sobota, 21 lipca 2012

Rozdział siedemnasty

Siedziałam w salonie, a Harry na podłodze obok mnie. Ręka przestała mnie boleć, bo na pogotowiu dostałam lek przeciwbólowy.
  Przed dom zajechał samochód i wróciła cała reszta.
- Boże, co ci się stało?!?!- Zawołała Ellie, która weszła jako pierwsza.
- Nic. Tylko złamałam rękę- Powiedziałam.
- Jak to się stało?- Zapytała Danielle.
- Poślizgnęłam się i się wywaliłam. Taka ze mnie niezdara.
- Na długo masz ten gips założony?
- No na trzy tygodnie.
- Musimy przedłużyć twój pobyt- Powiedział Liam.- Nie polecisz do domu z gipsem i to w dodatku sama!
- Chudy Su będzie tobie robił galaretki- Dodał po chwili.
Harry się nic nie odzywał. Widziałam, że ma wyrzuty sumienia.
   Była pierwsza i Chudy Su podawał obiad. Tym razem Harry siedział koło mnie. Pokroił moje mięso na kawałki. I już chciał mnie karmić. Ale powiedziałam:
- Słuchaj, ja mam tylko jedną rękę w gipsie. Drugą mogę jeść.
- Przepraszam- Powiedział. Patrzył na mnie jak zbity pies.
Wszyscy stracili jakoś humory.
- Nie przejmujcie się mną. W Polsce jest takie powiedzenie, że gdyby człowiek wiedział, że się przewróci to by się położył. Najlepiej nie zwracajmy uwagi na tą kukłę.- I pokazałam rękę.
  W kieliszkach mieliśmy schłodzone, białe wino. Podniosłam kieliszek i powiedziałam:
- Za zdrowie wszystkich!- Wszyscy spełnili toast. Umoczyłam ledwo usta w kieliszku, bo bałam się, że po lekach które dostałam może zajść jakaś zła reakcja. Harry skakał koło mnie, aż Eleanor zapytała:
- Harry czy to przypadkiem nie ty złamałeś jej rękę?
- Mówiłam już, że zrobiłam to sama sobie- Powiedziałam zanim Harry zdążył się odezwać. Obiad się zakończył wspaniałym deserem. Każdy z nas dostał porcję lodów z owocami. Wydawało mi się, że moja porcja jest największa.
  Poszłam do siebie, a Harry pobiegł za mną.
- Ani mi się waż zdradzić całą prawdę- Powiedziałam w pokoju.
- No ale nie możesz zwalać winy na siebie, kiedy ja ci to zrobiłem- Zobaczyłam, że Hazzie zaczyna się trząść. Oczy mu się zeszkliły i dwie wielkie łzy popłynęły po policzku.
- Nie możesz powiedzieć chłopakom, że to ty zrobiłeś, bo się na ciebie obrażą. Widziałam jak się na ciebie patrzą Niall i Zayn. Chciałbyś, żeby cię pobili? Tego ja sobie nie życzę. Wystarczy, że ja jestem w gipsie.
- Czy mogę się przytulić?- Zapytał Harry.
- No wreszcie!- Odpowiedziałam mu.
- Może się położysz?- Zapytał.
- Położę się tylko pod takim warunkiem, że ty też położysz się koło mnie.
- Boję się, że znowu ci zrobię jakąś krzywdę.
- Głuptasie. Ręka jest już w gipsie, więc nic więcej jej się niestanie.
   Harry położył się z dala ode mnie. Przytuliłam się do niego i pocałowałam go w policzek. Odetchnął z ulgą.
- Na pewno się na mnie nie gniewasz?- Zapytał.
- Gdzieżbym mogła się gniewać na takiego chłopaka jak ty, z takimi dołeczkami.
 Harry zaczął się śmiać.
- Wiedziałem.- Powiedział.
- Co wiedziałeś?- Zapytałam.
- Że jesteś najwspanialszą dziewczyną jaką miałem do tej pory.
- Harry, miałam porozmawiać z tobą  o jednej rzeczy. Pamiętasz doktora Michała?
- Pamiętam.
- Oświadczył się mojej mamie. Pójdziesz ze mną na ich ślub?
- To wspaniale!- Powiedział- Pasują do siebie idealnie! A kiedy odbędzie się ceremonia?
- Tego jeszcze nie wiem. Na pewno po moim powrocie do Polski. Będę w ogóle musiała zadzwonić do mamy i zapytać na kiedy to wszystko planują. Nie chciałam tego mówić przy stole, bo tobie chciałam powiedzieć pierwszemu. Mama  jest taka szczęśliwa!
- Coś podejrzewałem, kiedy powiedziałaś, że doktor Michał się sprowadził do niej.
-Mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko temu.
- No skąd! Przecież ktoś musi się nią opiekować, a Mały Joe nie nadaje się do tego, a poza tym  darmowa opieka lekarska. Twoja mama jest tak wspaniałą kobietą, że wszystko co zrobi przyjmiemy bez gadania.
 Ręka zaczęła mnie pobolewać. Nie wiedziałam jak ją ułożyć. W pewnym momencie walnęłam się gipsem w głowę i krzyknęłam:
- Ała! To naprawdę boli…
Harry zaczął całować miejsce, w które się uderzyłam, zupełnie jak mama, kiedy byłam mała.
- Już mniej boli.- Powiedziałam.- Ale musisz uważać, bo mogę niechcący przy grzmocić i tobie.
- Gdybyś mi przy grzmociła, chyba czuł bym się lepiej. Dzwonił Peter i powiedział, że mamy dzisiaj koncert. Zupełnie o tym zapomniałem. Musimy wyjechać o 17.00 z domu i nie wiem kiedy będziemy wracać.
- A gdzie macie ten koncert?
- W jakiejś miejscowości pod Chicago. Polecimy helikopterem.
  Zrozumiałam, że polecą sami, a my z dziewczynami zostaniemy w domu. Tak chciałam zobaczyć ich koncert.
- Czy będę mogła z wami polecieć?
- W helikopterze jest siedem miejsc. Poczekaj polecę do chłopaków i pogadam z nimi.
  Wyskoczył na korytarz i usłyszałam: „Chłopaki!!! Wszyscy na dół!! Narada!!!”. Po pewnym czasie Hazza wrócił uszczęśliwiony.
- Zdecydowaliśmy, że Peter pojedzie samochodem, a ty zajmiesz jego miejsce. On i tak nie lubi latać. Liam właśnie dzwonił do niego, żeby mu zakomunikować.  Teraz będziemy mieli próbę, także przygotuj się na wylot, bo jak przyleci „Słoniątko” to wsiadamy i lecimy.
  Harry poszedł na próbę. Zastanawiałam się jak ja mam się umyć… nie rozpracowałam jak się żyje z gipsem! Poszłam do łazienki i stwierdziłam, że dobrze iż mam szorty na gumkę. Ściągnięcie szortów jedną ręką  nie było proste. A co by było, gdybym miała guziki?- Pomyślałam. Jak teraz umyć ręce? Odkręciłam wodę i popłukałam lewą rękę. Wytarcie ręki zajęło parę minut. Chyba muszę zacząć się szykować… Mam dwie godziny do odlotu. Jak ja się mam umalować? Jedną ręką? Ktoś zapukał do drzwi.
Za drzwiami stała Ellie.
-Słyszałam, że lecisz z chłopakami na koncert. Nie potrzeba ci pomocy?
-No właśnie się zastanawiałam, jak mam się umalować lewą ręką.
- Jak chcesz to pomogę ci w przygotowaniach.
