaczyć.
 -  Przyłóż sobie coś zimnego!
 -  Może być śmietana?
 -  POWIEDZIAŁAM COŚ ZIMNEGO!
 -  No nie mam tasaka!
 -  Wiaderko od szampana jest zimne!
 -  A co mam zrobić z tą śmietaną?
 -  Postaw obok! -  Warknęłam.
 -  Czy tu jest stolik? -  Zapytał.
 -  Nie. Stoisz do mnie tyłem. Możesz otworzyć oczy.
Niall poszedł w kierunku pokoju. Delikatnie zawinęłam się w ręcznik, bo plecy jednak wciąż paliły. Przypomniałam sobie, że muszę założyć majtki, więc czym prędzej cofnęłam się do łazienki. Włożyłam majtki i szybko zawinęłam się ponownie w ręcznik. Zaczęłam szukać stanika, ale okazało się, że został na łóżku.  Weszłam do pokoju. To, co zobaczyłam, przyprawiło mnie o atak śmiechu. Niall wyglądał, jak UFO. Faktycznie przykładał wiaderko do głowy, a z wiaderka wystawał szampan.
 -  Z czego się śmiejesz? -  Zapytał.
Nie mogłam wydusić z siebie ani słowa., Znowu parsknęłam śmiechem. W tym momencie zadźwięczał Skype.
 -  Robaczki, co porabiacie?!
 -  NIC -  warknął Niall.
 -  Ooo! Widzę, że Megan roznegliżowana! Co wy wyrabiacie? Co tam się dzieje?
 -  NIC -  warknęłam ja.
 -  No przecież widzę, co się dzieje…
 -  To może pozornie tak wyglądać. Pokazać ci swoje plecy?
Nie myśląc, gdzie jest Niall, odwróciłam się do komputera i zdjęłam ręcznik, aby zaprezentować opaleniznę.
 -  Widzisz?
W tym momencie zobaczyłam minę Nialla. Zerknęłam w dół i dotarło do mnie, co się stało. Louis leżał przy komputerze i wył ze śmiechu. Niall siedział z bardzo dziwną miną, trzymając wiaderko przy głowie, a ja stałam między nimi po środku. Zdecydowałam się, że położę się na brzuchu na łóżku, co czym prędzej zrobiłam.
 -  Niall, zazdroszczę ci widoków -  powiedział Louis.
 -  Zamknij się Louis -  warknęłam między jednym, a drugim oddechem -  i wyłącz się, bo Niall musi mi posmarować plecy.
 - To się chętnie przyjrzę… -  usłyszałam.
Niall zdenerwował się i podbiegł do laptopa.
 -  Ty brut… -  usłyszeliśmy jeszcze.
 -  Niall, ja cię strasznie przepraszam…
 -  Cała przyjemność po mojej stronie -  odpowiedział.
 -  Posmaruj te plecy, błagam.  Straszne głupoty robię, bo mnie tak palą.
 -  Dla mnie możesz robić takie  głupoty -  odpowiedział -  jak mam ci to posmarować?
 -  W kosmetyczce mam płatki kosmetyczne. Idź i przynieś je.
 -  A co tam będę się chrzanić. Nie będę ci grzebać po kosmetyczce.
- Ale możesz mi grzebać.
 -  Już, nie gadaj. Posmaruję cię.
Poczułam zimno na plecach.
 -  Jezus! Maria?! Czy ta śmietana jest mrożona, czy co?! – Zaczęłam wrzeszczeć.
Bardzo delikatnie, muszę przyznać Niall zabrał się do pracy i bardzo systematycznie. Każdy kawałek moich pleców został dokładnie wysmarowany. Śmietana zaczęła spływać na łóżko, więc                        z przerażeniem pomyślałam, że trzeba będzie pójść znowu do recepcji…
 -  Niall, czy możesz mi dać jakiś ręcznik? Bo śmietana zaczyna mi spływać na cycki…
 -  To mogę polizać?
Walnęłam go poduszką i popełniłam przez to błąd…  Musiałam się jeszcze bardziej rozpłaszczyć na łóżku. Niall poszedł do łazienki i przyniósł jakiś ręcznik.
 -  Gdzie mam ci wytrzeć? -  Zapytał.
 -  Daj go tutaj. Połóż tylko -  warknęłam na niego.
Powycierałam śmietanę z niepożądanych miejsc i powiedziałam:
 -  Oddaj mi teraz poduszkę.
 -  Przecież ci nie jest potrzebna -  stwierdził -  masz naturalną.
 -  Nawet dwie -  odwarknęłam mu.
Gdy odzyskałam poduszkę, ułożyłam się na niej i powiedziałam:
 -  Teraz się napiję szampana.
Niall otworzył szampana i nalał do kieliszków.
 -  Napoić cię?
 -  Nie, sama wypiję.
 -  A może ci jakoś pomóc?
 -  Nie dziękuję -  warknęłam.
 -  A może jednak?
 -  NIE. Dawaj do cholery tego szampana. Muszę się od stresować.
 -  Jak chcesz, zrobię ci masaż.
 -  NA RAZIE CHCĘ SZAMPANA.
Podał mi kieliszek i stwierdził:
 -  Za mile rozpoczęty urlop.
 -  Złośliwiec -  powiedziałam.
Poprawiłam się na poduszce i popijałam szampana. Gdy sobie wszystko uświadomiłam,  zachciało mi się śmiać i zaczęłam się dusić ze śmiechu.
 -  Dobrana z nas para -  powiedziałam.