 Eleanor zawołała Danielle. Posadziły mnie na krześle i paplały zapamiętale. Robiły coś z moją twarzą, ale nie widziałam co. W pewnym momencie podały mi lusterko. Z lusterka popatrzyła jakaś obca kobieta wamp.
- Co to za kobieta wamp w tym lusterku?
- Świetnie wyglądasz w tym makijażu- Powiedziała Ellie.
- Ale się źle w nim czuję- Odparłam.
 Następne pół godziny spędziłyśmy na zmywaniu i nakładaniu nowego makijażu. Wreszcie byłam podobna do siebie.
- Czy możecie pomóc mi się ubrać?- Zapytałam błagalnie.
- A w co chcesz się ubrać?- Zapytała Danielle.
-Myślałam o dżinsach i t-shircie.
- Pamiętaj, że jak przylecicie, będzie pełno paparazzi. Nie zwracaj na nich uwagi. Najlepiej jest w ogóle ich nie zauważać.- Powiedziała Ellie.
-  Nie ma co się przejmować. Przecież leci z nimi Duży Bo.- Powiedziała Danielle.
Do pokoju wpadł Harry.
- Pomóc ci co… O widzę, że już jesteś gotowa. Za chwilę przyleci ”Słoniątko”.
  Wyobraziłam sobie helikopter w kształcie słonia.  Pomyślałam „Dosyć oryginalna rzecz”.
Usłyszeliśmy warkot silnika, zbliżający się do domu. Helikopter wylądował na dachu.
- Powodzenia!- Krzyknęła Danielle, gdy wybiegliśmy z pokoju.
 Hazzie wsadził mnie do „Słoniątka” i posadził obok pilota.
- To najlepsze miejsce- Powiedział.- Zawsze o to miejsce jest wojna między nami.
Zamknął drzwi i pobiegł do tyłu. Pilot podał mi hełmofon. Byłam lekko zawiedziona, bo wyobrażałam sobie „Słoniątko” trochę inaczej. Okazało się zwykłym helikopterem. Wystartowaliśmy. Pierwszy raz odbywałam taką podróż, chociaż w śmigłowcu już kiedyś siedziałam, ale był to śmigłowiec ratunkowy. Podziwiałam panoramę Chicago. Było to piękne miasto. Po czterdziestu minutach byliśmy na miejscu.  „Słoniątko” wylądowało na dachu jakiegoś budynku. Przy drzwiach stał Peter.
- Chodźcie! Pokaże wam wasze garderoby. Cześć Megan!- Powiedział to urażonym tonem. Postanowiłam nie przejmować się niczym. Pobiegłam za Harry’ m. Peter wskazał mu garderobę i za chwilę znaleźliśmy się sami w środku. 
  W garderobie wisiały różne stroje, stała toaletka z olbrzymim podświetlanym lustrem. Pod ścianą stała sofa, a przy niej mały stoliczek.
- Rozgość się- Powiedział Hazza i zaczął się rozbierać.
- Nie patrz na mnie taka zdziwiona. Musze się przebrać na koncert.
 Zdążył się ubrać, gdy ktoś zapukał do drzwi. Do pokoju weszła dziewczyna i powiedziała:
- Cześć Harry… O! Masz gościa.
- Cześć Jane. Jane to jest nasza makijażystka, a to jest Megan. Moje dziewczyna- Powiedział z dumą.
- Siadaj, bo nie mamy dużo czasu.- I zabrała się do pracy. Gdy skończyła, Harry wyglądał jak bożyszcz nastolatek.  Jane pobiegła dalej. Popatrzyłam na zegarek i coś mi się przestało zgadzać.
- Harry, która jest godzina?
- 18.30, a czemu pytasz?
- Bo na moim zegarku jest 12.30!
 Okazało się, że nie przestawiłam zegarka po przylocie do Stanów. Hazzie roześmiał się i powiedział:
- Szczęśliwi czasu nie liczą. Chcesz zobaczyć koncert, ale nie pozwolę ci iść na widownię, bo jeszcze cię ktoś zmiażdży. Będziesz oglądać koncert z kulisy.
- Ale…- Próbowałam coś powiedzieć, a Harry był twardy i nie dał mi dojść do słowa.
- Będzie cię pilnował Duży Bo.- Otworzył drzwi i zawołał:
- Duży Bo!
 Gdy ten się pojawił się Hazzie powiedział:
- Masz jej pilnować jak oka w głowie! Już dzisiaj miał wystarczająco dużo przeżyć.
 Duży Bo odpowiedział:
- Sie rozumie!- Powiedział po polsku i wyszedł.
 Cmoknęłam Harry’ ego w usta i życzyłam powodzenia.
Gdy wszyscy znaleźli się za kulisami powiedziałam:
- Dajcie czadu chłopaki! Roznieście to miejsce! Życzę powodzenia i trzymam za was kciuki! A z resztą… Zawsze wypadacie świetnie, więc co ja mam tu mówić. Harry przecież po was w ogóle nie widać, że się stresujecie!
  Uśmiechnęli się szczerze, a Zayn powiedział:
- Rozniesiemy tą budę, jak każde inne miejsce! Dzięki. Wiesz, a co do stresowania się, to wszyscy mamy pozakładane maski. Pod nimi jednak jest lekki stresik i obawa, że coś pójdzie nie tak.
- Zayn!!! Daj spokój!  Mówiłam wam już to na początku. Jesteście niesamowici, a poza tym będę na was  obserwować.
- Jeszcze bardziej się zestresujemy- Powiedział Harry.
- No… Dzięki. Już sobie idę. Jakby co szukaj mnie w garderobie Niall’ a, albo Zayn’ a- Powiedziałam przekomarzając się.
- SUPER!- Krzyknęli równocześnie Niall i Zayn.
Zaczęłam się śmiać. W tym momencie inspicjent zawołał:
- Chłopaki! Na scenę!
 Scena była ciemna i nic nie było widać. Zespół zaczął grać „What Makes You Beautiful”. Kurtyna się podniosła, zapaliły się światła, a z widowni rozległ się pisk nastolatek.
  Rozpoczął się koncert.  Fajnie było oglądać ich z boku. Od czasu do czasu Hazzie był blisko mnie i sprawdzał czy jestem. Niall puścił z pięć razy do mnie oczko,  a Zayn uśmiechał się tajemniczo.
   Koncert był super ale wolałabym oglądać koncert z widowni. Zaczęłam się rozglądać ale niestety Duży Bo z Peter’ em stali za mną.
- Czy mogę iść do toalety?- Zapytałam.
- Idę z tobą- Powiedział i chciał mnie zaprowadzić do garderoby Harry’ ego.- Wiesz, właściwie zostanę tutaj, bo nie chcę stracić koncertu.
 Po czterech piosenkach, chłopcy zeszli ze sceny i wpadli do swoich przebieralni. Pobiegłam za                         Harry’ m.  Gdy weszłam do garderoby Hazza podskoczył, jakby się wystraszył.  Na środku przebieralni stał w samych bokserkach. Próbował założyć drugie spodnie. Na szyi miał medalion.
- Jak ci się podoba?- Zapytał.
- Spodnie świetne, a bokserki jeszcze lepsze.- Zaczęłam się śmiać.
Za drzwiami głos inspicjenta krzyknął :
-Chłopaki Minuta!
  Harry złapał koszulkę i szybko wciągnął na siebie.
- Idziemy!- I wypadł z garderoby. W kulisie brakowało jeszcze Zayn’ a .
- Zayn zapomniał mikrofonu!- Krzyknął Niall.