Do Nialla dotarł komizm sytuacji.
 -  Rzeczywiście -  wykrztusił z siebie.
Dopiliśmy szampana i w głowie mi trochę zaszumiało. W pewnym momencie uświadomiłam sobie, że noga chyba przestała mnie boleć, więc stwierdziłam:
 -  Idziemy na spacer.
 -  Jak to? -  Zdziwił się -  z tą śmietaną?!
 -  Nie. Wytrzesz mnie.
 -  Z całą przyjemnością. A jak mam to zrobić?
 -  Weźmiesz trochę papieru toaletowego i wytrzesz mnie.
 -  Fuj…
 -  No, czystego papieru. Tylko delikatnie.
Wiedziałam, że dzisiaj spać nie będę mogła, więc chciałam odwlec czas, kiedy trzeba będzie to zrobić.
 -  Niall, muszę się przebrać.
 -  To się przebieraj -  powiedział i się nawet nie ruszył.
 -  Przy tobie się przebierać nie będę.
 -  No już pokazałaś swoje okazałości…
 -  Bardzo cię za to przepraszam -  powiedziałam.
Wytarł śmietanę, podał ręcznik i wyszedł na taras. Wstałam i poszłam do łazienki. Wzięłam chłodny prysznic, ubrałam się w sukienkę bez pleców, aby nic mnie nie uwierało, podmalowałam się, uczesałam i wyszłam z łazienki. Jeszcze się cofnęłam, bo doszłam do wniosku, że się nie poperfumowałam. Kiedy wyszłam na taras, Niall aż gwizdnął.
 -  Ale wyglądasz. Jak laska.
 -  A co? Nie mogę?
 -  No, super!
 - No to idziemy
 -  A pewnie. Muszę w tutejszych facetach wzbudzić zazdrość -  rzucił zrywając się z leżaka.
 -  A jak tam twój guz? -  Zapytałam.
 -  Jeszcze trochę boli…
 -  To co? Idziemy teraz w lewą stronę?
 -  A musimy gdzieś iść? Nie możemy posiedzieć na plaży? -  Powiedział Niall.
 -  Może masz rację. Możemy posiedzieć na plaży.
Jak sobie zażyczył, tak było. Na plaży były wystawione kosze, więc usiedliśmy w jednym z nich. Ja na wszelki wypadek się nie opierałam.
 -  Niall, czy zostało jeszcze trochę śmietany?
 -  Tylko słodka, a co?
 -  Zastanawiałam się, czy na okłady jeszcze starczy.
 -  Aż tak cię boli?
 -  Nie jest to przyjemne… uwierz mi.
 -  Wierzę. Też się na różowego prosiaczka opalam.
 -  Jakoś nie zauważyłam.
 -  Bo nie miałem czasu się opalać… Jutro już będę cię pilnował, żebyś nie spała za długo na słońcu -  powiedział.
 -  Jutro to ja na słońce nawet nie wyjdę i nie spojrzę -  powiedziałam -  dzisiaj to było czyste wariactwo.
 -  Masz rację… -  przyznał- Ale zaczęliśmy zacieśniać więzy.
Szturchnęłam go w bok.
 -  Ała -  powiedział.
 -  Nie udawaj, że cię bolało -  zaczęłam się śmiać.
 -  Mam cię szturchnąć?
 -  Lepiej nie... -  Odpowiedziałam.
W dali przepływał jakiś statek, a Niall powiedział:
 -  Popłynąłbym w taki trzymiesięczny rejs.
 -  To chyba po zakończeniu kariery… -  powiedziałam. Trochę się naburmuszył.
 -  Nic prywatności, nic! -  Zaczął mruczeć pod nosem.
 -  No o co ci chodzi?! Sam przecież chciałeś -  sprowadziłam go na ziemię.
 -  No, chciałem -  przyznał.
 -  To teraz nie narzekaj. Ellie staje na głowie, żebyście mieli koncerty, ja przesiaduję na tej cholernej stronie i odpowiadam na kretyńskie pytania, Dan kombinuje nad waszym wizerunkiem i jeszcze wam źle?!
 -  Nie, no skąd! Ja tego nie powiedziałem! -  Zaczął się jąkać.
Dotarło do mnie, że go zdenerwowałam. Zaczęłam się zastanawiać, jak go rozluźnić. Na szczęście do kosza przyszedł kelner i zapytał czy czegoś nam nie potrzeba.
 -  Czego się napijesz? -  Zapytał Niall.
 -  Śmietany -  zażartowałam.
 -  Macie śmietanę? -  Usłyszałam pytanie.
 Huknęłam go w bok, aż podskoczył. Kelner ze zdziwieniem na niego popatrzył
- Coś mnie ugryzło -  palnął.
 -  Napiję się szampana.
 -  Znowu? -  Zdziwił się Niall.
 -  No co ja zrobię, że lubię szampana -  zaczęłam zgrywać słodką idiotkę.
Niall popatrzył na mnie uważnie i chyba załapał, o co mi chodzi.
 -  To poprosimy o szampana.
Gdy kelner przyszedł z szampanem, zapytał czy podać coś do jedzenia.
 -  Nie dziękujemy -  powiedziałam czym prędzej.
Kelner oddalił się szybko i zostaliśmy sami z szampanem.
 -  To za co wypijemy? -  Zapytałam.
 -  Za widoki -  powiedział Nialler.
Nie chciałam komentować „widoków”, więc wypiliśmy. Po pewnym czasie Niall zaczął chichotać
 -  Z czego się śmiejesz?
 -  Z „widoków” -  dopiero teraz do mnie dotarło, za jakie to on „widoki” pił.
 -  Prosię -  powiedziałam poważniejąc.
Niall dostał ataku śmiechu.
 -  Przestań, bo posikam się ze śmiechu -  powiedział.
 -  Będę miała z czego się śmiać -  powiedziałam -  Na razie jest jeden zero.

Po wypiciu trzeciego kieliszka szampana, było mi wszystko jedno, za co pił Niall.
_________________________________

No hej Wam, strasznie Was przepraszam, że nie dodałam wczoraj, ale po prostu nie miałam, jak więc z jednodniowym opóźnieniem wrzucam dzisiaj :) 
Jak Wam się podobał? 
Jak tam początek wakacji? Gdzie jedziecie, bądź gdzie jesteście? Pochwalcie się :D xx
                                                                                                        ~Meg

środa, 2 lipca 2014

Prośba :3

Dzień dobry Kochani! Rozdział pojawi się w piątek xx Jednak mam taką prośbę i może propozycję :)
 Może są tu jakieś osóbki, które należą do fandomu 5 Seconds Of Summer? Jeśli tak, to serdecznie Was zapraszam do czytania mojego nowego opowiadania, które piszę wraz z przyjaciółką. Jest zupełnie inne niż to z One Direction. Bardziej ciemniejsze... Bardziej BAAD :D
 Oczywiście nie zmuszam, ale namawiam :) xx
Zajrzyjcie sobie xx -----> http://www.wattpad.com/story/18503098-widmo

                                          


sobota, 28 czerwca 2014

110

Harry podszedł do mnie i chciał mnie pocałować.
Wrzasnęłam:
 -Nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee!!!!!!!
Harry odsunął się i ze zdziwieniem popatrzył na mnie. Usłyszałam, że ktoś mnie woła. Był to znajomy głos, ale nie wiedziałam czyj. Poczułam, że ktoś mną szarpie.  Otworzyłam oczy. Okazało się, że Niall stoi nade mną.
- Co się stało?! -  Wykrzyczałam.
 -  Miałaś zły sen. Co ci się takiego złego śniło?
 -  Nie mogę ci powiedzieć…
 -  No powiedz. Może jakoś wybrniemy z tej sytuacji.
 -  Śnił mi się Harry…
Niall cały zesztywniał.
 -  I co… i co robił? -  Zapytał.
 -  Chciał mnie pocałować, ale ja krzyczałam „nie”.
Na to Niall trochę się rozpogodził.
 -  To był tylko zły sen -  powiedział.
- Ale ja już nie chcę, żeby mi się śnił. Prześladuje mnie…
 -  Często ci się to zdarza?
 -  Nie. Pierwszy raz mi się to zdarzyło. Tamten rozdział jest już zamknięty i nie chcę do niego wracać. Wyjechałam, żeby mieć inne wspomnienia i nie myśleć o tym. Poczułam, że swędzi mnie skóra.
 -  Która jest godzina? -  Zapytałam.
 -  W pół do dwunastej.
 -  Jezus! Maria?! To ja spałam tyle czasu?! -  Wiedziałam już, co mnie czeka -  Niall, nie mogłeś mnie obudzić wcześniej?!
 -  Tak słodko spałaś, że nie chciałem cię budzić.
- Ale ja jestem pierwszy raz w tym roku na słońcu…
Niall zzieleniał.
 -  Nie pomyślałem o tym. Boże, jaki ja jestem głupi -  zaczął jęczeć.
Szybko weszliśmy do środka.
 -  Niall, ty możesz iść się poopalać.
Posmarowałam się balsamem po opalaniu. Mając nadzieję, że to zadziała. Postanowiłam założyć letnią sukienkę, chustę na ramiona i stwierdziłam:
 -  No to idziemy.
 -  Gdzie?! -  Zdziwił się.
 -  No przecież nie będziemy siedzieć tutaj, w domu. Trzeba zwiedzić okolicę.
Niall nie był zachwycony pomysłem. Zaproponowałam, żeby został a ja pójdę sama. Szybko się zdecydował i wyszliśmy. Stanęliśmy przed hotelem  i  zaczęliśmy się zastanawiać, w którą stronę iść.
 -  Poczekaj. Dowiem się, co jest w okolicy -  rzucił Niall.
Cofnął się do recepcji i długo coś konferował. Gdy wyszedł, stwierdził:
 -  Jak pójdziemy w prawo za trzy kilometry będzie miasto. Jak pójdziemy w lewo, za dziesięć kilometrów będzie sklep.
 -  Jak pójdziemy prosto, wejdziemy w krzaki -  skomentowałam, bo naprzeciwko były krzaki.
 -  To gdzie idziemy?
 -  Może przed siebie -  rzuciłam.
- Co? Chcesz iść w krzaki?!
Zaczęłam się śmiać.
 -  Widzisz, że ja stoję w kierunku prawym. To ty stoisz w kierunku krzaków -  uświadomiłam go                i ruszyłam. Niall pognał za mną. Widać było, że jest bez kondycji.  Postanowiłam, że muszę mu jej trochę wyrobić. Ruszyłam szybkim krokiem. Gdy zorientowałam się, że go nie ma, odwróciłam się        i zobaczyłam, że jest daleko w tyle.
- Ale zasuwasz -  wyziajał, gdy dotarł do mnie.
- Co ci się stało? -  Zapytałam.
 -  Wiesz, chyba nie mam kondycji… -  stwierdził.