  Zespół kończył utwór instrumentalny. Harry cmoknął mnie i wypadli na scenę. Zayn jako ostatni. Przebiegając  klepnął mnie w tyłek. Postanowiłam, że się z nim policzę po koncercie.
Byłam wściekła.
- Duży Bo, nie wiesz, gdzie można znaleźć pająki?
- A po co ci pająki?- Zapytał.
- Potrzebne mi są do zemsty.
- Na Zayn’ ie?
- No…
- Poczekaj tu chwilę, zaraz wracam.- Szepnął coś do Peter’ a i odszedł.
Po pięciu minutach wrócił niosąc w dłoni wielką Tarantulę.
- Taki wystarczy? A może dwa?- Uśmiechnął się szyderczo.
- Wyśmienicie! Połóż to gdzieś w przebieralni Zayn’ a, ale tak, aby je zobaczył od razu po wejściu.
- Sie rozumie!- Dodał swoje ulubione polskie słowa.
Zapytałam Peter’ a szeptem czy będą się jeszcze przebierać.
- Tak, jeszcze  trzy razy.- Odpowiedział.
Koncert trwał w najlepsze. Postanowiłam, że przy następnym razie nie będę biec za Harry’ m, tylko będę obserwować co się będzie działo.
  W pewnym momencie kurtyna opadła i nastąpiła przerwa. Peter powiedział do mnie:
- Teraz jest piętnaście minut przerwy.
 Chłopcy pobiegli znowu do swoich przebieralni, a ja ociągając się, poszłam w kierunku przebieralni Harry’ ego.
  Zayn wpadł do przebieralni i wyskoczył z niej, zatrzaskując drzwi. Spodnie zaczęły mu opadać, bo zdążył już je rozpiąć i zdjąć pasek.
Duży Bo podszedł do niego i zapytał:
- Co się stało?
 Z przebieralni powychodzili chłopcy. Zayn pokazywał na drzwi, ale nie mógł wydusić z siebie żadnego słowa. Duży Bo wszedł do środka, a Zayn znów zaczął wrzeszczeć jak mała dziewczynka.
  Usłyszeliśmy jakieś walenie, dochodzące z przebieralni Zayn’ a i po chwili Duży Bo wyszedł z papierową torebką w garści.
- Wszystko już w porządku- Powiedział. Odwrócił się w moim kierunku i mrugnął do mnie.
- Megan! Marsz do przebieralni!- Powiedział Harry.
  Dusząc się ze  śmiechu wpadłam do przebieralni.
- Coś ty wykombinowała?- Zapytał.
- Ja? Prawie nic- Powiedziałam niewinnie.
- A   co masz na myśli mówiąc „prawie”?
- Wyjaśnię ci to już w domu. Świetny koncert!
  Harry przebierał się znowu. Tym razem włożył na siebie brązowe rurki i koszulkę z napisem „Just You” i fioletowe trampki Conversy.
 Za chwilę wpadł Niall.
- Co tam się wydarzyło? Nie wiecie? Przyszedł do mnie z całą swoją garderobą i muszę dzielić z nim swoją przebieralnie- Powiedział niezadowolony, po czym dodał- Macie coś do jedzenia?
 Za drzwiami usłyszeliśmy:
- Pięć minut!
  Przypomniałam sobie, że w torebce mam cukierki z samolotu. Zaczęłam w niej grzebać i znalazłam tam jeszcze batona. Wyciągnęłam rękę ze słodyczami i zapytałam:
- Chcecie?
Harry wziął cukierka, a Niall wziął batona i zanim Harry rozwinął cukierka zapytał:
- Masz jeszcze jednego? Czuć malizną…
  Powiedziałam, że niestety więcej batonów nie dawali w samolocie.
Wychodząc od nas z pokoju krzyknął:
- Czy ktoś ma coś do jedzenia?
I po chwili słychać było:
- Co za ludzie! Nie będę miał siły śpiewać…- Stwierdził smutno.
- Dwie minuty!- Oznajmił ktoś z zewnątrz.
 Harry podszedł do mnie, przytulił i zapytał:
- To powiesz co tam się stało?
- A skąd ja mam to wiedzieć?- Powiedziałam niewinnie.
- Widziałem, że Duży Bo puścił do ciebie oko.
- Porozmawiamy po koncercie
Ktoś znów krzyknął na korytarzu:
- MINUTA!
Harry mnie namiętnie pocałował i wybiegł z garderoby.
Usłyszałam kroki innych i zaryzykowałam wyjście z garderoby.
Chłopcy stali już na scenie. Rozpoczęła się druga część koncertu.
- Dziękuje Duży Bo- Szepnęłam uśmiechając się.
- Należało mu się – Powiedział śmiejąc się
- Co się komu należało?- Zapytał Peter.
- Nic- Odpowiedzieliśmy równocześnie.
Chłopcy wykonywali teraz „One Thing” . Zayn stracił trochę na pewności siebie ale to nie zepsuło występu.
Koncert dobiegał końca. Zaczęła się finałowa piosenka : „Gotta Be You”. Byłam w szampańskim nastroju, podobnie jak cała widownia.
   Kiedy skończyli śpiewać, rozległy się piski i wrzaski oraz bisy.
Liam podbiegł do zespołu, który zaczął grać „NANANA” .
Po trzech bisach ukłonili się i zeszli ze sceny.
- A teraz mam dla ciebie niespodziankę- Powiedział Hazzie, gdy byliśmy już w garderobie.- Idziemy do „Słoniątka”.
Przy helikopterze stali już Liam, Niall i Louis. Zayn’ a nie było widać.
- Co zrobiłeś z Zayn’ em?- Zapytałam Niall’ a.
- Musi się jeszcze doprowadzić do porządku. Zaraz będzie.
  Gdy rozmawiałam z Niall’ em, Harry podszedł do pilota i zaczął z nim o czymś rozmawiać. Pilot kiwnął głową, wsiadł do „Słoniątka”  i krzyknął, żebyśmy wsiadali.
W ostatnim momencie, do helikoptera wsiadł Zayn. Było już ciemno i gdy ruszyliśmy pod nami przesuwał się krajobraz pełen zapalonych światełek. Wyglądał to jak ogromna choinka. Zauroczona patrzyłam przez szybę, chłopaki dowcipkowali.
Panorama Chicago nocą
* Witajcie :D Już nie śpicie? To dobrze :D Uwielbiam ten fragment opowiadania :D Ten rozdział był długi, tak wiem :> Nie wiem, czy lubicie długie rozdziały, czy wolicie krótkie ;] Piszcie w komentarzach :D Może jeszcze uda mi się później wrzucić kolejny rozdział :>
                                                                                 ~Meg                           
 

piątek, 20 lipca 2012

                  Rozdział szesnasty

Leżałam na leżaku i obserwowałam jak Hazziątko biegnie do domu. Gdy zeszliśmy do ogrodu, zdjęłam t-shirta i zobaczyłam, że Harry ma dziwną minę. Chyba jednak liczył, że będziemy się opalać nago.
- Coś nie tak?- Zapytałam.
- Nie, ale muszę skoczyć po kąpielówki.
  Ogród był zadbany. Widać było rękę ogrodnika.  Nie daleko basenu stał grill i duży drewniany stół. W dali zobaczyłam romantyczną altankę. W ogrodzie było dużo drzew, krzewów i kwiatów. Słońce raziło w oczy, więc założyłam okulary. Wysoki żywopłot osłaniał od spojrzeń przechodniów. Ptaszki śpiewały. Stwierdziłam, że muszę się nasmarować olejkiem. Pierwszy raz w tym roku wychodziłam na słońce. Dobrze się nasmarowałam. Zamknęłam oczy i przysnęłam.