 -  No przecież koncerty… i nie masz kondycji?
 -  Koncerty to co innego -  zaczął się tłumaczyć.
 -  Chcesz usiąść? Chociaż tu nie ma za bardzo, gdzie.  Masz wodę do picia? -  Zapytałam.
 -  Nie… zapomniałem..
 -  Jak to nie wziąłeś wody?
Wyciągnęłam swoją butelkę i mu podałam.
 -  Nie będę cię okradał z wody -  stwierdził.
 -  Nie wkurzaj mnie. Co chcesz wylądować w szpitalu?!
 -  No jak takim tempem będziesz chodzić, to pewnie wyląduję -  poskarżył się.
 -  Dobrze…  Będę wolniej szła.
Zaczęłam iść wolnym krokiem i poczułam się bardzo zmęczona. Zmuszanie się do wolnego chodzenia nie było w mojej naturze. Zawsze gdzieś biegłam i do tego przywykłam, a chodzenie wolnym krokiem bardzo mnie męczyło. Po przejściu następnego kilometra padłam ja…
 -  Niall, chyba weźmiesz mnie na barana… -  powiedziałam ciężko dysząc.
To chyba w ramach wyrabiania kondycji… -  pomyślałam
Niall sapnął.
 -  To może usiądźmy -  rzucił.
 -  Myślałam, że chcesz poćwiczyć nad kondycją -  westchnęłam i usiadłam na krawężniku. Niall padł koło mnie.
 -  Chyba podróż mi zaszkodziła  -  zaczął się tłumaczyć.
 -  Raczej nie za dobrze przespana noc…
 -  No dobrze… Rozłożę sobie ten leżak…
 -  Zaraz cię strzelę -  powiedziałam zdenerwowana.
 -  Nie, proszę… tylko bez rękoczynów -  prawie zaczął płakać „na niby”. To mnie rozbroiło.
 -  Niall, przestań. Przecież wiesz, że ja też ledwo żyję. To co? Obalimy literka? -  Zapytałam.
Niall się obruszył.
 -  Przy tym upale nie piję!
 -  Wody kretynie, nie wódy… -  odparowałam.
 -  A dasz mi jednego łyczka?
 -  Pij -  podałam mu butelkę.
Niall wziął dużego łyka i chciał mi oddać.
 -  Pij -  powiedziałam ponownie.
Wypił pół butelki i mi podał.
 -  Mówię pij!
 -  No ale przecież ty też musisz pić!
Wyciągnęłam drugą butelkę z plecaka.
 -  O ty! Jesteś zołza! Cały czas targałaś dwie butle?!
 -  Nawet trzy…
Niall wypił duszkiem do reszty całą wodę.
 -  Zaraz się będziesz pocić.
 -  Ale czułem się, jak na pustyni. Tak mi się chciało pić. Chyba mi to śniadanie zaszkodziło.
 -  Takie ilości na pewno.
 -  Gdybyśmy nie byli przyjaciółmi, to na pewno bym obraził.
Zaśmiałam się. Rozejrzałam się, bo słońce grzało niemiłosiernie. Zobaczyłam, że jakieś osiemset metrów od nas zaczyna się jakiś park.
 -  Niall, zobacz tam jest cień! Idziemy!
 -  Chyba na czworakach -  powiedział Nialler.
 -  No zobacz, jak tu grzeje. Pali niemiłosiernie…
Wstałam i zaczęłam iść w kierunku parku.
 -  Chodź, idziemy!
 -  Nie mam siły.
 -  Nie bądź cienias... -  Oburzyłam się.
Na to słowo, Niall wstał i zaczął iść bardzo energicznie.
- Co w ciebie wstąpiło? -  Zdziwiłam się.
 -  Nic. Idziemy -  powiedział z sarkazmem.
W dwadzieścia minut dotarliśmy do cienia, lecz w nim nie było wcale lepiej… Okazało się, że był to las, a tam było jeszcze w dodatku duszno. No może nie paliło słońce, ale było duszno….
 -  Wiesz, co? Może jednak wrócimy do hotelu -  powiedział.
 -  Dobra -  zgodziłam się
Q pewnym momencie źle stanęłam i skręciłam nogę -  Ała! -  Usiadłam na ziemi.
- Co się stało?! -  Zdenerwował się Niall.
 -  Skręciłam kostkę…
 -  Poczekaj! Pokaż. Złamałaś?
 -  Nie, skręciłam.
 -  Poczekaj! -  Wyciągnął telefon i wybrał jakiś numer.
 -  Gdzie ty dzwonisz?
 -  Cicho! Halo? Tu Niall Horan z bungalowu numer 69. Tak. Wybraliśmy się na przechadzkę i moja partnerka skręciła nogę. Nie może iść. Czy możecie przysłać samochód? Aha, rozumiem. No nie ma takiej możliwości? Dobrze. Damy sobie jakoś radę.
- Co się stało? -  Zapytałam.
 -  NIC -  rzucił. Schował komórkę i złapał mnie na ręce. Wstąpiła w niego jakaś nadprzyrodzona siła. Doniósł mnie do hotelu. Gdy byliśmy już pod drzwiami bungalowu powiedział:
 -  Muszę cię tu postawić. Nie wziąłem klucza… -  posadził mnie przed drzwiami i pobiegł! Z powrotem do recepcji. Po chwili był z powrotem. Otworzył drzwi, podniósł mnie i zaniósł na łóżko.
 -  Leż. Wezwę lekarza.
 -  Przestań! Ja tylko skręciłam nogę. Zobaczymy, co będzie. Jeśli będzie puchła, to dopiero wtedy wezwiesz.
 -  Może ci zrobić jakiś zimny okład… Pójdę na stołówkę. Może jest tam  lód…
 -  Sprawdź w lodówce, czy nie ma -  powiedziałam.
Po otwarciu zamrażalnika, wydał okrzyk radości.
 -  Jest!
Złapał torebki z lodem i położył mi na nodze.
 -  AŁA! -  Wrzasnęłam.
 -  Bolało cię?!
 -  Czyś ty oszalał?! Przecież to jest zimne!
 -  No, ale trzeba zrobić zimny okład.
 -  Tak, ale lodu nie kładziesz na skórę. Przynieś ręcznik z łazienki.
Niall biegiem poleciał do łazienki i przyniósł ręcznik.
 -  Zawiń ten lód w ręcznik i połóż  mi na nodze. Tylko delikatnie.
Niall, jakby się bał położył mi okład. Najdelikatniej, jak mógł.
- Co ci jeszcze dać?
- Coś do picia…
 -  Ja bym coś zjadł… Tak się zdenerwowałem, że coś bym zjadł…
 -  To idź do baru.
 -  A przynieść ci coś?!
 -  Możesz lody.
 -  A nie wystarczy ci na nodze? -  Zażartował.
Rzuciłam w niego poduszką. Odrzucił mi ją i już go nie było. Po piętnastu minutach był z powrotem.
 -  Zaraz przywiozą -  powiedział.
 Rzeczywiście. Ktoś zapukał.
 -  Proszę! -  Powiedzieliśmy równocześnie.
 Do środka wszedł kelner, pchający stoliczek do herbaty. Stoliczek był zastawiony nieziemską ilością produktów. Na dole stały dwa termosy.
 -  Czyś ty na głowę upadł?!
 -  W jednej jest kawa, a w drugim lody.
Trochę mnie to uspokoiło.
 -  A co to na górze?
 -  No, jestem głodny.
 -  No należy ci się. Taki ciężar niosłeś przez trzy kilometry, że ci się należy.
Niall się obruszył.
 -  Żaden ciężar! Jesteś lekka jak piórko!
Przyciągnął stoliczek do łóżka. Usiadł koło mnie i zapytał:
- Co zjesz?
 -  No ja ciebie nie dźwigałam, więc mogę tylko lody -  rzuciłam -  ostatecznie mogę się napić kawy.
 -  Nie wiem, czy nie będziesz musiała mi zrobić masażu… Bardzo mi to pomogło.
 -  A ty będziesz mi masował nogę? -  Zapytałam.
 -  Już, już! -  Chciał dotknąć mojej kostki, ale wrzasnęłam, więc odskoczył jak poparzony -  nie wrzeszcz tak! Uważaj, jestem nerwowy…
Zobaczyłam, że noga mu podskakuje.
 -  Uważaj, bo dziurę w podłodze zrobisz -  powiedziałam.
 -  Nie mogę! Nic mi nie wychodzi!
 -  Uspokój się i nie rób scen. Już będę grzeczna. Nie denerwuj się. Jesteś słodki, jak się złościsz, ale już się nie złość. Usiądź spokojnie i zjedz sobie.
Niall przysiadł się do stolika i sukcesywnie zaczął go opróżniać. W pewnym momencie popatrzył na mnie i powiedział:
 -  Tylko nic nie mów.
 -  Komu? I o czym? -  Zdziwiłam się.
- Że cię nosiłem…
 -  No było to bardzo rycerskie -  przyznałam -  wstydzisz się, że mnie nosiłeś na rękach?
 -  Nie, ale… będą później jakieś plotki…
 -  Plotki to i tak i tak będą. Wreszcie mieszkamy w jednym pokoju…
 -  O tym też nie mów!
 -  Już zdążyłam…
 -  Kiedy?! Komu?!
 -  Nie martw się. Samym swoich.
 -  Wystarczy. Wiesz, co!? Louis będzie mi ciosał kołki na głowie. Harry będzie zazdrosny…
 -  To mnie nie interesuje -  powiedziałam zimno.
 -  O przepraszam -  zmieszał się.
 -  Nie przejmuj się. Harry nie ma już do mnie żadnych praw.
Niall się zadumał. Myślał o czymś bardzo intensywnie. Coś zaczęłam paplać, ale on się nie odzywał. Gdy się zamknęłam i zaczęłam mu się przyglądać po dobrych pięciu minutach zorientował się, że zapanowała dziwna cisza.
- Co mi się tak przyglądasz? -  Zdziwił się.
 -  No bo się nic nie odzywasz. Gdzieś bujasz w obłokach.
 -  O przepraszam. Faktycznie. Zamyśliłem się. Właśnie do mnie dotarło, że jesteś wolną istotą.
 -  No, nie całkiem wolną, bo z przyległościami.
 -  Czy ty mówisz o „mojej żonie” i jej bracie? -  Zobaczyłam figliki w jego oczach.
 -  Tak, o twojej żonie i jej bracie.
 -  A co u nich?
 -  A sama nie wiem. Chyba będę musiała zadzwonić i się dowiedzieć, jak się czuje twoja małżonka.
 -  No to dzwoń -  powiedział zdecydowanie -  pogadamy obydwoje.
Włączyłam komputer i weszłam na Skype.
 -  Słuchaj, która jest godzina w Polsce? -  Zaczęłam się zastanawiać -  Czy oni nie śpią?