  W pewnym momencie poczułam, że ktoś mnie podnosi z leżaka. Zaczęłam piszczeć i już byłam w wodzie. Woda była przyjemnie ciepła. Wiedziałam, że to Harry i postanowiłam się zemścić. Zaczęłam udawać, że się topie.
  Harry zrzucił koszulkę i biegł w kierunku basenu. Gdy odbijał się i miał wskoczyć, zanurkowałam i odpłynęłam w bezpieczne miejsce. Kiedy Harry był pod wodą, ja wypłynęłam, aby nabrać powietrza i zanurkowałam ponownie. Popłynęłam na drugi koniec basenu i szybko wyskoczyłam z basenu i pobiegłam schować się do altanki. Stamtąd mogłam obserwować poczynania Harry’ ego. Chwilę potrwało jak się zorientował, że mnie nie ma w basenie. Zaczął się rozglądać po ogrodzie. Niestety pomarańczowy kolor na moim kostiumie mnie zdradził…
- Widzę cię!- Krzyknął- Zaraz się z tobą policzę- I zaczął gramolić się na brzeg. Gdy wyszedł z basenu i szedł w moim kierunku, wskoczyłam do wody i popłynęłam przed siebie. Harry stanął jak wryty.
- Czy ty mnie musisz tak zaskakiwać?- Powiedział  i wskoczył do wody. Pojawił się koło mnie.
- Czym mnie jeszcze zaskoczysz?
- Mam wiele jeszcze talentów, których nie znasz.- Powiedziałam
- Myślałem, że się topisz. Należy ci się lanie! Nie strasz mnie tak

więcej.
- A ty mnie więcej nie wrzucaj do wody.- Odpowiedziałam.
- Dopiero się nasmarowałam olejkiem, a teraz znowu muszę to robić. Za karę ty mnie posmarujesz!
- To mogę robić cały czas- Powiedział.
    Na stoliku przy leżaku stał dzbanek z sokiem pomarańczowym i dwie szklanki. Na talerzyku leżały muffinki. Wzięłam do ręki muffinka, który był jeszcze ciepły. Zobaczyłam wchodzącego do domu Chudego Su.
- Dlaczego go nazywacie „Chudym Su?”- Zapytałam.
- On sam się tak kazał nazywać. Podobno kiedyś był chudy… Ale to musiało być baaardzo dawno temu.
- Długo u was pracuje?
- Od początku zespołu.
- Posmarujesz mnie w końcu tym olejkiem, czy mam iść do Chudego Su?
  Hazza złapał olejek i zaczął mnie smarować. Miał cudownie miękkie ręce i było mi bardzo miło. W pewnym momencie pocałował mnie w pępek.
- No co ty wyprawiasz?- Krzyknęłam.
- Przepraszam ale nie mogę się powstrzymać.
 Pocałował mnie jeszcze raz.
- Tak bosko wyglądasz w tym kostiumie… Ale na pewno lepiej wyglądałabyś bez.
 Trochę się speszyłam.
- Przestań się wygłupiać Hazziątko.
Znowu mnie pocałował.
- Przestań! Łaskoczesz mnie!
- To masz tu łaskotki? Zobaczmy gdzie jeszcze je masz.
  Zaczął mnie łaskotać gdzie popadnie. Zaczęłam się wyrywać, ale trzymał mnie mocno za ramię. Zaśmiewałam się do rozpuku. W drzwiach pojawił się Chudy Su i przyglądał się, co się dzieje. Jakoś udało mi się wyrwać i zaczęłam uciekać. W pewnym momencie Harry stał tak, że udało mi się go wrzucić do basenu.
- Poczekaj! Ja się jeszcze zemszczę!- Krzyknął
 Wyskoczył z basenu, złapał mnie w pasie, przewrócił na trawę i zaczął łaskotać znowu.
- Ała!- Wrzasnęłam i poczułam silny bój w nadgarstku.
Harry nie reagował, łaskocząc mnie dalej.
- Uspokój się!- Wrzasnęłam.
- Co się stało?- Zapytał.
- Boli mnie ręka.
Dotknął mojej ręki, a ja wrzasnęłam znowu.
- Boli cię?
- Nie łaskocze!- Powiedziałam wściekła.- Zdaje się, że mam złamaną rękę.
  Na dobre się przeraził.
- Możesz ruszyć ręką?
- Nie za bardzo- Powiedziałam
- No dobrze. Ubieraj się, albo ja cię ubiorę. Jedziemy do lekarza.
  Założył mi t-shirta.
- A gdzie masz spodnie?- Zapytał.
- W pokoju- Odpowiedziałam.
- Siedź tutaj. Zaraz ci je przyniosę. Tylko nie zapomnij o butach.- Powiedziałam.
Harry chyba pobił wszelkie rekordy w bieganiu, bo za chwilę był z potrzebnymi rzeczami przy mnie. Założył mi spodenki, buty i sam szybko się ubrał.
Zaczął biec w kierunku domu.
- Pospiesz się. Musimy wsiadać w samochód i szybko jechać do szpitala!
- Poczekaj, muszę wziąć jeszcze paszport i torebkę.
  Zanim dotarłam do domu, Harry stał w drzwiach z moją torebką.
- Masz tu paszport?
- Mam- Odpowiedziałam.
- Błagam. Tylko się na mnie nie gniewaj. Ja nie chciałem ci zrobić krzywdy!- Powiedział, gdy wsiadałam do samochodu. Zapiął mnie w pasy, wskoczył do samochodu i pojechaliśmy na ostry dyżur.
Harry jeszcze kilkakrotnie błagał mnie, żebym mu wybaczyła. Za każdym razem mówiłam mu, że to zbieg okoliczności.
 Wreszcie przyjął nas lekarz, zrobił mi prześwietlenie i okazało się, że mam pękniętą kość. Bez gipsu się nie obejdzie. „Ładna podróż”- Se pomyślałam.
 Założono mi gips i kazano się stawić u lekarza za trzy tygodnie.

* :D Witajcie :> Wybaczcie, ale wczoraj nie miałam za bardzo czasu na wstawienie rozdziału, ale dziś udało mi się :> Mam nadzieję,  że się Wam podobał :D
                                                       ~Meg

środa, 18 lipca 2012

                                       Rozdział piętnasty
Obudziłam się w łóżku i nie wiedziałam w jaki sposób się tam znalazłam. Łóżko było bardzo wygodne. Popatrzyłam na zegarek. Była trzecia w nocy. Nadsłuchiwałam odgłosów. Panowała cisza. Chyba wszyscy spali. Chciałam zasnąć, ale nie mogłam. Zdecydowałam się włączyć telewizję. Pilot leżał na moim stoliczku. Złapałam go i nacisnęłam na klawisz. Wydawało mi się, że nacisnęłam ten co wczoraj.
Coś zaczęło dziać się z moim łóżkiem. Trzęsło się. Nawet nie wiem jak to określić. Wyskoczyłam z łóżka, a ono  nadal się tak dziwnie zachowywało. Przecież nie położę się na nim. Jak to wyłączyć?! Zaczęłam przyglądać się pilotowi. Znalazłam klawisz OFF i go nacisnęłam. Na szczęście łóżko przestało drżeć. Położyłam się z powrotem ale już odechciało mi się telewizji. Stwierdziłam, że muszę się zapoznać z tym pilotem podczas dnia. Zaczęłam się zastanawiać, która jest godzina w Warszawie. Przypomniałam sobie, że nie zadzwoniłam do domu. Postanowiłam, że zrobię to teraz.