Oczywiście mamy na Skype nie było. Postanowiłam zaryzykować. Wzięłam komórkę i zadzwoniłam do mamy i się rozłączyłam. Za chwilę mama była na Skype.
 -  Cześć, co tam u was słychać?
 -  Jest super! Pogoda piękna! Gorąco! Chce się żyć.
 -  A jak tam pokoje?
 -  A dziękujemy. Mieszkamy w bungalowie -  powiedział Niall.
 -  JAK TO?! -  Zdziwiła się mama.
 -  Okazało się, że jak przyjechaliśmy, mieliśmy zarezerwowany bungalow dla nowożeńców.
 -  No, no, no. No to ciekawie -  powiedziała.
 -  Jesteśmy grzeczni -  powiedział Niall.
 -  Nie wątpię -  zakpiła mama.
 -  Ale czy będziemy do końca, to nie wiem -  przekomarzał się dalej. Mama o mało nie udusiła się ze śmiechu.
 -  Zdaje się, że obydwoje jesteście wolni -  podniosła jedną brew do góry.
 -  Jak dzieciaki? -  Zmieniłam czym prędzej temat.
 -  A poszły z Michałem na spacer.
 -  A jak ty sobie dajesz radę?
 -  W porządku, Darcy mi bardzo pomaga.
 -  Oj, to nie porozmawiam sobie z moją żoną -  zasmucił się Niall.
 -  Powiem jej, że dzwoniliście.
 -  Nie mów, bo będzie płakać, że dzwoniliśmy. A jak Antoś? -  Zapytałam.
 -  A dobrze. Znaleźli z Michałem wspólny język i się świetnie dogadują. Słucha tylko Michała, chociaż też wielką miłością pała do Małego Joe.
 -  Wcale się nie dziwię… Niall też kocha Małego Joe. Prawda Niall?
 -  Mmmm, Mały Joe -  zaczął się rozpływać.
 -  No, przez żołądek do serca -  powiedziałam i zaczęłam się śmiać -  to pozdrów wszystkich od nas. Jakbyś miała problemy z dziećmi, to dzwoń.
 -  Damy radę! -  Odpowiedziała mama, śmiejąc się.
 -  Nie wątpię -  odpowiedziałam. Przesłałam buziaka i rozłączyliśmy się.
 -  Nic nie przyznałaś się, że masz nogę skręconą.
 -  A co ma się denerwować? -  Powiedziałam -  wiesz, jakie są mamy.
 -  No wiem… To co będziemy robić?
 -  Ja kankana nie zatańczę…
 -  To może ja spróbuję?
Wstał i zaczął wywijać kankana. Myślałam, że spadnę z łóżka ze śmiechu. Pewnie by tak było, gdyby nie to, że Niall mnie w ostatnim momencie złapał.
 -  Gdzie ty się wybierasz? -  Zapytał -  no, niekoniecznie musisz leżeć na podłodze. Możesz leżeć na łóżku.
 -  Chciałam ci potowarzyszyć przy tym kankanie -  wytłumaczyłam się- Ale tylko w pozycji horyzontalnej.
 -  Mmm, interesujące -  skomentował.
 -  Oj! Przejęzyczyłam się. Ty tylko o jednym -  oburzyłam się. Udałam, że się obraziłam i odwróciłam się plecami do niego.
 -  Przepraszam, ale myślałem, że się możemy powygłupiać.
Zaczęłam chichotać. Gdy się obróciłam, zobaczyłam że Niall ma bardzo niepocieszoną minę.
 -  Widzisz Niall, jak ty mnie mało znasz? -  Wybuchłam śmiechem.
 Od razu się rozpogodził.
 -  Myślałem, że się obraziłaś.
 -  To nie myśl. Coś za dużo myślisz -  powiedziałam.
 -  No nie chciałbym cię obrazić w jakiś sposób.
 -  Wtedy to się dopiero obrażę, jak tak będziesz myślał.  To może mi coś zagrasz?
-  Ale przecież nie wziąłem gitary.
 -  Jak to nie wziąłeś gitary?!
 -  Pomyślałem, że nie będzie potrzebna… teraz żałuję, że nie wziąłem… Ale tak na wariata się pakowałem, że jakoś tak wyszło.
 -  To wszystko wina Ellie. Przecież ona doskonale wiedziała, kiedy wylatujemy i jakie są tu warunki.
 -  To może ci coś zaśpiewam?
 -  To śpiewaj.
Niall zaśpiewał piosenkę Michaela Buble.
 -  Super jest ta piosenka -  powiedziałam, kiedy skończył.
 -  No, mi też się podoba. Żałuję, że jej sam nie wymyśliłem -  skomentował.
W pewnym momencie odezwał się Skype.
 -  Cześć robaczki! Jak wam tam? Ellie się denerwuje, czy jest wszystko w porządku.
 -  Poza tym, że Niall śpi na leżaku na tarasie, to wszystko ok -  rzuciłam.
 -  Jak to?! -  Odezwała się Ellie i pojawiła się zdenerwowana na ekranie.
 -  No wynajęłaś nam bungalow poślubny.
 -  Nie wygłupiajcie się!
 -  Nie wygłupiamy się -  popatrzyliśmy na nią, jak na idiotkę.
 -  No to zamieńcie coś!
 -  Nie ma wolnych miejsc -  odpowiedział Niall.
Ellie się zrobiła czerwona, jak dojrzały pomidor.
 -  To nie tak miało być! -  Zdenerwowała się  -  chyba napiszę skargę do nich!
- Ale my nie narzekamy -  powiedział Niall.
 -  Uuuuuuu -  usłyszeliśmy Louisa -  Ellie, wynajęłaś im apartament dla nowożeńców, to teraz kupuj suknię ślubną. Mnie możesz garnitur, bo w tamtym już byłem, a przecież nie mogę się powtarzać.
 -  Może skończcie tę dyskusję.  A kto się żeni? – Zapytałam.
 -  Pewnie, po waszym powrocie, Kazik będzie miał bardzo dużo pracy i będzie musiał ściągnąć kogoś do pomocy – trajkotał Lou
 - Na razie nic nie wiemy -  powiedziałam.
 -  NA RAZIE -  podchwycił Louis.
 -  Louis! Nie łap mnie za słówka!
 -  A za co mam cię łapać?
 -  Louis! Uspokój się! -  Zareagował wreszcie Niall. Wcześniej chichotał, jak pensjonarka, ale teraz miarka się przebrała  -  więcej nie włączymy Skype.
 -  Włączycie, włączycie -  kontynuował Lou -  starego Louisa nie chcielibyście zobaczyć? Beze mnie byłoby wam smutno…
 -  To dziwię się, że jeszcze cię tu nie ma.
 -  Eleanor się nie zgodziła -  zaczął się użalać -  stęskniliście się chociaż za mną?
 -  Jeszcze nie zdążyliśmy. Wczoraj widzieliśmy, jak do nas wymachiwałeś miotłą.
 -  Jaką miotłą? -  Zaczął się zastanawiać.
 -  Louis? Nie będziemy im przeszkadzać -  usłyszeliśmy głos Ellie.
 -  Nie przeszkadzacie nam. Szkoda, że wcześniej nie zadzwoniliście, bo byście zobaczyli, jak Niall tańczy dla mnie kankana -  powiedziałam śmiejąc się.
 -  Uuuu, to już do tego doszło? -  Zaczął Louis.
 -  To bawcie się dobrze!  -  Usłyszeliśmy głos Ellie, która rozłączyła połączenie.
Po pięciu minutach  Skype znowu zabrzęczał.
 -  To ja! Ellie, poszła do kuchni -  wyszeptał Louis -  chciałem jeszcze z wami pogadać, a ona tak brutalnie nas rozłączyła. Jak będzie szła, to się rozłączę.
 -  A co? Szlaban na komputer masz? -  Zapytał Niall.
 -  W pewnym sensie -  odparł.
- Co żeś narozrabiał? -  Zapytałam.
 -  Nie, nic -  odpowiedział z miną niewiniątka.
- Co na Wiśniowej? -  Zapytałam.
 - A bez was smutno. Tommy i Jimmy są jacyś markotni, bo brakuje im chyba Darcy, Jasmine też           w kółko płacze.
 -  Dobrze, że ty nie płaczesz.
 -  A skąd wiesz? -  Wyciągnął chusteczkę i przetarł oczy -  a co wy robicie w domu?  Ops… przepraszam, nie powinienem zadawać tak nie dyskretnych pytań.
 -  LOUIS! -  Usłyszeliśmy głos Eleanor. Nagle Lou dostał szmatą w głowę.
 -  No co ja ci zrobiłem?!
 -  Miałeś nie zawracać im głowy!
 -  To oni zadzwonili!
 -  Nie wierzę ci -  skomentowała Eleanor i puściła do nas oczko -  wybaczcie, ale Louisowi się nudzi… Nie ma Nialla, nie ma Harryego, Jay wyjechał w trasę, Zayn jest zajęty Dominiką, a Liam opiekuje się Jasmine, bo Dan pojechała do lekarza.
 -  Louis, ja ci proponuję, żebyś napisał jakąś piosenkę. Taki opuszczony jesteś, a wtedy najlepiej wychodzą -  rzucił Niall.
 -  Już napisałem… pięć!  Nudzi mi się! -  Poskarżył się -  HESITATION!
Niall wpadł w atak śmiechu, a co za tym idzie, ja również.
 -  Louis, jesteś mi potrzebny w kuchni -  stwierdziła Ellie -  bardzo was przepraszam, ale dziś Lou gotuje.
 -  LOUIS GOTUJE?! -  Zdziwił się Niall.
 -  Uczy się gotowania…
 -  KABEL -  wrzasnął Lou zza pleców Ellie i już go nie było, kiedy się odwróciła.
 -  Chciałam was przeprosić za zaistniałą sytuację, ale to wina Louisa. To on załatwiał wam wakacje, bo ja byłam zajęta i nie mogłam tego zrobić. Chyba zrobił sobie jakiś żart… Jeszcze raz was przepraszam. Powiedział, że będzie śmiesznie.
 -  Nie przejmuj się Ellie, poradzimy sobie -  powiedziałam.
 -  Nigdy więcej nie pozwolę, żeby Louis organizował jakieś wyjazdy. Mam nadzieję, że się na mnie nie gniewacie…
 -  Nie gniewamy się -  powiedzieliśmy równocześnie.
 -  To bawcie się dobrze -  szepnęła jeszcze na odchodne i się rozłączyła.
Zanim się zorientowaliśmy, nastał czas obiadu. Poznałam to po tym, że Nialler zaczął się nerwowo kręcić i rozglądać.
- Co? Głodny jesteś?
 -  Nie -  odparł błyskawicznie.
 -  Przecież słyszę, że ci burczy w brzuchu, to czego oszukujesz?
 -  No, mam taką przemianę materii i nic na to nie poradzę -  prawie się obraził.