- Cześć mamo!- Powiedziałam, gdy odezwała się.
- Cześć słoneczko, jak podróż?
 Opowiedziałam wszystkie przygody, a mama była cała szczęśliwa, że mnie słyszy.
- A co u ciebie?- zapytałam.
- Mały Joe dba o nas, Michał się przeprowadził do mnie. Jakoś się tu pusto zrobiło. Michał powiedział, że przywiezie swój komputer, abym mogła z tobą pogadać na Skype. Musimy już kończyć, bo stracimy majątek na tej komórce.
Mama prosiła, żebym ucałowała wszystkich i się rozłączyłyśmy. Zauważyłam swoją walizkę. Stała koło szafy. Skąd ona się tu wzięła? Wyskoczyłam z łóżka i zaczęłam się rozpakowywać. Natrafiłam na prezent dla Hazzy’ ego.
- A! to dzisiaj!- Przypomniałam sobie.- Jest nasza miesięcznica.
Położyłam pudełko na stoliczku przy łóżku i zaczęłam rozpakowywać resztę swoich rzeczy. Gdy skończyłam, poszłam się  myć. Chciałam wziąć kąpiel, ale bałam się, że wszystkich pobudzę, a poza tym nie wiedziałam, jak to działa. Bałam się, że wanna wystartuje, więc zdecydowałam się na prysznic. Wzięłam bez pośpiechu prysznic, wytarłam się założyłam szlafrok i wyszłam z łazienki. W łóżku pod kołdrą coś się poruszyło. Stanęłam jak wryta. Zaczęłam rozglądać się za czymś ciężkim. Przy kominku stał pogrzebacz. Chwyciłam go do ręki i podeszłam cichutko do łóżka. Przygotowałam się, by uderzyć. Odsłoniłam kołdrę i zamarłam. Pod kołdrą spał w najlepsze Hazzie. Pogrzebacz wyleciał mi z ręki. Hazza wyskoczył na równe nogi.
- CO SIĘ STAŁO?!- Zapytał.
- Co ty tu robisz?- Odparłam.
- Usłyszałem jakieś dźwięki i przyszedłem sprawdzić, co się dzieje. Nie zamknęłaś się, więc musiałem cię pilnować. Bałem się, że któryś z chłopaków przyjdzie do ciebie. Wydawało mi się, że słyszę jakąś rozmowę i wpadłem do twojego pokoju. Usłyszałem, że jesteś w łazience, więc wlazłem pod kołdrę i myślałem, że cię  wystraszę, ale zasnąłem.
   W domu zaczął się ruch. Ktoś zapukał do drzwi.
- Megan, wszystko w porządku?- Zapytał Duży Bo.
- Tak, wszystko okej. Idź jeszcze spać.
Popatrzyłam na zegarek. Dochodziła szósta. Na wstawanie było jeszcze za wcześnie. Harry powiedział:
- Chodź tu do mnie.
Wskoczyłam do łóżka i przytuliłam się do niego.
- Jak ci się spało?- Zapytał.
- Całkiem nieźle.
Opowiedziałam mu o przygodzie z łóżkiem. Wybuchnął śmiechem.
- To jest pilot do wszystkich urządzeń, które się tu znajdują.
Zaczął mi pokazywać, jak działa to urządzenie. Okazało się, że tym małym pudełkiem można było otworzyć drzwi na taras, włączyć i wyłączyć światło, wysunąć telewizor i go włączyć, włączyć sprzęt radiowy, włączyć masaż, zasłonić zasłony, oraz zamknąć drzwi. Po naciśnięciu klawisza, wysunął się barek.
- Napijesz się czegoś?
- Nie, dziękuje.- Roześmiałam się.- Nie wiem, czy kiedyś opanuję tego pilota.
Sięgnęłam ręką na szafkę, gdzie leżało pudełko. Złapałam je i powiedziałam:
- Mniej więcej miesiąc temu, szłam sobie ze sklepu z zakupami i zdarzył mi się wypadek.
Harry popatrzył na mnie zdziwiony, a w jego oczach widziałam, że coś mu świta.
- Poczekaj, leż tu. Ja zaraz wrócę.- I wyskoczył z łóżka. Wybiegł z mojego pokoju i po chwili był już z powrotem. W ręku trzymał małe pudełko. Wskoczył do łóżka. Położył pudełko obok mnie i powiedział:
- Wszystkiego najlepszego z okazji miesięcznicy.
Podałam mu swoje i powiedziałam to samo. Otworzyliśmy prezenty równocześnie. W moim pudełku leżała złota bransoletka.
- Jaka piękna!- zawołałam.
Hazza wyciągnął swój prezent. Był zaskoczony.
- Otwórz.- Powiedziałam.
Nie za bardzo wiedział, o co mi chodzi. Nacisnęłam na serduszko, a ono się otworzyło. Wiedziałam, co jest w środku, więc nie musiałam patrzeć. Przyglądałam się reakcji Harry’ ego.
- Możesz mi go założyć?- Zapytał.
Założyłam łańcuszek na jego szyi. Zamknęłam serduszko.
- Podoba ci się mój prezent?- Zapytałam.
- Od teraz zawsze będziesz ze mną.
Pocałował mnie bardzo namiętnie. W medalionie umieściłam swoje zdjęcie.
- Jak to się otwiera?- zapytał.
Roześmiałam się i mu pokazałam. Przyjrzałam się bransoletce. Była delikatna i pasowała do mnie.
- Dziękuje Harry, ale dostałam już tyle prezentów, a ja mam dla ciebie tylko jeden…
- Cała jesteś dla mnie prezentem.- Przytulił mnie jeszcze mocniej.
- Harry, udusisz mnie.- Zaczęłam się śmiać.
- A z kim ty rozmawiałaś?
- Zadzwoniłam do mamy, bo po przylocie nie udało mi się do niej dodzwonić. Mama powiedziała, żebym was ucałowała.- Cmoknęłam Harry’ ego w policzek.
- Tylko tyle?- Zdziwił się.
- No, przecież to od mamy, a nie ode mnie. A gdzież to była moja walizka? Nie wiesz nic na ten temat?
- Tak ci ładnie w tej piżamce.- Powiedział Harry.
Zarumieniłam się.
- Ty też masz super piżamkę.- Zaczęłam się śmiać. Piżama Hazzy była granatowa, a na klatce piersiowej miał duży obrazek Tweety’ ego w czapce nocnej. Było to takie słodkie.
- Co zamienimy się?- Zapytał.
- Wybacz, ale moja piżamka, jest super!
- Wiem, bo sam wybierałem.
- Masz oko.- Skwitowałam.
Za drzwiami znów zrobił się ruch. Ktoś zapukał do mojego pokoju.
- Śpisz?- Usłyszałam głos Niall’ a.
- Nie.- Odpowiedział Harry.
- Ups…- Dobiegł nas głos zza drzwi.- To może ja nie będę przeszkadzać.- Dodał.
- A co chciałeś Niall?- Wyskoczyłam z łóżka i pobiegłam po szlafrok.
- Chciałem się zapytać, czy schodzicie na śniadanie. Chudy Su przygotowuje omlety i chce wiedzieć, kto będzie na śniadaniu, więc ja zbieram zamówienia.- Podeszłam do drzwi i otworzyłam je.
- O! ładny szlafroczek.- Oznajmił Niall.- Cześć Harry.
- Masz pozdrowienia, a raczej buziaczki od mamy.