 -  Już idziemy na obiad.
 -  A gdzie ty się wybierasz? Już nóżka przestała cię boleć?
 -  No faktycznie. Zupełnie przez Louisa przestała mnie boleć.
- Ale będę miał haka na niego.
- Jakiego znów haka? -  Zaczęłam się zastanawiać.
 -  Bo przecież uczy się gotować -  ucieszył się -  zawsze się wywijał od robienia czegoś do jedzenia              i twierdził, że nie umie, a teraz gdy mnie nie ma, pobiera nauki! -  Oburzył się.
Ponieważ, koło łóżka stał telefon, sięgnęłam po słuchawkę i połączyłam się z recepcją.
 -  Halo?
 -  Czy mogę zamówić obiad do bungalowu dla… nowożeńców? -  Zapytałam.
 -  Oczywiście.
 -  A co dzisiaj jest specjalnością dnia?
Recepcjonistka wyrecytowała kilka dań, których nie potrafiłam powtórzyć.
 -  przepraszam zrobię panią na głośno -  mówiący, czy może pani powtórzyć? Bo nie wiem, co mój partner będzie sobie życzył.
 -  Oczywiście
Znów wyrecytowała wszystkie dania. Niall słuchał uważnie.
 -  Przepraszam, a to co pani podała na końcu, to co to jest, bo nie znam takiego dania.
Kobieta zaczęła cierpliwie tłumaczyć, że jest to ich specjalność i że jest wyśmienite. Niall coś marudził. Ja się zdecydowałam. Blondyn nie mógł się zdecydować. Wypytywał o inne dania, aż w końcu zaproponowała:
 -  to może prześlemy panu z każdego dania po troszku, aby pan mógł skosztować.
Niall się bardzo ucieszył. Po dwudziestu minutach usłyszeliśmy jakieś dziwne dźwięki, które narastały z każdą chwilą. Usłyszeliśmy pukanie, ale dźwięk cały czas dobiegał. Niall rzucił się do drzwi. Gdy otworzył wjechał kelner z jednym wózkiem, za nim drugi kelner z wózkiem. Przy czwartym wózku straciłam już rachubę.
 -  Matko Boska! Niall, coś ty zamówił?! -  Popatrzyłam na niego z przerażeniem. Niall też był zdezorientowany.
 -  Jeżeli  państwo nie zjecie wszystkiego, oczywiście zabierzemy z powrotem. Życzymy smacznego. Czy czegoś więcej nie potrzeba?
Niall się przyjrzał i spytał:
 -  A gdzie jest wino?
 -  Och, zaraz ktoś doniesie.
Po krótkim czasie dostarczono nam wino i ponownie życzono smacznego.
 -  No to jemy -  ucieszył się Niall.
Wreszcie mogłam odetchnąć. Usiadłam na łóżku, a Niall zapytał:
- Co sobie życzysz na przekąskę?
 -  Nie wiem. Co dasz, to będę jadła -  odparłam.
Niall wziął talerz i łyżkę i zaczął nakładać jakieś nieziemskie ilości.
 -  Rozumiem, że nakładasz dla siebie -  rzuciłam.
 -  Nie, dla ciebie.
 -  Ja bym wolała spróbować wszystkiego po trochu.
 -  No to spróbujemy.
 -  Niall, ja nie mam takich możliwości, jak ty.
 -  No dobrze -  odstawił talerz, wziął następny i na łyżkę nałożył na samym czubeczku -  tyle? -  Zapytał.
 -  Mam cię kopnąć?
 -  Chorą nogą?
 -  Mam dwie. Pamiętaj, że mam jedną zdrową.
Nałożył więcej dania, podał mi talerz, a sam zaczął pałaszować z tego, co nałożył jako pierwsze.

Nim zdążyłam zjeść to, co miałam na talerzu, Nialler stał już przy wózkach i nakładał sobie kolejną porcję...
____________________________________
Godzina 23:57 wyrobiłam się uffff :D 
Więc tak. Po pierwsze specjalna dedykacja dla mojego najlepszego przyjaciela i "brata" (tak musiałam...). Obiecałam Ci to, więc proszę :) 
Chciałam wszystkim podziękować :) Muszę się z Wami podzielić pewną wiadomością, bo blog przekroczył *UWAGA* 30 500 WEJŚĆ OMG
BARDZO WAM DZIĘKUJE, JESTEŚCIE CUDOWNI!!!
W życiu nie śniłam o takim czymś! Oczywiście nie jest to liczba porównywalna do Cienia, czy Darka, lub Hungera, ale mimo wszystko jestem z siebie (i Was oczywiście) cholernie dumna :') 
Otrzymuję od Was masę wiadomości na maila i na Twitterze, z czego bardzo się cieszę, szkoda tylko, że komentarze tak kuleją, ale nie ważne... Nie da się Was zmusić... Trudno...
Stwierdziłam, że blog kontynuuję (WOOOOHOOO!!!) 
i co jeszcze z tych ogłoszeń parafialnych... WAKACJE <3 
  Przypominam, że możecie się ze mną kontaktować:
  • Twitter- @Chanelle310797
  • Instagram- @ehlercix
  • mój mail- kane.carter33@gmail.com
  • snapchat- nandos9731
  • tumblr- nandos9731, tapsio, onceagainnnnnzreb

Ughh.... Trochę tego jest... Ale ogarniecie ;)
No dobra... Zaczynałam notatkę była godzina 23:57... Kończę ją pisać jest godzina 00:07...
                                                                                                   ~Meg