Niall nastawił się z policzkiem. Cmoknęłam go w policzek, po czym roześmiałam się. Z mojego łóżka dobiegło znaczące chrząknięcie.
- To, co? Schodzicie na to śniadanie?- zmienił temat.
- Zaraz przyjdziemy.- Odpowiedział Hazza.
- O! Piżamkę, też masz ładną.  Ale w piżamce?- Dwuznacznie zamilkł.
Harry nie wytrzymał i wyskoczył jak torpeda z łóżka. Niall, gdy to zobaczył, zaczął uciekać. Zamknęłam drzwi i przekręciłam klucz. Szybko się zaczęłam przebierać w ciuchy. Gdy byłam w bieliźnie, ktoś złapał za klamkę i gwałtownie zaczął stukać.
- Chwileczkę.- Szybko naciągnęłam bluzkę i spodnie. Otworzyłam drzwi. Za drzwiami stał Zayn.
- Co tu się dzieje?! Jest tu Harry?- zapytał.
- Nie, a czemu pytasz?
- Jest do niego telefon.
- Nie wiem, gdzie jest. Pewnie są w kuchni.
Zayn poszedł. Za chwilę pojawił się Harry.
- Ktoś do ciebie dzwonił.- Powiedziałam.- Przed chwilą był tu Zayn i cię szukał.- Kontynuowałam.
- Kto to może być? Dzwonić o tej porze?
- Może twoja druga dziewczyna?
-Zaraz sprawdzę.
Poszedł na dół. Troszkę się podmalowałam, bo się okazało, że mam sińce i wory pod oczami.
Przy stole siedzieli już prawie wszyscy poza Harry’ m i Eleanor. Powiedziałam „DZIEŃ DOBRY” i zaczęłam się zastanawiać, gdzie mam usiąść. Obok Dani było wolne miejsce, więc postanowiłam je zająć.
- Eleanor jeszcze śpi, a z samego rana wybierała się na zakupy.
- To niech lepiej śpi, bo nie długo trzeba będzie zamówić tira do jej ciuchów.- Powiedział Lou.
- Idziesz ze mną na zakupy?- zapytał Dan.
- Wiesz, jakoś nie najlepiej się dziś czuje.
- Na złe samopoczucie, tylko zakupy!
- Powiem szczerze. Dzisiaj jest nasza miesięcznica z Harry’ m i postanowiłam spędzić z nim ten dzień. Macie ucałowania od mojej mamy.- Powiedziałam, żeby zmienić temat.
Niall wstał i przyszedł do mnie nastawiając się, abym go pocałowała. W tym momencie wszedł Harry.
- NIALL!- Chrząknął.
- No przecież rozmawiałeś z jakąś dziewczyną, to ja mogę dostać buziaka od mamy Megan.
Harry się zmieszał. Lou wstał, podszedł do mnie i się nastawił.
- Ja też chcę.- Powiedział. Cmoknęłam Louisa w policzek, po czym wstałam i wszystkich pocałowałam. Gdy skończyłam obchodzić stół, do jadalni wszedł Duży Bo.
- Żeby było sprawiedliwie, Duży Bo też dostanie buziaka.- Powiedziałam.
- Ale o co chodzi?- Zdziwił się Bo.
Zaczęłam się śmiać i powiedziałam:
- Mama przesyła buziaki.
- A, to dziękuje. A jak się czuje?
- Coraz lepiej. Michał przeprowadził się do niej.- Szepnęłam mu do ucha.
- Co to za konszachty?!- Zapytał Harry.
- Później ci wszystko powiem.
Wróciłam na miejsce i zaczęłam jeść swojego omleta. Harry siedział ode mnie z daleka, bo obok mnie nie było żadnego wolnego miejsca.
Do pokoju weszła Ellie. Lou podszedł do niej i ją pocałował, a potem szepnął coś do ucha. Eleanor podeszła do mnie i powiedziała:
- Coś podobno dla mnie masz.
Cmoknęłam ją w policzek i odparłam:
- To od mamy.
Z drugiej strony pojawiła się twarz Niall’ a. Harry tego nie zdzierżył. Zerwał się z krzesła i zaczął gonić Niall’ a dookoła stołu. Po trzech kółkach Liam powiedział:
- Uspokójcie się już. Dajcie zjeść chociaż spokojnie śniadanie.
Do pokoju wszedł Chudy Su. Był on stosunkowo niski i gruby. Miał skośne oczy i śpiczastą bródkę. Ubrany był w strój kucharza, a na głowie miał kucharską czapkę.
- Jak państwu smakuje?
- Wszystko jest wspaniałe.- Odpowiedziała Ellie.- Nie poznał pan jeszcze naszej przyjaciółki. To Megan, dziewczyna Harry’ ego.
- Miło poznać.- Powiedział Chudy Su.
- Takiego omleta nie jadłam w życiu.
Su zaczął się puszyć.
- Bajdzo dziękuje.
W salonie zadzwonił telefon. Niall poszedł odebrać. Nie było go z piętnaście minut, a gdy wrócił był bardzo podekscytowany.
- Dzwonił Jay.- Oznajmił.
- Jaki Jay?- Spytał Liam.
- Jay McGuinness z The Wanted. Umówiłem się na jutro, że wpadną do nas. Są w Chicago. Przylecieli wczoraj z Berlina i chcą się z nami koniecznie spotkać. Przyjadą na siedemnastą.
- To jakie mamy plany na dzisiaj?- Zapytał.
- Ty i Zayn idziecie do rozgłośni radiowej. My z Lou i dziewczynami idziemy na zakupy, a Harry i Megan… Nie wiem.- Odparł Liam.
- Co będziecie robić?- Zapytał Niall.- Może pójdziecie z nami do rozgłośni?
- Mamy inne plany.- Powiedział Hazzie.
Popatrzyłam zdziwiona na Harry’ ego, bo nic mi nie było wiadomo na ten temat. Popatrzył mi błagalnie w oczy i zrozumiałam, że o nic mam nie pytać. Byłam ciekawa, jaką niespodziankę tym razem dla mnie uszykował. Za oknem świeciło piękne słońce i wyglądało na to, że jest bardzo ciepło. Śniadanie dobiegło koca i wszyscy się rozeszli. Gdy wróciłam do pokoju, Harry przyszedł zaraz za mną. Udawał naburmuszonego.
- Co to się działo tam w jadalni?- Zapytał udając oburzonego.
- Rozdawałam całusy od mamy- Powiedziałam.- A jak twoja rozmowa, z drugą dziewczyną?- Zapytałam niewinnie.
Harry złapał mnie w pół, usiadł na łóżku, przełożył przez kolano i dał mi klapsa w tyłek.
- To za Niall’ a.
Poczułam drugiego klapsa.
- A to za resztę.
Odwrócił mnie i pocałował.
- Co z tą dziewczyną - zapytałam, gdy skończył.
- Z jaką? A czemu pytasz?
- Bo zastanawiałam się, czy tobie też należą się klapsy.- Wybuchnęłam śmiechem. On po chwili też.
- Dzwoniła mama. Tym razem moja. Bardzo chce cię poznać i zaprasza do siebie. -Wpadłam w panikę, że dzisiaj mamy odwiedzać mamę.
- Jak to? Dzisiaj?!- Powiedziałam z lekkim przerażeniem.
Hazza wybuchł śmiechem.
- Głuptasie! Mama mieszka w Londynie, a co byś powiedziała, jakbyśmy poszli się opalać?
- Ale ja nie mam kostiumu…
- Możesz się opalać bez. Mnie to nie przeszkadza.
Złapał pilota i otworzył drzwi na taras.
- Byłaś już na tarasie?- Zapytał.
- Nie.
- No to chodź.
Gdy wyszłam na taras, ujrzałam pod nami ogród oraz duży basen z trampoliną.
- To jest interesujące. Poczekaj tu chwilę.- Rzuciłam Harry’ emu i wybiegłam z pokoju. Dobiegłam do pokoju Ellie i zapukałam w drzwi. Eleanor otworzyła i zapytała:
- Co się stało?!
- Czy nie masz pożyczyć mi kostiumu kąpielowego?- zapytałam.
- Wejdź. Zaraz coś na ciebie znajdę.- Powiedziała.
Otworzyła szafę i zaczęła wyciągać kostiumy. Na łóżku leżało ich chyba ze trzydzieści.
- Wybierz sobie.- Powiedziała Ellie.
Przerzuciłam szybko kostiumy i wybrałam dwuczęściowe bikini koloru niebieskiego w pomarańczowe maziaje.
- Czy mogę skorzystać z twojej łazienki?
- Proszę.
Szybko przymierzyłam kostium. Poczułam się trochę naga. Po chwili wyszłam, aby pokazać się Ellie.
- Jak wyglądam?- zapytałam.
- Super!- Odpowiedziała.
- Fiu, fiu, fiu.- Usłyszałam z tyłu. Odwróciłam się i ujrzałam Lou. Złapałam t- shirta, w którym przybiegłam.
- Już mnie nie ma. Dzięki Ellie.- Rzuciłam w przelocie.
- Ellie?- Zapytał Louis.
- To zdrobniale po polsku.
- Fajnie! – Powiedział.
Drzwi były otwarte na korytarz, którym przeszedł Harry, ale się cofnął.
- Gdzie ty się podziewasz i dlaczego nie masz spodni?!- zapytał.
- A dlaczego jesteś taki spostrzegawczy?- Wyszłam w popłochu z pokoju, a Harry pobiegł za mną.
- Odpowiesz mi na pytanie?- Zapytał.
- Chcesz iść się opalać?
- Z tobą wszędzie.
- A masz jakiś olejek?
- Poczekaj u siebie, ja zaraz przyjdę.- Powiedział i pobiegł do pokoju Ellie. Wpadłam do pokoju i dostałam ataku śmiechu. Najpierw ja, teraz Harry. Biedna Ellie. Po chwili wpadł Hazza niosąc olejek.
- Idziemy.- Zarządził…
Zeszliśmy na dół. Towarzystwo zbierało się w salonie. Brakowało tylko Ellie i Lou.
- Nie wiecie, co się z nimi dzieje?- Zapytał Li.
 Wybuchnęłam śmiechem.
- Już na pewno, zaraz zejdą.
Za moment wszyscy wyszli.
* Oto rozdział 15 :> Jak Wam się podobał? Zapraszam do komentowania i dalszego czytania :D
                                                                   ~Meg
Cześć wszystkim wytrwałym osóbkom, które czytają mojego bloga :D Chciałam Wam wszystkim podziękować i powiedzieć, że bez Was nie zrobiłabym praktycznie nic...
Dziękuje także tym najbardziej aktywnym czyli Happy Kitten, Justynie Wieczorek, Alex
Wam trzem należą się specjalne podziękowania, bo szczerze się wypowiadacie na temat poszczególnych rozdziałów i jesteście ogółem aktywne :>
Więc oczywiście: WIELKIE DZIĘKI SIOSTRY!!! KOCHAM WAS CAŁYM SWYM SERDUCHEM :>Oczywiście zachęcam do czytania i odkrywania dalszych losów Megan i One Direction.
                                                                                          ~ Meg

poniedziałek, 16 lipca 2012

Rozdział czternasty

Obudził mnie znów ból bębenków.
- Ale słodko spałaś.- powiedział Duży Bo.- Już lądujemy. Zapiąłem cię w pasy. Nawet nie poczułaś.
Podniosłam fotel. Przede mną fotele były już podniesione.
- Jak się dzidzi spało?- Spytał Nath.- Przespałaś całą podróż!
- Wybaczcie ale nie mogłam spać poprzedniej nocy.
- Ale masz wypieki!- powiedział Jay.
- A skąd wiesz?- Spytałam.
- Mam swoje tajemnicze sposoby.
I pokazał mi lusterko.
Samolot kołował już do terminala. Dziewczyny zaczęły zbierać swoje pakunki, a Duży Bo im pomagał.
   W pewnym momencie, chciałam wyciągnąć swoje rzeczy ze skrytki i poczułam, że mój plecak wyślizguje mi się z ręki. Nathan odsunął się gwałtownie i dzięki temu uniknął nie miłego spotkania twarzą w twarz z moim plecakiem.
Duży Bo podskoczył i zaczął robić mi wymówki:
- Przecież bym wszystko wyjął!
- Ale dzięki temu nic się niestało. Przepraszam.
- Ale mogło się stać.
Kiedy samolot się zatrzymał, zaczęliśmy się kierować ku wyjściu. Musiałam przejść już tylko  odprawę paszportową i zobaczę Harry’ ego.- pomyślałam.
Duży Bo zdecydował, że stoimy wszyscy razem do odprawy. Chłopaki poszli do innej odprawy krzycząc, że jeszcze się spotkamy. Ellie poszła pierwsza, ja druga, a Danielle i Bo za mną. Celnik spytał mnie o cel podróży. W moim paszporcie była wklejona roczna wiza do Stanów Zjednoczonych.
- Przyjechałam w celach turystycznych.- powiedziałam.- Poza tym, tu jest moje zaproszenie.- dodałam.
Celnik dokładnie przeczytał moje dokumenty i pozwolił mi przejść.
Zostało mi już tylko odnalezienie Harry’ ego.
Ellie stała bezradnie rozglądając się za Louisem.
- Gdzie oni są?- Zapytała zdenerwowana.- Znowu się spóźnili!- Krzyknęła.
Poczułam się zawiedziona. Za chwilę do nas dołączyli Duży Bo i Danielle.
- Co oni sobie myślą?!- Nadawała dalej Ellie.
- Gdzie mamy ich szukać?- Zapytałam.
 Duży Bo odebrał nasze bagaże i podjechał dużym wózkiem.
   W pewnym momencie w oczy rzucił mi się transparent z napisem: ONE DIRECTION
Trzymał go mężczyzna wyglądający na kierowcę. Obok niego stał drugi.
Pokazałam Dużemu Bo transparent. Ten rzucił:
- Zaczekajcie tu na mnie. Zaraz wrócę.- I poszedł do mężczyzny.
Zamienił z nim kilka zdań i wrócił.
- Idziemy.- powiedział.- Chłopcy czekają na zewnątrz.  W środku gotowałam się ze wściekłości. Ja tu specjalnie dla niego przylatuję, a jego nie ma na lotnisku! A obiecał!
Mężczyzna podszedł do limuzyny i wskazał na Ellie i Dan oraz Dużego Bo.
- Państwo tutaj.- Powiedział szofer.- A pani pójdzie ze mną.- dodał.
 Duży Bo zaniepokoił się.
- Ja jej samej nie puszczę!- Powiedział.
- To proszę pójść z nami.- Odpowiedział stanowczo mężczyzna.
Podeszliśmy do Mercedesa z przyciemnianymi szybami. Duży Bo otworzył drzwi i zajrzał do środka. Coś mruknął pod nosem i się wycofał.
- Megan, możesz wsiadać. – Powiedział i oddalił się.
Wsiadłam do samochodu i znalazłam się w objęciach Harry’ ego.
- Hazziątko!- Powiedziałam i zaczęłam płakać.
- No takiego powitania to się nie spodziewałem.
   Samochód ruszył, a Harry zaczął scałowywać z moich policzków łzy.
- Witaj moje królewno.- Powiedział.
Było mi tak miło w jego objęciach Harry’ ego, że nie zauważyłam, kiedy stanęliśmy.
   W domu było  już głośno. Widać, że limuzyna już dojechała.
Duży Bo wyskoczył z domu i zabrał moje bagaże.
Dom był duży i bardzo nowoczesny. Weszliśmy do środka, a chłopaki się na mnie rzucili, żeby się przywitać.
- Doszliśmy do wniosku, że wszyscy się nie zmieścimy w tej limuzynie, więc zostawiliśmy wam możliwość intymnego przywitania się.
- Jesteście pewnie bardzo zmęczone.- Powiedział Liam.- Ale zjecie z nami kolacje, prawda? Chudy Su stanął na głowie, żeby was przywitać.
- Macie pozdrowienia od mamy, Michała i Małego Joe. Nawet mu się spodobało w Polsce. Powiedział, że on chyba tam zostanie.- Powiedziałam.
- Idźcie do łazienki i się trochę ogarnijcie, a potem przyjdźcie na kolacje.- Powiedział Li.
Harry cały czas trzymał mnie w pasie i poprowadził na górę.
- Tylko nie siedźcie tam za długo, bo jestem głodny.- Powiedział Niall.
Pokój do którego wprowadził mnie Hazzie był przeszklony. Do pokoju przylegała łazienka z jacuzzi i kabiną prysznicową.  Wyposażenie było super luksusowe. Z pokoju rozciągał się przepiękny widok na Chicago.
- Może chcesz się wykąpać?- zapytał Harry.- Ale zrób to szybko, bo za piętnaście minut przyjdę.
Niechętnie puścił mnie i wyszedł z pokoju. Zamknęłam za nim drzwi i pobiegłam do łazienki. Popatrzyłam w lustro. Boże! Jaka ja byłam szara! I taką mnie widział?!wskoczyłam pod prysznic, umyłam głowę., szybko się namydliłam, spłukałam i wyszłam z kabiny. Na ścianie wisiał cudownie miękki, fioletowy szlafrok z nadrukiem: MEGAN.
Założyłam go na siebie. Wyszłam z łazienki i zaczęłam się zastanawiać, gdzie są moje bagaże. Zajrzałam do szafy, a tam wisiała niebieska sukienka koktajlowa. Założyłam ją ale czegoś mi brakowało.
Ktoś zapukał do drzwi.
- Kto tam?- Zapytałam.
- Jesteś już gotowa?
Otworzyłam drzwi i zaprosiłam do środka.
- Nie wiem, gdzie są moje bagaże. Zajrzałam do szafy i znalazłam sukienkę, która jest na mnie dobra. Teraz muszę znaleźć Dużego Bo, aby się dowiedzieć, gdzie są moje bagaże.
Harry podszedł do mnie i zamknął mi usta pocałunkiem.
- Ta sukienka jest dla ciebie, a na dole w szafie znajdziesz buty.
- Harry, nie mogę tyle prezentów przyjmować od ciebie.
- A dlaczego?- zapytał zdziwiony.- Przecież jesteś moją dziewczyną.- dodał.
  Podszedł do szafy i wyciągnął pudełko z butami. Poprosił, żebym usiadła i założył mi pantofle na nogi. Leżały świetnie. Jak rękawiczki i były prześliczne.
Nachyliłam się i ucałowałam go. Szepnęłam po chwili do ucha:
- Dziękuje- i pocałowałam czule jeszcze raz.
Do pokoju ktoś zapukał.
- Schodzicie na dół? Kolacja na stole. Ja tu głoduje!- Błagał Niall przez drzwi.- żołądek przykleił mi się do kręgosłupa.
- Już idziemy.- odpowiedziałam- Nie chcę, żeby Niall zszedł z tego świata z mojego powodu. Chodź, idziemy.- Powiedziałam do Harry’ ego.
W jadalni wszyscy już byli.
- No nareszcie!- Krzyknął Niall.
Na stole czekała już wyśmienita kolacja.
- Dzisiaj Chudy Su przeszedł samego siebie. Później go poznasz.- Powiedział Harry.
Na stole stały koszyczki. Dla każdego po jednym. Zdjęłam pokrywkę i zajrzałam do środka. Ujrzałam na dnie leżące pierogi
- A! to dlatego Niall nie mógł się  doczekać!- Powiedziałam.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem.
Pierogi były chińskie, z ciasta ryżowego.
- Niall, to chyba coś dla ciebie. Pamiętasz jak po polsku nazywa się to danie?
- PEROGI!!!- krzyknął szczęśliwy.
- Nie perogi, tylko pierogi. Widzę, że zapomniałeś tego, czego cię uczyłam…
- Ale to nie są takie jak u was.
- A jakie lubisz najbardziej?
- Z mięsem!!! No ale z serem też były dobre. I z kapustą i z grzybami też. I na słodko i na słono były pyszne!
Wszyscy się roześmiali.
Po kolacji Liam zarządził, że idziemy spać, bo jesteśmy zmęczone po podróży.
Rozeszliśmy się do pokoi.
- Bardzo ci się chce spać?- Zapytał Harry.- Moglibyśmy pogadać? Właściwie nie wiem, co się działo u ciebie podczas podróży.
Zaprosiłam go do siebie do pokoju.
- A jak ci się podobał szlafroczek?
- Takiego jeszcze nie miałam. Jest taki mięciutki. Taki jak ty.
- Ja jestem mięciutki?- Zdziwił się  Harry.
- No, przecież nie mówię, że jesteś mięczak ale tak dobrze jest się do ciebie przytulać.
- To jak tam z chłopakami z The Wanted?
- Duży Bo dał Jay’ owi mocno do zrozumienia, że jestem zajęta. Stracił humor na całą podróż. Meksykanin został w Berlinie. Harry, nie obrazisz się, jeżeli zmienię mój aktualny strój na coś wygodniejszego?
- Nie mam nic przeciwko.- Uśmiechnął się tajemniczo.
Gdy byłam sama w pokoju przed kolacją, zauważyłam leżącą na łóżku jedwabną piżamę.
Podeszłam do łóżka, zabrałam piżamę i pobiegłam do łazienki.
Kiedy z niej wyszłam Harry siedział na kanapie i oglądał telewizję.
- Nie zauważyłam wcześniej tego telewizora!
- Bo był schowany głuptasie. Zobacz. Tu jest pilot. Po naciśnięciu tego przycisku telewizor się chowa.
- Pokaż.
  Przycisnęłam guzik i telewizor zaczął jechać do góry. Pomyślałam: Ale ustrojstwo!
- Ładnie ci w tym szlafroczku.- Powiedział Hazza.
Nacisnęłam jeszcze raz. Telewizor wysunął się.  Usiedliśmy na kanapie, a Harry mocno mnie przytulił. Zapytałam go o trasę koncertową i zaczął opowiadać. Oparłam głowę na jego ramieniu i nawet nie wiem, kiedy zasnęłam.
* Witajcie :D Wiem, że zwykle rozdział kończą się w taki sposób: "Zasnęłam", "Film mi się urwał", "Nawet nie wiem, kiedy odjechałam"... Wiem... Strasznie mi się śmiać przez to chce, nie wiem czemu tak jest :D
                                                                                            ~Meg